Jacques Fath’s Essentials

Marka Jacques Fath jest znana głównie perfumowym afficionado, lubującym się w pachnidłach vintage. To za sprawą dwóch legendarnych zapachów: damskiego Iris Gris (1946) i męskiego Green Water (1947), które powstały jeszcze za życia twórcy marki, znanego po wojnie kreatora mody Jacquesa Fatha (zmarł w 1953 r). Zanim odszedł, zdążyli u niego terminować tacy designerzy, jak Huber de Givenchy czy Guy Laroche.

fath-jacques-1912-1954-createur-mode-francais2

Do 1957 roku firma kierowała wdowa do Jacquesie. Później na wiele lat zniknęła a z rynku aż do 1992 roku, gdy została reaktywowana przez France Luxury Group. Przy tej okazji  -w 1993 roku – reaktywowano sztandarowe Green Water, dostępne w różnych wariacjach flakonowych po dzień dzisiejszy. W 2016 roku nowi właściciele marki, firma Panouge, postanowili stworzyć zupełnie nową kolekcję czterech pachnideł po nazwą Fath’s Essentials, w której pojawiło się miejsce dla zupełnie nowej wersji klasyka Green Water. Skomponowanie ich powierzono perfumiarce Cecile Zarokian.

Fath

Cecile postanowiła w jak najwierniejszy sposób odtworzyć klasyka z jego pierwotnej wersji. Spędziła wiele czasu w Osmotheque (największe na świecie archiwum perfum) na zapoznawaniu się z przechowywanym tam pierwowzorem. Efekt jej pracy znalazł swoje zwieńczenie w Green Water Parfum.

cecile-zarokian-950x514 (1)

Green Water – po prostu zielona woda…

W przypadku tego zapachu zarówno jego nazwa, jak i barwa nie pozostawiają pola dla wyobraźni. Przekaz jest u bardzo prosty i bezpośredni. Oto… zapach zielony, który z pewnością przez lata służył perfumiarzom jako wzorzec.

Akord głowy to ładnie zbalansowany akord złożony z cytrusów, neroli oraz mięty (James Heeley musiał inspirować się Green Water, gdy komponował swoje Menthe Fraiche!). Subtelna ziołowość została tu wzmocniona pachnącym z natury nieco mentolowo estragonem, zaś bazylia w sercu przedłuża zieloność neroli. Ten zielono-ziołowy, świeży i rześki temat oparty został na bazie z wetywerii i mchu dębu, utrwalonej piżmami i akordem ambrowym. Zapach jest lekki, subtelny, ma raczej kolońską moc i taką też trwałość. Dość szybko znika ze skóry.

neroliMint

basiltarragon

oakmosswetiwer

Green Water to najbardziej tradycyjny z wszystkich czterech Fath’s Essentials. W sumie nic dziwnego, wszak jest to tak naprawdę reedycja zapachu skomponowanego 60 lat temu przez Vincenta Rouberta, dokonana przez Zarokian –  wedle oficjalnej informacji – z ogromną dbałością o wierność oryginałowi. Przyznam, że choć Green Water jest miły dla nosa i kompetentnie skomponowany, to jednak nie zachwycił mnie. Ot, przyjemny, lekki, świeży i dość szybko dający o sobie zapomnieć, do tego nietrwały.

Fath green

nuty głowy: neroli, bergamotka, mandarynka, pomarańcza

nuty serca: mięta, bazylia, estragon

nuty bazy: wetiwer, mech dębu, piżmo, szara ambra

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Okazało się, że najlepsze zapachy w tej kolekcji to pozostałe trzy, których autorką od początku do końca jest Cecile Zarokian.

Vers Le Sud –  krajobraz południa 

Zapach w założeniu mający oddawać naturalne aromaty Korsyki i Toskanii. Sama koncepcja nie jest może oryginalna, ale za to pachnidło – wprost przeciwnie. Vers Le Sud zaskakuje oryginalną w swym brzmieniu mieszaniną nut cytrusowych i zieloności liścia figi, spryskanych pianą z morskiej wody i osadzoną na kawałku drewna, który dryfował po oceanie. W tym zapachu czuć już wyrazisty styl Zarokian, lubującej się w zestawianiu mocnych aromatów, tworzących w ten sposób charakterystyczne, sygnaturowe akordy. Intro to intensywny, intrygujący, niebanalny akord cytrusowo-zielony z mocno zakamuflowaną, ale „robiącą swoją robotę” lawendą, zza którego wyraźnie wybija się słonawa nutka morskiego „aerozolu”. Ta  nuta z czasem dominuje i trzyma się na skórze bardzo długo obok wyraźnej nuty zielonej. Całość finiszuje współczesnym akordem drzewnym na bazie Cashmeranu i Ambroxanu oraz mchu dębowego.

citruses

seefiguer

Vers Le Sud najbliżej jest do Bois Naufrage Parfumerie Generale i  Sel Marin James Heeley. Jest czymś na kształt połączenia tych dwóch zapachów z dodatkiem zielonej nuty liścia figi. Nie można jednak odmówić mu oryginalności. Przewyższa też oba wymienione intensywnością i trwałością. Zapach zdecydowanie wart uwagi, szczególnie że zbliża się lato, podczas którego może szczególnie dobrze korespondować z gorącą pogodą.

Fath Vers le Sud

nuty głowy: cytryna, lawenda

nuty serca: morska bryza, liście figi

nuty bazy: mech dębu, Ambroxan, Cashmeran

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Bel Ambre – piękna ambra

Bardzo zręcznie zrobiona współczesna kompozycja ambrowa z subtelnym intro z pieprzu, jagód jałowca i cytrusów. Początek jest więc wibrujący i świeży, aczkolwiek w tle od razu poczuć można wiodący akord skórzano-ambrowy oraz całkiem wyraźny wetiwer, który dodaje całości intrygującej, lekko korzennej drzewności, chroniąc Bel Ambre przed popadnięciem w ambrowe klisze i nadając mu nieco męskiego sznytu. Wraz z upływem czasu wzmacnia się woń skórzno-ambrowa, tyle że już bez wetywerii.

pepperjuniper

amberorris

Bel Ambre zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu. Ma intrygujący charakter, dobrze układa się na skórze. Kto wie, czy nie stanie się moim drugim w kolejności ulubionym z całej czwórki po Curacao Bay, o którym poniżej.

Fath Bel Ambre

nuty głowy: cytrusy, jagody jałowca, czarny pieprz

nuty serca: kmin, irys

nuty bazy: skóra, drzewny wetiwer, ambra

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Curacao Bay

Od pierwszych testów podczas targów Esxence zdobył moje uznanie swą unikatowością i oryginalnym charakterem. Lubię zapachy wyraziste, o mocnej sygnaturze, jednocześnie wdzięczne w noszeniu. Przede wszystkim zaś cenię ich indywidualny charakter. Curacao Bay zdecydowanie wszystkie te cechy posiada. Otwiera się akordem morskim z dodatkiem cytrusów. W sercu jest morsko-kwiatowy (nuta frangipani), zaś w bazie najpierw dominuje coś na kształt cashmeranu. Później zaś naprzód wysuwa się nuta morska o nieco detergentowym, czystym charakterze, która utrwalona została najprawdziwszą szarą ambrą, zawierającą w sobie naturalnie nabytą nutkę morskiego jodu. Ten finalny akord trzyma się na skórze niemal dobę!

Curacao Bay to z pewnością najbardziej nowatorska z czterech Fath’s Essentials.

mandarinemarine

frangipanigrey amber

 

Fath curacao

nuty głowy: cytrusy, nuty zielone, szara ambra

nuty serca: nuta zwierzęca, akord Frangipani, nuta jodu

nuty bazy: ambra, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Fath’s Essentials to perfekcyjne dzieło współczesnego designu, nie tylko perfumowego, ale i użytkowego. Na uwagę zasługuje elegancki i jednocześnie nowoczesny flakon z zamykaną na magnes zatyczką. Jego walcowaty kształt i bezbarwne szkło pozwalają cieszyć oko intensywnymi barwami poszczególnych pachnideł, doskonale dobranymi do ich charakteru. Wszystkie zapachy mają idealnie uniseksowy charakter. Odznaczają się przy tym oryginalnością, pozostając w pełni noszalnymi i po prostu bardzo ładnymi pachnidłami, z których jedno jest z założenia odtwórcze, pozostałe zaś trzy wyróżniają się wartą odnotowania kreatywnością. Wszystkie zaś cechuje bezsprzecznie wysoka jakość.

 

„Green is the colour”, czyli „Colonia Club” Acqua Di Parma i „Cyber Garden” Costume National

„Green is the color of her kind
Quickness of the eye deceives the mind
Envy is the bond between the hopeful and the damned”

Pink Floyd „Green is the colour”

 

Trochę przy okazji dnia Świętego Patryka i jego zielonej symboliki, a trochę przypadkowo dziś na blogu dwa zapachy zielone, jak przyjęto określać pachnidła z dominującymi nutami roślinnych soków. Oba penetrują zieloną estetykę na swój odrębny i oryginalny sposób. Oba w swym gatunku prezentują bez wątpienia najwyższą jakości i oba warte są uwagi, zważywszy na zbliżającą się wiosnę…

 

Acqua Di Parma Colonia Club – ogród tradycji

Od pierwszy sekund czuć tu rękę mistrza Francoisa Demachy’ego i – choć to inny zapach – to jednak pod względem ogólnej stylistyki kojarzy mi się z zeszłorocznym Eau Sauvage Cologne. Tam perfumiarz mocno zaakcentował nuty rześkie, gorzko-zielone (bergamotę, grejpfrut, galbanum i petit grain). Tu poszedł bardziej w kierunku subtelnej zielonej mentolowości, unikając nut gorzkich i soczyście zielonych, poza samym początkiem zapachu. Dobór składników świadczy o klasycznym podejściu perfumiarza i o chęci osiągnięcia konkretnego estetycznego celu. Mięta, zaskakująco jeden z głównych bohaterów Colonia Club, która ujawnia się po dosłownie kilkunastosekundowym, mocnym zielono-cytrusowym wstępie (bergamotka), pachnie tu bardzo naturalnie, kojarząc się z Menthe Fraiche Jamesa Heeleya. Została tu zresztą w naturalny sposób przedłużona w fazę serca przez wyraźnie przecież mentolowe geranium. Otoczono ją nutami słodko-cytrusowymi oraz ładnie wkomponowanym kwiatem pomarańczy. Zielone serce zapachu wzmocniono galbanum (które czuć w towarzystwie mięty praktycznie od początku), a ziołowość mięty i geranium wsparta została lawendą. Drzewna baza złożona jest z wetywerii, ambry i piżm i wydaje się bardzo logiczną konsekwencją całej tej zielono-ziołowo-kolońskiej konstrukcji, która pachnie dość jednak tradycyjnie, klasycznie i zdecydowanie męsko.

Colonia Club to bardzo ładna, przyjemna w noszeniu i na swój sposób, poprzez istotny udział nut mentolowych, oryginalna, subtelnie ziołowa, naturalnie pachnąca kolońska, która cieszy nos głównie przez pierwsze kilka kwadransy, z czasem mocno wyciszając się i pozostając blisko skóry. Jest z pewnością ciekawym uzupełnieniem kolońskiej oferty szacownej włoskiej marki, która dotąd znana była z kolońskich klasycznie zdominowanych przez cytrusy (pomijam tu Ingredient Collection). Na ich tle Colonia Club stanowi przekonujący wyjątek.

acqua-di-parma-colonia-club

nuty głowy: bergamotka, cytryna, liść pomarańczy, mandarynka, mięta, kwiat pomarańczy

nuty serca: geranium, lawenda, galbanum

nuty bazy: ambra, piżmo, wetiwer

twórca: Francois Demachy

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Costume National Cyber Garden – ogród przyszłości

Cyber Garden w porównaniu z Colonia Club pachnie nie tylko bardziej zielono, ale także mniej naturalnie, zdecydowanie bardziej nowocześnie i intrygująco. To jedno z najciekawszych ujęć zielonego tematu w perfumach, jakie zdarzyło mi się testować, dużo lepsze od mającego podobne ambicje Amazingreen Comme des Garcons. Już sama osoba perfumiarza – znanego z zamiłowania do eksperymentu Antoine’a Lie’a – jest niemal gwarantem niebanalności zapachu. W Cyber Garden potwierdza on swój kunszt i niesztampowość.

Cyber Garden to pachnidło zdecydowanie warte uwagi. Ma w założeniu symbolizować ogród przyszłości,w którym natura łączy się z elementami sztucznymi. Antoine Lie genialnie oddał ten temat tworząc przy tym zapach intrygujący i charyzmatyczny,  jednocześnie bardzo komfortowy w noszeniu.

T1K-Green-Masterbatch

Intrygujące i przykuwające uwagę perfumy powinny zawierać pozornie nieprzystające do siebie składniki, tworzące bliskie dysonansu olfaktoryczne napięcie. W Cyber Garden z pewnością obecne są takie kontrasty. Zasadniczym jest kontrast pomiędzy tradycyjnymi składnikami naturalnymi (m.in. bergamotka, geranium, fiołek, wetiwer) i syntetycznymi molekułami,  które dodają zapachowi futurystycznej aury (zielony eter i winylu). Szczególnie nuta winylu, wspomagana przez szczyptę szafranu (!) wypada ciekawie, czyniąc obecną tu zieleń jakby… plastikową. Nutka sztucznego tworzywa zaskakuje, intryguje, ale wpisuje się w całość w sposób zadziwiająco harmonijny. Za jego dominującą zieloność odpowiada przede wszystkim woń fiołkowego liścia.

Soczysty, owocowo zielony początek Cyber Garden przechodzi gładko w plastikowo-zielone serce, by finiszować niezwykle udanym, intrygującym, mocnym i długo obecnym bazowym ogonkiem zapachowym zbudowanym z nut drzewnych i żywicznych, mających w sobie wciąż sporo zieleni.  Cyber Garden ładnie snuje się za noszącym przez długie godziny, co dodatkowo poprawia moją i tak już wysoką ocenę tego zapachu, który jest moim daniem zdecydowanie wart polecenia. To kolejne bardzo dobre perfumy w ofercie Costume National, marki, którą każdy wielbiciel dobrych perfum powinien mieć na uwadze.

Cyber Garden 1

nuty głowy: zielony eter, różowy pieprz, bergamotka, grejpfrut

nuty serca: winyl, geranium, szafran, liście fiołka

nuty bazy: wetiwer, paczula, opoponax, labdanum, mech

twórca: Antoine Lie/ Ennio Capasa

rok premiery: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Hermes „Le Jardin de Monsieur Li”

00

„Pamiętam zapach stawów, zapach jaśminu, zapach mokrych kamieni, drzew śliwkowych, kumkwatów i gigantycznych bambusów. To wszystko tam było (…)”

Jean-Claude Ellena o ogrodzie Pana Li.

04

Le Jardin de Monsieur Li to zapach chińskiego ogrodu zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Choć faktycznie za inspirację perfumiarzowi posłużył autentyczny, namacalny ogród, w którym – jak sam stwierdził – każdy fragment, każdy detal ma swoje z góry przemyślane miejsce, tak by przechadzając się po nim, pozwolić sobie na zagubienie we własnych myślach, na oddanie się rozmyślaniom i medytacji.

02

W przypadku perfumowej twórczości Jean-Claude’a Elleny spisy nut czy składników zdają się być zwykle bezużyteczne. Dlaczego? Składniki bowiem zwykle połączone są w całość w taki sposób, by tworzyć nową olfaktoryczną jakość. Ingrediencje układają się w niej niczym słowa w oryginalną opowieść, w której ważny jest kreowany obraz, świat, wrażenie, a nie poszczególne tworzące ją słowa. Tak też jest w przypadku najnowszego „hermesowego ogródka”. Jest w nim wszystko, za co podziwiam i uwielbiam mistrza Ellenę. Oryginalny akord, wyjątkowe nuty, unikatowe ingrediencje je budujące, pozytywne zaskoczenie, gdy wącham spryskaną nim skórę.

06

Le Jardin de Monsieur Li to przepiękne w swym minimalizmie połączenie wyraźnej na samym początku słodko-owocowej nuty kumkwatu z krystalicznie czystą nutą jaśminu nietypowo zestawioną z miętą, która komponuje się z całością nadając sercu zapachu świeżości, ale nie ujawniając się indywidualnie. Zapach zbudowany jest na subtelnej zielono-drzewnej bazie, która trwa zachowując zadziwiającą świeżość nawet wiele godzin po aplikacji. Całość bywa, że emanuje delikatnie mineralną, delikatnie też wodną, ale przede wszystkim jednak owocową i zielono-kwiatową aurą. Jest jedyny w swoim rodzaju, mimo że tak bliski stylistycznie temu, co dotąd Mistrz w ramach tego niezwykłego ogrodowego cyklu zaproponował. Raz poczuty na kimś, jest nie do pomylenia z niczym innym. Na tym m.in. polega geniusz Jean-Claude’a. Wspomniałem o czystym jaśminie. Otóż nuta ta ma tu wyjątkowo wypolerowany charakter. Jaśmin pozbawiony został typowych dla siebie elementów indolowych, aspektów gorzko-organicznych. Pozostała niczym nie zmącona nuta białokwiatowa o wyjątkowej urodzie. Cały Ellena – lubujący się w specjalnie dla niego opracowywanych esencjach.

09

Perfumy te mają – podobnie jak każdy ogródek Hermesa – uniseksowy charakter, pachną dość subtelnie, ale wyraźnie i trzymają się skóry przez dobrze ponad osiem godzin. Ich charakter zachęca do nieco bardziej obfitego użycia, co znacznie poprawia wszystkie wymienione parametry. Są prześliczną propozycją na ciepłą pogodę, mają w sobie mnóstwo słońca i pozytywnej energii.

03

Warto przypomnieć, że Jean-Claude Ellena, rodowity grassoise, nadworny perfumiarz Hermesa od 2004 roku, to jeden z najwybitniejszych żyjących perfumiarzy, który już zapisał się w annałach perfumeryjnej sztuki na równi z takimi postaciami jak Edmond Roudnistka czy Jean Carles. Jean-Claude jest niekwestionowanym mistrzem minimalizmu, ale i także perfumerii prawdziwie kreatywnej. To twórca o bardzo indywidualnym i dość hermetycznym stylu, bazującym na inspirowanym Haiku minimalizmie formy i wysokiej jakości składnikach. Nie są to wszakże składniki zwyczajne.

08

Perfumiarz lubuje się w doskonałej jakości syntetykach oraz ingrediencjach pochodzenia naturalnego poddanych procesom oczyszczania z wybranych niepożądanych przez niego frakcji. Destylacja frakcyjna opanowana została do perfekcji przez zlokalizowaną w Grasse firmę Laboratoire Monique Remy (należącą obecnie do IFF). To tam przede wszystkim Ellena zaopatruje się w naturalne ingrediencje do swych pachnideł. Bardzo starannie dobiera składniki, a jego paleta jest znakomicie mniejsza od standardowej i ogranicza się do kilkudziesięciu substancji. To świadome samoograniczenie ma na celu z jednej strony większą zwartość kompozycji, z drugiej zaś koncentrację na balansie pomiędzy maksymalnie kilkunastoma składnikami, na ich wzajemnej grze, bez rozpraszania ich natłokiem innych. To prawdopodobnie stąd wynika bardzo rozpoznawalny i indywidualny charakter perfum Elleny.

Le Jardin de Monsieur Li to najlepszy dowód jego niezwykłego talentu i wykrystalizowanego przez lata praktyki stylu, który podsumować można tymi słowy: mniej znaczy więcej. Myślę, że tylko prawdziwi koneserzy luksusu doceniają tę zasadę. Ja wciąż się tego uczę. Hołduję przy tym jeszcze jednej zasadzie – że nietrudno zadowolić mnie najlepszym. Także w tym względzie Le Jardin de Monsieur Li mnie nie zawodzi.

Prehome_Jardin_de_Mr_Li_1

nuty głowy: kumkwat

nuty serca: jaśmin, mięta

nuty głębi: nuty drzewne

rok premiery: 2015

nos: Jean-Claude Ellena

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

Jean Paul Gaultier „Le Beau Male”

jean-paul-gaultier

Przedstawiony w 2013 roku Le Beau Male (Piękny Mężczyzna) od Jeana Paula Gaultiera zaintrygował mnie z trzech powodów. Po pierwsze ze względu na jego pokrewieństwo z Le Male. Po drugie ze względu na perfumiarza (Francis Kurkdjian), tego samego, który w 1995 roku popełnił oryginalny Le Male. Wreszcie po trzecie ze względu na jego rzekomy zimno-ciepły charakter, na deklarowaną nietypową świeżość połączoną z ciepłą zmysłowością. W założeniu bowiem Le Beau Male ma być pachnidłem chłodnym (chłodzącym) i jednocześnie rozpalającym zmysły. Francis Kurkdjian postrzega markę Jean Paul Gaultier jako niezwykle zmysłową i dlatego nie wyobrażał sobie, by mógł dla niej stworzyć perfumy, które w jego ocenie nie byłyby zmysłowymi. A że jest to perfumiarz, który doskonale wie, jak osiągnąć zamierzony efekt olfaktoryczny (jakikolwiek by on nie był), można się było spodziewać pachnidła co najmniej intrygującego…

le beau male

Le Beau Male nie jest po prostu kolejnym „flankerem” Le Male (tych na przestrzeni ostatnich 20 lat powstała niezliczona liczba, w tym wiele świeżych wersji letnich). To pełnoprawna i pełnowymiarowa nowa kompozycja, która przedstawiana jest jako -owszem zainspirowana i spokrewniona z Le Male – olfaktoryczna gra przeciwieństw: chłodu i gorąca. Kategoria aromatycznego fougere, do jakiej zaliczany jest Le Beau Male, jest niezwykle pojemna, ale muszę przyznać, że po wielokrotnym przetestowaniu tego pachnidła pasuje ona do niego wyjątkowo dobrze mimo, że w składzie mamy zaledwie jeden z kluczowych składników klasycznego fougere – lawendę. Kurkdjian uważa ją zresztą za element DNA linii Le Male, przy czym w przypadku protoplasty artysta akcentował zmysłową i orientalną stronę tej niezwykłej woni, podczas gdy w Le Beau Male wykorzystał jej świeższe oblicze. Świeżą naturę zapachu podkreślił harmonizującą z lawendą miętą (pewnie każdy, kto rozcierał między palcami listki lub kwiaty lawendy wie, że jest w tej woni element mentolowy). Prócz tego w formule użyto esencji z bylicy, która pachnie trochę iglakami, a trochę owocami oraz kardamonu, który dobrze współgra z lawendą.

Mięta jako esencja w perfumerii pachnie nieco bardziej kwiatowo, aniżeli znamy to z produktów spożywczych. Posiada do tego pewną niezwykłą właściwość – przykrywa woń alkoholu w perfumach. Stąd na samym początku, zaraz po aplikacji, gdy zwykle w perfumach o lekkim i świeżym charakterze czujemy woń alkoholowego nośnika, w Le Beau Male niemal nie poczujemy tej ostrej nuty.

Mint_And_Ice_Cube

Początkowo chłodny Le Beau Male z czasem ustępuje miejsca zmysłowej reminiscencji z Le Male w postaci emblematycznego kwiatu pomarańczy, zestawionego tu z bardzo wyraźną szałwią, mającą charakterystyczną, nieco brudną woń. To element, którego – muszę przyznać – Kurkdjian użył odważnie. Testując zapach „z bliska” (czyli wąchając go naniesionego na skórę z odległości kilku cm) szałwia pachnie na tyle wyraźnie, że niezwyczajny tej woni nos może się wystraszyć. Jednak z dystansu także i ona wtapia się w atrakcyjną całość. Le Beau Male utrwalone zostało „czystymi” piżmami, podkreślającymi zmysłową naturę zapachu. Dzięki nim siedzi on na skórze około 7 godzin, co jak na zapach świeży jest niezłym wynikiem. Projekcja jest dość wyraźna przez pierwsze kilka kwadransów, później zapach wycofuje się, staje się bardziej subtelny, ale przyjemnie obecny.

Le Beau Male przypomina mi klimatem pachnidła w typie Cool Water Davidoff czy Giorgio Beverly Hills Wings for Men. Pokusiłbym się nawet o próbę zakwalifikowania go jako zapachu morskiego (marine), którego morskość została osiągnięta w nietypowy dla gatunku sposób. Taki charakter zapachu podkreśla także flakon będący morską w swej kolorystyce wariacją nt. oryginalnego flakonu Le Male. Abstrahując jednak od skojarzeń z wybrzeżem, w swej konstrukcji i składzie Le Beau Male jest pachnidłem na wskroś francuskim, co nie każdy zauważa. Mieszanka aromatycznych ziół: mięty, lawendy i szałwii – toż to kwintesencja tradycyjnych francuskich perfum dla panów! Pachnie jednak absolutnie współcześnie, choć pewne zapatrzenie w estetykę charakterystyczną dla perfumerii męskiej lat 90-tych jest tu dla mnie wyczuwalne. Aromatyczne morskie fougere? Chyba tak!

Le Beau Male z całą swoją osobliwą urodą jawi mi się jako interesująca propozycja na aktualną letnią pogodę szczególnie dla tych, który szukają oryginalnego, wyróżniającego się orzeźwienia ze zmysłowym podtekstem.

jean-paul-gaultier-le-beau-male

nuty głowy: mięta, bylica, lawenda

nuty serca: lawenda, kardamon, kwiat pomarańczy, szałwia

nuty głębi: białe „czyste” piżma, świerze nuty drzewne

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

Masque Fragranze Milano (1) – „Tango” i „Russian Tea”

Masque Milano Tedeschi and Brun

Masque Fragranze Milano to nowa mediolańska niszowa marka perfumowa, która z impetem wdziera się do branżowej i konsumenckiej świadomości. Stworzona i prowadzona przez duet włoskich gentlemanów Alessandro Brun i Riccardo Tedeschi 2010 roku pokazała się branży na targach Esxence 2011 w Mediolanie jako Masque Cosmetics. Wówczas panowie prezentowali pierwszą, wycofaną już linię kosmetyków i perfum dla kobiet (zapachy Dolceacqua i Petra). Jednak właściwy debiut marki perfumowej Masque Fragranze Milano miał miejsce dopiero podczas targów Pitti Fragranze ze Florencji w 2013 roku. To podczas tej imprezy zaprezentowano cztery nowe pachnidła zamknięte w nowo zaprojektowanych flakonach : Tango, Terralba, Montecristo oraz Luci ed Ombre. Twórcy od początku postawili na jawność w zakresie autorstwa pachnideł, stąd na opakowaniach i flakonach znajdziemy pełną informację nt. perfumiarza, który „zinterpretował” dany temat w formie perfum. A nazwiska to nie byle jakie, których wspólnymi mianownikami są talent i względnie młody wiek. Alessandro i Riccardo – sami będąc wschodzącą gwiazdą perfumowej branży – postawili na wschodzące gwiazdy perfumeryjnej sztuki: Delphine Thierry, Cecile Zarokian, Meo Fusciuni i Julien Rasquinet. Poza Fuscinim pozostali twórcy znani są perfumistom z prac wykonanych dla takich marek, jak Lubin (Thierry), Majda Bekkali, Jovoy Paris, Parfums MDCI, Amouage, Laboratorio Olfattivo (Zarokian), Naomi Goodsir, MiN New York, Irié Wash (Rasquinet).

Masque Milano

Kolekcja zapachów obecnie składa się z pięciu pozycji (w 2014 dołączono Russian Tea Rasquineta) i jest podzielona na cztery akty:

I – doświadczenia, odkrycia, miejsca i podróże (Terralba, Montecristo, Russian Tea);

II – wewnętrzne monologi, uczucia, głębokie myśli i refleksje – światła i cienie ludzkiej natury (Luci ed Ombre);

III – relacje sentymentalne, romanse, miłości, namiętności i zdrady (Tango);

IV – marzenia, kraina najbardziej dziwacznych, nieprawdopodobnych i fantastycznych zamyśleń;

Każda kompozycja jest efektem pracy perfumiarza oraz panów Alessandro i Riccardo nad uchwyceniem osobliwej sceny opisanej niczym didaskalia w sztuce teatralnej. Te opisy odnajdziemy na oficjalnej stronie Masque Fragranze Milano oraz na dołączanych do próbek ozdobnych czarnych kartonikach, obok spisu nut i autora danej kompozycji.

Niedawno opisałem na blogu jeden z najciekawszych zapachów tej marki – Montecristo autorstwa Delphine Thierry. Dziś kolejne dwa moim zdaniem zdecydowanie warte uwagi pachnidła: Tango Cecile Zarokian oraz Russian Tea Juliena Rasquineta.

 

Tango – upojny taniec kwiatów i ambry

Już pierwszy dolatujący nozdrzy aromat robi obiecujące wrażenie i zapowiada mniej więcej to, co nastąpi i będzie trwało do końca. Mieszanka ciepłej, zmysłowej, lekko słodkiej balsamiczności początkowo doprawiona jest czarnym pieprzem i kardamonem, które tworzą intro do gęstego, mazistego serca tych perfum, w którym klasyczny duet róży i absolutu jaśminowego pachnie zupełnie nieklasycznie. Obecny w sercu kmin dodaje specyficznej, cielesnej zmysłowości, a niezawodna paczula łączy serce z kompleksową, ambrowo-skórzano-kulinarną bazą. W niej to mieszanina tonka, benzoesu i wanilii, tworząca ambrowy akord, połączona jest z akordem skórzanym oraz absolutem ze słodkiego goździka (Melilotus), zwanego nostrzykiem, który znany jest z dużej zawartości kumaryny (tej samej, która znajduje się w fasoli tonka). Całość pogłębiają, wiążą se skórą i utrwalają niemal obowiązkowe we współczesnych perfumach syntetyczne piżma.

Cecile Zarokian 3
Cecile Zarokian

Tango to bardzo oryginalnie pachnące perfumy kwiatowo-balsamiczno-ambrowe ze sporym udziałem kumaryny, dającej kulinarny, słodki i zmysłowy efekt. Mimo najwątpliwiej oryginalności zapachu, wyczuwam w nim znamy mi, charakterystyczny akord, który autorka wplotła do dużo bardziej złożonych i mocniejszych pod względem przekazu perfum autorstwa Cecile Zarokian – Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali. Tu jest on bardziej schowany, nie tak potężny, pozbawiony też m.in. aldehydów, nuty metalicznej i kadzidła, ale za to mocno doprawiony kumaryną. Troszkę przywodzi też na myśl Kashnoir Laboratorio Olfattivo, mimo że tam miast kumaryny Zarokian zastosowała heliotropinę. Obecność tego akordu nie pozostawia wątpliwości co do autorstwa zapachu. Cecile Zarokian po raz kolejny udowadnia, że ma swój styl, a kunszt i talent połączone z warsztatem skutkują w prawdziwie ekscytujących i nowatorsko pachnących miksturach. Tango to nie tylko bardzo mocna pozycja w ofercie Masque Milano, ale także doskonałe, oryginalne, sygnaturowe perfumy niszowe warte uwagi zarówno kobiet jak i mężczyzn.

masque tango

nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz, kardamon

nuty serca: absolut z jaśminu wielkolistnego (Sambac), róża damasceńska, kmin, paczula,

nuty bazy: wanilia, tonka, absolut ze słodkiego goździka (Nostrzyk – Melilotus), akord ambrowy, akord skórzany, benzoes, piżma

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Russian Tea – wieczór z herbatą z samowaru

Russian Tea to najnowszy zapach Masque Milano. Jego premiera miała miejsce w 2014 roku. Według mnie to także – obok Tango i Montecristo – najjaśniej świecąca gwiazda na firmamencie włoskiej marki. To za sprawą absolutnie poruszającej, wręcz powalającej interpretacji niezwykłego, zainspirowanego poezją Puszkina tematu parzonej w samowarze rosyjskiej herbaty, zwanej czajem. Moim pierwszym testom Russian Tea towarzyszyły podobne doznania jak te, które miałem poznawania legendarnego Tea for Two L’Artisan Parfumeur – zachwytu nad sugestywnością oddania woni herbaty – napoju, którego – nie ukrywam – jestem miłośnikiem. Dziś muszę przyznać, że choć ciesze się, iż L’Artisan wznowił Herbatkę dla dwojga, to jednak Russina Tea „przebiła” w mojej ocenie dzieło

teetrinker-am-samowar

„Dzień zniknął; na stole, lśniąc, wrzący samowar wieczoru…” (A. Puszkin)

Russian Tea to przede wszystkim niezwykle sugestywne i wyraziste połączenie nut gęstych tanin czarnej herbaty z subtelną dymnością tlącego się brzozowego polana, Ta esencjonalna i dymna woń, na wzór herbaty Lapsang Souchong, została tu na początku pięknie odświeżona wyraźną miętą i przyozdobiona owocową nutką maliny. Zwieńczono ją wyrazistym w bazie akordem skórzanym. Całość perfumiarz połączył ze sobą idealnie wkomponowaną i niezwykle tu istotną, dodającą charakterystycznej słodyczy miodu i curry esencją z nieśmiertelnika oraz gęstym, mazistym labdanum. W rękach innego perfumiarza te składniki mogłyby nie ułożyć się w TAKIE pachnidło, ale Julien Rasquinet – mam wrażenie – czego się nie tknie, zamienia w perfumowe złoto. Sporo tu jednak wyjaśnia to, skąd wziął się perfumiarz Rasquinet…

Julien Rasquinet 3
Julien Rasquinet

Julien Rasquinet nie planował zostać perfumiarzem. To jego spotkanie z perfumiarską legendą – Pierrem Bourdonem, podczas którego ten instynktownie wyczuł w młodym mężczyźnie wrażliwość i potencjał dla tej trudnej sztuki, zaowocowało trzyletnim, intensywnym stażem u boku mistrza, który w tym czasie przekazał młodemu adeptowi swą filozofię tworzenia perfum, techniki oraz pasję. Ta znajomość wywróciła życie Juliena do góry nogami. Kolejne dwa lata spędził pracując z Christine Nagel (od niedawna – Hermes), po czym rozpoczął samodzielną praktykę, stając się perfumiarzem na zlecenie. Tworzył pachnidła – razem z Bourdonem – dla niemieckiej marki sygnowanej imieniem i nazwiskiem śpiewaczki operowej i gwiazdy telewizji, prezenterki Judith Williams. Jest autorem wszystkich jak dotąd jedenastu pachnideł niszowej marki MiN New York oraz trzech zapachów dla Irié Wash. Przede wszystkim jednak zasłynął w światku perfumowych entuzjastów swymi fantastycznymi, charakternymi, niebanalnie pięknymi zapachami tworzonymi dla Naomi Goodsir – Cuir Velorous i Bois d’Ascese. Tworząc Russian Tea dla Masque Milano potwierdził, że jest jednym z najzdolniejszych perfumiarzy młodego pokolenia i trzeba zdecydowanie śledzić jego olfaktoryczne poczynania.

MMasque-Fragranze-Act-I-III-Russian-Tea-Eau-de-Parfum

nuty głowy: mięta, czarny pieprz, malina

nuty serca: czarna herbata, magnolia, nieśmiertelnik

nuty bazy: akord skórzany, kadzidło, brzoza, labdanum

twórca: Julien Rasquinet

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Heeley Perfumes (2) – precyzja, równowaga, subtelność

Ophelia

Te zainspirowane szekspirowską bohaterką perfumy są jedynymi tak ewidentnie kobiecymi w głównej linii marki Heeley, co uważam za dość zaskakujące (faktem jest, że 99% jego zapachów to uniseksy). Niemniej Ophelia to pod względem tematyki bardzo typowy zapach biało-kwiatowy, w którym absolutnie niezbędne w tego typu bukiecie nuty jaśminu, ylang ylang i tuberozy (znajdujące się w jego centrum) przybrane zostały soczystym, nieco nawet owocowym, gruszkowo-zielonym intro (molekuła stemone), w którym obecna nuta lilii wodnej idealnie wprowadza główny kwiatowy temat. Głębi i trwałości perfumom dodają piżma, ambra i mech drzewny. Przy całej swojej sztampowości Ophelia wprost urzekła mnie niezwykłą, delikatną, kruchą, jakby porcelanową urodą. Jest w swym charakterze podobny do En Passant Olivii Giacobetti, z tą różnicą, że tu nie mamy lilakowego tematu. Podobnie jak tytułowa literacka postać zapach ten łączy w sobie romantyczną i zmysłową kobiecość z czystością i wieczną młodością. Wprost idealnie pasuje do białego welonu ślubnego…

heeley ophelia

nuty głowy: zielone łodygi, lilia wodna

nuty serca: jaśmin, ylang ylang, tuberoza

nuty bazy: białe piżmo, szara ambra, mech

 

„Oranges and lemons say the bells of St. Clement’s”

Tymi słowy zaczyna się staroangielska rymowanka dla dzieci, której pierwsze dwa wersy James Heeley wykorzystał w nazwie swego pachnidła, będącego niczym innym jak cytrusowo-ziołową wodą kolońską utrzymaną w tradycyjnej, bardzo brytyjskiej stylistyce. Jak już wspomniałem Heeley szczególnie ceni sobie zapachy świeże, co warto jeszcze raz podkreślić, gdyż w perfumerii tzw. niszowej jest rzadkim przypadkiem. Ale Oranges & Lemons to mimo ogranego od setek lat tematu zapach wyjątkowy. Bogactwo i naturalne brzmienie akordu cytrusowego, który dominuje w pierwszych minutach, a który uzupełniony zielono-gorzkim olejkiem petit grain i jakże kompatybilnym olejkiem neroli brzmi niczym jak najlepsza Colonia od Acqua Di Parma. Jest więc to zapach nawiązujący czy też inspirowany tradycyjnymi kolońskim i tę retro nutkę czuć tu wyraźnie praktycznie przez cały czas. Perfumiarz popracował tu także nad trwałością, dzięki czemu Oranges… pachnie długo i całkiem wyraźnie, finiszując wonią zielono-drzewną, wg mnie z dużą zawartością cedru, czego opis nie uwzględnia. Summa summarum ślicznie i przekonująco zrealizowany temat cologne.

James-Heeley-Saint-Clements

nuty głowy: pomarańcza, cytryna, bergamotka, mandarynka

nuty serca: kwiat pomarańczy, liść gorzkiej pomarańczy, herbata earl grey

nuty bazy: ylang ylang, wetiwer

 

Esprit du Tigre

Inspiracją dla powstania tego niezwykłego pachnidła była słynna maść tygrysia. Posiadającą właściwości rozgrzewające i przeciwbólowe maść wytwarza jest od XIX wieku głównie z takich składników jak: olejek eukaliptusowy, goździkowy, kamfora, mentol i olej palmowy. Dokładnie takie składniki znalazły się także w formule perfum Heeleya. Ale nie tylko. Tym zapachem artysta penetruje nieco inne rejony olfaktoryczne. Bo choć intro jest wspólne z Menthe Fraiche (także i tu zastosowano dwa gatunku mięty), to jednak odróżniającą i niezwykle ważną dla realizacji tematu jest obecność kamfory. I to ona góruje nad wszystkim w pierwszych minutach. Oczywiście mentol pięknie ją uzupełnia, nadając początkowi swoistego chłodnego podmuchu. Ale ten etap trwa bardzo krótko i już po chwili do nozdrzy dociera intrygujący bukiet przypraw z czarnym pieprzem i kardamonem na czele oraz czającym się w tle cynamonem. Moje skojarzenia na tym etapie biegną w kierunku Piper Nigrum Lorenzo Villoresiego. W bazie, gdy pieprz już uleci, wyraźny staje się przepięknie wprowadzony cynamon – suchy, pylisty, wręcz drzewny. Ten etap zamyka zapach trwając na skórze całkiem długo. Esprit Du Tigre to mocna, charakterystyczna i bardzo wyróżniająca się pozycja w portfolio Heeleya. To także jedyny zapach przyprawowy. Zdecydowanie wart uwagi, daleki od banału, bardzo oryginalny i mistrzowsko złożony.

heeley espirit 3

nuty głowy: kamfora, mięta pieprzowa, mięta zielona, zimowa zieleń?

nuty serca: kardamon, goździk, czarny pieprz

nuty bazy: wetiwer, cynamon

cdn.

Heeley Perfumes (1) – precyzja, równowaga, subtelność

Pachnidła Jamesa Heeley’a powinny były zagościć na moim blogu już dawno temu. Właściwie to trzy z nich udało mi się już przedstawić przy różnych okazjach (Sel MarinHippie Rose, Iris de Nuit), ale mimo to od dłuższego już czasu odczuwałem swoisty dyskomfort spowodowany faktem, iż nie zabrałem się na serio za przegląd pozostałych zapachów tej ze wszech miar godnej uwagi marki. Dziś już wiem, że dobrze się stało, gdyż do pewnych zapachów po prostu trzeba dojrzeć. Musi nadejść na nie odpowiedni w moim przekonaniu czas. I ten czas właśnie nadszedł. Dziś mogę w pełni docenić kunszt i urodę tych perfum, które jeszcze 2-3 lata temu wydawały mi się ulotne i dziwnie nijakie. W jakim naiwnym tkwiłem wówczas błędzie!

Czas więc nadrobić zaległości.

Zacznijmy od słów samego Jamesa Heeley’a, które są doskonałym wprowadzeniem do świata jego perfum:

Przede wszystkim poszukuję pewnej elegancji. Lubię precyzję, detal, równowagę i subtelność.

James-Heeley-3

Ten mieszkający od kilkunastu lat w Paryżu Anglik określa siebie projektantem (designer) oraz autorem perfum sygnowanych swym nazwiskiem (nazywa siebie autodidactic perfumer). Jednak sporo mówiąca prezentacja, jakiej dokonał podczas targów Esxence w Mediolanie w 2010 roku, a także artykuł Chandlera Burra z NYT z 2009 roku na temat tego, jak powstawały pierwsze dwa zapachy: Figuier i Menthe Fraiche – zdają się jednak wskazywać na co innego. James Heeley nie pisze formuł, nie zapisuje proporcji, nie odważa składników. W sensie technicznym więc de facto nie tworzy on perfum samodzielnie. Jest dyrektorem artystycznym, który współpracuje z profesjonalnymi perfumiarzami ze znajdującej się w pobliżu Grasse firmy APF Aromes & Parfums. Skupia swą uwagę na całościowym projekcie produktu jako takiego, od nadzorowania powstawania zapachu poprzez projekt flakonu aż po kartonowe opakowanie. Flakony Heeleya nie mają sobie równych w świecie perfum niszowych (no może poza tymi od Thierry’ego de Baschmakoffa dla The Different Company). Twórca zamyka swoje pachnidła w niezwykle gustownych walcowatych butlach z minimalistycznymi grafikami i drewnianymi zatyczkami z wygrawerowanym logo. Butle prezentują się doprawdy fenomenalnie. To typ designu, który bardzo mi odpowiada. Nawet próbki firmowe zapakowane są w bardzo proste i eleganckie pudełeczka, zaś same fiolki to najwyższa półka jakościowa (doskonałe materiały, świetna jakość atomizerów). Widoczna jest dbałość o detale w każdym zakresie, co robi na mnie duże wrażenie.

Jako rasowy designer James Heeley zaprojektował więc w sposób mistrzowski nie tylko kompleksowy image swej marki, ale w pewnym sensie także i siebie oraz swoją rolę.

heeley flakony 2

Zapachowa oferta Heeleya jest bardzo czytelna. Składa się na nią zestaw obecnie już dwunastu wód perfumowanych oraz mający premierę w 2012 roku tercet extrait de parfums – zapachów o mocniejszym i cięższym charakterze (i dużo wyższej cenie, niestety). Wśród zapachów z głównej linii kilka kompozycji obrosło już legendą wśród wielbicieli perfumowej niszy – z reguły dotyczy to zapachów cięższych (Figuier, Cardinal, Esprit du Tigre, Cuir Pleine Fleur). Heeley jednak ceni sobie w perfumach także świeżość i wiele jego perfum ma taki własnie orzeźwiający i dość lekki charakter, osiągany głównie za pomocą nut cytrusowych i ziołowych (Sel Marin, Oranges & Lemons, Figuer, Menthe Fraiche, Verveine d’Eugene). Wszystkie one dalekie są od banałów i popularnych w tym gatunku klisz.

Heeley uważa perfumy za rzecz intymną. Twierdzi, że powinny być wyczuwalne jedynie przez noszącego oraz osoby będące blisko niego. Nie powinny zaś docierać do osób znajdujących się od niego dalej niż na wyciągnięcie ręki, a tym bardziej wypełniać pomieszczenia, w którym noszący się znajduje. To przekłada się na ograniczoną projekcję praktycznie wszystkich jego zapachów. Kilka innych wspólnych cech to: doskonałe zbalansowanie, czytelność, precyzja, transparentność oraz wysoka – jak na niszowy brand – łatwość noszenia. Zapachy budowane są z wysokiej jakości naturalnych składników w sposób świadomy i udany łączonych z nie gorszej jakości aromamolekułami – oględnie mówiąc – syntetycznymi. 

 

Figuier 

Figuier był pierwszym zapachem Heeleya, powstałym na bazie jego świecy zapachowej. Perfumiarz firmy APF David Maruitte rozwinął woń świecy w pełnoprawne perfumy. Temat figi został tu potraktowany pełnowymiarowo. Wizją Heeleya było zamknięcie we flakonie woni wszystkich elementów figowca – owoców, gałęzi i liści. Powstał co prawda nie pierwszy w historii, ale jeden z najdoskonalszych zapachów figowych wszech czasów (palma pierwszeństwa należy się oczywiście Olivii Giacobetti, która stworzyła najpierw Premier Figuier dla L’Artisan Parfumeur (1994), później rozwinęła temat w Philosykos dla Diptyque (1996)).

Grappe_de_figues

Zapach jest naturalny i bardzo przyjemny praktycznie od początku do końca. Stanowi połączenie nut soczysto-zielonych z subtelnie mlecznymi i drzewnymi. Fakt – otwarcie przypomina nieco woń zmywacza do paznokci, ale tylko przez pierwsze kilkadziesiąt sekund. Jest też soczyste i intensywnie zielone. Ta zieloność jest tu tematem przewodnim, przy czym stopniowo przechodzi ona w aromat przypominający woń mleczka kokosowego. Finisz zapachu jest subtelny, lekko piżmowy, lekko drzewny. Nie jest wiec Figuier zapachem linearnym, jak twierdzi Chandler Burr. Wręcz przeciwnie – wyraźnie przeobraża się na skórze. Ma też pewną istotną przewagę nad figowcami Giacobetti – jest mocniejszy i bardziej „obecny”.

Heeleyowska realizacja tematu figowca jest bardzo przekonująca. Pamiętać wszak trzeba, że z figą w naturze jest podobnie jak z konwalią. Mimo że pachnie wyraźnie, nie sposób odebrać jej tego zapachu i zabutelkować w jakiejkolwiek przydatnej do dalszego użycia formie. Stąd wszelkie pachnidła figowe, podobnie jak konwaliowe, są w stu procentach tworami wyobraźni i warsztatu perfumiarzy i powstają z połączenia wielu rozmaitych aromamolekuł.

Dla miłośników woni świeżych, owocowo-zielonych, podanych w niebanalny sposób Figuier to pozycja obowiązkowa do przetestowania. Wszyscy miłośnicy figi w perfumach pewnie już Figuier znają. Jeżeli nie – radzę to czym prędzej nadrobić.

figuier

nuty głowy: świeżo ścięta trawa, rabarbar

nuty serca: liść figi, biała herbata, melon

nuty bazy: biały cedr, sucha trawa, białe piżmo

 

Menthe Fraiche

Zapach ten to wyjątkowej urody połączenie nut mięty i akordu zielonej herbaty rozjaśnionego bergamotką. Otwarcie jest wyraziście miętowe, co jest efektem zastosowanie sporej ilości lejków eterycznych z dwóch gatunków mięty – zielonej i pieprzowej. Z czasem gdy mentol uleci, prowadzenie przejmuje akord zielonej herbaty – krystalicznie czysty, klarowny, świeży i naprawdę doskonale skonstruowany. Zapach finiszuje zaskakująco – subtelną nutą wetiweru osadzoną na bardzo delikatnym podłożu z cedru. Wszystko jest tu – jak zwykle u Heeleya – bardzo wyważone i niezwykle precyzyjne. Kompozycja ewoluuje na skórze klarownie, poszczególne jej fazy przenikają jedna w drugą w sposób perfekcyjny. Całość pachnie orzeźwiająco i naturalnie oraz całkiem długo jak na dość ulotną materię, którą przedstawia.

James Heeley uważa, że sam pomysł na tego typu świeży zapach ma w sobie coś bardzo niszowego. Przyznaje też, że obawiał się nieco tego, iż tak wyraźna nuta mięty zostanie źle odebrana przez potencjalnych nabywców jako banalna i kojarząca się z pastą do zębów lub gumą do żucia. Wiedział że sposobem na uniknięcie tego rodzaju skojarzeń będzie stworzenie perfum z najlepszych składników i o doskonałej jakości oraz wyjątkowym ujęciu tematu. Zapewniam że udało mu się uniknąć banału. Nie ma tu ani pasty, ani gumy do żucia. To mięta tak naturalna, jakbym właśnie roztarł między opuszkami palców jej świeżo zerwany listek. No i nie zapominajmy, że Menthe Fraiche to nie tylko mięta. Czy wspomniałem już, że to naprawdę śliczny zapach?

menthefraichenyt300

nuty głowy: mięta zielona, mięta pieprzowa, bergamotka

nuty serca: zielona herbata, frezja

nuty bazy: biały cedr, wetiwer

 

cdn.