Zoologist Perfumes – „Civet”, „Nightingale” i „Macaque”

Minął nieco ponad rok od mojego poprzedniego wpisu nt. niezwykłych pachnideł kanadyjskiej marki niszowej Zoologist Perfumes. W tym czasie bardzo wiele się wydarzyło w perfumowym zoo. Twórca marki – Victor Wong, kreator zapachów (ale nie perfumiarz), wcześniej zaś perfumowy bloger, z powodzeniem dokooptował do swej uroczej trzódki kolejne zwierzęta (Makak, Skowronek i Cywet), oficjalnie przeformułował bobra* (jakkolwiek dziwnie to brzmi) oraz – dzięki międzynarodowej blogosferze i setkom perfumowych entuzjastów, a także zdobytym nagrodom (Art and Olfaction Award 2016 dla Bat oraz nominacja dla Civet w edycji 2017) i rozlicznym wywiadom udzielanym mediom elektronicznym i tradycyjnym, znacząco poprawił świadomość istnienia młodziutkiej marki.

Ze względu na powierzanie prac nad zapachami nieznanym szerzej perfumiarzom-amatorom (zwykle samoukom) i ujawnianie ich nazwisk przy okazji kolejnych premier, ktoś gdzieś – ze sporą dozą przesady – określił nawet Wonga „Fredericem Malle perfum rzemieślniczych (artisanal perfumes)”, którego to określenia używa się już od kilku lat, by odróżnić kameralne, często jednoosobowe przedsięwzięcia perfumowe, od działających na szeroką skalę marek niszowych, dawno niszowymi nie będących.

Victor Wong Zoologist

Ale imponującego sukcesu Zoologist Perfumes nie byłoby, gdyby nie frapujący koncept i -przede wszystkim – pachnidła – oryginalne, wyjątkowej urody, niezwykłe, pełne bezpretensjonalnej kreatywności, komponowane pod kierunkiem Wonga i na podstawie przygotowanych przez niego briefów, przez wybranych przez niego perfumiarzy wywodzących się spoza mainstreamu.

We wspomnianym poprzednim wpisie próbowałem oddać naturę pierwszych pięciu zwierząt Zoologist: pachnącego ściółką i geosminą Nietoperza (Bat), nektarowego Kolibra (Hummingbird), skórzanego Nosorożca (Rhinoceros), piżmowo-kastoreum-owego Bobra (Beaver) czy zielono-bambusowego misia Pandy (Panda). Dziś kilkanaście zdań o pozostałych trzech zwierzakach.

 

Nightingale (Słowik) – japońska wiosna

Jak wyjaśnia Tomoo Inaba – perfumiarz, który skomponował Nightingale – w Japonii początek wiosny zwiastują śpiewające słowiki i kwitnące kwiaty drzew śliwkowych (a także – rzecz jasna – wiśniowych). Jednak kwiecie śliwy ma zdecydowanie ciekawszy, pełniejszy i mocniejszy aromat, aniżeli słynna japońska wiśnia, a woń kwiatu śliwy jest w Japonii bardzo chętnie imitowana w postaci różnego rodzaju dezodorantów (np. do pomieszczeń, samochodów itp.), a także perfum. Każdy perfumiarz pracuje tam nad własną interpretacją tego akordu, podobnie jak we Francji każdy perfumiarz pochyla się nad zrekonstruowaniem woni konwalii.

tomoo-inaba-smelling-tuberose

Tomoo Inaba od lat para się zgłębianiem tajników perfumerii, także technik pozyskiwania składników perfum (w tym celu odwiedził już 25 krajów) oraz komponuje perfumy – do szuflady. Nightingale jest jego publicznym debiutem. W pierwotnej wersji przeleżał w szufladzie 3 lata. Gdy Victor Wong zgłosił się do niego z propozycją przygotowania perfum do kolekcji Zoologist, ten zdecydował się sięgnąć po jedną ze swych prywatnych mikstur, w której centralnym akordem jest właśnie kwiat śliwy. Dopracował recepturę i przedstawił Wongowi – ku jego zachwytowi, któremu osobiście wcale się nie dziwię.

Nightingale jest zapachem lekkim, kwiatowo-przyprawowym, o szyprowej i jakby niedopowiedzianej aurze. Czuć w nim japoński umiar. Może poza dość mocnym, szafranowym początkiem, cechuje go lekkość i transparentność oraz niezwykle urokliwa sygnatura, będąca wypadkową subtelnej woni kwiatowej, egzotycznej pikantności szafranu, zmysłowości subtelnie użytej paczuli i drzewnej, mszysto-wiórowej bazy. Odrobinę świeżości na początku perfumiarz nadał tradycyjnym akordem cytrusowym, a głębi i trwałości – piżmami, kadzidłem, ambrą i labdanum.

Nightingale ma w sobie niezwykły olfaktoryczny urok. Jest radosny, wiosenny, lekki, ciepły. Choć wydaje się być uniseksem, zdecydowanie lepiej zaprezentuje się na wiosennej, kobiecej skórze. Warto to sprawdzić.

 

nightingale-60-ml-edp

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, szafran

Nuty serca: kwiaty japońskiej śliwki, róża, fiołek

Nuty bazy: oud, paczula, drewno sandałowe, mech, kadzidło, białe piżmo, labdanum, ambra

twórca: Tomoo Inaba

rok premiery: 2015

 

Macaque (Makak) – jego (nie)dzika zieloność

To drugi – obok Pandy – zapach zielony w ofercie Zoologist, choć w porównaniu do poprzednika zdecydowanie bardziej uładzony, umiarkowany, nie tak mocno soczysty i nie tak nieokrzesany, co – ma wrażenie – chyba nie do końca pasuje do charakteru tej małpy. Okazuje się jednak, że takie, a nie inne nuty go budujące, mają z tym zwierzęciem pewne związki…

Sarah McCartney

Sarah McCartney – właścicielka londyńskiej pracowni perfumowej 4160 Tuesdays – skomponowała Macaque.

Autorka uwzględniła w kompozycji nuty kojarzące się z codziennym menu makaków, czyli owocami (jabłko, mandarynka). Oddała ukłon w kierunku japońskiej sztuki wyrabiania wonnych kadzideł, sprzedawanych przy tamtejszych świątyniach (przyprawy, kadzidło, cedr), do których to świątyń makaki bardzo chętnie zaglądają w celu znalezienia pożywienia (pozostawianego tam dla nich przez wiernych). Próbowała także uwzględnić osobniczy zapach małp, który – wedle jej słów – jest bardziej owocowy, aniżeli mocno zwierzęcy. Temu posłużyło użycie galbanum. To jedna z dominujących tu nut.

W owocowym początku dominuje nuta jabłka.  Serce jest bardziej zielone, z mocno wyczuwalnym galbanum, którego naturalnie gęsta zieleń została tu ujarzmiona nutami zielonej herbaty z odrobiną jaśminu, kapką miodu oraz odrobiną kadzidła. Baza zapachu jest delikatna, sucho-drzewna.

Macaque to obiektywnie bardzo przyjazne i przyjemne pachnidło, które może szczególnie przypaść do gustu wielbicielom woni herbacianych. Niemniej – jak dla mnie – nie tak ekscytujące jak opisany powyżej Nightingale, którego sygnatura ma w sobie coś uzależniającego, ani też nie tak frapujące jak Civet, któremu poświęciłem ostatnią, trzecią część niniejszego wpisu.

 

 

zoologist macaque-60-ml-edp

Nuty głowy: cedr, zielone jabłko, czerwona mandarynka

Nuty serca: kadzidło, galbanum, miód, palisander, ylang ylang, jasminowa herbata

Nuty bazy: mech cedrowy, zielona herbata, biały oud, piżmo

twórca: Sarah McCartney

rok premiery: 2016

 

Civet – ciemny szyprowy kociak

Zapach nominowany do tegorocznej Art and Olfaction Award w kategorii Twórca Niezależny (wyniki będą ogłoszone 6 maja podczas Gali z Berlinie) to prawdopodobnie już dziś wg wielu wielbicieli marki jedne z najlepszych perfum, jakie dotąd zaproponował Victor Wong. Rozumiem takie opinie i częściowo je podzielam. Częściowo, gdyż mi w Civet czegoś jednak zabrakło…

Civet-Poster-Square-_Man_880x

Nazwa zapachu z jednej strony zachęca, z drugiej wzbudza rezerwę. Wszak każdy, kto nieco bardziej interesuje się perfumami i budującymi je składnikami wie, że cywet to określenie na raczej cuchnącą substancję, pozyskiwaną z gruczołów analnych zwierzęcia przypominającego kota, żyjącego w Afryce i Azji Południowej (ten sam zwierzak żywi się ziarnami kawy, które częściowo nadtrawione wydala, ku uciesze koneserów kawy Kopi Luwak…). Tym bardziej wtajemniczonym wiadomo, że właściwe (czytaj – z wielkim umiarem) użycie cywetu w perfumach (ostatnio zwykle w postaci syntetycznie pozyskiwanego odpowiednika), może czynić olfaktoryczne cuda. Przydaje zapachowi „ciała”, obecności, projekcji, głębi i trwałości oraz podświadomie zwierzęcej zmysłowości…  Potrafi tchnąć życie w perfumową kompozycję. Nie w każdą – rzecz jasna – ale w taką jak Civet – absolutnie tak.

Civet – dzieło mieszkającej i pracującej w Portland, Oregon (USA) perfumiarki Shelley Waddington – to współczesny szypr zbudowany z dużej ilości naturalnych esencji, przez co pachnący bardzo klasycznie, niemal retro, w którym syntetyczny cywet użyto z niezwykłym wyczuciem. Nie ma mowy, byśmy w którymś momencie poczuli jego fekalną naturę. Ale na pewno czujemy jego cudowne działanie.

Zapach ma gęsty, ciepły i nieco zawiesisty, otulający, a przy tym melancholijny charakter. Otwiera się bogatą mieszanką ingrediencji, praktycznie od razu odsłaniając wiele składników z bazy, stanowiącej tu najistotniejszą treść. Obecne na początku nuty cytrusów mieszające się z bogactwem esencji kwiatowych zawartych w sercu, doprawionych goździkiem, są „tylko” oprawą dla niezwykle bogatej i jednocześnie bardzo harmonijnej głębi zapachu, w której autorka pomieściła całe mnóstwo perfumowych „dobroci” o wysokiej wadze molekularnej (żywice, balsamy, nuty drzewne, wanilię, skórę, kadzidło), dodając też element zaskoczenia w postaci wyrazistej nuty kawy. I to właśnie kawa stanowi o niezwykłości tego szypru. O tym, że nie nie pachnie on jak kolejna kopia Habanity Molinard. Warto podkreślić, że perfumiarka ustawiła tak proporcję nut bazy w stosunku do reszty, że w efekcie – mimo wspomnianej obecności nut kwiatowych – Civet trudno nazwać zapachem kwiatowym.

Shelley Weddington

Civet ma koncentrację czystych perfum (25% esencji), a więc wyższą o 5% od pozostałych pachnideł Zoologist. Podobno dopiero w tym stężeniu zaczął pachnieć wedle oczekiwań autorki. To także wg mnie dowodzi, że jest złożony w zdecydowanej przewadze z naturalnych esencji, które w takim bogactwie, jak tu, potrafią przytłoczyć, przytłumić aromat. Zręczne i świadome użycie niektórych magicznych aromamolekuł z pewnością dodało by całości przestrzeni i projekcji i nie wymagało aż tak wysokiej koncentracji. Ale Shelley Weddington znana jest z zamiłowania do perfumerii naturalnej i w ten właśnie sposób tworzyła Civet – ze wszystkimi tego mocnymi i słabymi stronami. I choć nie przebił on swoją urodą stylistycznie pokrewnego Salome Papillon Perfumes, które mnie niedawno wprost oczarowało, a charakteru ma zdecydowanie mniej niż osławione MAAI Bogue Profumo, to nie mogę odmówić mu oryginalnej, choć mocno ugładzonej urody i bardzo komfortowego, otulającego, zmysłowego oraz – co ważne – absolutnie uniseksowego charakteru.

Przy czym Civet jest zupełnie niegroźnym zwierzakiem. To ciemno umaszczony, futerkowy, przymilny kociak. Rozleniwiony, bo dobrze nakarmiony kawą. Ale brak mu pazurów. I to moja jedyna uwaga.

 

zoollogist civet-60-ml-edp

Nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz, cytryna, pomarańcze, estragon

Nuty serca: goździk (kwiat), frangipani, heliotrop, hiacynt, kwiat lipy, tuberoza, ylang-ylang

Nuty bazy: cywet, kawa, kadzidło, labdanum, piżmo, mech dębowy, żywice, rosyjska skóra, wanilia, wetiwer, nuty drzewne

twórca: Shelley Waddington

rok premiery: 2016

 

*) Wedle słów Victora Wonga: „W 2016 roku poprawiliśmy formułę (Beavera) poprzez przeprojektowanie akordu kwiatu lipy, usunięcie nut dymnych i popiołowych oraz wzmocnienie bazy, poprzez dodanie piżm o wyższej jakości. Do tego wpletliśmy lekką nutę skórzaną – jako hołd dla prawdziwego kastoreum”.

 

PS. Perfumy marki Zoologist są w Polsce dostępne wyłącznie w perfumerii Lulua w Krakowie. 

 

Zoologist Perfumes: perfumowa menażeria

Dziś na blogu goście wyjątkowi. Przybyli prosto Kanady. Jegomoście: Bóbr, Panda, Nosorożec, Nietoperz i Koliber to prawdziwa zapachowa menażeria. Zwierzęce towarzystwo nie mające w perfumerii precedensu. Olfaktoryczny portret każdego z nich składa się na nowatorska kolekcję pachnideł marki Zoologist Perfumes. Jej twórcy nie kryją bezgranicznej miłości do zwierząt i fascynacji fauną, będąc jednocześnie wielbicielami perfum. Połączenie obu pasji zaowocowało tą niezwykłą i unikatową kolekcją perfum, którą dziś mam przyjemność przedstawić.

Wszystkie bez wyjątku pachnidła Zoologist przykuły moją uwagę przede wszystkim oryginalnym i świeżym pomysłem, ale też nieszablonowością, unikatowością i naturalną aurą, wskazującą na duży udział składników pochodzenia naturalnego w formułach. Choć oczywiście nie brak w nich ingrediencji czysto syntetycznych, czego autorzy nie kryją (np. wszystkie użyte tu nuty tzw. zwierzęce w istocie nie pochodzą ze składników zwierzęcych, tylko są ich syntetycznymi odpowiednikami, co oczywiste zważywszy na fakt, że twórcy są przecież miłośnikami zwierząt). Wszystkie zapachy mają wysoką 20%-ową koncentrację  substancji zapachowych, kwalifikującą je jako pełnoprawne wody perfumowane.

Na osobne potraktowanie zasługuje oryginalny i bardzo udany design flakonów oraz niezwykłe graficzne wizerunki poszczególnych zwierzaków, które mojemu pokoleniu czytelników mogą niekoniecznie pozytywnie kojarzyć się z pewną mroczną brytyjską baśnią rysunkową…(zgadnijcie jaką?).

zoologist-perfumes-beaver-rhino-panda

Bat (Nietoperz) – nietoperz owoco-lubny…

Bat to moim zdaniem najbardziej niesamowity zapach w zoologicznej kolekcji.Początkowo jest nieco trudny, z pewnością kontrowersyjny, przynajmniej przez pierwsze kilkadziesiąt minut, gdy dominują w nim bardzo sugestywne, naturalistyczne nuty mchu, ziemi, pleśni, korzeni i fermentujących owoców (aromaty naturalnego środowiska oraz menu nietoperzy?). Bat przypomina mi pod tym wzgledem 5 Elements Ramona Molvizara, Forrest Walk Sonoma Scent Studio czy Black March I Hate Perfumes (czy ktoś jeszcze o tych pachnidłach w ogóle pamięta?).

Fruit_Bat_Drinking_Orange_Juice_600

Jednakże moja skóra obchodzi się z Nietoperzem – muszę przyznać – bardzo wdzięcznie. W miarę upływu czasu bowiem to, co na testowym papierku sprawiało wrażenie eksperymentu, w którym noszalność położono na szali z bezkompromisową realizacją konceptu, na skórze układa się w całkiem intrygujące i coraz bardziej przyjemne pachnidło zielono-mszysto-wetiwerowe. Wciąż niszowe w swej formie, ale zdecydowanie przyjazne użytkownikowi. Bat jest więc przykładem pachnidła skonstruowanego w taki sposób, by zaszokować niecodziennymi, trudnymi akordami głowy i serca, a następnie wynagrodzić noszącym go śmiałkom w postaci bardzo trwalej, wyraźnie wyczuwalnej, pięknej, głębokiej, w moim mniemaniu męskiej bazy, w której kluczową rolę odgrywa wetyweria, drewno sandałowe i tonka, utrwalone piżmami.

Warto wiedzieć, że Dr Ellen Covey – twórczyni tych perfum i jednocześnie uniwersytecka pani profesor studiująca naturę nietoperzy – otrzymała za Bat w 2015 roku nagrodę Art and Olfaction Awards, a inspiracją dla powstania tego pachnidła był tzw. Fruit Bat, nietoperz żywiący się owocami.

Zoologist Bat Bottle

Nuty głowy: banan, miękkie owoce, wilgotna ziemia,

Nuty serca: figa, owoce tropikalne, nuty mineralne, mirra, żywice, korzenie roślin,

Nuty bazy: puszyste piżmo, skóra, wetiwer, drewno sandałowe, bób tonka

twórca: Ellen Covey

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Hummingbird (Koliber) – wiosna, ach to ty!

Hummingbird to złożony z wielu składników kwiatowych i owocowych posadowionych na głębokiej ambrowo-tonkowo-drzewnej bazie uroczy, ciepły zapach, który zachwyca swą bezpretensjonalną, ale i niebanalną urodą praktycznie od pierwszych sekund, wykazując wszakże dość wyraźną ewolucję na skórze. Z racji swojego charakteru wydaje się być propozycją skierowaną bardziej do płci pięknej, na co może także wskazywać wizerunek Kolibra na flakonie, przyodzianego w ewidentnie damskie szaty. Niemniej Koliber zagra spokojnie także i na męskiej skórze.

wiosenna łąka

Zapach otwiera się akordem owocowym, w którym niezwykle wyraźnie prezentuje się nuta jabłka. Czuję tu także w tle nutę zbliżoną do kwiatu pomarańczy. Z czasem do głosu dochodzą kwiaty złożone w jeden zrównoważony bukiet, w którym żaden z nich nie dominuje. Subtelnie użyta nuta miodu wzmaga wrażenie obcowania z aromatami nektarów wąchanymi prosto z kwiatowych kielichów. Baza jest balsamiczna, ambrowo-waniliowa, słodkawa i zmysłowa, nieco kulinarna.

Koliber to zapach bardzo słoneczny, urodziwy, idealnie wiosenny. To wręcz zabutelkowany aromat wiosny. Ciepło, słońce radość i nadzieja we flakonie. Czy to możliwe? Owszem, jeśli to Hummingbird od Zoologist Perfumes. Zabrzmiało jak kiepski slogan reklamowy, prawda?

Zoologist Hummingbird

Nuty głowy: jabłko, wiśnia, cytrusy, lilia, konwalia majowa, śliwka, róża, liście fiołka

Nuty serca: miód, wiciokrzew, mimoza, piwonia, tulipan, ylang-ylang,

Nuty bazy: ambra, kumaryna, bita śmietana, mech, piżmo, drewno sandałowe, jasne drewno

twórca: Shelley Weddington

rok premiery: 2015

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Rhinoceros (Nosorożec) – tylko dla prawdziwych facetów…

Początek kojarzy się z mocnym szlachetnym alkoholem w gatunku brandy lub whisky. Słodko-gorzki, z nutką winnych tanin, doprawiony szafranem, zdecydowanie męski aromat. Później wyraźniejsza staje się woń tytoniowo-drzewno-skórzana, która dominuje już do końca, powoli gasnąc. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Nosorożec to pachnidło dedykowane płci silnej. Bezkompromisowe, nieco brudne, szorstkie, twarde, przy tym bardzo oryginalnie pachnące, mimo pewnych skojarzeń z perfumową estetyką marki Frapin (np. Terre de Sarment). Zapach rozwija się minimalnie, będąc przez większość czasu tym, czym jest na samym początku. Przewidywalny, konsekwentny, mocny, szorstki i trwały, choć po początkowym okresie głośności wycisza się i raczej szepcze. Jak prawdziwy mężczyzna…. ujarzmiony?

Troszkę szkoda, że Rhinoceros lepiej pachnie na papierku, niż na mojej skórze, która wyraźnie skraca jego żywot i odbiera mu sporo ekspresji… Myślę, że obfitsza aplikacja może jednak temu przynajmniej częściowo zaradzić.

Zoologist Rhinoceros-Wild-Roots_grande

Nuty głowy: rum, bergamota, lawenda, żywica elemi, szałwia, bylica, igliwie,

Nuty serca: sosna, tytoń, nieśmiertelnik, geranium, drewno agarowe, chiński cedr,

Nuty bazy: wetiwer, drewno sandałowe, ambra, dym, skóra*, piżmo*

twórca: Paul Kiler

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ***

 

Beaver (Bóbr) – Jego Brudna Czystość…

Bóbr to zapach niezwykły. Kryjący w sobie niespodziankę, swoiste drugie dno. Początkowo świeży, nieco detergentowy, morski z starym stylu (calone?), z odrobiną lipowego nektaru i zaledwie prześwitami lekko animalnej nuty piżmowej, która jakby zapowiadała, co wydarzy się w sercu. A tam… No właśnie…. Czymże może bowiem pachnieć bóbr, jeśli nie kastoreum? A jakże. Oto ono w pełnej (choć syntetycznej) krasie ze swą nie każdemu odpowiadającą zwierzęcą, nieco fekalną naturą. Spora jego dawka w połączeniu z piżmami oraz użytą w bazie zapachu ambrą czyni z Bobra prawdziwego futrzanego zwierzaka (jakby na co dzień nim nie był…), który spokojnie stanie w „smrodkowe” szranki z Muscs Koublai Khan Serge’a Lutensa czy Musc Tonkin Parfum d’Empire, aczkolwiek wygra je, o ile jury będzie w sposób szczególny oceniać urodę.

beaver3

Beaver jest z pozoru bowiem urodziwy, jednak pod tą ładną maską kryje się jego prawdziwe zwierzęce ja. Dziwnie odstręczające i przyciągające zarazem. Ot taki Jekyll i Hyde w jednej – rzecz jasna – osobie. Mimo podobieństw i skojarzeń z innymi niszowcami, muszę podkreślić, że Beaver to indywidualista. To nie tylko miły początek i wspomniane zwierzęce serce, ale także kilka innych ingrediencji (wanilia, irys, cedr), które nadają całości naprawdę unikatowej woni. Trudne nuty nie są tu zresztą obecne przez cały czas, bowiem zmysłowy i komfortowy, piżmowo-ambrowy finisz ma dużo mniej kontrowersyjny charakter, niż mogłoby to się na początku wydawać.

Beaver to zapach nowatorski i śmiały (jakkolwiek dziwnie to brzmi w kontekście tego futrzaka…) głównie za sprawą nagromadzenia „odzwierzęcych” woni. W związku z tym, czym jest i z czego powstał, trzyma się skóry wyjątkowo skutecznie. Jest najodważniejszym z pachnideł Zoologist, kontynuującym najlepsze niszowe tradycje. Osobiście tego typu zapachy traktuję jako ciekawostkę, bo raczej brak mi odwagi, by je na dłuższą metę nosić. Obiektywnie jednak Beaver to w swoim gatunku świetne pachnidło, warte co najmniej przetestowania, jeżeli nie regularnego używania, o ile ktoś nie obawia się… no wiecie, czego….

Zoologist Beaver-60ml-Front_grande

Nuty głowy: kwiat lipy, świeże powietrze, piżmo, cytrusy,

Nuty serca: kastoreum, irys, wanilia, dym, ściółka leśna,

Nuty bazy: piżmo, popiół, cedr, ambra

twórca: Chris Bartlett

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

 

Panda – przechadzka po zielonej dżungli

Reprezentant gatunku pachnideł zielonych, Panda, to zapach złożony z nut nieobcych sympatycznemu chińskiemu misiowi w jego naturalnym środowisku. Bambus, zisu, syczuański pieprz, zielona herbata, cytron zwany „Ręką Buddy”, osmantus, mimoza. Dobór składników zaiste nie jest tu – podobnie jak w pozostałych zapachach Zoologist – przypadkowy. Składają się one na zieloność o niezwykłej intensywności, wyczuwalną głównie w pierwszych kwadransach trwania zapachu na skórze. Z czasem pojawiają się subtelne aromaty kwiatowe, które budują serce zapachu. Charakterystyczna zielono-wetiwerowa baza wieńczy to równie jak Hummingbird sympatyczne i wdzięczne, jednocześnie dość nieskomplikowane i czytelne zapachowe dziełko.

Zoologist Panda-bottle_grande

Nuty głowy: cytron Ręka Buddy, bambus, pieprz syczuański, zielona herbata, mandarynka, liście pachnotki zwyczajnej,

Nuty serca: osmantus, kwiat pomarańczy, lilia, mimoza, kadzidło,

Nuty bazy: drewno sandałowe, korzeń Pemou, cedr, delikatne piżmo, wetiwer z Bourbon, haitański wetiwer, wilgotny mech

rok premiery: 2014

twórca: Paul Kiler

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Szczerze polecam niezwykłe zapachy Zoologist Perfumes wszystkim wielbicielom niszy, osobom szukającym w perfumach swego rodzaju przygody, amatorom aromatów niespotykanych i pomysłowych. Również tym, którzy zapomnieli już, jaka to frajda i radość testować nowe pachnidła. Kanadyjska marka zapewnia bowiem atrakcyjny powiew świeżości i nadziei na coraz bardziej zatłoczonym, rozcieńczonym , jałowym i wtórnym rynku perfum niszowych.

Zapachy Zoologist można przetestować i nabyć w krakowskiej perfumerii Lulua.