Cecile Zarokian – olfaktoryczna czarodziejka

Dla kogoś, kto tak jak ja od ponad 10 lat śledzi rynek perfum niszowych, postać Cecile Zarokian nie może być obca. Prowadząca swoje własne perfumowe laboratorium niezależna artystka komponuje perfumy dla marek niszowych, a każda premiera zapachu jej autorstwa jest w niszowym światku wydarzeniem. Przypomnijmy – debiutowała w 2009 (o czym jeszcze później) damskim Epic dla Amouage. W kolejnych latach z jej laboratorium wyszły perfumy dla Majdy Bekkali, Masque Milano, MDCI Parfums, Puredistance, Laboratorio Olfattivo, Jul et Mad, Jovoy Paris, Jacques Zloty, Hayari Parfums, Evody Parfums, Suleko, UerMi, David Jourquin, Jacques Fath (dla którego odtworzyła słynne Green Water). Doprawdy imponujący dorobek jak na 9 lat.

cecile zarokian puredistance
Cecile Zarokian, photo credit: Puredistance

Wygląda na to, że Cecile bardzo ciężko pracuje na swój sukces. Zresztą nie ogranicza się „tylko” do komponowania perfum. Bierze także czynny udział w ich promowaniu własną osobą. Obecna na wszystkich tragach perfumowych, chętnie pokazująca się u boku firm, dla których pracuje, jest osobą otwartą na rozmowy o swym fachu. A dowodem na to niech będzie fakt, że Cecile zgodziła się odpowiedzieć Perfumowemu Blogowi na kilka pytań dotyczących wybranych przeze mnie perfum jej autorstwa (!). Pierwsze z nich miało charakter ogólny, kolejne dotyczyły już konkretnych zapachów i można je odnaleźć w dalszej części artykułu.

Perfumowy Blog: Skomponowałaś ponad 40 pachnideł. Większość z nich dla marek niszowych. Czy potrafisz wyobrazić sobie stworzenie perfum dla znanej marki designerskiej jak Armani czy Ralph Lauren? Czy podjęłabyś się wyzwania dopasowania swojej kreatywności do bardzo konkretnego briefu? Czy sądzisz, że byłoby to bardziej wymagające, niż komponowanie perfum niszowych, gdy często jedynym limitem jest wyobraźnia twórców?

Cecile Zarokian: Właściwie to nie tworzę wyłącznie dla marek niszowych. Są marki o większej dystrybucji, dla których pracowałam, ale tego nie ogłaszam. Nie powiedziałabym, że komponowanie dla dobrze znanej marki designerskiej jest bardziej wymagające, ale powiedziałabym, że szanse na wygranie projektu są niskie i jest to długa droga z dużą presją. No i kreatywność oraz innowacja mogą zniknąć w procesie dostosowywania zapachu do wyników przeprowadzanych testów konsumenckich.

 

Amouage Epic Woman (2009) – mocny debiut

towarzyszy niesamowitemu, przepełnionemu oudem i przyprawami męskiemu Epic Man Randy Hammami i jest to towarzysz zaiste godny. Obie kompozycje mają część wspólną i jest to wyraźnie zaakcentowana nuta kminu. Podczas gdy w męskim, dość ascetycznie pachnącym (choć wcale nie ubogim w ingrediencje!) Epic Man kmin – obok innych przypraw – egzotycznie ozdabia nuty drzewne, kadzidlane i animalne kastoreum, tu w wersji Woman jest zaledwie wstępem do niezwykłej orientalnej, balsamiczno-kwiatowej opowieści, której charakter jest na tyle oryginalny, że nie do pomylenia z niczym innym.

Epic Woman to niszowy debiut Cecile Zarokian (powstały wprawdzie przy współpracy z Danielem Maurelem i Angeline Leporini). Jako taki pozostaje wciąż jednym z najbardziej spektakularnych. Mało kto może pochwalić się taką kolaboracją na początku profesjonalnej kariery. Ten zapach zwrócił uwagę perfumowej branży i zapachowych koneserów na wschodzącą gwiazdę perfumerii.

Epic Woman (wykazuje już wszystkie charakterystyczne cechy stylu artystki, charakteryzujący się zapadającymi w pamięć, sygnaturowymi akordami, oryginalnością zestawień składników, nut i akordów, świetnymi parametrami (zapachowy ogon, projekcja, trwałość). Epic to pachnidło trudne do zaszufladkowania i to także typowe jest dla twórczości Cecile. Dominujące akordy to stanowiący otwarcie akord przyprawowy z dominującym kminem, któremu towarzyszą różowy pieprz i cynamon. Serce zapachu zbudowane jest z nut kwiatowych – róża, jaśmin, geranium plus nuta herbaty. Baza jest drzewno-ambrowo-kadzidlana, z dodatkiem kłącza irysa i oudu. Napisać, że Epic Woman pachnie ciekawie, to nic nie napisać.

Oto co nt. tego zapachu oraz jego podobieństwa do „Mon nom est Rouge” Majdy Bekkali (o co zawsze chciałem zapytać) sądzi Cecile Zarokian:

Perfumowy Blog: Popraw mnie, jeśli jestem w błędzie, ale zadebiutowałaś w profesjonalnej perfumerii niezwykle oryginalnym przyprawowo-kwiatowym „Epic Woman” skomponowanym dla Amouage. Jaka była Twoja rola w tym projekcie? Jak wspominasz pracę nad nim? Czy zgodzisz się, że „Mon nom est rouge” dla Majdy Bekkali jest rozwinięciem tego pomysłu? Jakie są różnice między nimi z punktu widzenia kompozycji?

Cecile Zarokian: Byłam w tym czasie stażystką w Robertet, wciąż jeszcze studiowałam na ISIPCA. Szkolił mnie perfumiarz Daniel Maurel, który zaufał mi w kwestii tego projektu dla Amouage. Byliśmy tak szczęśliwi i dumni z wygranej, zawsze będę to pamiętać! Jeżeli chodzi o „Mon Nom est Rouge” nie zgodzę się z Tobą. To kompletnie inne perfumy. Historia „Mon Nom est Rouge” oparta jest na powieści Orhana Pamuka o czerwieni. Jest prawdą, że oba zapachy mogą mieć niektóre składniki wspólne, jak róża czy kadzidło, podobnie jak niektóre inne perfumy, które stworzyłam, ale to tyle. „Mon Nom est Rouge” został zainspirowany kolorem czerwonym, od zapachu krwi do uczucia pasji oraz aksamitną strukturą perskich brokatów i kaftanów. „Epic Woman” jest przyprawowym i bardzo orientalnym oraz drzewnym zapachem zainspirowanym legendami Jedwabnego Szlaku z Chin do Arabii.

 

Amouage Epic Woman

Nuty głowy: kmin, różowe liście laurowe (wawrzyn szlachetny), cynamon

Nuty serca: róża damasceńska, bodziszek (geranium), jaśmin, herbata

Nuty bazy: ambra, piżmo, kadzidło, oud (drzewo agarowe, drzewo aloesowe), drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, wanilia, irys

 

Laboratorio Olfattivo Nerotic (2016) – zmysłowa czerń

Nerotic (swoją drogą genialna nazwa dla perfum) reprezentuje – mam wrażenie – zapachowy „teren”, na którym Cecile Zarokian ma niewielu równych sobie, i na którym czuje się najpewniej. Kolejny dowód na to, że w dziedzinie zapachów drzewno-skórzano-ambrowych można wciąż zaproponować wiele nowego. Nerotic nie jest może pachnidłem spektakularnym (ale – po prawdzie – który zapach Laborattorio Olfattivo jest?), prezentuje za to oryginalne akordy w bardzo dobrym wykonaniu i świetnej jakości. Zresztą – jak zwykle u Cecile – doszukamy się tu kilku ładnie ze sobą kontrastujących ingrediencji i efektownych pulsujących pomiędzy nim napięć. Świetne wykorzystanie geranium w sercu oraz przypraw – kolendry i szafranu – dla stworzenia unikatowo pachnącego akordu i podkręcenia nowoczesnej sucho-ambrowo-drzewnej bazy, która zdradza subtelne dymne i neo-skórzane akcenty. Zapach abstrakcyjny, dość monolityczny, nie rozwija się wyraziście, raczej subtelnie zmieniają się w nim odcienie głównego tematu. Tak czy inaczej to bardzo dobra pozycja w ofercie marki. Poza tym należą jej się dodatkowe brawa za wprowadzenie flakonów 30 ml o designie bardzo przypominającym flakony 50 ml Frederica Malle’a (także kartonikowe twarde opakowanie wygląda na – umówmy się – skopiowane od Mistrza, no ale jeśli już naśladować, to najlepszych).

PB: „Nerotic” Laboratorio Olfattivo pachnie bardzo nowocześnie i wyjątkowo. Jak byś go opisała? Co jest w tej kompozycji specjalnego? Co jest w nim czarne a co erotyczne? 

CZ: To rzeczywiście bardzo zmysłowy zapach. Ambrowy, sucho-drzewny i przyprawowy – te elementy przydają mu dużo charakteru i mocnej osobowości, a także – wedle niektórych – erotycznego charakteru. Właściwie to nawet nie tyle chodzi o jego nazwę. Wiele opinii o erotycznym, niemal cielesnym uczuciu podczas wąchania „Nerotic”, zostało przekazanych nawet bez znajomości jego nazwy.

Nerotic-1

nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, czerwone owoce

nuty serca: geranium, kolendra, szafran

nuty bazy: akord suchej drzewnej ambry, sandałowiec, akord skóry, nuty dymne

 

UerMi OR±White (2016) – pachnieć bielą…

Wielu próbowało już zmierzyć się z tematem bieli w perfumach – z różnym skutkiem. Jak temat zinterpretowała Cecile Zarokian? Dwa zapachy przychodzą mi na myśl, gdy testuję Or±WHITE. Jeden niszowy, drugi designerski. Ten pierwszy to być może już zapomniany Pentachord WHITE Andy Tauera, a to w wyniku użycia nuty irysa i podobnej koncepcji zapachowej bieli. Drugi to Fleur du Male Jean-Paula Gaultiera. Połączenie kwiatu pomarańczy z kulinarnym waniliowo-tonkowym akordem stanowi oś obu pachnideł, przy czym w zapachu Kurkdjiana odnajdziemy też akord białokwiatowy wychodzący poza słodko-pomarańczowe neroli, podczas gdy Cecile poszła w innym kierunku, dodają nutę irysa i kolendrę, co w efekcie dodało zapachowi niesamowitej aury kulinarnej. Po słodko-pomarańczowym wstępie pojawia się bardzo charakterystyczny akord, który bardzo trudno opisać, niemniej to on realizuje idee czystej białości zapachu. Kwiat pomarańczu plus mocna nuta tonkowa, marcepanowa, wzbogacona wszakże o irys i kolendrę pachnie zdecydowanie inaczej, niż można by sądzić z samego opisu. Or±WHITE pachnie naprawdę niesamowicie, uniseksowo, czysto i zmysłowo, a jednocześnie ma głębię charakterystyczną dla stylu Zarokian, a także pewną ostrą, nieco zadziorną nutkę (neo-skóra?). To zapach, który zrobił na mnie natychmiastowe świetne wrażenie po krótkim teście podczas targów EsXence w 2016 roku. Po 2 lata wróciłem do niego, by potwierdzić swój pierwotny zachwyt.

Jak już wspomniałem, Or±WHITE  łączy w sobie dwie estetyki: niszową i tę bardziej przystępną, mainstreamową. Umiejętne ich wyważenie jest uważam przyczyną wyjątkowej urody tego pachnidła i jego walorów zarówno estetycznych, jak i czysto użytkowych.  Or±WHITE świetnie się nosi. Zapach przyjemnie otula i przydaje poczucia czystości, elegancji, czuję go na sobie przez większość czasu, a lekko gryząca baza ładnie go wieńczy. Pozostawia intrygujący ogonek i trwa na skórze dobrze ponad 8 godzin.

PB: „Or White” for UerMi zachwycił mnie mieszanką tonki i kwiatu pomarańczy wzbogaconą o składniki, których nie jestem w stanie nazwać, ale zdecydowanie czuję coś sucho-drzewno-ambrowego w bazie, co czyni ten zapach nieco męskim, a także uzależniającym. Co zainspirowało się podczas komponowania tego zapachu i jak przełożyłaś tę inspirację na konkretne nuty?

CZ: Zainspirował mnie materiał wytwarzany z mlecznych protein. Starałam się przetłumaczyć na zapach uczucie i jedwabne wrażenie, jakie miałam obcując z tym materiałem. Delikatność kwiatu pomarańczy i irysa, kojąca tonka, trochę zamszu dla delikatności i zmysłowości, zbalansowane z intensywnymi nutami suchej ambry i drewna.

uremi-or-white

główne nuty: tonka, irys, kolendra, kwiat pomarańczy, skóra

 

Jovoy Paris Remember Me (2018) – „bawarka” w Paryżu

Zapachy perfum utrwalają się w naszej pamięci i poczute po czasie przywołują silne wspomnienia. Bardzo często są to wspomnienia związane z osobą, zwykle dla nas ważną, która na przykład podczas spotkania z nami nosiła konkretne perfumy. Ich zapach zakodował się w naszej pamięci i zawsze kojarzy się z tą osobą. W tym kontekście nazwa perfum Jovoy Remember Me nabiera specjalnego znaczenia. Aromat zamknięty we flakonie z taką nazwą zdaje się mówić: spróbuj, a zapamiętasz mnie na zawsze. Czy rzeczywiście to pachnidło ma taką moc?

Doprawiona imbirem i kardamonem „herbatka z cytrynką” jest tym, co czujemy na samym początku. I jest to naprawdę intrygujący i urodziwy początek. Z czasem robi się coraz ciekawiej. Otóż do gry wchodzi nuta mleka. Tak więc nasza herbata staje się „bawarką”, nota bene z laską wanilii w środku. Dzieje się to jeszcze w sercu zapachu i jest taki moment gdy czujemy wszystkie te elementy razem: delikatne cytrusy, herbata, kardamon, mleko. Dość szybko mleczno-waniliowy, puchaty akord zaczyna dominować zapach. Nuty drzewne – m.in. cedr – dodają nieco wytrawności w generalnie kulinarnej bazie. Remember Me rzeczywiście szybko i trwale zapada w pamięć dzięki jakże interesującemu zestawieniu nut „jadalnych”. Jest delikatne i wyważone, ale zdecydowanie nie brak mu charakteru. Bardzo udane pachnidło, chyba jednak nieco bardziej damskie niż uniseksowe.

PB: Gdy wącham „Remember Me” Jovoy Paris myślę o mocnej herbacie z mlekiem, wanilią i odrobiną kardamonu. Ten zapach rozpoczyna się jak uniseks, ale okazuje się być bardzo kobiecy w bazie. Jako całość pachnie nieco kulinarnie, ale jednocześnie delikatnie i bardzo zmysłowo. Skąd wziął się pomysł na taką unikalną i jednocześnie „noszalną: kombinację nut?

CZ: Dziękuję, ale naprawdę nie wiem, co powiedzieć i jak to wyjaśnić… Trzeba zawsze znajdować idealną kombinację, właściwy kompromis pomiędzy oryginalnością i unikatowością oraz „noszalnością”. 

 

JOVOY-PARIS-Remember-Me-EDP-100-ml

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, kardamon

Nuty serca: herbata, frangipani, imbir

Nuty bazy: akord mleczny, nuty drzewne, cedr, wanilia

 

Jul et Mad Acqua Sextius (2014) –  utrwalić lato w Prowansji

Acqua Sextius to dawna nazwa prowansalskiego miasta stu fontann – Aix-en-Provence. Jest coś w tym świeżym śródziemnomorskim zapachu, co w istocie wynosi go ponad li tylko szufladkę marine. Bo choć morska nuta jest w Acqua Sextius oczywiście obecna, to prócz niej znajdziemy tu szeroką gamę ingrediencji budujących trwałą świeżość z głębią. Cecile Zarokian dotąd wydawała się specjalizować w aromatach raczej ciężkich, orientalnych, ciążących zwykle ku ambrze w takim czy innym wydaniu. W Acqua Sextius udowodniła, że jest perfumiarką tyleż oryginalną i odważną, co wszechstronną. Swój styl, charakteryzujący się dość rozbudowanymi formułami, przełożyła na robiące spore wrażenie pachnidło orzeźwiające, lekkie, mimo że wyraźnie złożone i wielowymiarowe.

Jul et mad acqua sextius

Acqua Sextius rozpoczyna się akordem zielonym i bardzo aromatycznym, orzeźwionym koszykiem lekko cierpkich cytrusów. Zapach ewoluuje przez morskie serce, wypełnione akcentami białych kwiatów oraz nutą mimozy, doprawione eukaliptusem i miętą (tej wszakże nie czuję). W sercu tkwi także nuta figi. Serce łączy w sobie świeżość z zapowiedzią ciepłej bazy, którą Cecile zmontowała z nut drzewnych, labdanum, doskonale pogłębiającej morski wymiar szarej ambry, mchu i piżm. Ale Acqua Sextius to nie tylko zbiór wielu składników. To przede wszystkim spójna kompozycja, z której żadna nuta nie stara się wyodrębnić w dominujący sposób. Zapach ma wyraźną sygnaturę, to coś, co stanowi o jego oryginalnym i rozpoznawalnym charakterze. I choć za każdym razem, gdy go testuję, „mam na końcu języka” inne pachnidło, która Acqua Sextius jak żywo mi przypomina, to nie potrafię sobie absolutnie przypomnieć jego nazwy. Może to i lepiej? Dodam, że standardowa dla zapachów Jul et Mad (do marki – póki co niedostępnej niestety w polskich perfumeriach – mam nadzieję kiedyś szerzej wrócić) koncentracja ekstraktu perfum gwarantuje całkiem solidną trwałość, także – jak sądzę – podczas wysokich temperatur, do noszenia podczas których kompozycja Cecile Zarokian wydaje się najbardziej odpowiednia. Tak – Acqua Sextius to pachnidło, które zdecydowanie chętnie przywitałbym w mojej kolekcji w postaci pełnowymiarowego flakonu.

PB: Jesteś znana z mistrzowsko skomponowanych akordów ambrowych i zapachów orientalnych. „Tango” dla Masque Milano i „SHEIDUNA” dla Puredistance są pięknymi, zapierającymi dech w piersiach i unikatowymi kreacjami. Czy skomponowanie bardzo świeżego zapachu, jakim jest „Aqua Sextius” Jul et Mad było dla Ciebie wyzwaniem? W jaki sposób osiągnęłaś tę niesamowitą synergię pomiędzy zielonymi, morskim i ambrowo-drzewnymi aspektami? Czy zapach ten ma coś wspólnego z „Curacao Bay”, który skomponowałaś dla Jacques Fath?

CZ: Przede wszystkim dziękuję za Twoje bardzo miłe słowa i komplementy! Rozpoczęłam od perfum orientalnych, więc w sposób naturalny klienci na początku prosili mnie o zapachy tego typu…ale perfumiarz musi potrafić zrobić wszystko, co niezbędne, by opowiedzieć piękną pachnącą historię zgodną z briefem klienta i DNA marki. Jeśli chodzi o „Aqua Sextius”, zapach ten miał być bardzo odświeżającą, pełną cytrusów musującą i jednocześnie bardzo trwałą kolońską. Więc tego właśnie probowałam – pobawić się z cytrusami, świeżymi nutami wodnymi, a także nutami cieplejszymi. „Curacao Bay” ma w sobie owszem nuty morskie, ale więcej nut jodowych, słonych, pochodzących przede wszystkim z szarej ambry, otoczonych przez kwiat Frangipani.

PackshotCoffret-Aqua-Sextius_2

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, grejpfrut, nuty zielone

nuty serca: mięta/eukaliptus, nuty morskie, mimosa, białe kwiaty, figa

nuty bazy: labdanum, szara ambra, cedr, gwajak, mech dębu, piżmo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Puredistance SHEIDUNA – mariaż orientalnej zmysłowości i francuskiej elegancji

Czy perfumy luksusowe to określenie, które cokolwiek jeszcze dziś znaczy? 

W czasach, gdy uważające się za luksusowe marki perfumowe wypuszczają czasem po kilka zapachów w roku, często potwierdzając starą jak świat regułę, że więcej wcale nie znaczy lepiej (a zwykle odwrotnie), twórca marki Puredistance Jan Ewoud Vos od początku jej istnienia dba o to, by była ona postrzegana jako synonim prawdziwego luksusu. Co więc za tym idzie, liczy się nie tylko samo pachnidło, które w przypadku Puredistance prezentuje zawsze najwyższą jakość, ale także wszystko co mu towarzyszy – od niezwykłego flakonu, poprzez luksusowe akcesoria, ograniczoną dystrybucję, odpowiednio wysoką cenę, aż po częstotliwość, z jaką marką lansuje nowe perfumy. W przypadku Puredistance pojawiają się one raz na rok lub rzadziej i już choćby pod tym względem marka należy do nielicznych wyjątków. Przypomnijmy: rok 2007 to pierwsze pachnidło Puredistance I. W roku 2010 marka przedstawiła dwa zapachy: kobiecą Antonię i męskie Puredistance M.W 2012 pojawiło się Opardu, w 2013 Black zaś w 2015 White. Na 2016 rok zapowiedziano wyjątkową premierę…

puredistance-full-logo-gold-01

Trzeba przyznać, że wylansowanie nowych perfum Puredistance zostało tym razem niezwykle pieczołowicie przygotowane i przeprowadzone. Serwowane w mediach elektronicznych – na długo przed premierą – zapowiedzi przypominały kampanię reklamową nowego filmu znanego reżysera. Na początku wiadomo było jedynie, że Puredistance szykuje nowe perfumy. Z czasem firma ujawniła ich nazwę odkrywając stopniowo po jednej literce. Gdy już dowiedzieliśmy się, że to SHEIDUNA, przedstawiciele marki dosłownie nabrali wody w usta. Firma dozowała napięcie do tego stopnia, że jeszcze podczas tegorocznych targów Esxence w Mediolanie jej przedstawiciele nie chcieli zdradzić żadnych szczegółów dotyczących zapowiadanej na jesień premiery. Nawet tego, komu tym razem Jan Ewoud Vos powierzył skomponowanie pachnidła…

puredistance-jan-ewoud-vos-cecile-zarokiansmall
Jan Ewoud Vos i Cecile Zarokian

Po pewnym czasie ujawniono także i personalia perfumiarki (Cecile Zarokian), po czym SHEIDUNA została przedpremierowo zaprezentowana w Nowym Jorku, gdzie wzbudziła pozytywne reakcje. W prezentacji brała udział też sama Zarokian. Fakt że to właśnie ona przełożyła na język pachnących molekuł wizję Jana Ewouda Vosa, zelektryzowała perfumową branżę i krytyków. Cecile jest w ostatnich latach bardzo twórcza i raz po raz dowodzi, że ma w perfumerii bardzo wiele do powiedzenia, oraz że mimo relatywnie krótkiej kariery, dopracowała się już własnego stylu, a jej pachnidła to nierzadko dzieła perfumowej sztuki (Epic Woman Amouage, Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali, Tango Masque Milano,  Aqua Sextius Jul et Mad, Patchouliful Laboratorio Olfattivo by wspomnieć najlepsze).

Prace nad SHEIDUNA trwały około roku, a światowa premiera miała miejsce we wrześniu 2016 podczas targów Pitti Fragranze we Florencji. Według przedstawicieli marki zapach zrobił furorę. Reakcje publiczności utrwalono na licznych fotografiach:

sheiduna-emotion-collage_small

Nazwę perfum wymyślił Jan Ewoud Vos łącząc słowa SHE (Ona) oraz DUNE (Wydma). Odzwierciedla ona charakter perfum, które są połączeniem paryskiej elegancji i orientalnej zmysłowości. 

SHEIDUNA od pierwszych do ostatnich sekund pachnie bardzo naturalnie. Akord głowy jawi się jako wzmocniona aldehydami aromatyczna mieszanka cytrusów (z dominacją cytryny) oraz soczystej i zielonej woni czarnej porzeczki. Spod tego świeżego aromatu wyłania się stopniowo serce zapachu, zbudowane z kluczowej dla charakteru tych perfum esencji róży bułgarskiej, którą jakże tradycyjnie połączono tu z geranium oraz paczulą, subtelnie doprawiając całość goździkiem. Serce jest początkowo różano-przyprawowe, ale wraz z upływem czasu przeobraża się w niezwykle zmysłowy i bardzo złożony aromat, w którym róża wciąż jest obecna, ale zmienia się jej otoczenie. Zapach ociepla się, a do nozdrzy zaczyna docierać woń, która jest swoistą sygnaturą Cecile Zarokian, gdy chodzi o pachnidła kwiatowo-orientalne. Mieszanka ambry, żywic, absolutu wanilii, absolutu tonki i piżm z kwiatową (w tym wypadku różaną) dominantą. Efekt jest zbliżony do tego, co poczujemy w Mon Nom Est Rouge Majdy Bekkali (a poniekąd także i Tango Masque Milano). SHEIDUNA jest jednak w swym charakterze bardziej zrównoważona, harmonijna i subtelniejsza. Mniej eksperymentalna, a bardziej klasyczna. Gaśnie na skórze bardzo powoli, stając się długotrwałym zapachem blisko-skórnym, w którym ślady róży umocowane są do skóry piżmami (trwałość wynika z bardzo wysokiej koncentracji pachnącego wkładu 27% – jest więc to perfumowy ekstrakt).

sheiduna-02

SHEIDUNA projektuje wyczuwalnie, ale subtelnie, czym również odróżnia się od wcześniej wymienionych dzieł Zarokian, których moc nie dla wszystkich jest akceptowalna. Szczerze mówiąc jednak, spodziewałem się po SHEIDUNA woni nieco bardziej zdecydowanej i intensywnej. Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie pozostałe pachnidła Puredistance, to stwierdzam, że żadne z nich nie należy do tytanów mocy, a marka najwyraźniej stawia na zapachy nie będące olfaktorycznymi bombami, co wcale nie umniejsza ich wartości.

SHEIDUNA to – mimo wyraźnie kobiecego „targetowania” – w mojej ocenie pachnidło uniseksowe. Polubić je mogą wielbiciele woni orientalnych obu płci. Jako zapach orientalny z różaną dominantą jest udanym uzupełnieniem oferty Puredistance.

Czy SHEIDUNA spotka się z równie dobrym przyjęciem perfumowych koneserów, jak to miało miejsce w Nowym Jorku i we Florencji? Dowiemy się pewnie wkrótce. Zapach ma bowiem trafić do współpracujących z Puredistance perfumerii pod koniec października*.

sheiduna-01

nuty głowy: cytryna, mandarynka, czarna porzeczka, aldehydy

nuty serca: róża bułgarska, geranium, goździk, wetyweria, paczula

nuty bazy: drzewna ambra, labdanum, kadzidło, benzoes, mirra, tonka, wanilia, piżma

perfumiarka: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,5/  projekcja: 4/ trwałość: 5

 

*) W Polsce wyłącznym dystrybutorem perfum Puredistance jest perfumeria Quality Missala.

Jacques Fath’s Essentials

Marka Jacques Fath jest znana głównie perfumowym afficionado, lubującym się w pachnidłach vintage. To za sprawą dwóch legendarnych zapachów: damskiego Iris Gris (1946) i męskiego Green Water (1947), które powstały jeszcze za życia twórcy marki, znanego po wojnie kreatora mody Jacquesa Fatha (zmarł w 1953 r). Zanim odszedł, zdążyli u niego terminować tacy designerzy, jak Huber de Givenchy czy Guy Laroche.

fath-jacques-1912-1954-createur-mode-francais2

Do 1957 roku firma kierowała wdowa do Jacquesie. Później na wiele lat zniknęła a z rynku aż do 1992 roku, gdy została reaktywowana przez France Luxury Group. Przy tej okazji  -w 1993 roku – reaktywowano sztandarowe Green Water, dostępne w różnych wariacjach flakonowych po dzień dzisiejszy. W 2016 roku nowi właściciele marki, firma Panouge, postanowili stworzyć zupełnie nową kolekcję czterech pachnideł po nazwą Fath’s Essentials, w której pojawiło się miejsce dla zupełnie nowej wersji klasyka Green Water. Skomponowanie ich powierzono perfumiarce Cecile Zarokian.

Fath

Cecile postanowiła w jak najwierniejszy sposób odtworzyć klasyka z jego pierwotnej wersji. Spędziła wiele czasu w Osmotheque (największe na świecie archiwum perfum) na zapoznawaniu się z przechowywanym tam pierwowzorem. Efekt jej pracy znalazł swoje zwieńczenie w Green Water Parfum.

cecile-zarokian-950x514 (1)

Green Water – po prostu zielona woda…

W przypadku tego zapachu zarówno jego nazwa, jak i barwa nie pozostawiają pola dla wyobraźni. Przekaz jest u bardzo prosty i bezpośredni. Oto… zapach zielony, który z pewnością przez lata służył perfumiarzom jako wzorzec.

Akord głowy to ładnie zbalansowany akord złożony z cytrusów, neroli oraz mięty (James Heeley musiał inspirować się Green Water, gdy komponował swoje Menthe Fraiche!). Subtelna ziołowość została tu wzmocniona pachnącym z natury nieco mentolowo estragonem, zaś bazylia w sercu przedłuża zieloność neroli. Ten zielono-ziołowy, świeży i rześki temat oparty został na bazie z wetywerii i mchu dębu, utrwalonej piżmami i akordem ambrowym. Zapach jest lekki, subtelny, ma raczej kolońską moc i taką też trwałość. Dość szybko znika ze skóry.

neroliMint

basiltarragon

oakmosswetiwer

Green Water to najbardziej tradycyjny z wszystkich czterech Fath’s Essentials. W sumie nic dziwnego, wszak jest to tak naprawdę reedycja zapachu skomponowanego 60 lat temu przez Vincenta Rouberta, dokonana przez Zarokian –  wedle oficjalnej informacji – z ogromną dbałością o wierność oryginałowi. Przyznam, że choć Green Water jest miły dla nosa i kompetentnie skomponowany, to jednak nie zachwycił mnie. Ot, przyjemny, lekki, świeży i dość szybko dający o sobie zapomnieć, do tego nietrwały.

Fath green

nuty głowy: neroli, bergamotka, mandarynka, pomarańcza

nuty serca: mięta, bazylia, estragon

nuty bazy: wetiwer, mech dębu, piżmo, szara ambra

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ***/ projekcja: ***

 

Okazało się, że najlepsze zapachy w tej kolekcji to pozostałe trzy, których autorką od początku do końca jest Cecile Zarokian.

Vers Le Sud –  krajobraz południa 

Zapach w założeniu mający oddawać naturalne aromaty Korsyki i Toskanii. Sama koncepcja nie jest może oryginalna, ale za to pachnidło – wprost przeciwnie. Vers Le Sud zaskakuje oryginalną w swym brzmieniu mieszaniną nut cytrusowych i zieloności liścia figi, spryskanych pianą z morskiej wody i osadzoną na kawałku drewna, który dryfował po oceanie. W tym zapachu czuć już wyrazisty styl Zarokian, lubującej się w zestawianiu mocnych aromatów, tworzących w ten sposób charakterystyczne, sygnaturowe akordy. Intro to intensywny, intrygujący, niebanalny akord cytrusowo-zielony z mocno zakamuflowaną, ale „robiącą swoją robotę” lawendą, zza którego wyraźnie wybija się słonawa nutka morskiego „aerozolu”. Ta  nuta z czasem dominuje i trzyma się na skórze bardzo długo obok wyraźnej nuty zielonej. Całość finiszuje współczesnym akordem drzewnym na bazie Cashmeranu i Ambroxanu oraz mchu dębowego.

citruses

seefiguer

Vers Le Sud najbliżej jest do Bois Naufrage Parfumerie Generale i  Sel Marin James Heeley. Jest czymś na kształt połączenia tych dwóch zapachów z dodatkiem zielonej nuty liścia figi. Nie można jednak odmówić mu oryginalności. Przewyższa też oba wymienione intensywnością i trwałością. Zapach zdecydowanie wart uwagi, szczególnie że zbliża się lato, podczas którego może szczególnie dobrze korespondować z gorącą pogodą.

Fath Vers le Sud

nuty głowy: cytryna, lawenda

nuty serca: morska bryza, liście figi

nuty bazy: mech dębu, Ambroxan, Cashmeran

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Bel Ambre – piękna ambra

Bardzo zręcznie zrobiona współczesna kompozycja ambrowa z subtelnym intro z pieprzu, jagód jałowca i cytrusów. Początek jest więc wibrujący i świeży, aczkolwiek w tle od razu poczuć można wiodący akord skórzano-ambrowy oraz całkiem wyraźny wetiwer, który dodaje całości intrygującej, lekko korzennej drzewności, chroniąc Bel Ambre przed popadnięciem w ambrowe klisze i nadając mu nieco męskiego sznytu. Wraz z upływem czasu wzmacnia się woń skórzno-ambrowa, tyle że już bez wetywerii.

pepperjuniper

amberorris

Bel Ambre zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu. Ma intrygujący charakter, dobrze układa się na skórze. Kto wie, czy nie stanie się moim drugim w kolejności ulubionym z całej czwórki po Curacao Bay, o którym poniżej.

Fath Bel Ambre

nuty głowy: cytrusy, jagody jałowca, czarny pieprz

nuty serca: kmin, irys

nuty bazy: skóra, drzewny wetiwer, ambra

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Curacao Bay

Od pierwszych testów podczas targów Esxence zdobył moje uznanie swą unikatowością i oryginalnym charakterem. Lubię zapachy wyraziste, o mocnej sygnaturze, jednocześnie wdzięczne w noszeniu. Przede wszystkim zaś cenię ich indywidualny charakter. Curacao Bay zdecydowanie wszystkie te cechy posiada. Otwiera się akordem morskim z dodatkiem cytrusów. W sercu jest morsko-kwiatowy (nuta frangipani), zaś w bazie najpierw dominuje coś na kształt cashmeranu. Później zaś naprzód wysuwa się nuta morska o nieco detergentowym, czystym charakterze, która utrwalona została najprawdziwszą szarą ambrą, zawierającą w sobie naturalnie nabytą nutkę morskiego jodu. Ten finalny akord trzyma się na skórze niemal dobę!

Curacao Bay to z pewnością najbardziej nowatorska z czterech Fath’s Essentials.

mandarinemarine

frangipanigrey amber

 

Fath curacao

nuty głowy: cytrusy, nuty zielone, szara ambra

nuty serca: nuta zwierzęca, akord Frangipani, nuta jodu

nuty bazy: ambra, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok premiery: 2016

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: *****/ projekcja: ****

 

Fath’s Essentials to perfekcyjne dzieło współczesnego designu, nie tylko perfumowego, ale i użytkowego. Na uwagę zasługuje elegancki i jednocześnie nowoczesny flakon z zamykaną na magnes zatyczką. Jego walcowaty kształt i bezbarwne szkło pozwalają cieszyć oko intensywnymi barwami poszczególnych pachnideł, doskonale dobranymi do ich charakteru. Wszystkie zapachy mają idealnie uniseksowy charakter. Odznaczają się przy tym oryginalnością, pozostając w pełni noszalnymi i po prostu bardzo ładnymi pachnidłami, z których jedno jest z założenia odtwórcze, pozostałe zaś trzy wyróżniają się wartą odnotowania kreatywnością. Wszystkie zaś cechuje bezsprzecznie wysoka jakość.

 

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!

Masque Fragranze Milano (1) – „Tango” i „Russian Tea”

Masque Milano Tedeschi and Brun

Masque Fragranze Milano to nowa mediolańska niszowa marka perfumowa, która z impetem wdziera się do branżowej i konsumenckiej świadomości. Stworzona i prowadzona przez duet włoskich gentlemanów Alessandro Brun i Riccardo Tedeschi 2010 roku pokazała się branży na targach Esxence 2011 w Mediolanie jako Masque Cosmetics. Wówczas panowie prezentowali pierwszą, wycofaną już linię kosmetyków i perfum dla kobiet (zapachy Dolceacqua i Petra). Jednak właściwy debiut marki perfumowej Masque Fragranze Milano miał miejsce dopiero podczas targów Pitti Fragranze ze Florencji w 2013 roku. To podczas tej imprezy zaprezentowano cztery nowe pachnidła zamknięte w nowo zaprojektowanych flakonach : Tango, Terralba, Montecristo oraz Luci ed Ombre. Twórcy od początku postawili na jawność w zakresie autorstwa pachnideł, stąd na opakowaniach i flakonach znajdziemy pełną informację nt. perfumiarza, który „zinterpretował” dany temat w formie perfum. A nazwiska to nie byle jakie, których wspólnymi mianownikami są talent i względnie młody wiek. Alessandro i Riccardo – sami będąc wschodzącą gwiazdą perfumowej branży – postawili na wschodzące gwiazdy perfumeryjnej sztuki: Delphine Thierry, Cecile Zarokian, Meo Fusciuni i Julien Rasquinet. Poza Fuscinim pozostali twórcy znani są perfumistom z prac wykonanych dla takich marek, jak Lubin (Thierry), Majda Bekkali, Jovoy Paris, Parfums MDCI, Amouage, Laboratorio Olfattivo (Zarokian), Naomi Goodsir, MiN New York, Irié Wash (Rasquinet).

Masque Milano

Kolekcja zapachów obecnie składa się z pięciu pozycji (w 2014 dołączono Russian Tea Rasquineta) i jest podzielona na cztery akty:

I – doświadczenia, odkrycia, miejsca i podróże (Terralba, Montecristo, Russian Tea);

II – wewnętrzne monologi, uczucia, głębokie myśli i refleksje – światła i cienie ludzkiej natury (Luci ed Ombre);

III – relacje sentymentalne, romanse, miłości, namiętności i zdrady (Tango);

IV – marzenia, kraina najbardziej dziwacznych, nieprawdopodobnych i fantastycznych zamyśleń;

Każda kompozycja jest efektem pracy perfumiarza oraz panów Alessandro i Riccardo nad uchwyceniem osobliwej sceny opisanej niczym didaskalia w sztuce teatralnej. Te opisy odnajdziemy na oficjalnej stronie Masque Fragranze Milano oraz na dołączanych do próbek ozdobnych czarnych kartonikach, obok spisu nut i autora danej kompozycji.

Niedawno opisałem na blogu jeden z najciekawszych zapachów tej marki – Montecristo autorstwa Delphine Thierry. Dziś kolejne dwa moim zdaniem zdecydowanie warte uwagi pachnidła: Tango Cecile Zarokian oraz Russian Tea Juliena Rasquineta.

 

Tango – upojny taniec kwiatów i ambry

Już pierwszy dolatujący nozdrzy aromat robi obiecujące wrażenie i zapowiada mniej więcej to, co nastąpi i będzie trwało do końca. Mieszanka ciepłej, zmysłowej, lekko słodkiej balsamiczności początkowo doprawiona jest czarnym pieprzem i kardamonem, które tworzą intro do gęstego, mazistego serca tych perfum, w którym klasyczny duet róży i absolutu jaśminowego pachnie zupełnie nieklasycznie. Obecny w sercu kmin dodaje specyficznej, cielesnej zmysłowości, a niezawodna paczula łączy serce z kompleksową, ambrowo-skórzano-kulinarną bazą. W niej to mieszanina tonka, benzoesu i wanilii, tworząca ambrowy akord, połączona jest z akordem skórzanym oraz absolutem ze słodkiego goździka (Melilotus), zwanego nostrzykiem, który znany jest z dużej zawartości kumaryny (tej samej, która znajduje się w fasoli tonka). Całość pogłębiają, wiążą se skórą i utrwalają niemal obowiązkowe we współczesnych perfumach syntetyczne piżma.

Cecile Zarokian 3
Cecile Zarokian

Tango to bardzo oryginalnie pachnące perfumy kwiatowo-balsamiczno-ambrowe ze sporym udziałem kumaryny, dającej kulinarny, słodki i zmysłowy efekt. Mimo najwątpliwiej oryginalności zapachu, wyczuwam w nim znamy mi, charakterystyczny akord, który autorka wplotła do dużo bardziej złożonych i mocniejszych pod względem przekazu perfum autorstwa Cecile Zarokian – Mon Nom Est Rouge Majda Bekkali. Tu jest on bardziej schowany, nie tak potężny, pozbawiony też m.in. aldehydów, nuty metalicznej i kadzidła, ale za to mocno doprawiony kumaryną. Troszkę przywodzi też na myśl Kashnoir Laboratorio Olfattivo, mimo że tam miast kumaryny Zarokian zastosowała heliotropinę. Obecność tego akordu nie pozostawia wątpliwości co do autorstwa zapachu. Cecile Zarokian po raz kolejny udowadnia, że ma swój styl, a kunszt i talent połączone z warsztatem skutkują w prawdziwie ekscytujących i nowatorsko pachnących miksturach. Tango to nie tylko bardzo mocna pozycja w ofercie Masque Milano, ale także doskonałe, oryginalne, sygnaturowe perfumy niszowe warte uwagi zarówno kobiet jak i mężczyzn.

masque tango

nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz, kardamon

nuty serca: absolut z jaśminu wielkolistnego (Sambac), róża damasceńska, kmin, paczula,

nuty bazy: wanilia, tonka, absolut ze słodkiego goździka (Nostrzyk – Melilotus), akord ambrowy, akord skórzany, benzoes, piżma

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Russian Tea – wieczór z herbatą z samowaru

Russian Tea to najnowszy zapach Masque Milano. Jego premiera miała miejsce w 2014 roku. Według mnie to także – obok Tango i Montecristo – najjaśniej świecąca gwiazda na firmamencie włoskiej marki. To za sprawą absolutnie poruszającej, wręcz powalającej interpretacji niezwykłego, zainspirowanego poezją Puszkina tematu parzonej w samowarze rosyjskiej herbaty, zwanej czajem. Moim pierwszym testom Russian Tea towarzyszyły podobne doznania jak te, które miałem poznawania legendarnego Tea for Two L’Artisan Parfumeur – zachwytu nad sugestywnością oddania woni herbaty – napoju, którego – nie ukrywam – jestem miłośnikiem. Dziś muszę przyznać, że choć ciesze się, iż L’Artisan wznowił Herbatkę dla dwojga, to jednak Russina Tea „przebiła” w mojej ocenie dzieło

teetrinker-am-samowar

„Dzień zniknął; na stole, lśniąc, wrzący samowar wieczoru…” (A. Puszkin)

Russian Tea to przede wszystkim niezwykle sugestywne i wyraziste połączenie nut gęstych tanin czarnej herbaty z subtelną dymnością tlącego się brzozowego polana, Ta esencjonalna i dymna woń, na wzór herbaty Lapsang Souchong, została tu na początku pięknie odświeżona wyraźną miętą i przyozdobiona owocową nutką maliny. Zwieńczono ją wyrazistym w bazie akordem skórzanym. Całość perfumiarz połączył ze sobą idealnie wkomponowaną i niezwykle tu istotną, dodającą charakterystycznej słodyczy miodu i curry esencją z nieśmiertelnika oraz gęstym, mazistym labdanum. W rękach innego perfumiarza te składniki mogłyby nie ułożyć się w TAKIE pachnidło, ale Julien Rasquinet – mam wrażenie – czego się nie tknie, zamienia w perfumowe złoto. Sporo tu jednak wyjaśnia to, skąd wziął się perfumiarz Rasquinet…

Julien Rasquinet 3
Julien Rasquinet

Julien Rasquinet nie planował zostać perfumiarzem. To jego spotkanie z perfumiarską legendą – Pierrem Bourdonem, podczas którego ten instynktownie wyczuł w młodym mężczyźnie wrażliwość i potencjał dla tej trudnej sztuki, zaowocowało trzyletnim, intensywnym stażem u boku mistrza, który w tym czasie przekazał młodemu adeptowi swą filozofię tworzenia perfum, techniki oraz pasję. Ta znajomość wywróciła życie Juliena do góry nogami. Kolejne dwa lata spędził pracując z Christine Nagel (od niedawna – Hermes), po czym rozpoczął samodzielną praktykę, stając się perfumiarzem na zlecenie. Tworzył pachnidła – razem z Bourdonem – dla niemieckiej marki sygnowanej imieniem i nazwiskiem śpiewaczki operowej i gwiazdy telewizji, prezenterki Judith Williams. Jest autorem wszystkich jak dotąd jedenastu pachnideł niszowej marki MiN New York oraz trzech zapachów dla Irié Wash. Przede wszystkim jednak zasłynął w światku perfumowych entuzjastów swymi fantastycznymi, charakternymi, niebanalnie pięknymi zapachami tworzonymi dla Naomi Goodsir – Cuir Velorous i Bois d’Ascese. Tworząc Russian Tea dla Masque Milano potwierdził, że jest jednym z najzdolniejszych perfumiarzy młodego pokolenia i trzeba zdecydowanie śledzić jego olfaktoryczne poczynania.

MMasque-Fragranze-Act-I-III-Russian-Tea-Eau-de-Parfum

nuty głowy: mięta, czarny pieprz, malina

nuty serca: czarna herbata, magnolia, nieśmiertelnik

nuty bazy: akord skórzany, kadzidło, brzoza, labdanum

twórca: Julien Rasquinet

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Laboratorio Olfattivo – „Daimiris”, „Alkemi”, „Kashnoir” i „Patchouliful”

roberto drago
Roberto Drago

Laboratorio Olfattivo to rzymska marka niszowa stworzona i dowodzona przez Roberto Drago w 2010 roku. Jej właściciel realizuje koncepcję perfumerii artystycznej podejmując niszowe tematy i powierzając ich realizację wybranym perfumiarzom, zwykle znanymi ze współpracy z innymi markami niszowymi (Pierre Guillaume, Cecile Zarokian) lub też mniej znanymi (Enrico Buccella, Marie Duchene, David Maruitte, Rosine Courage). Zapachy LO są zwykle bardzo harmonijne i dobrze wykonane, nie silą się na ekstrawagancję czy rewolucyjność, ale mają swój prawdziwie niszowy urok. Jest w nich coś z włoskiego stylu perfumeryjnego – umiar i elegancja przy jednoczesnej harmonii i bezpretensjonalnej urodzie. Przy tym wszystkim wydają się być skomponowane w taki sposób, że z powodzenie odnajdą się na skórze tak kobiecej, jak i męskiej. Dotąd zaledwie raz opisywałem na blogu pachnidło tej marki – śliczny irysowy Nirmal. Nadszedł więc najwyższy czas na kilka kolejnych, w tym dwa najnowsze, które stworzyła coraz bardziej znana perfumiarka Cecile Zarokian.

 

Daimiris – szafran

W pierwszym okresie ok. 2 godzin zapach zdominowany jest przez mocny akord złożony z szafranu i kardamonu. Sam początek przypomina Safran Troublant L’Artisan Parfumeur, tyle że tu szafranowa nuta jest zdecydowanie bardziej agresywna. W tle wyczuwalna jest owocowo-słonawa, lekko dysonansowa nuta kardamonu. Szafran to zdecydowany hegemon w tej kompozycji – przesłania także akord serca, w którym nijak nie mogę doszukać się rzekomego irysa. Dopiero po kilku godzinach zapach nabiera niby-skórzanej aury, którą równie dobrze można by określić jako ambrową. Daimiris to mocna (także dosłownie) pozycja w katalogu Laboratorio Olfattivo, którą polecam szczególnie wielbicielom szafranu. Powinnien ich zadowolić.

.daimiris

nuty głowy: szafran, kardamon

nuty serca: rum, irys, akord zamszu

nuty bazy: ambra, piżmo

twórca: Pierre Guillaume

rok wprowadzenia: 2010

 

Alkemi – ambrowa alchemia

Podczas testów tego zapachu przypomniały mi się Jean-Claude’a Elleny, który swego czasu stwierdził, że tzw. trójfazowy rozwój perfum na skórze to bzdura, i że tak naprawdę perfumy zachowują się inaczej, tj. zaraz po spryskaniu nimi skóry możemy poczuć efekt, jaki daje mieszanka wszystkich zastosowanych składników, a z czasem z zapachowego spektrum zaczynają znikać kolejne aromaty w kolejności od najlżejszych do najcięższych pod względem wagi molekularnej. I tak: najpierw ulatują cytrusy, później kwiaty, przyprawy, a na końcu najcięższe składniki, które zwykło się nazywać bazowymi. Czyli zapach owszem zmienia się, ale w sposób ciągły, a nie trójstopniowy. Ta prawidłowość jest szczególnie wyraźna w przypadku Alkemi. Początek zapachu to bowiem piękny, mocny i bardzo złożony, bogaty w nuty i odcienie akord – trochę rumowy, trochę przypominający woń gorzkiej czekolady. Jest też nieco pylisty i drzewny (cedr), lekko słodki (wanilia, sandałowiec), lekko także kadzidlany (olibanum i mirra), początkowo też ma w sobie pierwiastek soczystej zieloności. Z czasem zieloność i soczystość zanika, a na skórze pozostaje akord żywiczno-kadzidlany, słodko-wytrawny, lekko pylisty. Po kilku godzinach na skórze pozostaje już tylko ciepła, lekko słodka w sposób charakterystyczny dla mieszanki sandałowca i wanilii baza pachnidła.

Alkemi balansuje na styku zapachów: ambrowego, przyprawowego i subtelnie kulinarnego. Jest przy tym raczej subtelny i spokojny oraz zupełnie uniseksowy, jak zresztą wszystkie znane mi zapachy Laboratorio Olfattivo. To z pewnością interesująca propozycja nie tylko dla wielbicieli woni ambrowych.

alkemi

nuty głowy: ylang-ylang, ambra

nuty serca: arabskie kadzidło, indonezyjska paczula, mirra, cedr z Atlasu

nuty bazy: drewno kaszmirowe, ambra, wanilia, drewno sandałowe

twórca: Marie Duchêne

rok wprowadzenia: 2010

 

Kashnoir – w stronę Słońca

Popełniony przez Cecile Zarokian, wschodzącą gwiazdę perfumiarstwa, od pierwszych sekund przykuwa uwagę – najpierw prowansalskim akordem głowy złożonym z lawendy i cytrusów, później sercem z wyraźną kolendrą i kwiatem pomarańczy w tle oraz pięknie w to wkomponowaną różą, wreszcie stopniowo ujawniającym się głównym bohaterem tej aromatyczno-orientalnej kompozycji – słodką, migdałową heliotropiną, którą perfumiarka połączyła z benzoesem i wanilią. Choć spis nut go nie wymienia, w kompozycji niewątpliwie zastosowano także bardzo popularny ostatnio cashmeran. Pierwsze testy wskazywały na to, że Kashnoir jest zapachem linearnym. Ale po bliższym poznaniu zmieniłem zdanie. Zmiany zapachu na skórze są ewidentne, ale bardzo harmonijne i naturalnie następujące, co świadczy o doskonałej formule. Kashnoir jest interesującym, oryginalnym, mocnym i trwałym, naprawdę udanym zapachem. Przy tym to uniseks z lekkim przechyłem w kobiecą stronę. Czy znam coś podobnie pachnącego? Może Dans Tes Bras Frederca Malle? Oba zapachy cechuje połączenie heliotropiny i cashmeranu. Także wielbiciele Portrait of a Lady mogą polubić Kashnoir. To z pewnością warte uwagi do pewnego stopnia nowatorskie pachnidło. Jedno z najlepszych w ofercie włoskiego Laboratorio Olfattivo.

kashnoir

nuty głowy: limonka, bergamota, lawenda

nuty serca: kolendra, róża, kwiat pomarańczy

nuty bazy: paczuli, żywica benzoesowa, heliotrop, wanilia

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2013

Cecile Zarokian
Cecile Zarokian

 

Patchouliful – pełen paczuli…

Najnowsze pachnidło Laboratorio Olfattivo to oczywiście przede wszystkim propozycja dla fanów paczuli, a to dlatego, że charakterystycznie pachnący składnik został tu umieszczony w centrum i dominuje zapach wypełniając go sobą niemal po brzegi. Owszem zostawia trochę miejsca przydającemu szorstkiej pylistości cynamonowi i odrobiny ostrości goździkowi (pachnie to razem niemal jak gałka muszkatołowa), ale nawet gdy po wielu godzinach w końcu do głosu dochodzi zmysłowy akord bazy złożony z labdanum, piżma i cedru, wciąż można poczuć echo paczuli. A jest to paczula wyjątkowa na tyle, że Patchouliful już zapisał się w historii perfum. Cecile Zarokian użyła w formule specjalnego izolatu z esencji paczulowej. Esencja pozbawiona została charakterystycznych dla „pełnokrwistego” olejku paczulowego nut pleśniowych, charakterystycznej nutki stęchlizny oraz akcentów kamforowych. To paczula wyczyszczona z tych elementów, które olejkowi paczulowemu nadała natura. Co pozostało? Serce paczuli, czy jak kto woli – jej istota. Efektem jest absolutnie uniseksowy, a nawet chwilami po męsku ostry i zdecydowany zapach, na który zwracam szczególną uwagę panów. Mnie osobiście Patchouliful przekonał do tego stopnia, że gdybym miał nabyć flakon zapachu z paczulową dominantą, byłby to właśnie zapach Zarokian. Kolejna bardzo mocna pozycja w portfolio Laboratorio Olfattivo.

patchouliful

nuty głowy: bergamota, cynamon, goździk

nuty serca: paczula, frangipani, irys

nuty bazy: czystek, cedr, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2014

Majda Bekkali „Mon Nom Est Rouge”

Róża niezmiennie pozostaje jednym z ulubionych tematów perfumeryjnych. Królowa kwiatów mimo swego wielowiekowego panowania ciągle wzbudza emocje zarówno twórco perfum jak i ich użytkowników. Dzięki kolejnym pokoleniom perfumiarzy oraz rozwijającej się technologi i techniki pozyskiwania wonnej esencji z jej płatków, róża co rusz odkrywana jest na nowo. Bywa umieszczana w różnych kontekstach, w wielorakich zestawieniach, choć zwykle z wielkim szacunkiem dla jej niezwykłej woni, mocy i siły przebicia. W końcu królowa jest jedna i rządzi niepodzielnie. Stąd wiele perfum z wyraźną nuta róży pachnie bardzo podobnie, można by rzec – zwyczajnie. Ale pojawiają się też odważniejsze przedsięwzięcia, dzięki którym poznajemy różaną woń w zupełnie nowym, często bardzo ekscytującym świetle.

cecile zarokian 1 small

Takim pachnidłem z pewnością jest Mon Nom Est Rouge, które skomponowała niezwykle utalentowana perfumiarka młodego pokolenia Cecile Zarokian (o póki co skromnym, ale za to bardzo obiecującym dorobku: Amouage Epic Woman, Jovoy Paris Private Label, Undergreen Pink, zapachy marki SULEKO czy najnowsze pachnidło Laboratorio Olfattivo Kashnoir). Majda Bekkali – właścicielka podobnie młodej i świetnie zapowiadającej się niszowej marki perfumowej – zatrudniła Cecile do opracowania pachnidła zainspirowanego jedną z jej ulubionych książek – „Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka. Tak powstał zapach niezwykły. Mon Nom Est Rouge.

mon nom est rouge panuk

Połączenie tureckiej róży z przyprawami i kadzidłem może nie brzmieć zbyt oryginalnie i na pewno znalazłoby się wiele perfum je zawierających. Jednak o niezwykłym charakterze tego zapachu stanowią nadające całości metalicznego połysku aldehydy. Nie jest to jednak znana choćby z twórczości Antoine’a Lie’a (Etat Libre d’Orange, Blood Concept) nieco dysonansowa, chwilami wręcz drażniąca, naturalistyczna nuta żelaza, gdyż jej lśniące ostrze zostało tu stępione całą masą składników –  przypraw i balsamów, tworzących niemal pikantno-miodową woń. Bardzo interesująco współgra z całością kadzidło, dodając całości głębi i intrygi. Zapach leniwie rozwija się od przyprawowo-różano-metaliczno-aldehydowanego intro przez gęstą różano-przyprawowe serce po ciepły i bardzo intensywny akord bazy, złożony z słodko-balsamicznych nut. Całość przyjemnie projektuje i jest bardzo trwała.

turkish rose 1

Mon Nom Est Rouge to przykład wspaniałej perfumeryjnej sztuki, pełnej wyobraźni i inwencji, połączonych z doskonałym warsztatem i szczyptą odwagi. Gdybym nie widział, kto skomponował to pachnidło, a ktoś próbowałby mi wmówić, że to Bertrand Duchaufour – uwierzyłbym bez wahania. W moim mniemaniu takie porównanie to komplement dla Zarokian. Nie chodzi mi o kopiowanie stylu mistrza, ile o podążanie podobną ścieżką – niezwykłych zestawień składników dających niecodzienny, ale jednocześnie zupełnie noszalny, a przy tym bardzo sygnaturowy efekt, jednocześnie posuwających naprzód drobnymi kroczkami sztukę perfumeryjną . Takie perfumy lubię najbardziej. 

 majda bekkali mon nom est rouge

Nuty głowy: pieprz, cytryna, elemi, pieprz różowy, aldehydy, nuty metaliczne

Nuty serca: turecka róża, geranium, przyprawy: kardamon, kminek, cynamon, imbir, kadzidło

Nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, ambra, wanilia, biały tytoń, labdanum, paczula, bób tonka, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2012

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra+
  • trwałość: ponad 12 godz