Olfactive Studio „Flash Back in New York” – śnieg w metropolii

Fotografia obsypanego śniegiem Nowego Jorku, autorstwa nowojorskiej fotograficzki  Vivienne Gucwa, stała się kanwą dla nowych perfum niszowej marki Olfactive Studio. Po raz pierwszy skomponowania perfum dla Céline Verleure podjął się znany ze współpracy m.in. z Byredo i Atelier Cologne perfumiarz firmy Robertet, Jérôme Epinette. Rezultat jest absolutnie godny uwagi. Flash Back in New York to doskonałe niszowe pachnidło.

Olfactive Studio Flash Back in NY picture

Na całość tego pachnidła składają się trzy elementy: wyraźny przede wszystkim na początku element przyprawowy, z kminem, szałwią i szafranem, następnie skórzany – będący efektem połączenia skórzanej nuty z dziegciem brzozowym (pamiętacie Le Labo Patchouli 24?) oraz drzewny – zbudowany z wetywerii i papirusu. Całość pachnie bardzo intrygująco, wytrawnie, trochę kwaskowo, trochę żywicznie, wyraźnie i długo.

Przyprawy mieszają się tu z suchym drewnem i subtelnie skórzaną aurą. Flash Back in New York ma niszowy, wysublimowany i wyrafinowany charakter. To jedna z najciekawszych propozycji Olfactive Studio – marki mającej w swoim portofolio niemal wyłączne warte uwagi pachnidła.

jerome epinette 01

Zbyt wiele tu moich ulubionych nut, by Flash Back in NY nie przypadł mi do gustu. Podoba mi się. Nawet bardzo. Zbyt wiele tu jednak (i to chyba nieprzypadkowego) podobieństwa do pewnego – ostatnio kultowego w pewnych kręgach – pachnidła, by móc określić najnowsze dziecko Olfactive Studio oryginalnym czy unikatowym. Tak, takie były moje pierwsze skojarzenia, potwierdzone później testami porównawczymi.  Flash Back in NY to zapach bardzo mocno przypominający mi Santal 33 od Le Labo. Tyle że kompozycja Epinette’a jest bardzo wyważona, gładsza, mniej surowa i delikatniejsza od niesamowicie intensywnego i bardziej surowego dzieła Franka Voelkla. Niemniej, oba zapachy są do siebie bardzo podobne, choć oczywiście nie identyczne.

Jakiś czas temu wśród tej bardziej snobistycznej i wyrafinowanej części Nowojorczyków zrodziła się moda na Santal 33 od Le Labo. Zapach ten stał się podobno prawdziwym niszowym hitem w tym mieście. Flash Back in NY Olfactive Studio wydaje się logiczną na niego odpowiedzią. A może to tylko przypadek?

Wątpię.

Olfactive Studio Flash Back in NY

nuty głowy: kmin, szałwia muszkatołowa, biały len, szafran

nuty serca: fiołek, jaśmin, toskańska skóra

nuty bazy: dziegieć (smoła brzozowa), papirus, wetiwer, bób tonka

nos: Jerome Epinette

rok premiery: 2018

moja ocena: zapach: 4,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,0

 

Olfactive Studio „Woody Mood” – powrót do korzeni

Najnowsze pachnidło Olfactive Studio ma duże szanse, by stać się hitem tej marki, czego zresztą życzę twórczyni marki Céline Verleure. Woody Mood docenią nie tyko fani pachnideł drzewnych i kadzidlanych, ale także entuzjaści talentu Bertranda Duchaufoura z okresu, gdy pracował dla Comme des Garcons i L’Artisan Parfumeur. O perfumiarzu tym już dość długo nie pisałem na blogu. Tym zapachem przypomina on o sobie w naprawdę świetnym stylu.

Jakoś nie było nam ostatnio po drodze (mimo, że przecież spotkałem Mistrza w 2016 roku w Mediolanie). Dopiero Woody Mood spowodował, że nasze olfaktoryczne drogi znów się skrzyżowały. Uznany niegdyś przez mnie (ale przecież nie tylko!) za jednego z najwybitniejszych żyjących perfumiarzy, po raz kolejny udowodnił, że w pełni zasługuje na to miano.

Zapytacie: jest aż tak dobrze? Tak. Jest. Jest doskonale!

B.Duchaufour 01
Bertrand Duchaufor, fot. dita.com

Nazwa sugeruje drzewny charakter tego pachnidła. Ale to zaledwie część prawdy i nim. Jak zwykle u Duchaufoura zapach jest złożony z wielu odcieni, które stopniowo i pięknie odkrywa je na skórze. Już wyrazisty akord otwarcia zapowiada coś niezwykłego. Nuty drzewne  i kadzidlane kontrastują tu z nutą owocową (imbir), prowadząc swoistą grę światła i cienia, by z czasem osiąść na skórze w postaci unikatowego, drzewno-herbacianego i jednocześnie kadzidlanego, dość mrocznego serca, niepokojącego niczym fotografia sekwojowego lasu autorstwa Rogera Steffensa, która posłużyła za inspirację dla tego zapachu. W sercu użyto także egzotycznej nuty jatamansi. Ciepła i głęboka skórzana baza z drzewnym akcentem wieńczy to fascynujące pachnidło o wyraźnej, intrygującej sygnaturze i stopniowej ewolucji na skórze.

Olfactive Studio Woody Mood 1
Woody Mood – Roger Steffens

„Coraz więcej pracuję w abstrakcji. Projektuję formułę z użyciem 40 lub 50 składników. Nie mam pojęcia, jak to będzie pachniało, ale wiem, że będzie to precyzyjne. Nie staram się mieć wszystkiego pod kontrolą. Moim marzeniem jest pracować nad czymś i uzyskać akceptację klienta nigdy tego nie wąchając.”

B. Duchaufour

Ciekaw jestem, czy tak właśnie powstał Woody Mood. Bez względu jednak na to przyznaję:

Bertrand Duchaufour znów to zrobił ! Po długim okresie penetrowania aromatów kulinarnych, gdy nieco zwątpiłem w jego moce twórcze, stworzył arcydzieło w swoim najlepszym stylu, za który fani perfum tak go uwielbiają.

Jeszcze kilkanaście lat temu spokojnie mogłoby ono znaleźć się w podróżniczym cyklu L’Artisan Parfumeur lub drzewnej kolekcji Comme des Garcons. Tymczasem gratuluję Céline Verleure, że wydała ten niesamowity zapach w ramach swojego Olfactive Studio. To w tej chwili jedno z najlepszych pachnideł w generalnie stojącej na wysokim poziomie ofercie tej marki, a także jedno z najbardziej udanych w wykonaniu Duchaufoura. Jeżeli nie w ogóle, to już na pewno w ostatnich latach.  Woody Mood to moim zdaniem także jedna z najciekawszych premier 2017 roku. Naprawdę warto zwrócić na nie uwagę. Testy obowiązkowe!

Olfactive Studio Woody Mood 04

 

nuty głowy: bergamotka, imbir, szałwia, szafran

nuty serca: akord sekwoi, jatamansi, czarna herbata, kadzidło

nuty bazy: paczula, styrax, akord skórzany, puder kakaowy

moja ocena:

zapach: 5,0/ trwałość: 5,0/ projekcja: 4,0

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!

Olfactive Studio „Panorama” i „Selfie”

Przypomnijmy. Olfactive Studio to zapoczątkowany w 2011 roku projekt autorstwa Celine Verleure, którego istotą jest spotkanie dwóch współczesnych dziedzin sztuki: fotografii i perfumerii. Znani perfumiarze inspirowani specjalnie wybranymi przez Celine fotografiami komponują pachnidła. Niebanalne, oryginalne, niszowe.

Celine Verleure
Celine Verleure, foto z Cafleurebon.com

Bieżący rok był dla Olfactive Studio bardzo owocny. Marka zaprezentowała dwa nowe pachnidła – Panorama i Selfie – rozbudowując w ten sposób swoją kolekcję do ośmiu kompozycji. Ugruntowała także swą pozycję jako jedna z najchętniej kupowanych nowych marek perfumowych.

Panorama

Zainspirowana widokiem zielonej dżungli, w której tle widzimy dżunglę miejską (fot. Miguel Sandinha) Panorama, stworzona przez Clémenta Gavarry’ego, perfumiarza IFF, wydaje się być zapachem opartym na jednym, za to bardzo nowatorskim akordzie wasabi. Zapach początkowo jest zaskakująco kwaśny, niemal cierpki, a jednocześnie pikantny, nieco kulinarny i egzotyczny zarazem. Wraz z upływem czasu traci na swej ostrości, stając się bardziej przyjaźniej zielony, soczysty, emitując przyjemną woń zielonego bambusa, liści figi i trawy. Drzewna baza nie wyróżnia się szczególnie, raczej utrwalając zielono-żywiczną woń. Panorama nie imponuje mi jako całość. Jest owszem przyjemnym, ale dość miałkim pachnidłem zielono-drzewnym.  W swej bezpretensjonalnej roślinnej zieloności przypomina mi nieco ogródki Hermesa, choć zdecydowanie brakuje mu ich charakteru. Zasługuje na uwagę głównie ze względu na woń wasabi, której dotąd perfumeria nie znała. Dużo lepiej jako świeżo zielone perfumy prezentuje się w ofercie tej marki Flashback.

panorama

nuty głowy: akord wasabi, liście figowe, liście bambusa, bergamotka, cytryna

nuty serca: galbanum, kardamon, liście fiołka, świeżo ścięta trawa

nuty bazy: absolut mirry, balsam jodłowy, paczula, bób tonka, wanilia, piżmo, labdanum

twórca: Clement Gavarry

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: ***/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Selfie to najnowsza propozycja Olfactive Studio. Zapach stworzył Thomas Fontaine, absolwent ISIPCA, obecnie perfumiarz m.in. domu Jean Patou (komponował także dla m.in. Lubin). Zapach ten jest dość trudny do opisania, z pewnością wymyka się  schematom.  Dominuje w nim temat neo-skórzany z subtelnymi akcentami owocowymi (anyż, imbir) i bardziej wyraźnymi dymnymi (piołun, kadzidło). Po intrygującym, nieco słonym, lekko zielonym, nieco suchym akordzie głowy, który troszeczkę przypomina mi Bois d’Orage Frederica Malle, następuje zamszowo-dymny akord serca. Trwa on na skórze do samego końca, tracąc jedynie swą wyrazistość i dymność oraz wyraźnie się ocieplając. Szczególnie ciekawie brzmi tutaj owe zestawienie akordu skóry i słonego dymu, które spotkałem już kiedyś we wspaniałym Cuir Mony Di Orio, tyle że tam istotną rolę grało kastoreum. 

Selfie jest pachnidłem dość subtelnym. Moim zdaniem trochę szkoda. Gdyby nadać mu więcej wyrazu, mógłby zaintrygować fanów pachnideł Oliviera Durbano. A może i tak ich zaintryguje?

Ale Selfie to także to oryginalny koncept wpisujący się w fotograficzną konwencję Olfactive Studio. Tym razem na opakowaniu flakonu nie ma bowiem fotografii-inspiracji, jak to było dotąd. W jej miejscu znajduje się… lusterko, a w nim… odbicie osoby pudełko trzymającej. Selfie. Pomysłowe. Podoba mi się.

os selfie

nuty głowy: elemi, imbir, anyż gwiaździsty, kadzidło, piołun

nuty serca: akord syropu klonowego, cynamon, lilia, drewno cabreuva

nuty bazy: akord zamszu, styraks, labdanum, mech dębowy, paczula, bób tonka, sandałowiec

twórca: Thomas Fontaine

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

Perfumowe remanenty (3) – Naomi Goodsir „Or du Serails”, Comme des Garcons „Wonderoud”, Olfactive Studio „Flashback”

Naomi Goodsir Or du Serail

Ilekroć spoglądam na design flakonów Naomi Goodsir i grafikę na nich stosowaną nie mogę oprzeć się wrażeniu, że projektantka z antypodów wyraźnie inspiruje się stylem Serge’a Lutensa. To akurat bardzo dobry wzorzec do naśladowania, więc nie mam nic na przeciw. Tym bardziej że dotychczas wydane przez nią perfumy są absolutnie godne uwagi. Zarówno Bois d’Ascese jak i Cuir Velorous oceniłem swego czasu pozytywnie. Nie inaczej będzie w przypadku zeszłorocznego Or du Serail, który zasłużenie zdobył serca wielu perfumistów. Tym razem Naomi wybrała jako perfumiarza samego Bertranda Duchaufoura. Ten z właściwym dla siebie perfekcjonizmem wykonał przepiękne, bogate, złożone orientalne pachnidło z nutą złotej tabaki w centrum otoczoną owocami, nutami drzewnymi i przyprawami. Efektem jest – w dużym uproszczeniu – wyrafinowana (lepsza?) wersja Tobacco Vanille Toma Forda. Choć muszę tu podkreślić, że złożony z wielu ingrediencji Or du Serail ma jednak więcej do zaproponowania od Fordowskiego bestsellera. Świeży, soczysty, po duchaufourowsku owocowy początek uwypukla niecodzienną, bardzo realistyczną nutę jabłka. Ten owocowy akord bardzo harmonijnie i szybko przechodzi w główny miodowo-tabakowy temat z wyraźnym gęstym labdanum w tle oraz alkoholową, rumową aurą. W bazie podobieństwo do Tobacco Vanille jest dużo mniejsze. Wanilia jest tu owszem obecna, ale odgrywa dużo mniejsze znaczenie, a finisz wydaje się być bardziej drzewny. Całość z pewnością warta bliższego poznania.

ou du serail

Nuty głowy: jabłko, czerwone jagody, mango, słodka pomarańcza

Nuty serca: rum, bylica, szałwia, kokos, geranium, ylang-ylang, mate

Nuty bazy: labdanum, wosk pszczeli, miód, tabaka, ambra, dębina, cedr, piżmo, wanilia

rok premiery: 2014

twórca: Bertrand Duchaufour

 

Comme des Garcons Wonderoud

Comme des Garcons bardzo późno poddało się oudowemu trendowi, niestety z bardzo mizernym efektem. Wonderoud nie przekonuje mnie, jest brzydszym bratem nieco lepszego Wonderwood. Z początku – dosłownie przez chwilę – czuć w nim niby-pieprz. Zaraz potem później wyłania syntetyczny akord drzewny przypominający zapach ciętych drewnianych desek, na mój nos zawierający coś, co pachnie podobnie do Cashmeranu. Tu pojawia się reminiscencja dużo bardziej wyrazistego, dużo ciekawszego, znacznie lepszego Hinoki tej samej marki. Nieco później pozostaje na skórze już tylko sucha drzewna nuta – domniemam, że oudowa. Zapach wydaje się być strasznie wymuszony, jakby zrobiony na siłę. A przy tym delikatny i krótkotrwały. Skrajnie syntetyczny. Rozczarowujący. Niestety.

Comme-des-Garcons-Wonderoud-22

główne nuty: cedr, oud, paczula, drzewo sandałowe, wetiwer, drzewo gwajakowe, pashminol

rok premiery: 2014

twórca: bd.

 

Olfactive Studio – Flash Back

W 2013 roku w ramach kolekcji Olfactive Studio kierowanej przez Celine Verleure przedstawiono Flash Back. Tym razem swój kunszt zaprezentowała jedna z największych perfumiarskich gwiazd – Olivier Cresp (choćby Angel T. Muglera, Penhaligon’s Juniper Sling, Cacharel Noa). Flash Back to perfekcyjnie zrobiony męski świeży zapach drzewny rozpoczynający się od soczystej, rześkiej rabarbarowo-cytrusowej erupcji przechodzącej w akord zielono-owocowy z nutą jabłka Granny Smith (nuta powtórzona ostatnio przez Oliviera Creeda w jego Vetiver Geranium z cyklu Acqua Originale), kończąc na wetiwerowo-cedrowo-sandałowej bazie. Klasyczna i ponadczasowa konstrukcja plus kilka mniej ogranych składników (rabarbar, jabłko), a rezultat bardzo przekonujący, pełen uroku i klasycznego męskiego charakteru. Coś dla wielbicieli Creed Aventus, M. Micallef Royal VintageTerre d’Hermes oraz – szerzej – pachnideł z wetiwerową dominantą.

flashback

Nuty głowy: rabarbar, grejpfrut, pomarańcza

Nuty serca: różowy pieprz, jabłko Granny Smith

Nuty bazy: wetiwer, cedr, sandałowiec, ambra, piżmo

rok premiery: 2013

twórca: Olivier Cresp

Perfumowe remanenty (1) – JOVOY Paris „L’Art de la Guarre”, Olfactive Studio „Ombre Indigo”, Parfum d’Empire „Musc Tonkin”

Dziś w ramach noworocznego „odkurzania” próbek zapachów oczekujących „cierpliwie” i długo, czasem nawet zbyt długo, na recenzję – pierwsza część perfumowych remanentów Perfumom Fqjciora. Trzy zapachy niszowych marek. Każdy zupełnie inny, wszystkie wszakże warte uwagi.

 

JOVOY Paris – L’Art de la Guerre (2014) – Sztuka Wojenna

Najmłodsze perfumowe dziecko paryskiej perfumerii niszowej JOVOY Paris to dzieło bardzo sympatyczne choć – przyznać trzeba – dość zachowawcze, szczególnie na tle złożonym z pozostałych pachnideł tej marki. Mimo to L’Art de la Guerre podoba mi się, nawet bardzo. Potwierdza, że niszowe marki potrafią od czasu do czasu zaproponować coś w swej istocie łatwego, przyswajalnego, wręcz mainstreamowego, ale jednocześnie wykonanego na poziomie dla mainstreamu niedostępnym. Takim pachnidłem jest choćby L’Humaniste Frapin, który choć olfaktorycznie inny, to jednak w jakiś sposób kojarzy mi się z L’Art de la Guerre.

Zapach wyraźnie i bardzo ładnie zmienia się na skórze. Świeże, rześkie, cytrusowo-zielone intro z oryginalną nutą rabarbarowo-jabłkową zdecydowanie przykuwa uwagę. Rozwija się ono w kierunku interesującej, współczesnej interpretacji akordu fougere. W sercu zręcznie zmieszano bowiem zieloność fiołka (w przewadze) z symbiozą lawendy i nieśmiertelnika, osiągając niemal tabakowy efekt. Finisz zapachu to znany z wielu „mainstreamowców”, współcześnie sucho-drzewny, wytrawny akord, przyjemnie gryzący nozdrza (nie szukając daleko ostatnio przypomniałem sobie, że bardzo podobnie, choć bardziej wyraziście pachnie baza Diesel Plus Plus Masculine).

Zapach oryginalnie pomyślany jako fougere dla kobiet okazał się – przynajmniej dla mnie – bardzo miłą niespodzianką idealnie plasującą się na męskiej skórze. W swej treści owszem trochę jakby znajomy, zachowawczy L’Art de la Guerre jest jednakowoż zapachem, którym bardzo chętnie pachniałbym na co dzień. Niezobowiązujący, ale na tyle oryginalny i dobrze wykonany, że aż prosi się o dłuższą znajomość.

jovoy LArte

Nuty głowy: bergamotka kalabryjska, zielone jabłko, rabarbar

Nuty serca: lawenda Maillette, kwiaty nieśmiertelnika, gałka muszkatołowa, liście fiołka

Nuty bazy: indonezyjska paczula, australijski sandałowiec, skóra, mech dębowy, korsykański czystek (labdanum)

rok premiery: 2014

twórca: Vanina Murraciole

 

Olfactive Studio – Ombre Indigo – cień indygo

Zeszłoroczna premiera Olfactive Studio to całkiem interesujący zapach, który opisałbym jako skórzano-żywiczny z osobliwym owocowym tłem, które ujawnia się gdzieś tam na samym końcu zapachowego „ogona”. Wedle spisu nut jest to śliwka, którą ja – ze względu na subtelnie dymny akcent – nazwałbym nutą „delikatnie wędzonej śliwki”. Odnajdziemy tu także nuty żywiczne (kadzidło, benzoes) budujące akord kadzidłowy oraz mocno zakamuflowaną nutę kwiatową (tuberoza). Na początku daje o sobie nieco mocniej znać wetiwer, który z czasem wtapia się w tło, budując wraz z papirusem (cypriol) drzewną bazę Ombre Indigo.  Dominujący przez pierwsze godziny temat skórzany to skóra „nowoczesna”, niemal syntetyczna, a cały zapach jest gładki i subtelny. Bliżej mu do Daim Blond Serge’a Lutensa aniżeli Tuscan Leather Toma Forda. Na finiszu Ombre… nabiera wyraźnej, lekko suchej drzewności. Całość pachnie wielowymiarowo i intrygująco oraz całkiem oryginalnie.

Zapach skomponowała perfumiarka firmy Robertet Mylene Alran – ta sama, która pod nadzorem Micheale Almairaca popełniła opisywane przeze mnie niedawno Lalique Hommage a’L Homme Voyageur, nota bene dzielące z Ombre Indigo pewną wspólną nutę… Poza tym zapach ten – gdyby nadać mu większej wyrazistości – mógłby moim zdaniem spokojnie znaleźć się w kolekcji Oliviera Durbano… Ta estetyka jest mi dobrze znana. Weźmy choćby taki Heliotrope…

ombre 2

Nuty głowy: gorzka pomarańcza, tuberoza, szafran, śliwka

Nuty serca: wetiwer, papirus, skóra, kadzidło

Nuty bazy: benzoes, ambra, piżmo

rok premiery: 2014

twórca: Mylene Alran

 

Parfum d’Empire – Musc Tonkin EDP – bestia okiełznana

Marc-Antoine Corticchiato przekuł w kompletną zapachową kompozycję swą fascynację naturalnym piżmem – substancją zapachową pochodzącą od żyjącego w Himalajach piżmowca, od wielu lat już nieużywaną w perfumerii ze względu na zakaz wynikający z ochrony tego gatunku zwierząt. Wcześniej jednak przez setki lat uważaną za największy zapachowy afrodyzjak, za wonność o najsilniejszej zmysłowości.

Marc Antoine Corticchiato
Marc-Antoine Corticchiato

Efektem tego intrygującego aczkolwiek wcale nie pionierskiego eksperymentu (podobny dużo wcześniej przeprowadzili już panowie Serge Lutens i Christopher Sheldrake tworząc Muscs Koublai Khan) – jest Musc Tonkin, pachnidło zupełnie niezwykłe i absolutnie niszowe w swym charakterze, jednocześnie fascynujące i piękne na swój nietypowy sposób.

Początkowo dość intensywna nuta zwierzęca (cywet?) od razu „ustawia” zapach w kategorii trudnych. Ale to wrażenie złudne, bowiem już po kilku minutach ta animalna nuta łagodnieje i ustępuje miejsca niezwykle ciepłemu, cielesnemu akordowi, w którym poczuć można m.in. miód, grzane wino, subtelną słoność (nawiązanie do woni ludzkiej skóry), nutę pudrową, skórzaną, odrobinę kwiatów, mech, wreszcie piżmo. Musc Tonkin bardzo leniwie przeistacza się na skórze z tego nieco szokującego początku w niezwykle zmysłową i komfortową woń przywodząca na myśl bardziej Absolue Pour Le Soir Francisa Kurkdjiana (odważne połączenie nut zwierzęcych z miodem) aniżeli wspomniany Muscs Koublai Khan – dużo bardziej bezkompromisowy i nieokiełznany. Rzecz dla fanów mocnych wrażeń i osób lubiących charakterną perfumerię nieco zapatrzoną w jej chlubną przecież przeszłość.

musc-tonkin-parfum-d-empire-

główne nuty: cywet, piżmo, miód, kwiaty, skóra, mech

rok premiery: 2012

twórca: Marc-Antoine Corticchiato

Olfactive Studio – foto-perfumy

Dobrze jest raz na jakiś czas natknąć się na przekonujący dowód na to, że perfumeria ma się coraz lepiej. Że się rozwija. Że obok niestety coraz niższych lotów produktów massmarketowych powstają projekty lub wręcz nowe marki perfumeryjne, które bez oglądania się na preferencje docelowego klienta proponują coś nowego, świeżego i wartościowego, nie popadając przy tym w kicz czy snobizm. Bohaterowie dzisiejszego wpisu powstali dzięki pasji do perfum i dzięki potędze Internetu oraz rosnącej rzeszy perfumowych entuzjastów na całym świecie. 

Oto Olfactive Studio stworzone przez entuzjastkę perfum Celine Verleure (m.in. twórczyni portalu OsMoz.com, wcześniej pracującą dla Kenzo) jako bezprecedensowy projekt łączący dwie dziedziny sztuki – fotografię i perfumerię. Wszystko zaczęło się pod koniec 2009 roku od strony na Facebooku, a właściwie od umieszczonego tam przez Verleure Bloga o perfumach, które jeszcze nie istnieją. Na nim to na bieżąco można było śledzić poszczególne etapy powstawania projektu – od kształtu flakonu, poprzez same zapachy, ich nazwy i związane z nimi fotografie, aż po design opakowań próbek i strony internetowej. Zainteresowani internauci mogli mieć (i mieli!) wpływ na cały proces, na wybór poszczególnych opcji, na kierunek prac. Koncept zaiste oryginalny i odzwierciedlający multimedialnego i globalnego ducha naszych czasów. Wg mnie – bardzo udanie zrealizowany. Już sama jego oprawa – zarówno strona internetowa, jak i design flakonów, ich opakowań, a nawet opakowań na próbki w formie załączników do fotografii – robią doskonałe i przekonujące wrażenie. Pomysł połączenia perfum i fotografii został wg mnie zrealizowany bardzo starannie i niebanalnie. Jak twierdzi Celine, flakony kształtem przypominać miały zdjęcia z Polaroidu, zaś zatyczki zaprojektowała sama wzorując się na obiektywie aparatu fotograficznego. Co więcej – barwy płynów są różnymi odcieniami sepii. Prawda, że imponujące?

Jednak cały ten projekt nie byłby tyle wart, gdyby nie jego istota – perfumy.  Trzy wybrane spośród trzydziestu pięciu propozycji kompozycje o nazwach jednoznacznie kojarzących się z fotografią. Trzy nowoczesne pachnidła o koncentracji eau de parfum, o uniseksowym charakterze, bardzo komfortowe i pozbawione często pretensjonalnej bezkompromisowości i nonszalancji wielu „niszowców”. Troje perfum z premedytacją unikających typowych nut kwiatowych i owocowych, reprezentujących ulubiony przez autorkę typ drzewno-przyprawowy. Wszystko tak, jak chciała tego Verleure oraz – po części –  jej facebook followers.

Czas zatem przejść do poszczególnych pachnideł…

 

Autoportait – Luc Lapotre (foto) i Nathalie Lorson (zapach)

Intymność

Bardzo ciepła, zmysłowa, elegancka, jednocześnie ujmująco nieskomplikowana żywiczno-drzewno-piżmowa kompozycja, która konsekwentnie i długo trzyma się skóry. Z zapachu emanuje spokój i refleksja. Nie ma tu olfaktorycznych fajerwerków. Komfort i dużo czasu. Perfumy wyciszające, relaksujące, dojrzałe. Idealne dla osób chcących pachnieć niebanalnie, ale i nienachalnie, akceptowalnie dla otoczenia.

Mieszanka żywic (elemi, benzoes, kadzidło) oraz piżm stanowi główną treść tego pachnidła. Zapach jest raczej liniowy, o nieznacznej ewolucji, więc to co czujemy na samym początku, jest mniej więcej tym samym, co dociera do nosa przez resztę czasu. Dość subtelny, ale trwały. Charakterystyczny i zmysłowy, doskonały na niezobowiązujące okazje, na czas relaksu i odpoczynku.

Nuty głowy: bergamotka, elemi

Nuty serca: benzoes syjamski, kadzidło, piżmo

Nuty bazy: mech dębowy, cedr, wetiwer

 

Still Life – Frederic Lebain (foto) i Dora Arnaud (zapach)

Ekstrawagancja

Choć absolutnie nie ekstrawagancki, to najświeższy z całej trójki, wibrujący niebanalnym orzeźwieniem. Dora Arnaud udowadnia w nim, że świeżość można przedstawić w intrygujący, bogaty i oryginalny sposób, otworzyć zapach musującym świeżym akordem, a zakończyć go drzewnym i zmysłowym. Yuzu plus żywica elemi wprawione w ruch i wibrację przez niezawodne pieprzowe trio na początek. Subtelnie wmiksowany anyż i zielone galbanum tworzą serce zapachu, który oparty jest na drzewnej, cedrowej bazie z ambroxem jako niezawodnym utrwalaczem oraz akordem ciemnego rumu. Still Life projektuje najmocniej z całej trójki i wydaje się być idealną, energizującą propozycją na dzień.

Nuty głowy: yuzu, elemi, różowy pieprz, czarny pieprz, pieprz syczuański

Nuty serca: anyż gwiazdkowy, galbanum

Nuta bazy: ciemny rum, drzewo cedrowe, ambrox

 

Chambre Noire – Clemence Rene-Bazin (foto) i Dorothee Piot (zapach)

Zmysłowość

To zgodnie z założeniem Celine Verleure perfumy najbardziej zmysłowe, pełne niezwykle ciepłych, głębokich, ciemnych nut. Sam początek niesiony jest przez molekuły różowego pieprzu. Później zapach ujawnia swoje gęste niczym magma serce, w którym wymieszano kwiaty (mało wyczuwalne) z papirusem, kadzidłem i suszoną śliwką. Baza jest drzewno-skórzana z istotną rolą paczuli. Całość ma klimat oriental-noire. Ten nowoczesny zapach zdaje się być doskonałym pachnidłem wieczorowym o dość dyskretnej, ale stałej projekcji, która swoje apogeum osiąga w sercu.

Nuty głowy: różowy pieprz

Nuty serca: jaśmin, papirus, fiołek, kadzidło, suszona śliwka

Nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula, piżmo, wanilia, nuty skórzane

*  *  *

Koncepcja stworzenia pomostu pomiędzy perfumerią a fotografią ma dla mnie wymiar symboliczny. Przecież dopiero niedawno fotografia dopracowała się swojego statusu jako dziedziny sztuki. Dziś nikt przy zdrowych zmysłach już z tym nie dyskutuje. Perfumeria – m.in. dzięki takim projektom jak Olfactive Studio – idzie w ślady fotografii i – choć dziś to wciąż wydawać się może niedorzeczne – kiedyś być może i ona zostanie oficjalnie uznana za sztukę. Bo sztuką jest – bez dwóch zdań.

Gwoli ścisłości dodam, że w tym roku pojawił się już czwarty zapach tej marki – Lumiere Blanche autorstwa Sidonie Lancesseur.

*    *    *

Moje perfumowe skojarzenia:

Autoportrait – Cacharel Nemo, Biehl Parfumkunstwerke eo02

Sill Life – Chanel Allure Homme Edition Blanche, Frapin L’Humaniste

Chambre Noire – Zirh IKON, Dona Karan Labdanum, Black Cashmere

 

Dziękuję perfumerii Quality za możliwość zapoznania się z zapachami Olfactive Studio.