Eau D’Italie „Baume du Doge”

Ten zapach z cyklu Eau D’Italie poświęcony jest Wenecji. Legendarne miasto na wodzie, słynne kanałami i romantycznymi spływami gondolą, które wg odwiedzających je turystów coraz gorzej pachnie (czyt. coraz bardziej śmierdzi), za co odpowiedzialne są kanały, stające się stopniowo wielkimi skupiskami ścieków. Nie przeszkodziło to jednak dzielnemu Bertrandowi Duchaufourowi podjąć wyzwanie zilustrowania Wenecji przy pomocy zapachu perfum. Nie szukał on jednak inspiracji w weneckich kanałach (za co mu dziękujemy ;)), a raczej w jej historii. Przez setki lat Wenecja była oknem na wschodni świat i ważnym centrum handlu egzotycznymi towarami m.in. przyprawami. Przez ponad 1000 lat (!) Republiką Wenecką rządzili władcy zwani Dożami, którzy zamieszkiwali wyniosły i potężny budynek nad zatoką Wenecką, zwany Pałacem Dożów.

Baume du Doge to podręcznikowy wręcz przykład perfum balsamiczno-przyprawowych. Tu aż roi się od tego, co gości na kuchennych półeczkach każdego szanującego się włoskiego (i nie tylko) kucharza.  Cynamon, kolendra, kardamon, pieprz, szafran, wanilia. Do tego
rzeżucha wodna (!), którą pierwszy raz spotykam w perfumach (ale że nie mam pojęcia, jak pachnie, nie mam też szans na stwierdzenie i potwierdzenie jej obecności w tej kompozycji). No i obowiązkowe słodkie cytrusy w otwarciu. Całość zatopiona w słodkawym aromacie mirry, suchym kadzidle olibanum i podlana balsamiczną, lekko skórzaną benzoiną. Jest tego sporo i to się czuje. Jednak nie mogę powiedzieć, żeby BdD był przeładowany. Przeciwnie – jest pięknie zrównoważony, mistrzowsko zmiksowany w charakterystyczny dla Bertranda Duchaufoura sposób. Zapach ma średnią projekcję i ok. 8-mio godzinną trwałość.

Niestety kompozycja ta – mimo że bardzo urokliwa, w sumie udana i warta uwagi  – pozostawia mnie dziwnie obojętnym. Nie ma ona „pazura”, nie ma w sobie czegoś intrygującego, magnetyzującego (jak choćby aryciekawe Bois d’Ombrie z tego samego cyklu). Jest poprawna, „okrągła” aż do bólu – zwłaszcza jak na niszowca. Rzecz to jednak obowiązkowa dla tych, którzy cenią w perfumach arabskie przyprawy, balsamy, kadzidła, dla wielbicieli ciepłych, otulających zapachów w stylu Arabie Serge’a Lutensa czy L’Air du Desert Marocain Andy Tauera, z którym dzieli specyficzną suchość, pylistość. Przy czym obie te kompozycje uważam za daleko bardziej intrygujące niż niniejszym opisywana. A tak na marginesie – Duchaufour ostatnio niemal powtórzył Baume du Doge tworząc Al Oudh dla L’Artisana, a bardzo zbliżył się do niego także w Jubilation XXV Men skomponownym dla Amouage….Hmmmm…

Nuty głowy: pomarańcza, bergamotka, cynamon, kolendra, kardamon, pieprz, rukiew (rzeżucha) wodna

Nuty serca: mirra, olibanum, cedr, szafran

Nuty bazy: wetiwer, wanilia, benzoina

twórca: Bertrand Duchaufour

rok: 2008

Advertisements

7 thoughts on “Eau D’Italie „Baume du Doge”

  1. zaiste balsam doży to niezaprzeczalnie przepiękne pachnidło… jego grzeczność tym bardziej mi nie przeszkadza, bo miła to odmiana dla zwyczajowo niegrzecznej „niszy” bo jedna przez drugą potrafi prześcigać się w awangardzie i oryginalności, czasem na siłę i gdy nie jest to pachnidłu absolutnie niezbędne… w niszy łatwo o przesadę, tu jej kompletnie nie ma i zapach na tym nie traci…
    doceniam grzeczność i ogładę tego balsamu… jest to jedno z najpiękniejszych ujęć cynamonu jakie dane mik było poznać… w stosunku do nieco ostrego i suchego cynamonu z zero plus masculine diesla oraz nieco przesłodzonegoznanego z cordovan banana republic cynamon doży jest naturalny i stonowany… nie nażuca się ani nie wybiega przed szereg stanowiąc jednolitą, zwartą całość tworzacą wspaniałe perfumy…
    pomimo pozornej ociężałości dającej się wychwycić analizując skład zapachu, ciężki on bynajmniej nie jest… jest pełen przepychu, kapie od bogactwa, orientu i mistycznej tajemnicy podrasowanej przez olibanum i szlachetną mirrę… w sumie śmiało można by zakryć etykietkę i postawić go pośród również wyśrubowanych i dopieszczonych zapachów od amouage i nie wychwycimy różnicy ani w jakości, ani najmniejszej odchyłki od kunsztu i klasy tych bliskowschodnich pereł w koronie…

    p.s. w Wenecji w ciągu ostatnich lat śmierdzi coraz mniej, bo niespełna dekadę temu wreszcie ją skanalizowano i ścieki są wreszcie odprowadzane do oczyszczalni zamiast wprost do kanałów…
    teraz pływa się gondolami naprawdę przyjemnie… jedyne na co można się uskarżać to drożyzna, plaga podróbek na każdym kroku i żarcie robione pod gusta hamburgerożerców zza oceanu 😉

    1. Duchaufour w ogóle ma tę zdolność tworzenia perfum – monlitów, całościowych obrazów bardzej niż mozaiki elementów. Jest wybitnym perfumiarzem bez dwóch zdań. Dobrze widzieć, że Wenecja skutecznie oczyszcza swoje powietrze. Zachęca to z pewnością do jej odwiedzenia. Przynajmnij mnie 🙂

  2. polecam 😉 bardzo przyjemne miejsce szczególnie poza sezonem urlopowym: nieco mniej ruskich ostentacyjnie obnoszących się z bogactwem, amerykańskich wycieczek które biegnąc do jednego z pierdyliona budek z pizzą wywołują mini trzęsienie ziemi i japońskich wycieczek, których przejście przez piazza st marco to jedna niekończąca się błyskawica z fleszy ich aparatów 8)…
    woda w kanałach jest turkusowa, nic w niej nie pływa poza gondolami, ceny wracają do normy (choć generalnie to najdroższe miasto Włoch i przebiło w tym nawet Mediolan) tylko uprzedzam że rano w okolicach godziny 6-9 rano jest niemiłosiernie parno i duszno…. walizki z ubraniami proponuję zabezpieczyć szczelnymi plastikowymi workami, bo inaczej przez wiele dni nie pozbędziesz się zapachu wilgoci i stęchlizny z odzieży…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s