Givenchy Gentleman Cologne – brakujące ogniwo

Najnowszy zapach męskiej linii Givenchy Gentleman to Cologne. Niby nic nadzwyczajnego, wiele marek wypuszcza współcześnie tego typu pachnidła, ale…

Można się w ostatnich latach w nomenklaturze Givenchy nieco pogubić. Od 2013 lansuje męskie zapachy w linii Gentlemen Only (kilka z nich nawet swego czasu recenzowałem), aż tu nagle w 2017 pojawia się nowy Givenchy Gentleman przedstawiany jako współczesna wersja wspaniałego klasyka z 1974. Dość interesujący, z gruszkowa dominantą, jednak poza nazwą nie mający tak naprawdę nic wspólnego z protoplastą, którego sygnaturowy akord złożony z paczuli i miodu to jeden z kilku niewielu momentów prawdziwej chwały męskiej perfumerii. Rok później marka wprowadza flankera w postaci Gentleman Eau de Parfum. Współczesna logika rynkowa jest nieubłagana. Klient nie lubi się nudzić i domaga się kolejnych flankerów. Givenchy – jak na mainstream przystało – wypuszcza więc u progu lata zapach lekki i orzeźwiający, czyli będący bohaterem niniejszego wpisu Gentleman Cologne.

Nie testowałem jeszcze – poza pobieżnymi próbami w perfumeriach – Gentlemana z 2017 ani jego wersji Eau de Parfum, ale Cologne – który nieco przypadkiem znalazł się w moich rękach – zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył. Prezentuje typ rześkiej świeżości, jaką bardzo lubię, a jakiej niewiele we współczesnej perfumowej ofercie.

Zbudowany bardzo prosto i przejrzyście, ale z nie do końca typowych dla zapachu z kolońską etykietą nut. Zielono-cytrusowe intro jest rześkie i pobudzające. Niemal równolegle z nim pojawia się – i tu największe zaskoczenie – lekko marchwiowa nutka irysa (!), przydająca całości bardzo specyficznej „ogródkowej” aury (by nawiązać do podobnych olfaktorycznych wibracji, jakie serwował nam Jean-Claude Ellena w cudnej serii hermesowych ogródków). Irysowi towarzyszy rozmaryn i wetyweria, użyte wszakże z ogromnym umiarem, pracujące na efekt całościowy, bez wysuwania się na pierwszy plan. Baza jest bardzo współczesna, minimalistyczna, „techniczna”, niczym typowy „myk” doświadczonego perfumiarza. Subtelnie emanuje białym piżmem i ambroxanem. Jest nieco szorstka i sucha, zawiera echa zielonego serca i trwa na skórze całkiem długo.

Przyznam, że gdy tylko spojrzałem na perfumiarzy, którzy pracowali nad Cologne, wszystko stało się dla mnie jasne. Nathalie Lorson, ale przede wszystkim Olivier Cresp. Ten zapach jest bardzo w jego oszczędnym, transparentnym, ale jednocześnie niezwykle efektownym i efektywnym stylu. Mimo świeżego, rześkiego charakteru i bardzo krótkiej – to czuć – formuły, Gentleman Cologne wykazuje rozwój na skórze, co naturalnie wynika z użytych w nim ingrediencji.

Lubię zapachy kolońskie. Lubie świeże i rześkie aromaty. Gentleman Cologne przypadł mi więc do gustu i to szczególnie ze względu na bardzo nowatorskie użycie irysa w konwencji zielono-cytrusowo-drzewnej.

No waśnie. Irys. Mówiąc zupełnie szczerze Gentleman Cologne pachnie tak, jak powinien pachnieć Dior Homme Cologne (!) – dzięki irysowi właśnie, który jest przecież motywem przewodnim linii Dior Homme, a którego w aktualnej wersji Diora (świetnej zresztą) zabrakło. Niesamowite. Oba zapachy są zresztą ogólnie rzecz biorąc bardzo podobne.

Gentleman Cologne to udane pachnidło, niebanalne i nienachalne, idealnie wpasowujące się w letnią aurę. Bardzo pozytywne zaskoczenie ze strony marki, po której zupełnie bym się tego nie spodziewał.

nuty głowy: bergamotka, cytryna, petitgrain

nut serca: irys, rozmaryn, wetyweria

nuty bazy: ambroxan, piżmo

rok premiery: 2019

nos: Nathalies Lorson & Olivier Cresp

moja ocena: zapach: 4,5/ trwałość: 4,0/ projekcja: 4,0 –> 3,0

Givenchy „Gentlemen Only” – dżentelmen naszych czasów

Gdy w 2013 roku Givenchy zaprezentował nowy męski zapach Gentlemen Only, obwieścił, że będzie to hołd złożony o 40 lat (!) starszemu Givenchy Gentleman (1974). To nawiązanie było dla mnie – przyznam – ruchem zaskakującym . Próbą ożywienia wciąż żywej przecież legendy, albo może raczej bardzo spóźnioną próbą zdyskontowania sukcesu klasyka (Gentleman nigdy wcześniej nie doczekał się żadnego flankera, aż tu nagle po 40 latach taka niespodzianka!). Ten cytrusowo-drzewny klasyk jest wciąż dostępny jest na półkach perfumerii, dzielnie stojąc na straży tego, co w perfumach było niegdyś wielkie i wspaniałe. Co ciekawe, jako jedne z zaledwie kilku, może kilkunastu męskich pachnideł z tamtej epoki wytrzymał próbę czasu. Nie bez przyczyny. Jest z pewnością jednym z najwspanialszych kiedykolwiek skomponowanych męskich pachnideł. Ponadczasowe i bardzo pięknie zrównoważone połączenie cytrusów, miodu, wetywerii, paczuli i mchu dębowego to prawdziwy kanon perfumerii, do którego wciąż chętnie nawiązują współczesne marki niszowe. Gentleman był z pewnością emanacją gustów i stylistyki tamtych czasów.  Jego estetyka tak mocno wpisała się w męskie gusta, przekazywane z ojca na syna, że zapach ten trwa do dziś. I niech trwa wiecznie, bo – jak ktoś kiedyś słusznie zauważył  – „trwa mać”.

givenchy-gentleman-perfume-edt

Obecny Gentlemen Only można śmiało nazwać reprezentatywnym przedstawicielem współczesnej męskiej estetyki perfumowej. I to jest moim zdaniem główna analogia pomiędzy klasyczną a współczesną wersją. Nie byłoby go jednak, gdyby nie YSL L’Homme (2006), w którym połączono zieloną nutę liścia fiołka z przyprawami i akordem ambrowym tworząc coś na kształt współczesnego wzorca męskiego akordu, wykorzystywanego, a wręcz nadużywanego od tego czasu dość powszechnie nie tylko w perfumerii, ale i w męskich kosmetykach. Z kolei nie byłoby L’Homme, gdyby nie Fahrenheit (1988). Ten zaś pewnie nie powstałby, gdyby nie Grey Flannel G. Beene (1975).  I tak wróciliśmy do lat 70-tych, gdy powstał klasyczny Gentleman. Tak się to w perfumerii wszystko łączy, a jedno wynika z drugiego…

Gentlemen Only ma wibrujący, pieprzowy, krótkotrwały początek. W chwilę po nim pojawia się zielona nuta liścia brzozy połączona z subtelnym muszkatem. Jest lekko słodko, lekko zielono i raczej delikatnie. Z czasem ujawnia się składnik łączący zapach ze swym starszym o 40 lat protoplastą – paczula. Choć nie tak wyraźna i nie tak ewidentna, to jednak odgrywa istotną rolę w budowie całości. Tak trwa to przez dłuższy czas, który można śmiało określić sercem zapachu. Trzeba przyznać, że jest to serce długotrwałe, a zapach początkowo jakby rozmyty, z czasem powoli nabiera wyrazistości. Bazowy akord ujawnia się dopiero po kilku godzinach i jest to przyjemna woń piżmowa połączona z lekko mydlaną, słodkawą nutą kadzidła, kompletnie pozbawioną jakichkolwiek konotacji religijnych (co oczywiste, gdy weźmiemy pod uwagę mainstreamowy, nastawiony na szeroką klientelę charakter tego pachnidła). Muszę przyznać, że ewolucja, jaką przechodzi Gentlmen Only na skórze oraz ten intrygujący, całkiem niebanalny finisz okazały się dla mnie miłym zaskoczeniem.

coolsty-givenchy-04-1400x700

Gentlemen Only jest skrojony na miarę współczesnego przeciętnego męskiego gustu. Ma przy tym przyzwoitą jakość. Cierpi jednak na brak oryginalności. Nie dla każdego będzie to wada. Ratuje go wszakże ciekawy, niesztampowy finisz, który skłonił mnie do dodania jednej gwiazdki w końcowej ocenie. 

Jednego jestem pewien – opisywanie tego zapachu przez pryzmat oficjalnego spisu nut/ składników mija się w tym przypadku z celem. Jeżeli nawet bowiem np. wetyweria czy cedr zostały tu użyte (a nie mam podstaw sądzić, że było inaczej), to wszystkie te ingrediencje budują główny, zielono-drzewny motyw przewodni, nie ujawniając się indywidualnie w sposób, do jakiego przyzwyczaiła nas perfumeria sprzed dekad (przecież paczulę, miód, mech dębu, wetywerię – wszystko to przy odrobinie wysiłku poczujemy w klasycznym Gentlemanie!). Oczywiście wiem, że paczula użyta w Gentlemen Only nie jest tą samą, pełnowymiarową paczulą z Gentleman. Podobnie jest z innymi składnikami, nierzadko będącymi efektem współczesnych wyrafinowanych laboratoryjnych metod pozyskiwania, o jakich nawet nie śniło się Paulow Legerowi, gdy pracował nad formułą oryginalnego Gentlemana.

givenchy gentlemen-only-bottlesjpg

Współczesne składniki perfumowe są oczyszczane z wszelkich potencjalnych alergenów i innych niechcianych substancji. Wiele z nich traci przez to swoje cechy charakterystyczne, ale jednocześnie daje się lepiej modelować przy pomocy innych składników. Innymi słowy – gdy kiedyś do formuły dodawano olejek paczulowy, wiadomo było , że „wyjdzie on na wierzch” i w którymś momencie zdominuje kompozycję, emitując charakterystyczne cechy swej naturalnej woni. Dziś esencję z paczuli można rozłożyć na kilka części w destylacji frakcyjnej, wykorzystać jedną (albo więcej) z nich i wymodelować ją przy pomocy innych ingrediencji, tworząc w ten sposób niespotykane dotąd akordy (świetnym przykładem Mistral Patchouli Atelier Cologne). Paczula taka odegra istotną rolę, ale nigdy nie ujawni się w sposób ewidentny, taki jaki znamy z przeszłości. Z jednej strony daje to współczesnym perfumiarzom nieograniczone możliwości twórcze, z drugiej paradoksalnie może powodować, że zapachy stają się do siebie podobne, gdyż pewne zbitki składników- akordy – dobrze przyjmują się wśród klientów i są eksploatowane do granic możliwości. Gentlemen Only wpisuje się w to zjawisko, będąc z jednej strony przyzwoitym współczesnymi męskimi perfumami, którym wszakże brak indywidualnego sznytu, gdyż podobne (co nie znaczy, że identyczne) aromaty znaleźć możemy w wielu zapachach innych marek.

Obliczony na zdobycie popularności Gentlemen Only ma wszelkie ku temu zadatki. Będzie je miał zresztą każdy podobny zapach, tak długo, jak długo przeciętny klient perfumerii sieciowej będzie kierował się wyłącznie tym co modne i „bezpieczne” i nie będzie poszukiwał czegoś, co podkreśli jego indywidualność i charakter. Taki to „masowy dżentelmen”. Ale chyba lepszy taki, niż żaden…

Givecnhy G Only

nuty głowy: zielona mandarynka, różowy pieprz, gałka muszkatołowa, liść brzozy

nuty serca: cedr, paczula, wetyweria

nuty bazy: kadzidło, nuty zwierzęce

rok premiery: 2013

perfumiarz: Jean Jacques/ Francis Kurkdjian

moja ocena: 

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Wersja Gentlemen Only Intense weszła na rynek w 2014 roku. Jest w swej istocie kopią swego poprzednika z dodanym współczesnym akordem skórzanym i okrutnie już wyeksploatowaną ambrowo-tonkową bazą. Intense od początku prezentuje się bardziej zachęcająco, niż pierwowzór. Jest głębszy, bardziej zmysłowy. Innymi słowy – takie wieczorowe wcielenie dżentelmena. Ale i w tym przypadku nie ma mowy o oryginalności. Mało tego – uważam, że Intense jest nawet bardziej wtórny, niż pierwowzór, który przynajmniej zaskakuje intrygującą woltą z oklepanej drzewnej zieloności w kierunku zaskakującego i dość unikatowego mydlano-kadzidlanego finiszu. Intense – poprzez dodanie aspektu ambrowego – jeszcze bardziej zbliżył się do L’Homme YSL, a współcześnie ujęta nuta skórzana (w niczym nie przypominająca skóry znanej z klasyki perfum czy współczesnej niszy; innymi słowy wierzymy, że skóra jest, ale jej nie czujemy…) w połączeniu z przewodnią zieloną nutą liścia brzozy zbliża całość do Fahrenheit Parfum Diora. Z tym, że Dior pachnie klasę lepiej… Fakt, miłym akcentem okazała się dla mnie baza Intense, ale to z kolei poprzez jej spore podobieństwo do Prady i jej Amber Pour Homme Intense. Tak więc znów – nic oryginalnego. Całość zasługuje jednak obiektywnie na cztery gwiazdki, gdyż Gentlemen Only Intense jest zapachem pod każdym względem dobrym. Ale nic ponad to.

givenchy gentlemen-only intense

nuty głowy: zielona mandarynka, czarny pieprz, liść brzozy

nuty serca: cedr, paczula, skóra

nuty bazy: tonka, ambra, kadzidło,

rok premiery: 2014

perfumiarz: Jean Jacques

moja ocena: 

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Givenchy-Gentlemen-Only-Casual-Chic-

Póki co Givenchy nie wprowadziło wersji Gentlemen L’Eau lub Fraiche, ale Casual Chic z 2015 roku praktycznie pełni taką rolę lżejszej, świeższej, letniej, casualowej wariacji nt. Gentlemen Only. Zapach jest wyraźnie mniej złożony, oszczędny w środkach wyrazu. Na uwagę zasługuje fakt, że świeżości nie przydano tu w sztampowy sposób –  wyłącznie cytrusami. Posłużono się za to całym zestawem wibrujących i świeżych w swej naturze nut przyprawowych. I tak w akordzie głowy znajdziemy energizującą niczym doskonałej jakości lemoniada mieszankę cytrusowo-pikantnego kardamonu, wibrującego, rześkiego jałowca i dominującego tu słodkawego i pikantnego zarazem imbiru. Ten pikantny i chłodny jednocześnie koktajl ma zdecydowanie odświeżający charakter i ładnie wprowadza motyw przewodni linii Gentlemen Only –  duet zielonego liścia brzozy i cedru, który tym razem więcej ma w sobie suchej drzewności, niż liściastej zieloności i jako całość jest mniej wyrazisty niż to było w obu poprzednich wersjach. Cedr – mimo że obecny we wszystkich opisywanych tu wcieleniach zapachu – tu ujawnia się najwyraźniej, dobrze łącząc się z jałowcem z otwarcia i drewnem sandałowym ulokowanym w bazie. Z czasem zapach staje się suchy i drzewny, dryfując w kierunku estetyki reprezentowanej przez Juniper Sling Penhaligon’s i jemu podobne jałowocowoambroxanowych mikstur. Słowem – bardzo na czasie. Casual Chic wypada na tle pozostałych wersji zupełnie poprawnie, choć w sumie najmniej spektakularnie. Mimo to warto – uważam – dać mu szansę.

Givenchy-Gentlemen-Only-Casual-Chic bottle-

nuty głowy: kardamon, imbir, jałowiec

nuty serca: liść brzozy, cedr

nuty bazy: drewno sandałowe, Ambroxan

perfumiarz: Jean Jacques

rok premiery: 2015

moja ocena: 

zapach: ***/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Saga Gentlemen Only trwa w najlepsze. W bieżącym roku premier miały dwa kolejne flankery: zrywający z motywem przewodnim linii przyprawowo-orientalny Absolute  oraz lekki, zielono-miętowy Parisian Break. Jestem pewien, że to nie koniec…

 

Nowe męskie zapachy Armaniego, Givenchy i Diora…

Niedawno wspomniałem na blogu o nowym męskim zapachu Lapidus Pour Homme Black Extreme, który zarówno nazwą, jak i flakonem nawiązuje do klasyka Lapidus Pour Homme sprzed 25 lat. Ostatnie newsy mogą wskazywać, że oto mam pewną nową modę na wprowadzenie nowych zapachów nawiązujących do klasyków.

Portal Fragrantica donosi, że oto legendarny już cytrusowo-aromatyczny Armani Eau Pour Homme nie dość, że doczekał się wersji w nieco zmodyfikowanym, unowocześnionym flakonie (sam zapach podobno także został uwspółcześniony lub raczej dostosowany do aktualnych wymagań i możliwości dot. składników), to równocześnie premierę ma zupełnie inna pod względem charakteru woda Armani Eau de Nuit Pour Homme. Nowa woda Armaniego będzie ciepła, drzewno-przyprawowa. Mimo, że opis nut nie wygląda ani zachęcająco, ani oryginalnie, zawsze warto liczyć na pozytywne zaskoczenie…

armani eau de nuit

nuty górne: bergamotka, różowy pieprz

nuty środkowe: kardamon, gałka muszkatołowa, irys, heliotrop

nuty dolne: cedr, tonka, ambra

Ewidentnym zaskoczeniem jest dla mnie natomiast premiera nowego męskiego zapachu Givenchy Gentleman Only odwołującego się nazwa i flakonem to legendarnego Gentleman z 1974 roku – jednego z najdoskonalszych męskich zapachów, jakie kiedykolwiek powstały, wspaniałego mariażu nut cytrusowych, drzewnych i skórzanych z doskonałą paczulą w sercu. Nowa odsłona zapachu ma sprostać gustom współczesnych mężczyzn (!). Łatwo nie będzie (a może właśnie będzie ;-)). Spis nut wygląda obiecująco. Jest nawet znana z protoplasty paczula, a w bazie dodatkowo kadzidło. Givenchy znany jest z doskonałych i charakternych pachnideł, więc ta premiera dużo bardziej mnie ekscytuje, niż nowy Armanii…

givenchy only gentleman

nuty górne: zielona mandarynka, różowy pieprz, gałka muszkatołowa, liść brzozy

nuty środkowe: paczula, wetyweria, cedr

nuty dolne: kadzidło, piżmo

Na koniec informacja o nowej wersji Dior Homme Cologne. Sądziłem, że Francois Demachy całkowicie wycofał tę formułę z oferty marki. Okazuje się jednak, że – podobnie jak eau de toilette (Dior Homme, Dior Homme Sport) i eau de parfum (Dior Homme Intense) – także i cologne zostało przez perfumiarza przerobione (tyle że tym razem gruntownie) i pojawi się w zupełnie nowej wersji.

dior homme cologne

W przepięknym flakonie znajdzie się nowoczesna, lekka i odświeżająca woda kolońska złożona z wysokiej jakości składników: cytrusów (kalabryjska bergamotka), nuty kwiatowej (kwiat grejpfruta) i piżmowej bazy. Przyznam, że bardzo jestem ciekaw tego zapachu, bo wiem, że Demachy jest absolutnym mistrzem nut cytrusowych. Swoją drogą widzę, że zupełnie inaczej podzielił role poszczególnych koncentracji w linii Dior Homme uzupełniając wersje Sport o nutę irysa znaną zarówno z klasycznej EDT, jak i skoncentrowanej Intense EDP (pierwotna wersja Sport nie zawierała w ogóle irysa), zaś cologne irysa pozbawił, a właściwie to stworzył ją zupełnie od nowa (poprzednia wersja zawierała w składzie: lawendę, neroli, szałwię, kardamon, bergamotkę, mandarynkę, irys, kakao, ambrę, skórę, paczulę, wetiwer; była więc w istocie lżejszą odmiana regularnego EDT).

Jako wielbiciel zapachów kolońskich  na testy Dior Homme Cologne edycja 2013 czekał będę ze szczególnym apetytem…

 

Givenchy Insensé

Wycofane jakiś czas temu męskie pachnidło INSENSE firmy Givenchy, powróciło jednak w cyklu Les Mythiques w nowym, wspólnym dla wszystkich „reaktywowanych” pachnideł flakonie. INSENSE to niewątpliwie jedna z bardziej osobliwych męskich propozycji Givenchy. Niby targetowana na mężczyzn…no i niby męska. Jednocześnie jej kwiatowy – w fazie serca – charakter kazałby rozsądnemu facetowi podrzucić zgrabny flakonik żonie. Właściwie to nie wiadomo, z której strony to to „ugryźć”…

INSENSE ma wyraźne, klasyczne, francuskie trzy stadia rozwoju. I to mi się podoba. Zawsze lepiej oceniam tak skonstruowane pachnidła, traktując je jako opowiadanie swoistej zapachowej historii, jako grę nut i akordów, wreszcie jako dowód na kunszt twórcy. Będę więc gryzł INSENSE tradycyjnie – od głowy:

Zielono-ziołowy akord głowy wskazywałby na ograny już wielokrotnie w latach 70-tych i 80-tych XX wieku temat aromatyczno-zielony. Jednak coś tu nie gra… Coś jest inaczej… Zieloność jest tu taka…jakby nowocześniej pachnąca. Tak pachnie cassis – liść czarnej porzeczki. W głowie podsypany świeżą bazylią i wzmocniony słodko-cytrusową mandarynką. Efekt to z pewnością mocne, dość orzeźwiające preludium. Jest dobrze, jest ciekawie, jest niecodziennie. Po krótkim czasie olfaktoryczna przestrzeń wypełnia się tym, co tak naprawdę czyni INSENSE męską osobliwością, nie pozbawioną jednak swoistego uroku. Kwiatowe serce, bo o nim mowa. Jednak nie ciężki, duszne, odurzające białe kwiaty, nie jaśmin, nie klasyczna róża (choć jest geranium), ani nawet zielono pachnący liść fiołka. Raczej kwiaty polne, samosiejki. Takie radosne, letnie, rosnące na ogrzanej słońcem łące. Rumianek to moje pierwsze skojarzenie na tym etapie. Nie ma go w składzie, ale ja nie mogę pozbyć się tego wrażenia. Jest naprawdę ślicznie, urokliwie i .. mało męsko! No bo wg składu mamy tu i konwalię i magnolię i geranium. A wszystko to w wodzie toaletowej dla panów! Ale co tam. Ten kwiatowy akord jest głównym tematem INSENSE i należy mieć tego świadomość. To on definiuje te perfumy. Kwiatowe perfumy. W miarę upływu czasu zieloność ustępuje miejsca lekkiej słodyczy. Takiej, jaką znamy, gdy wąchamy kwiatostan zbliżając nozdrza do pręcików zawierających pyłek. Słodycz jest subtelnie złamana nutką goryczki, bardzo delikatną jednak. Upływ czasu jest bezlitosny i słoneczny bukiecik w końcu więdnie, a na skórze zaczyna się finał. Najpierw pojawia się jakby matowa nuta, przypominająca mi suchą lawendę. Wciąż jednak czujemy wspomnienie kwiatów z serca, jakby przesłonięte tą wiórkową, pyłową chmurką. Z czasem i kwiatowe wspomnienie zanika, a zapach kończy się akordem suchego drewna. Wg różnych źródeł mamy tu cedr, sandałowiec i iglaste akcenty balsamu jodłowego, który wychodzi na pierwszy plan za każdym razem, gdy ciepłota ciała nieco wzrośnie. Efekt jest faktycznie drewniany, jakby wiórkowy, suchy, ale nie duszący, z przebijającymi się gdzieniegdzie igiełkami jodły.

INSENSE wzbudzają pozytywne reakcje otoczenia. Są wyczuwalne i na tyle charakterystyczne,  że nie pozostawiają otoczenia obojętnym. Wg mojej oceny INSENSE to stuprocentowy uniseks. Zaadresowanie go do męskiego odbiorcy było duuużą odwagą ze strony marki Givenchy. Zgoda, że drewniany finał bardziej pasuje do faceta, niż zdecydowanie kwiatowe serce, ale bez przesady. Wszystko to kwestie umowne. Trwałość na poziomie 8-9 godzin uważam za wystarczającą, choć trzeba nadmienić, że baza jest bardzo subtelna i delikatna.

Oryginalny, chronologicznie pierwszy flakon (na zdjęciu u dołu) to jedna z najpiękniejszych butli, jakie miałem w dłoniach. Cudny, prosty, ale jakże finezyjny styl i ta niebywała wręcz poręczność. Flakon 50 ml leży w dłoni wprost idealnie, wpasowując się obłym „tyłem” w wewnętrzną jej część. Sprawia wrażenie trzymanego w dłoni kamienia – otoczaka. Zatyczka w szarym matowym kolorze ze „złotą” obwódką. Moim zdaniem ten flakon jest genialny. Po raz pierwszy chyba przyznaję w tym zakresie najwyższą notę 6. Dodam, że zarówno kolor cieczy, jak i jaskrawa żółć kartonika świetnie oddają charakter zapachu. Uzupełniając informacje dot. flakonu nadmienię, że INSENSE zdarza się także w zwykłej, prostej butelce znanej z Gentlemana czy Xeryus Rouge oraz we flakonie z cyklu Les Mythiques. Jednak ogólnie rzecz biorąc są to perfumy coraz trudniej dostępne i powoli stają się białym krukiem.

Na koniec kwestia niezwykle ważna. Nic chyba lepiej  nie podsumuje tej recenzji, jak dosłowne tłumaczenie nazwy tego pachnidła. Insensé (fr.) znaczy bowiem bezsensowny, niedorzeczny, szaleńczy, szalony, obłąkany. Trudno o trafniejsze, ale i bardziej humorystyczne określenie tego bardzo nietypowego męskiego pachnidła. Brawo dla domu Givenchy za dystans do marki i poczucie humoru!

Nuty górne: czarna porzeczka mandarynka, bazylia

Nuty środkowe: magnolia, konwalia, geranium,

Nuty dolne: piżmo, balsam jodłowy, drewno sandałowe

twórca: Daniel Moliere

rok wprowadzenia: 1993

moja klasyfikacja: kwiatowy uniseks, wspaniały na wiosnę i lato, na każdą okazję, energetyzująca propozycja dla mężczyzn poszukujących czegoś nietypowego i zwracającego uwagę,

ocena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon: 6

Givenchy Xeryus Rouge

W roku 1995 Givenchy zaproponowało panom potomka sławnego Xeryusa (o którym przyjdzie jeszcze czas napisać słowo). Xeryus Rouge był pierwszym orientalnym  zapachem męskim w historii marki. Jakże udanym, dodam już na wstępie. To chyba pierwsze dzieło Annick Menardo, które przekonuje mnie od początku do końca (no może obok Bvlgari Black). Przy czym im bliżej końca, tym lepiej.  Rouge z pewnością jest w jej stylu. Słodkawo-ciepło-przyprawowy. Rozwijający się od – jakby przyczajonego – początku ze słodkim cytrusem (nietypowo – kumkwat- chińska mandarynka, która również pięknie komponuje się w np. męskim Aramis Life) i kaktusowym miąższem, poprzez różano-pikantne serce, aż po hipnotyczny drzewno-ambrowo-piżmowy finisz, który doprawdy długo utrzymuje się na skórze, dając jeden z piękniejszych akordów bazy, jakie znam. Warto zaznaczyć, że nuty serca zdominowane są tu przez afrykańskie geranium, które nadaje specyficznego, słodko-gorzkiego, różanego aromatu. Róża doprawiona czerwonym pimento jest naprawdę mocna, ciepła, aromatyczna. Orientalna.

Xeryus Rouge „nie wpadł mi w nos” od razu. Te perfumy wymagają poznania, zrozumienia. Kolejne próby pozwalały mi odkryć ich dyskretny, ale niezaprzeczalny urok. To naprawdę świetne męskie orientalne pachnidło, mające sporo wspólnego z opartymi na różanych attarach perfumach z bliskiego wschodu.

Siląc się na jakieś porównania mam przed oczami przede wszystkim Ungaro III, ale i Amouage Lyric for Men. W takim otoczeniu Xeryus Rouge będzie pasował idealnie. Tu należy go uplasować na olfaktorycznej mapie męskich perfum. To doprawdy świetnie towarzystwo. „Rouge” znaczy czerwień. I ten zapach jest różano-pimentowo czerwony, ognisty, zmysłowy. Bezwzględnie wieczorowy. Hipnotyzujący swym orientalizmem.

Klasyczny flakon (na zdjęciu o góry) zaprojektował jeszcze dla oryginalnego Xeryusa  Pierre Dinand – znany twórca wielu perfumowych flaszek. Wersja Rouge jest ciemno-czerwona w odróżenieniu od ciemo-fioletowej butli oryginalnego Xeryusa.  Od pewnego czasu zapachy Givenchy dostępne są również w nowej wersji flakonu (poniżej). Design butli jest bardzo prosty, wręcz ascetyczny, ale i męski i poręczny zarazem.

nuty górne: kumkwat, kaktus, estragon

nuty środkowe: liście cedru, czerwone pimento, afrykańskie geranium

nuty dolne: drewno cedrowe, białe piżma, drewno sandałowe, ambra

twórca: Annick Menardo

rok wprowadzenia: 1995

moja klasyfikacja: mocny, wieczorowy, orientalny, z niezwykle zmysłowym finiszem

moja ocena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 5/ trwałość: 5/ flakon: 3