Widian – orientalne pachnidła z Abu Dhabi

Widian to perfumowa marka z Abu Dhabi utworzona przez Ali Aljaberiego w 2014 roku jako Aj Arabia, a w 2016 roku przechrzczona na obecną nazwę. Twórca określa stylistykę swych perfum jako połączenie arabskiej tradycji ze współczesnością. Szukając informacji o Widian spotkałem się także z określeniami, że perfumy te przykład mariażu stylów arabskiego i francuskiego we współczesnym wydaniu. Nawet po dość pobieżnym zapoznaniu się z nimi mogłem stwierdzić, że chyba najtrafniej opisuje je to zdanie, które znalazłem na oficjalnej stronie Widian:

Delikatne i wonne pachnidła, które zabiorą cię w podróż do cudownego dziedzictwa Środkowego Wschodu.

Rzeczywiście elementem wspólnym perfum Widian jest ich niesamowita wonność właśnie. Ktoś zapyta – jak to? Przecież perfumy z natury swej są wonne. Owszem. Ale wonność, o której piszę, zasługuje na szczególne wyróżnienie. Objawia się ona wręcz majestatycznym, spokojnym i wielogodzinnym emanowaniem ze skóry stonowanego, ale permanentnie wyczuwalnego, zmysłowego, ciepłego i przywierającego mocno do skóry zapachu, który poprzez swą olfaktoryczną gęstość i zdecydowaną przewagę składników o dużym ciężarze gatunkowym staje się naszym własnym, „osobniczym” zapachem. Każde z przetestowanych Widian pachnideł posiada tę cechę w mniejszym lub większym stopniu.

Mosque Sheik Zayed

Zanim opiszę swoje wrażenia na ich temat, jeszcze dwa zdania nt. designu flakonu i opakowania Widian. Inspiracją dla nich był monumentalny budynek wielkiego meczetu Szejka Zeyda znajdujący się w Abu Dhabi. Budynek ten – podobnie jak perfumy Widian – łączy w sobie architektoniczne elementy tradycji i nowoczesności.

Widian velvet collection bottle

Widian-Limited Collection Bottle

widian gold collection bottle

Trzeba przyznać, że flakony i ich opakowania prezentują się przepięknie.

Oferta Widian podzielona jest bardzo czytelnie na cztery kolekcje: Black, Gold, Velvet i Limited. Różnią się one nie tylko kolorami flakonów i opakowań, ale także charakterem samych kompozycji zapachowych, choć trzeba dodać, że wszystkie kolekcje łączy zdecydowanie orientalny klimat. Co rzadko spotykane, zapachy w ramach danej kolekcji nie posiadają indywidualnych nazw czy tytułów, a jedynie numery.

Black Collection…

…składa się z pięciu pachnideł, z których póki co trzy miałem przyjemność testować, a które skomponował pracujący w słynnym Grasse Jean-Claude Astier. To niezwykle doświadczony perfumiarz, który – jak mało kto – opanował mariaż arabskiej i klasycznie francuskiej perfumerii, czego wielokrotnie już dowiódł w ramach wspaniałych pachnideł komponowanych dla Martine Micallef i Geoffreya Nejmana. Znajdziemy w Black Collection zarówno orientalne zmysłowe ciepło, jak i klasyczny francuski szyk, harmonię, piękno i głębię. Nie ma tu mowy o kontrowersyjnych nutach animalnych czy oudowych. Te zapachy oczarowują, ale – co ważne – nie od razu, a dopiero po pewnym czasie. Bo nie są to perfumy nastawione na szybki i spektakularny efekt. Nie epatują otoczenia, raczej je intrygują, smużąc przez wiele godzin aromatycznymi nutami. By w pełni docenić ich urodę, potrzeba dwóch czynników: czasu oraz skóry, na co niewątpliwie ma wpływ fakt, iż są to ekstrakty perfumowe i to zbudowane w przewadze z molekuł o dużym ciężarze gatunkowym (żywice, balsamy, kadzidła, drewna). Potrzebują one kilku godzin, by w pełni ujawnić swe oblicze. Odradzam więc stanowczo testy na papierku, gdyż będą one bardzo mylące i nie oddadzą w pełni ich charakteru.

widian 2

Black Collection I jest ciepłą, zmysłową i pełną głębi mieszanką przypraw z wyróżniającym się kardamonem, który nadaje całości subtelnej, jakby owocowej nutki. Gdy kardamon przydaje świeżości, ciepła dodaje cynamon. Przedłużeniem kardamonowej nuty jest najpierw cyprys, nadający subtelniej zieloności, a następnie zręcznie wkomponowana nuta kadzidła. Ale zarówno ona, jak i wspomniane przyprawy, zostały tu umieszczone w bardzo konkretnym, ciepłym i orientalnym kontekście, zbudowanym z cedru, drewna sandałowego i piżmowej głębi. Te nuty praktycznie od początku „ustawiają” to pachnidło i utrzymują jego zmysłowy charakter do samego końca.

Black Collection II otwiera się przecudnym, lekko słodkim akordem owocowym (śliwka i mandarynka), spod którego wyłania się będąca w centrum kompozycji róża, otoczona słodko-żywiczną esencją z drewna sandałowego. Kulinarny wątek z intro kontynuuje wanilia w bazie, a orientalnej reszty dopełniają piżma i esencja z mchu. II jest nieco bardziej kobieca, niż I czy III. Jest też subtelniejsza, ale i trwalsza. Pozostaje na skórze kilkanaście godzin.

Black Collection III ma świeży początek dzięki bergamotce i mięcie. Zaraz po nim ujawnia się akord skórzano-drzewny, który dominuje dalszą część zapachu. Skóra jest subtelna, elegancka, czysta, wyrafinowana. Okrągła, pełna drzewna baza – z istotną rolą paczuli – oraz sandałowcem, wanilią i mchem (podobna jak w II) wieńczy to naprawdę warte uwagi dzieło.

 

Gold Collection

widian gold collection

Gold Collection składa się póki co z dwóch pachnideł, obu o podobnym do siebie, ale wyraźnie innym charakterze od zapachów składających się na Black Collection. Tego typu zapachy lubię nazywać „obsypanymi złotym pyłem szeików ambrowcami” (co świetnie zresztą idealnie oddaje powyższa grafika). Jednym z najdoskonalszych przykładów takich pachnideł jest wg mnie Amouage Opus VI. Mniej więcej w takim właśnie stylu i klimacie są oba zapachy złotej kolekcji Widian. Mają przy tym ambrową-bazową część wspólną, ale różnią pozostałymi elementami. Gold Collection I – obok subtelnych nut kwiatowych i ambrowej bazy – zawiera w sercu nutę oudu – dość delikatną i mającą bardziej klasycznie arabski charakter, przypominający mi oudy takich marek jak Rasasi czy Arabian Oud. Gold Collection II pachnie niczym złoty pył, a to dzięki wyraźnemu szafranowi, którym posypano kwiatowe serce na analogicznej jak w I ambrowej bazie. II przypomina mi z kolei Oud Shamash The Different Company jaki i Sand Aoud Mancera. II jest moim faworytem w tym złotym duecie.

Widian velvet collection

Velvet Collection

To duet perfum orientalno-kwiatowych, mocno się jednak od siebie różniących. Liwa zachwyca ostrym, dymno-przyprawowym intro (szafran plus molekuła Amberwood), a obecne w nim oraz w sercu nuty białokwiatowe mają raczej symboliczny charakter i zostały tu zdecydowanie przytłumione bardzo arabską, dymno-drzewną bazą, która składa się głównie z nut drzewnych: cedru, sandałowca, paczuli, wetywerii, oudu i kadzidła. Kwiatowości jest w więc w Liwie bardzo niewiele, a zapach spokojnie broni się jako uniseks z przechyłem w męską stronę. Co innego Delma. Tu wyraźne kwiatowe serce, złożone z jaśminu i frezji, poprzedzone lekko owocowym wstępem (brzoskwinia i heliotrop), przywołującym trochę na myśl stylistykę No. 5 Chanela, osadzone na lekko kulinarnej, okrągłej, „puszystej” bazie z nutami wanilii, ptasiego mleczka oraz szafranu, paczuli i gwajaku, nie pozostawia złudzeń. To pełnoprawne, śliczne, bardzo kobiece i zmysłowe, orientalno-kwiatowe perfumy dla kobiet.

Perfumy Widian reprezentują tę piękną i łatwą w lubieniu stronę orientalnej perfumerii. Zawierają typowe elementy arabskiej estetyki perfumowej, jak choćby zamiłowanie do wysokiej koncentracji oraz częste używanie niektórych składników do niedawna jeszcze obcych perfumerii europejskiej (szafran, oud, kadzidło). I choć perfumy te nie wymagają przesadnie wyrobionego nosa (jak np. propozycje Amouage, S.H. Lucas 777 czy nawet Montale) i zaprojektowane są tak, by łatwo (choć nie szybko) „wpadały w nos”, to jednak nie można nie zauważyć w nich kunsztu i wyrafinowanego orientalnego piękna. Zbudowane na perfekcyjnej harmonii, bez dysonansów, z głębią i treścią oraz wysoką jakością chyba po prostu nie mogą się nie spodobać.

Eutopie Parfumes – nisza made in France

Eutopie Parfumes to młoda francuska marka niszowa utworzona w 2011 roku i prowadzona przez Elodie Pollet – weterankę branży dóbr luksusowych, w tym perfum. Pollet lubi podróżować, mieszkała już w wielu miejscach na świecie. Jej obserwacje podróżnicze oraz doświadczenia życiowe i branżowe znalazły wyraźne odzwierciedlenie w pachnidłach Eutopie, które tworzy wraz z profesjonalnymi francuskimi perfumiarzami. Perfumy ponumerowane zostały od 1 do – póki co – 10, z pominięciem, rzecz jasna, piątki, która jako nazwa perfum zarezerwowana jest przez Chanel…Każda kompozycja zainspirowana została innym miejscem, przy czym te o numerach 7, 8 i 9 poświęcono paryskim ogrodom. Warto wspomnieć, że marka został uhonorowana w 2012 roku w Paryżu nagrodą European Beauty Innovation Awards, a zapach No.4 otrzymał w 2013 roku w Berlinie nagrodę Prix de Parfum Artistique.

elodie-pollet
Elodie Pollet (Fot. Fragrantica)

 

Eutopie Parfums proponuje intrygujące i oryginalne pachnidła o orientalnym, niszowym charakterze, skierowane do koneserów perfumowej sztuki. Zamyka je w masywne, ale poręczne i dobrze prezentujące się flakony zaopatrzone w srebrne lub złote zatyczki. Oszczędna stylowa grafika i numery zamiast nazw dodają całości niszowego i ekskluzywnego charakteru.

Dzięki uprzejmości łódzkiej perfumerii Impressium miałem okazję przetestować pachnidła o numerach od 1 do 6 i przyznać  muszę, że wszystkie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To kawał porządnej perfumowej roboty. Przede wszystkim zapachy Eutopia są oryginalne (i – o dziwo – nie ma pośród nich ani kopii Black Afgano, ani imitacji Tuscan Leather (!), choć jest coś…., ale o tym później). Poza tym, są gęste i trwałe, co wynika nie tylko z zastosowanych składników, ale i koncentracji eau de parfum. To także powoduje, że rozwijają się one na skórze bardzo powoli, nie epatując otoczenia swą mocą, a pozostając raczej bliżej noszącego. Zwykle są to kompozycje orientalne, z elementami estetyki arabskiej, tyle że z akcentami położonym na różne aspekty. Według mnie niemal wszystkie mają uniseksowy charakter.

No.1 to pachnidło z wyraźną nutą jaśminu sparowanego z różą, którym początkowo towarzyszy anyż. Kwiaty zanurzono w esencjach drzewnych, przybrudzono odrobiną gorzkawo pachnącego tytoniu i oparto na zmysłowej orientalnej bazie, na którą składa się ambra, piżmo i wanilia. Zapach majestatycznie i długo rozwija się na skórze, dość szybko wszakże tracąc kwiatowe nuty na rzecz orientalnej, lekko pudrowej, ambrowo-drzewno-waniliowej bazy, która z czasem staje się coraz bardziej sucha, nieco duszna, tajemnicza i zmysłowa.

Biały flakon z różowym ornamentem jakoś mi jednak do charakteru No. 1 zupełnie nie pasuje…

eutopie-n-1-luxury-perfume

 

główne nuty:  jaśmin, róża, anyż, drewno sandałowe, tytoń, cedr, ambra, białe piżmo, wanilia

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2011

 

No.2 to przepiękne, majestatyczne, orientalne pachnidło łączące w sobie różę, szafran i nuty drzewne. Fani niedoścignionego Rose Nacree du Desert Guerlain, Santal Royal tej samej marki oraz niedawno opisywanego przez mnie Oriento marki Jeroboam mogą znaleźć w tej kompozycji swoje ulubione aromaty. Róża obecna, choć nie dominująca, została tu sowicie obsypana rdzawym szafranowym pyłem przydającym całości tego charakterystycznego słodko-gorzkiego, arabskiego charakteru. Mam słabość do takich pachnideł – mających zmysłowy, ale jednocześnie egzotyczny, ciężki, „osadzony”, ale fascynująco mroczny i tajemniczy charakter, w których szkarłatna róża zmieszana została z czernią nikabu i złotem zdobień arabskich pałaców…

burka

No.2 zawiera w sobie – wedle twórców – aromat specyficznego arabskiego kadziła zwanego Bakhur (bakhoor), będącego w istocie sprasowaną w kształcie cegiełki mieszanką naturalnych składników, głównie drzewnych wiórków oudowych, zanurzonych w pachnących olejkach i zmieszanych z innymi składnikami (żywice, ambra, piżma, drewno sandałowe, zapachowe esencje). Bakhur palony wydziela dym służący do nadawania zapachu pomieszczeniom i tkaninom (ubraniom).

Reasumując, No.2 zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. No i kolor flakonu został tym razem zdecydowanie lepiej dobrany…

eutopie-n-2-luxury-perfume

główne nuty:  przyprawy, tytoń, róża, szafran, piżmo, nuty drzewne, niuanse orientalne

perfumiarz: Prakash Narayan (Givaudan)

rok premiery: 2011

 

No.3 idzie w nieco innym kierunku, niż dominujący w pierwszych dwóch zapachach arabski orient. Owszem, odnajdziemy tu wspólne z nimi ingrediencje (np. szafran, agar), ale całość jest zdecydowanie łagodniejsza i bardziej europejska – głównie dzięki innym proporcjom poszczególnych składników i łagodzącemu całość na pierwszym etapie jałowcowi. Dość szybko No. 3 ujawnia swą drzewna istotę, która – w miarę upływu czasu – zaczyna dominować. Finisz jest intensywny i sucho-drzewny, co jest zasługa niezawodnego cypriolu, który wzmacnia drzewny przekaz. Łagodny początek przeistacza się więc w mocny, drzewny koniec. Całkiem zaskakująco i naprawdę interesująco…

eutopie-3

główne nuty:  jagody jałowca, szafran, drewno sandałowe, cypriol, drewno agarowe, paczula, ambra, piżmo, wanilia

perfumiarz: Sonia Constant (Givaudan)

rok premiery: 2012

 

No. 4 poprzez połączenie paczuli z delikatnymi nutami balsamicznymi (czystek), żywicznymi i kulinarną wanilią na samym początku budzi we mnie jak najlepsze skojarzenia z przecudnej urody Coromandelem Chanela. Jednak w wyniku obecności fiołka w sercu zapach dość szybko zmienia kierunek. Staje się miękki i delikatnie zielony. Co ciekawe, na finiszu podobieństwa do dzieła Jacquesa Polge’a powracają, zapach staje się lekko paczulowo-kremowy i w efekcie jako całość pozostawia naprawdę dobre wrażenie. Jego „nieszczęściem” jest właśnie to, że może kojarzyć się z absolutną perfumową doskonałością, jaką jest Coromandel. Z takim „przeciwnikiem” trudno jest nawet podjąć walkę, a co dopiero ją wygrać… Ale to właśnie tę kompozycję doceniło berlińskie jury przyznając Prix de Parfum Artistique.

eutopie-4

główne nuty:  paczula, bergamotka, czystek, róża, fiołek, sandałowiec, ambra, piżmo, kadzidło

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2013

 

No.6 zainspirowane zostało… Rosją (bo czemu nie?), a konkretniej – Moskwą, która wszakże znacząco różni się od reszty Rosji (delikatnie to ujmując), a w której Elodie Pollet mieszkała przez jakiś czas. Stamtąd zabrała ze sobą wspomnienia i skojarzenia z wonią skóry, geranium i kadzidła. Według niej te nuty w dużej mierze tworzą No.6, którego czerwony flakon ze złotą zatyczką nawiązuje do moskiewskiego monastyru z ulicy Petrovka.

moscow-monastery

Zapach otwiera się dość intensywnym aromatem przypominającym pieprz, ale pieprzem nie będącym. To aromamolekuła pepperwood daje znać o sobie. Obok suchego drzewnego cypriolu, to drugi składnik stricte syntetyczny budujący kościec tego niezwykłego zapachu. Zza tego pikantnego wstępu nieśmiało wyłania się geranium na cedrowym fundamencie i – ten moment musiałem sprawdzić kilka razy, by potwierdzić moje skojarzenia – pachnie to jak Terre d’Hermes (!) pozbawiony grejpfruta (methyl pamplemousse) i wetywerii (vetiveryl acetate). Taka mroczna, niszowa, nieoczywista i bardziej wymagająca wersja Terre. Mniej wprawny nos może zupełnie nie zauważyć tego podobieństwa. Ja sam wydobyłem je dopiero przy którejś próbie. Ale No.6 to pachnidło zdecydowanie trudniejsze, obudowane innymi ingrediencjami dla uzyskania innego efektu. Elodie Pollet określa je jako – po części – skórzane. Ja jednak skóry zupełnie tu nie czuję. Natomiast uważam ten zapach za przede wszystkim przyprawowo-drzewny z odrobiną kadzidła, ładnym, dość wyraźnym, lekko mentolowym geranium i świetnym, długotrwałym, suchym cypriolowym finiszem. Co ciekawe, owo podobieństwo do dzieła J.C. Elleny jest dużo większe na papierku testowym, niż na skórze. Tam zapach staje się bardziej mroczny i drzewny, a urocza i rozjaśniająca całość nuta geranium gdzieś się chowa…

Dla osób lubiących olfaktoryczne eksperymenty No.6 może okazać się bardzo ciekawym kandydatem do połączenia go z Terre d’Hermes na skórze, w celu pogłębienia i utrwalenia tego drugiego. Efekty mogą  być bardzo intrygujące. Sam z pewnością tego wkrótce spróbuję… Niemniej oczywiście No.6 to od początku do końca „samodzielne” pachnidło o mocnym, zdecydowanym i męskim charakterze. Obok No. 2 moje ulubione z opisywanej piątki.

 

 eutopie-n-6-luxury-perfume1

główne nuty: kadzidło, cypriol, geranium, labdanum, skóra, paczula, cedr, piżma, Pepperwood

perfumiarz: Nadège le Garletanzec (Givaudan)

rok premiery: 2013

 

Puredistance SHEIDUNA – mariaż orientalnej zmysłowości i francuskiej elegancji

Czy perfumy luksusowe to określenie, które cokolwiek jeszcze dziś znaczy? 

W czasach, gdy uważające się za luksusowe marki perfumowe wypuszczają czasem po kilka zapachów w roku, często potwierdzając starą jak świat regułę, że więcej wcale nie znaczy lepiej (a zwykle odwrotnie), twórca marki Puredistance Jan Ewoud Vos od początku jej istnienia dba o to, by była ona postrzegana jako synonim prawdziwego luksusu. Co więc za tym idzie, liczy się nie tylko samo pachnidło, które w przypadku Puredistance prezentuje zawsze najwyższą jakość, ale także wszystko co mu towarzyszy – od niezwykłego flakonu, poprzez luksusowe akcesoria, ograniczoną dystrybucję, odpowiednio wysoką cenę, aż po częstotliwość, z jaką marką lansuje nowe perfumy. W przypadku Puredistance pojawiają się one raz na rok lub rzadziej i już choćby pod tym względem marka należy do nielicznych wyjątków. Przypomnijmy: rok 2007 to pierwsze pachnidło Puredistance I. W roku 2010 marka przedstawiła dwa zapachy: kobiecą Antonię i męskie Puredistance M.W 2012 pojawiło się Opardu, w 2013 Black zaś w 2015 White. Na 2016 rok zapowiedziano wyjątkową premierę…

puredistance-full-logo-gold-01

Trzeba przyznać, że wylansowanie nowych perfum Puredistance zostało tym razem niezwykle pieczołowicie przygotowane i przeprowadzone. Serwowane w mediach elektronicznych – na długo przed premierą – zapowiedzi przypominały kampanię reklamową nowego filmu znanego reżysera. Na początku wiadomo było jedynie, że Puredistance szykuje nowe perfumy. Z czasem firma ujawniła ich nazwę odkrywając stopniowo po jednej literce. Gdy już dowiedzieliśmy się, że to SHEIDUNA, przedstawiciele marki dosłownie nabrali wody w usta. Firma dozowała napięcie do tego stopnia, że jeszcze podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie jej przedstawiciele nie chcieli zdradzić żadnych szczegółów dotyczących zapowiadanej na jesień premiery. Nawet tego, komu tym razem Jan Ewoud Vos powierzył skomponowanie pachnidła…

puredistance-jan-ewoud-vos-cecile-zarokiansmall
Jan Ewoud Vos i Cecile Zarokian

Po pewnym czasie ujawniono także i personalia perfumiarki (Cecile Zarokian), po czym SHEIDUNA została przedpremierowo zaprezentowana w Nowym Jorku, gdzie wzbudziła pozytywne reakcje. W prezentacji brała udział też sama Zarokian. Fakt że to właśnie ona przełożyła na język pachnących molekuł wizję Jana Ewouda Vosa, zelektryzowała perfumową branżę i krytyków. Cecile jest w ostatnich latach bardzo twórcza i raz po raz dowodzi, że ma w perfumerii bardzo wiele do powiedzenia, oraz że mimo relatywnie krótkiej kariery, dopracowała się już własnego stylu, a jej pachnidła to nierzadko dzieła perfumowej sztuki (Epic Woman Amouage, Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali, Tango Masque Milano,  Aqua Sextius Jul et Mad, Patchouliful Laboratorio Olfattivo by wspomnieć najlepsze).

Prace nad SHEIDUNA trwały około roku, a światowa premiera miała miejsce we wrześniu 2016 podczas targów Pitti Fragranze we Florencji. Według przedstawicieli marki zapach zrobił furorę. Reakcje publiczności utrwalono na licznych fotografiach:

sheiduna-emotion-collage_small

Nazwę perfum wymyślił Jan Ewoud Vos łącząc słowa SHE (Ona) oraz DUNE (Wydma). Odzwierciedla ona charakter perfum, które są połączeniem paryskiej elegancji i orientalnej zmysłowości. 

SHEIDUNA od pierwszych do ostatnich sekund pachnie bardzo naturalnie. Akord głowy jawi się jako wzmocniona aldehydami aromatyczna mieszanka cytrusów (z dominacją cytryny) oraz soczystej i zielonej woni czarnej porzeczki. Spod tego świeżego aromatu wyłania się stopniowo serce zapachu, zbudowane z kluczowej dla charakteru tych perfum esencji róży bułgarskiej, którą jakże tradycyjnie połączono tu z geranium oraz paczulą, subtelnie doprawiając całość goździkiem. Serce jest początkowo różano-przyprawowe, ale wraz z upływem czasu przeobraża się w niezwykle zmysłowy i bardzo złożony aromat, w którym róża wciąż jest obecna, ale zmienia się jej otoczenie. Zapach ociepla się, a do nozdrzy zaczyna docierać woń, która jest swoistą sygnaturą Cecile Zarokian, gdy chodzi o pachnidła kwiatowo-orientalne. Mieszanka ambry, żywic, absolutu wanilii, absolutu tonki i piżm z kwiatową (w tym wypadku różaną) dominantą. Efekt jest zbliżony do tego, co poczujemy w Mon Nom Est Rouge Majdy Bekkali (a poniekąd także i Tango Masque Milano). SHEIDUNA jest jednak w swym charakterze bardziej zrównoważona, harmonijna i subtelniejsza. Mniej eksperymentalna, a bardziej klasyczna. Gaśnie na skórze bardzo powoli, stając się długotrwałym zapachem blisko-skórnym, w którym ślady róży umocowane są do skóry piżmami (trwałość wynika z bardzo wysokiej koncentracji pachnącego wkładu 27% – jest więc to perfumowy ekstrakt).

sheiduna-02

SHEIDUNA projektuje wyczuwalnie, ale subtelnie, czym również odróżnia się od wcześniej wymienionych dzieł Zarokian, których moc nie dla wszystkich jest akceptowalna. Szczerze mówiąc jednak, spodziewałem się po SHEIDUNA woni nieco bardziej zdecydowanej i intensywnej. Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie pozostałe pachnidła Puredistance, to stwierdzam, że żadne z nich nie należy do tytanów mocy, a marka najwyraźniej stawia na zapachy nie będące olfaktorycznymi bombami, co wcale nie umniejsza ich wartości.

SHEIDUNA to – mimo wyraźnie kobiecego „targetowania” – w mojej ocenie pachnidło uniseksowe. Polubić je mogą wielbiciele woni orientalnych obu płci. Jako zapach orientalny z różaną dominantą jest udanym uzupełnieniem oferty Puredistance.

Czy SHEIDUNA spotka się z równie dobrym przyjęciem perfumowych koneserów, jak to miało miejsce w Nowym Jorku i we Florencji? Dowiemy się pewnie wkrótce. Zapach ma bowiem trafić do współpracujących z Puredistance perfumerii pod koniec października*.

sheiduna-01

nuty głowy: cytryna, mandarynka, czarna porzeczka, aldehydy

nuty serca: róża bułgarska, geranium, goździk, wetyweria, paczula

nuty bazy: drzewna ambra, labdanum, kadzidło, benzoes, mirra, tonka, wanilia, piżma

perfumiarka: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,5/  projekcja: 4/ trwałość: 5

 

*) W Polsce wyłącznym dystrybutorem perfum Puredistance jest perfumeria Quality Missala.

Jeroboam Paris – ekstrakty perfumowe dla miejskich wędrowców (cokolwiek to znaczy…)

Wszystko rozpoczęło się od piżm.

Konkretnie od ich mieszanki, nad którą od dłuższego czasu w zaciszu swojego laboratorium pracowała Vanina Muracciole, perfumiarka włoskiego pochodzenia, absolwentka ekskluzywnej paryskiej szkoły perfumeryjne ISIPCA. Wyjątkowy akord, jaki był rezultatem tych prac, oczarował niejakiego Francoisa Henina, konesera perfum, właściciela jednej z najstarszych i najważniejszych paryskich perfumerii niszowych Jovoy Paris, twórcy doskonałej niszowej marki perfumowej pod tą samą nazwą. Bazując na tym akordzie Muracciole skomponowała Origino – pierwszy zapach nowej kolekcji perfumowych ekstraktów zamkniętych w w małych, uroczych 30 ml-owych flakonikach, którą Henin przekornie ochrzcił mianem Jeroboam (w przemyśle winiarskim jest to określenie na dużą 3 litrową butlę wina) i opatrzył hasłem: Perfumowe ekstrakty dla miejskich koczowników. Ów akord tajemniczych piżm łączy zapachy kolekcji, gdyż stał się bazą dla każdego z nich. Nazwy poszczególnych kompozycji wywodzą się z języka esperanto.

jeroboam teaser

Stanowiącą bazę Origino (Początek) piżmową miksturę Muarcciole ozdobiła pieprzowym, wibrującym otwarciem, która naturalnie przechodzi w przyprawowo-drzewne serce, w którym zarówno esencja z jagód jałowca, jaki gałka muszkatołowa idealnie wprost wynikają z pieprzowego otwarcia. Drzewny wymiar zapachu został znacząco wzmocniony poprzez esencję sandałowca. Ale istotą Origino jest to, co pojawia się na skórze półtora-dwa kwadranse po aplikacji. Trwające niemal w nieskończoność, hipnotyczne, zmysłowe, magnetyzujące piżmowe mini-arcydzieło z subtelną nutką owocową, które natychmiast zapada w pamięć i każe zadawać sobie co jakiś czas pytanie – co tak pięknie pachnie?

 

Jeroboam

nuty głowy: bergamotka, różowy pieprz

nuty serca: jałowiec, gałka muszkatołowa

nuty bazy: drewno sandałowe, tajemnicze piżma

 

Hauto (Skóra) to nic innego, jak dobrze znana z Origino piżmowa baza, tyle że nadbudowana akordem kwiatowym, zdominowanym przez woń tuberozy oraz przyprawy. Zanim jednak mocne, nektarowo-kwiatowe serce ukaże się w pełnej krasie, zapach zaczyna się akordem owocowym, z wiodącą nutą będąca mieszanką niby-ananasa i czegoś słodkiego, kulinarnego i miodowego. Stawiałem na ylang ylang, choć oficjalny skład go nie podaje. Jest też wyczuwalne coś w rodzaju wanilii. Niemniej doprawione tuberozowe serce może się podobać jako bardzo nasycone, gęste i pozbawione jakichkolwiek drażniących biało-kwiatowych akcentów. Hauto ma zdecydowanie kobiecy charakter, jest początkowo dość intensywny, by z czasem mocno osiąść na skórze i trwać na niej wiele godzin jako zmysłowy, biało-kwiatowy skin-scent.

nuty głowy: bergamotka, ananas

nuty serca: tuberoza, róża, przyprawy

nuty bazy: tajemnicze piżma

vanina_muracciole

Miksado (Mieszanie) to przyprawowo-drzewna kompozycja, w której pierwszych minutach pięknie współgrają ze sobą szafran i labdanum, początkowo odświeżone minimalnie wyczuwana bergamotką. Serce to wedle opisu domena nut drzewnych, ale ja wyczuwam tu przede wszystkim intrygującą nutę owocową,  w typie likieru porzeczkowego, która narasta wraz z upływem czasu budując hipnotyczny sygnaturowy akord Miksado. Kompozycja wsparta została paczulą i wanilią, a utrwalona znanym piżmowym motywem przewodnim kolekcji Jeroboam. Całość pachnie bardzo komfortowo, magnetyzująco, przyjemnie i powoli rozwijając się na skórze. Obok Oriento to mój ulubiony Jeroboam.

nuty głowy: bergamotka, labdanum, szafran

nuty serca: cedr, geranium, drewno gwajakowe

nuty bazy: paczula, wanilia, tajemnicze piżma

Francois Henin
Francois Henin

Oriento (Wschód) to – zgodnie z nazwą – mocna, orientalna mieszanka, w której głównymi bohaterami są szafran, róża, paczula oraz drewno sandałowe z obowiązkowym w kolekcji Jeroboam udziałem akordu tajemniczych piżm. Choć sam zapach nie odkrywa nowych horyzontów, to jednak nie można odmówić mu kompetentnego i bardzo solidnego wykonania. W kategorii pachnideł o arabskiej estetyce, które oparto na dobrze znanym zestawieniu esencji różanej z esencjami paczuli i sandałowca, Oriento prezentuje z pewnością najwyższą jakość. Przypomina mi genialną kompozycję Thierry Wassera Rose Nacree Du Desert Guerlain, którą w wersji skomercjalizowanej i rozcieńczonej marka ta niedawno przedstawiła jako Santal Royal. Niemniej zarówno kompozycyjnie, jak i jakościowo (także pod względem koncentracji składników), Oriento może śmiało stawać w szranki z tym pierwszym. Zapach jest piękny, głęboki i zmysłowy. Różana nuta ma barw szkarłatną, szafran zaostrza zapach na początku, przydając arabskiego sznytu, w sercu zaś do głosu dochodzi paczula, dodając całości zmysłowości. Baza jest bardzo długotrwała i ma drzewny charakter z dominująca sucho-drzewną nutą sandałowca.

Oriento rozwija się na skórze majestatycznie, powoli i trwa na niej długie godziny, pachnąc nienachalnie i elegancko, dając o sobie znać co jakiś czas zmysłową i intrygującą smużką. To prawdziwe Magnum Opus tej kolekcji. To także mój ulubiony Jeroboam.

jeroboam oriento

 

nuty głowy: cytryna, szafran, styrax

nuty serca: róża, ylang-ylang, jabłko

nuty bazy: drewno sandałowe, paczula, tajemnicze piżma

 

W Insulo (Wyspa) na bazę z tajemniczych piżm nałożono zmysłowy duet wanilii i jaśminu (duet, który przyczynił się do sukcesu Watch M.Micallef). Początkowo wanilia odminuje, z czasem uchylając nieco jaśminu. Insulo jest bardzo ciepły, blisko-skórny, puszysty, a jego kulinarna strona nie jest specjalnie dominująca. Składniki zostały tu dobrze zrównoważano, tak że tworzą jedną bardzo zwartą całość. Niemniej sprawia ona na mnie wrażenie nieco nijakiej, zbyt subtelnej, a Insulo wypada na tle pozostałych kompozycji Jeroboam najmniej interesująco.

Jeroboam insulo

nuty głowy: wanilia

nuty serca: jaśmin

nuty bazy: tajemnicze piżma

 

Jeroboam Paris to kolekcja rzadkiej urody esencjonalnych, oryginalnych i kompetentnie skomponowanych pachnideł orientalnych.

Na szczególnie uznanie i podkreślenie zasługuje oryginalność tych zapachów. Jeroboam nie próbują kopiować czy choćby naśladować znanych bestsellerów mainstreamu czy niszy i nadawać im luksusowego image’u, co jest – niestety – coraz bardziej powszechną praktyką w perfumerii zwanej – mniej lub bardzie trafnie – niszową czy luksusową.

Wszystkie tworzące kolekcję zapachy charakteryzują się harmonią, zmysłowym ciepłem, swoistą miękkością, bogactwem i wysoką koncentracją ingrediencji, a przez to długotrwałością i delikatną, aczkolwiek satysfakcjonującą projekcją, gwarantującą zmysłową smużkę snującą się za noszącym. Ze względu na wyczuwalną koncentrację ekstraktu, każde pachnidło Jeroboam rozwija się na skórze bardzo powoli, przechodząc kolejne fazy i czasem całkiem znacząco odmieniając swoje oblicze, ku zaskoczeniu i satysfakcji.

Bardzo ważne jest, by tych zapachów nie oceniać po pierwszych nutach i pierwszych minutach (choć i one są równie śliczne, co ciąg dalszy, o co twórcy – zdaje się – zadbali). Trzeba dać im czas, wwąchać się w nie, spróbować ich kilka razy, by odkryć ich prawdziwe piękno.

To spokojne zapachy. Nie krzyczą „oudem”, ani innymi sensacyjnymi składnikami czy kontrowersyjnymi akordami. Dają jednak sporą satysfakcję, jeśli tylko pozwolimy im rozwinąć skrzydła i rzucić na nas swój czar. Wrosną w nas i z czasem staną się częścią na samych.

Jako niekontrowersyjne, a przy tym niebanalne, urodziwe i nienachalne, zamknięte w śliczne, filigranowe flakoniki, wydają się też idealnym materiałem na bezpieczny pachnący upominek dla kogoś wyjątkowego…

 

PS. Zapachy Jeroboam dostępne są w warszawskiej perfumerii Quality.

The Different Company (2) – coś dla koneserów, czyli Collection Excessive

Collection Excessive to ta część oferty The Different Company, którą marka adresuje do koneserów perfum.

Obecnie składa się ona z czterech zapachów skomponowanych przez Bertranda Duchaufoura. Wszystkie łączy niezwykła, oryginalna, niecodzienna estetyka, a także kompleksowość i wielowątkowość, z  których znany jest francuski perfumiarz. Mój faworyt z tej czwórki to bez wątpienia sucho-drzewny…

…Oud Shamash – to mieszanka tak wielu tak różnych ingrediencji, że aż trudno uwierzyć, iż całość pachnie bardzo spójnie i harmonijnie. Z początku czuć w nim mieszankę słodkich, orientalnych przypraw, różowego pieprzu i nutę rumu. Zaraz potem staje się lekko zielony i jednocześnie sucho-drzewny, prawdopodobnie za sprawą cypriolu (Nagarmotha, papirus). Baza jest przede wszystkim drzewna, a umieszczony w niej oud z Laosu jest tylko jednym z wielu elementów tej układanki i raczej nie ma szans na jego indywidualne „wykrycie” w olfaktorycznym spektrum tych perfum. Mimo złożoności zapach nie przytłacza, ma bardzo cywilizowane parametry i urzeka snującą się za noszącym dymno-drzewną, oryginalną nutą. Gdzieś w tle czuję echa Timbuktu L’Artisana, co prawdopodobnie wynika z zastosowania obu zapachach papirusu i nut drzewnych. Rekomenduję Oud Shamash wszystkim wielbicielom niebanalnych pachnideł drzewno-dymnych.

 

Oud Shamash

nuty głowy: esencja rumu, szafran, cynamon, różowy pieprz,  davana

nuty serca: róża damasceńska, papirus, jagody Saint Thomas

nuty bazy: oud z Laosu, paczula, absolut czystka, drewno sandałowe, szara ambra, nuty drzewne i suche, nuty skórzane, białe piżmo, wanilia, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

Oud for Love

Zupełnie odmienny od mojego faworyta Oud for Love reprezentuje gatunek pachnideł rozpoczynających się od mocno zaakcentowanych nut alkoholowych. W tym przypadku jest to doprawione kolendrą, szafranem i … kminem whisky. Pod spodem czai się misternie utkana balsamiczna, ociężała baza złożona z m.in. oudu, balsamu Tolu oraz hyraceum, o którym pisałem tu przy okazji recenzji niezwykłego pachnidła Montecristo Masque Milano. Niestety Oud for Love – być może w wyniku nagromadzenia zbyt dużej liczby ciężkich ingrediencji – okazuje się być – przynajmniej na mojej skórze – zapachem tyleż intrygującym, co bardzo blisko skórnym, niemal nieprojektującym. Osiada na skórze i – zdumiewające – praktycznie nie daje o sobie znać. Nie tego oczekuję po perfumach, w związku z czym Oud for Love niestety nie zyskał mojej sympatii. Czuć w nim zmęczenie materiału, znużenie perfumiarza i brak pomysłu, jak wprawić tę mieszankę w ruch. Nic mnie w Oud for Love nie przekonuje. No może poza ładną nazwą…

Oud for Love

nuty głowy: aldehydy, whisky, kolendra, szafran, kmin

nuty serca: tuberoza, drewno sandałowe, ylang ylang, irys, goździk

nuty bazy: oud z Laosu, absolut nieśmiertelnika, wetiwer, paczula, piżmo, ambra, cestrum, hyraceum, heliotrop, nuty karmelowe, balsam Tolu

rok premiery: 2011

 

bertrand-duchaufour 2
Bertrand Duchaufour (foto: http://www.cosmopolitan.de)

 

Aurore Nomade

Ten zapach to mieszanina kontrastowych ingrediencji od pierwszych sekund przykuwająca uwagę oryginalnym, ale i dość kontrowersyjnym charakterem. Nie dla każdego bowiem zestawienie lekko sfermentowanych nut owocowych z nutą morską i rumem będzie możliwe do zaakceptowania. Osobiście muszę przyznać, że jest to jedno z najbardziej niecodziennych i szokujących akordów głowy, jakie miałem okazję poznać. Troszkę chwilami ocierające się o woń farby i zmywacza do paznokci. Ale ów dziwny wstęp – jak to zwykle – dość szybko znika zostawiając miejsce dla abstrakcyjnego w swej złożoności serca zapachu. Czegóż tu nie ma! Goździk i gałka muszkatołowa zmiksowane z nutami kwiatowymi, dodatkowo podkręconymi indolem.Przedziwnie to pachnie, choć głównie jednak przyprawowo-słodko-drzewnie, zanim finiszuje ambrowo-drzewną, ciepłą bazą. Oto Duchaufour „okresu kulinarno-orientalnego”. Niekonwencjonalny, poszukujący, lubujący się w bardzo niecodziennych kontrastach. Czasem wychodzi z tego dzieło genialne, czasem średnie, a czasem to kompletna porażka. Aurore Nomade należy do tej drugiej grupy. Zapach owszem ciekawy, ale jak dla mnie nieco zbyt dziwny, by go nosić…

Aurore Nomade

nuty głowy: kwiat bananowca, star fruit, cynamon, nuty morskie, esencja rumu, davana

nuty serca: ylang ylang, geranium, goździk, drzewo frangipani, gałka muszkatołowa, indol

nuty bazy: absolut nieśmiertelnika, drewno sandałowe, ambra, wanilia, piżmo

rok premiery: 2013

 

I miss Violet

Jak wieść niesie, Bertrand Duchaufour pracował nad tym zapachem przez 3 lata poszukując idealnej równowagi pomiędzy jego dwoma głównymi nutami. Przy pomocy I miss Violet perfumiarz reaktywował bowiem konwencję pachnidła kwiatowo-skórzanego (której kontynuacją jest zresztą najnowsze pachnidło TDC Adjatay Cuir Narcotique). Jako motyw przewodni, wyczuwalny praktycznie przez cały czas trwania zapachu na skórze, posłużył mu fiołek, a konkretnie fiołkowy absolut, który umieścił na skórzanym tle. Fiołek i skóra? Skądś to znamy? Owszem. Genialny Fahrenheit Diora zdaje się być tego najbardziej znanym przykładem. Ale I miss Violet to inne ujęcie zarówno fiołka jak i skóry. Przede wszystkim dużo bardziej zharmonizowane, gładkie, dopieszczone. Nie tak buńczuczne i wyraziste jak dzieło Jean-Louisa Sieuzaca. Współczesne – mimo retro inspiracji. Wyróżnia się w Collection Excessive czytelnością i ewidentnym charakterem. Ale jest też w nim pewna nostalgia za pachnidłami przeszłości. Zaraz pod Oud Shamash to moim zdaniem najlepszy zapach tej kolekcji The Different Company. Zdecydowanie wart poznania.

 

I miss Violet

nuty głowy: liście fiołka, bazylia, mandarynka, ziarna ketmii piżmowej, szampan, gałka muszkatołowa

nuty serca: osmantus, fiołek, irys, cyklamen, mimoza, nuta ozonowa

nuty bazy: skóra, mahoń, wanilia, piżma, szara ambra

rok premiery: 2015

Roja Dove „Nüwa” czyli boski eliksir

Nüwa  to tegoroczna premiera stanowiąca drugi – obok rozsławionego Diaghileva – zapach w tzw. Imperial Collection. Jak twierdzi Roja Dove, są to perfumy „królewskie, bogate i boskie. Obfite pachnidła, wystawne i wyrafinowane, przeznaczone dla prawdziwych koneserów”. Rzeczywiście Nüwa zachwyca naturalnością, jakością i bogactwem ingrediencji, które pracują dla osiągnięcia niesamowitego efektu retro chypreeNüwa jest bowiem kontynuacją klasycznego stylu perfum, jakiemu w swej kolekcji hołduje Roja Dove. Ten wytrawny koneser doskonale opanował sztukę tworzenia perfum, które pachną tak, jakby powstały sto lat temu. Doprawdy niesamowite. Dzięki niezwykłej perfumowej pasji Dove’a i jego zamiłowaniu do luksusu współcześnie żyjący mogą spróbować, czym była niegdyś prawdziwie ekskluzywna perfumeria. Oczywiście konwencja, którą Dove sam sobie narzucił, niesie za sobą ograniczenia dotyczące samego charakteru zapachów. Zawsze łatwo dają się one zakwalifikować do jednej z klasycznych rodzin: szypr, orientalny, fougere lub kwiatowy. Ale nikt kto choć trochę zna postać Dove’a, nie będzie się po nim spodziewał zapachów nowoczesnych, przepełnionych syntetycznymi aroma-molekułami, wytyczających nowe szlaki czy łamiących estetyczne bariery. Dove to konserwatywny koneser klasyki i takie też są jego perfumy, o czym zresztą miałem okazję szerzej pisać przy okazji recenzji czterech męskich pachnideł Dove’a.

Roja Dove Nuwa

Nüwa rozpoczyna się klasycznymi guerlainowskimi cytrusami (cytryna i bergamota), zza których już po kilkunastu sekundach wyłania się przewodni orientalno-szyprowy temat. Początkowo charakteryzuje się on mocno zaznaczoną nutą kminu, która tworzy charakterystyczną dysonansową woń mogącą nieco razić niewprawiony nos ze względu na swój fizjologiczny charakter (zapach olejku z kminu bywa porównywany do nieprzyjemnej woni ludzkiego potu…). Na szczęście kmin po kilkunastu minutach usuwa się w cień, a na pierwszy plan wychodzi bogate, gęste orientalne, przyprawowo-kwiatowe serce, przy czym to przyprawy (pieprz, goździk i kmin) oraz komponująca się z nimi esencja z nieśmiertelnika są tu najbardziej wyraźne, usuwając nuty kwiatowe w głęboki cień. Szyprową bazę perfum tworzy całe mnóstwo gęstych i ciepłych, drzewnych, żywicznych i balsamicznych składników: paczula, mech dębu, labdanum, styrax, kłącze irysa, wetiwer. Użyto tu także smoły brzozowej, która w połączeniu z wymienionymi nutami balsamicznymi przydała finiszowi retro-skórzany charakter podobny do tego, który odnajduję w Puredistance M (nota bene autorstwa Roja Dove). Nie można też nie wspomnieć o składniku, który w Roja Parfums jest standardem, a który ze względu na ograniczoną dostępność i bardzo wysoki koszt w perfumerii już niemal nie występuje – poza pachnidłami prawdziwie luksusowymi. Najprawdziwsza szara ambra odpowiadająca ze głębię, zmysłowość i trwałość finiszu perfum. Także tych perfum.

Nüwa przez swą złożoność i nagromadzenie licznych ciężkich ingrediencji niechętnie podnosi się ze skóry, pozostając pachnidłem trzymającym się blisko noszącego, za to przez bardzo długi czas. Jako klasyczny orientalny szypr, w którym nuty kwiatowe nie ujawniają się wyraźnie, Nüwa wydaje się być zapachem absolutnie uniseksowym, choć moim zdaniem ciążącym nieco w kierunku męskim.

Ozdobny wyrafinowany flakon oraz jego zawartość, a także oscylująca wokół 1 000 EUR (słownie: tysiąc euro) cena tych perfum czynią z nich propozycję przeznaczoną dla najbardziej zamożnych koneserów, którzy w dodatku lubują się w klasyce. Pozostawiając te kwestie na boku Nüwa to „po prostu” majestatycznie piękne Perfumy. I to trzeba im – poza wszystkim – oddać.

nuwa-roja-dove

Nuty głowy: bergamotka, cytryna

Nuty serca: pączki czarnej porzeczki, nieśmiertelnik, osmantus, róża, jaśmin, ylang-ylang

Nuty bazy: szara ambra, czarny pieprz, kmin, goździki, paczula, mech dębowy, czystek, styrax, brzoza, kłącze irysa, labdanum, wetiwer

twórca: Roja Dove

rok wprowadzenia: 2014

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 5,0/ projekcja: 3,5/ trwałość: 5,0/ flakon: 5,0

Tom Ford „Noir for Men”

Każda premiera perfum Toma Forda wzbudza spore zainteresowanie. Nie bez powodu. Kreator ten jak mało kto czuje zapachową tematykę, co udowadniał już niezliczoną liczbę razy, poczynając od czasów, gdy szefował w Gucci/ YSL, aż po własną markę.  Przypomnę, że zapachy Toma Forda dzielą się na dwie linie: ekskluzywną Tom Ford Private Blends oraz podstawową. Na jej męska część składają się obecnie cztery pozycje: Tom Ford for Men, Tom Ford Extreme For Men, Grey Vetiver i Noir for Men, który to zapach miał premierę pod koniec zeszłego roku. Póki co Ford nie wypuścił żadnego zapachu z przydomkiem „sport”, co dobrze obrazuje stosunek tego projektanta to panujących na rynku trendów…

Noir jest kompozycją o charakterze orientalnym. Nie jest pierwszym tego typu zapachem w podstawowej linii Forda. Już TF Extreme z nutami śliwki, karmelu, czarnej trufli i wanilii eksplorował te rejony, jednak Noir jest wg mnie bardziej udany i lepiej osadzony w perfumowej tradycji.

tom_ford_01

Poszukując wzorca, protoplasty męskich perfum orientalnych niechybnie natrafiamy na Habit Rouge Guerlain. Mistrzowskie połączenie nut cytrusowych i neroli z przyprawami i przede wszystkim orientalną bazą z wanilią w roli głównej w jedyne w swoim rodzaju pachnidło to jeden z majstersztyków Jean-Paula Guerlaina. TF Noir zachowuje tę składnikową triadę, jest jednak zapachem dużo bardziej złożonym i absolutnie „dzisiejszym”, czego nie można powiedzieć o Habit Rouge, które troszkę się jednak na przestrzeni kolejnych dekad postarzało.

W porównaniu do klasyka TF Noir pachnie – chcąc nie chcąc, ale jednak – „ciemniej”, a cytrusy – tak znaczące w HR – zostały tu zupełnie wyciszone bądź przytłoczone przyprawami (kminek, pieprz). Miejsce istotnego w HR i zawierającego kolońskie konotacje neroli zajmuje tu mocno zaakcentowany i jakże modny ostatnimi czasy irys. W bazie dominuje spora dawka paczuli oraz wanilia. Wg starej szkoły jakość perfum należy oceniać po bazie. Przetestujmy choćby Heritage Guerlain i będziemy wiedzieć, o co chodzi. Wedle tego kryterium Noir wypada całkiem przekonująco (szczególnie, gdy ktoś lubi paczulę), przy czym wcześniejszym fazom zapachu także niczego nie brakuje. Noir na skórze mości się naprawdę konkretnie i komfortowo. Absolutnie nie można zarzucić mu, że obliczony został na pierwsze wrażenie i „efekt blotterowy”.

Szperając w mojej zapachowej pamięci stwierdziłem, że Noir przypomina mi L’Hommage a l’Homme Lalique, tyle że pozbawiony jest tego szorstkiego i drażniącego mnie pimento. Noir jest w porównaniu do zapachu Lalique bardziej miękki, aksamitny, zmysłowy i ciepły, choć także trochę „suchy”, w podobny sposób, jak niektóre orientalne mocarze omańskiego Amouage – choćby Epic for Men czy Opus VI z kolekcji „bibliotekowej”. 

Tom Ford Noir ma współczesną, nienachalną projekcję i trwałość na optymalnym poziomie 8-10 godzin. Z czystym sumieniem mogę polecić jako całkiem udane współczesne męskie perfumy orientalne. Nie zaskakują one może oryginalnością, ale nadrabiają samym zapachem, który na półce designerskiej z pewnością pozytywnie się wyróżnia.

Tom-Ford-Noir-Parfum-600x600

nuty górne: bergamotka, werbena, kminek, różowy pieprz, fiołek

nuty środkowe: czarny pieprz, gałka muszkatołowa, toskański irys, geranium, bułgarska róża, szałwia

nuty bazy: opoponax, ambra, liść indonezyjskiej paczuli, wetyweria, cywet, wanilia

twórca: Olivier Gillotin

rok wprowadzenia: 2012

moja klasyfikacja: współczesne perfumy orientalne dla dojrzałych mężczyzn, idealne na wieczór lub chłodne pory roku;

moja ocena: 

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: pomiędzy 8-10 godzin