„Wode” by Boudicca – trucizna we flakonie

Znamy Gezę Schoena – współczesnego wizjonera i szarlatana perfum, człowieka-maga i alchemika odpowiedzialnego za powstanie m.in. „perfum-oszustw”, nie będących perfumami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Bo jak inaczej określić serię Escentric Molecules, a w szczególności cykl Molecule? Autor nie ukrywa, że te zapachy to rozprowadzone w alkoholowym nośniku pojedyncze, wyjątkowo wdzięczne i kluczowe dla współczesnej perfumerii aromamolekuły, uzyskane absolutnie syntetycznie i to wcale nie dziś, ale już szmat czasu temu, w laboratoriach wielkich zapachowych koncernów, a używane dotąd gremialnie w produkcji perfum jako jeden z wielu składników. Zarówno Iso E Super, ze swą niemal niewyczuwalną aksamitną drzewnością i kapryśnym charakterem, także i ambroxan jako piżmowo-ambrowe combo, wreszcie i octan wetiwerolu, będący syntetycznym rozszerzeniem wstępującego naturalnie w wetiwerze wetiwerolu, to pojedyncze molekuły mniej lub bardziej pachnące, jednak pełniące rolę istotną z punktu widzenia konstrukcji zapachu, w mniejszym albo w żadnym stopniu stanowiące o jego charakterze. Schoen wyniósł je na pierwszy plan tak, jak niegdyś Frederick Malle wyprowadził z anonimowego cienia twórców perfum. Ale ja nie o tym miałem, więc dość tego przydługawego wstępu.

Dziś zapraszam do niszy w niszy… Czyli tam, gdzie nos nawet zaawansowanego perfumomaniaka może nie dotrzeć. Mój – przy odrobinie szczęścia – dotarł i mogę podzielić się swymi uwagami na temat pewnego ekstrawaganckiego projektu marki Boudicca…

W    O    D    E

Wode stworzone dla marki Boudicca (najogólniej – londyńskie studio projektowe) to dość ekstrawagancki eksperyment mający swe „ukorzenienie” w legendzie o Królowej Boadicei. Zarówno ona sama, jak i jej plemię znane było z przywdziewania barw wojennych w kolorze „cobalt blue” (przy użyciu pigmentu zwanego „Woad”, stąd nazwa perfum Wode), które dawały im mityczny i dziki wygląd. Legenda głosi, że pokonana przez Rzymian królowa otruła się połykając roślinę zwaną szczwołem plamistym. Ekstrakt z tej rośliny użyty został w kompozycji Wode. Dodać wypada, że Wode można nabyć jako klasyczne, bezbarwne perfumy lub jako pachnącą farbę w granatowym kolorze, która krótko po aplikacji na skórę lub materiał znika, pozostawiając jedynie zapach…. Jest więc to spójny koncept – legenda, kolor, roślina, zapach. Wode określane są przez producenta jako perfumy artystyczne. Szczerze? Podoba i się cały ten pomysł i jego wykonanie również. Także strona Internetowa Wode robi wrażenie. A jak ma się do tego wszystkiego to, co nas najbardziej interesuje – czyli sam zapach?

Perfumy zrobione przez Schoena to tym razem pełnoprawna kompozycja perfumeryjna, nad wyraz intrygująca i zaskakująco, nieprawdopodobnie wręcz, bogata w użyte składniki – w pewnej części niecodzienne, nawet bardzo. Przyznać trzeba, że wąchając Wode czuje się to. Wode pachnie trochę jak Declaration Cartiera, tyle że zrobione przez kosmitów… W ogóle mam wrażenie, że zapach ten okupuje estetykę charakterystyczną dla współczesnych olfakrotycznych obrazów Jean-Claude’a Elleny, z tym że jest w nim jakiś nieziemski pierwiastek…

Na początku ta nieco iglakowa, lekko cytrusowo kwaskowata, jakby skrząca się srebrnymi iskierkami magiczna substancja kręci w nosie jałowcem i kardamonem, wzmocnionymi wibrującymi molekułami muszkatu. Trzeba oddać Gezie, że zadbał o oto, by początek był powalająco absorbujący i zadziwiający. O użytych tu ingrediencjach zahaczających o alchemię i magię (korzeń arcydzięgla, szczwół plamisty inaczej cykuta, – roślina trująca (!), surowe opium) powiem tylko tyle, że nie mam pojęcia bladego, jak pachną wyizolowane, ale na mieszankę pod nazwą Wode wpływają co najmniej piekielnie. Jako że delikatne cytrusy – choć dzielnie się trzymają – to jednak zaczynają zanikać, z zapachu zaczynają subtelnie przebijać delikatnie słone nuty jakby rozgniecionego ziołowego ziarna. Robi się coraz bardziej iskierkowo-przyprawowo. Zapach z czasem przestaje się skrzyć, nieco się ugrzecznia, ale charakterystyczna, kwaśno-słodka jednocześnie nutka trwa na skórze do końca. W bazie nie odkrywam jakiegoś objawienia, czy nawet konkretnej zmiany. Wode raczej powolutku cichnie, niż ewoluuje. W dużej mierze to co czujemy zaraz po aplikacji jest tym, co dostajemy przez cały czas życia zapachu. Trwałość na dobrym poziomie 6-8 godzin, przy czym końcówka jest bardzo „przy skórze”.  Moc średnia z tendencją do dość szybkiego opadania na poziom „niska”. Zapach ma zdecydowanie „uniseksowy” charakter.

Nosząc Wode mam chwilami nieodparte wrażenie, że mógłby to być mój absolutny numer jeden na ciepłe pory roku, który zostawiłby w tyle Terre d’Hermes, Declaration, Un Jardin Sur Le Nil. Później jednak myślę sobie, że to chyba niemożlwie, by jeden jedyny zapach przebił całego Ellenę! To typowy mechanizm raconalizacji, której dzieło Gezy Schoena poddaje się bardzo opornie… Jest coś dziwnie magnetycznego w Wode. Czyżby to opium?…

nuty górne: jagody jałowca, kardamon, absolut gałki muszkatołowej, szałwia, ziarno kolendry, korzeń arcydzięgla, lekkie nuty cytrusowe i kwiatowe, szczwół plamisty (cykuta)*, surowe opium

nuty  środkowe: szafran, absolut tuberozy, tonka, styrax, mech dębu, piżmo, skóra

nuty głębi: syntetyczne kastoreum, labdanum (czystek)

twórca: Geza Schoen

rok wprowadzenia: 2008

moja klasyfikacja: świeży i bardzo niebanalny uniseks, na ciepłe i gorące dni i noce, dla chcących się wyróżniać

*) roślina trująca

Reklamy

5 thoughts on “„Wode” by Boudicca – trucizna we flakonie

  1. neobarokowa panna konająca w spazmach na łożu oblana niebieską cieczą jest może nieco szokująca jako reklama, ale nie pozbawiona głębszego sensu…
    golizną i sexem raczej już trudno przyciągnąć klienta, więc sięgnięto po bardziej szokujący i intrygujący zarazem środek wyrazu – morderstwo 😉 i trzeba im przyznać trafili bez pudła, a pani oblana niebieskim płynem (pewnie ocenzurowana wersja konania na tzw. poty angielskie) sprawiła się doskonale jako ikona ściągająca na markę oczy tłumu….. nie ma to jak umiejętnie zmanipulować i zszokować nabywcę, zatem czapka z głowy……
    co prawda użyta cykuta (lub coś do niej podobnego) bo nie sądzę by dopuszczono do obrotu coś w istocie ją zawierającą + do tego zakazane opium ma dopełnić zręcznie utkanego wizerunku owocu zakazanego, igrania ze śmiercią, swoistej dekadenckiej przygody rodem z zaułków bohemy renesansowego Paryża….
    pojęcia nie mam jak pachną perfumy, ale jeśli choć w połowie są tak przekonywujące, wpływowe i spektakularne jak ich oprawa reklamowa, to muszą być warte grzechu zabójstwa 😉

  2. świetny zapach. Teraz został wypuszczony w zmienionym flakonie pod szyldem Escentric Molecules. Ponoć nieco zmieniono skład. Wg mnie zapach świetny!

  3. ja kupilem wersje w nowym, niebieskim flakonie i tylko na podstawie tej pisze o zapachu, ze jest swietny. wersji w puszce nie znam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s