Cecile Zarokian – olfaktoryczna czarodziejka

Dla kogoś, kto tak jak ja od ponad 10 lat śledzi rynek perfum niszowych, postać Cecile Zarokian nie może być obca. Prowadząca swoje własne perfumowe laboratorium niezależna artystka komponuje perfumy dla marek niszowych, a każda premiera zapachu jej autorstwa jest w niszowym światku wydarzeniem. Przypomnijmy – debiutowała w 2009 (o czym jeszcze później) damskim Epic dla Amouage. W kolejnych latach z jej laboratorium wyszły perfumy dla Majdy Bekkali, Masque Milano, MDCI Parfums, Puredistance, Laboratorio Olfattivo, Jul et Mad, Jovoy Paris, Jacques Zloty, Hayari Parfums, Evody Parfums, Suleko, UerMi, David Jourquin, Jacques Fath (dla którego odtworzyła słynne Green Water). Doprawdy imponujący dorobek jak na 9 lat.

cecile zarokian puredistance
Cecile Zarokian, photo credit: Puredistance

Wygląda na to, że Cecile bardzo ciężko pracuje na swój sukces. Zresztą nie ogranicza się „tylko” do komponowania perfum. Bierze także czynny udział w ich promowaniu własną osobą. Obecna na wszystkich tragach perfumowych, chętnie pokazująca się u boku firm, dla których pracuje, jest osobą otwartą na rozmowy o swym fachu. A dowodem na to niech będzie fakt, że Cecile zgodziła się odpowiedzieć Perfumowemu Blogowi na kilka pytań dotyczących wybranych przeze mnie perfum jej autorstwa (!). Pierwsze z nich miało charakter ogólny, kolejne dotyczyły już konkretnych zapachów i można je odnaleźć w dalszej części artykułu.

Perfumowy Blog: Skomponowałaś ponad 40 pachnideł. Większość z nich dla marek niszowych. Czy potrafisz wyobrazić sobie stworzenie perfum dla znanej marki designerskiej jak Armani czy Ralph Lauren? Czy podjęłabyś się wyzwania dopasowania swojej kreatywności do bardzo konkretnego briefu? Czy sądzisz, że byłoby to bardziej wymagające, niż komponowanie perfum niszowych, gdy często jedynym limitem jest wyobraźnia twórców?

Cecile Zarokian: Właściwie to nie tworzę wyłącznie dla marek niszowych. Są marki o większej dystrybucji, dla których pracowałam, ale tego nie ogłaszam. Nie powiedziałabym, że komponowanie dla dobrze znanej marki designerskiej jest bardziej wymagające, ale powiedziałabym, że szanse na wygranie projektu są niskie i jest to długa droga z dużą presją. No i kreatywność oraz innowacja mogą zniknąć w procesie dostosowywania zapachu do wyników przeprowadzanych testów konsumenckich.

 

Amouage Epic Woman (2009) – mocny debiut

towarzyszy niesamowitemu, przepełnionemu oudem i przyprawami męskiemu Epic Man Randy Hammami i jest to towarzysz zaiste godny. Obie kompozycje mają część wspólną i jest to wyraźnie zaakcentowana nuta kminu. Podczas gdy w męskim, dość ascetycznie pachnącym (choć wcale nie ubogim w ingrediencje!) Epic Man kmin – obok innych przypraw – egzotycznie ozdabia nuty drzewne, kadzidlane i animalne kastoreum, tu w wersji Woman jest zaledwie wstępem do niezwykłej orientalnej, balsamiczno-kwiatowej opowieści, której charakter jest na tyle oryginalny, że nie do pomylenia z niczym innym.

Epic Woman to niszowy debiut Cecile Zarokian (powstały wprawdzie przy współpracy z Danielem Maurelem i Angeline Leporini). Jako taki pozostaje wciąż jednym z najbardziej spektakularnych. Mało kto może pochwalić się taką kolaboracją na początku profesjonalnej kariery. Ten zapach zwrócił uwagę perfumowej branży i zapachowych koneserów na wschodzącą gwiazdę perfumerii.

Epic Woman (wykazuje już wszystkie charakterystyczne cechy stylu artystki, charakteryzujący się zapadającymi w pamięć, sygnaturowymi akordami, oryginalnością zestawień składników, nut i akordów, świetnymi parametrami (zapachowy ogon, projekcja, trwałość). Epic to pachnidło trudne do zaszufladkowania i to także typowe jest dla twórczości Cecile. Dominujące akordy to stanowiący otwarcie akord przyprawowy z dominującym kminem, któremu towarzyszą różowy pieprz i cynamon. Serce zapachu zbudowane jest z nut kwiatowych – róża, jaśmin, geranium plus nuta herbaty. Baza jest drzewno-ambrowo-kadzidlana, z dodatkiem kłącza irysa i oudu. Napisać, że Epic Woman pachnie ciekawie, to nic nie napisać.

Oto co nt. tego zapachu oraz jego podobieństwa do „Mon nom est Rouge” Majdy Bekkali (o co zawsze chciałem zapytać) sądzi Cecile Zarokian:

Perfumowy Blog: Popraw mnie, jeśli jestem w błędzie, ale zadebiutowałaś w profesjonalnej perfumerii niezwykle oryginalnym przyprawowo-kwiatowym „Epic Woman” skomponowanym dla Amouage. Jaka była Twoja rola w tym projekcie? Jak wspominasz pracę nad nim? Czy zgodzisz się, że „Mon nom est rouge” dla Majdy Bekkali jest rozwinięciem tego pomysłu? Jakie są różnice między nimi z punktu widzenia kompozycji?

Cecile Zarokian: Byłam w tym czasie stażystką w Robertet, wciąż jeszcze studiowałam na ISIPCA. Szkolił mnie perfumiarz Daniel Maurel, który zaufał mi w kwestii tego projektu dla Amouage. Byliśmy tak szczęśliwi i dumni z wygranej, zawsze będę to pamiętać! Jeżeli chodzi o „Mon Nom est Rouge” nie zgodzę się z Tobą. To kompletnie inne perfumy. Historia „Mon Nom est Rouge” oparta jest na powieści Orhana Pamuka o czerwieni. Jest prawdą, że oba zapachy mogą mieć niektóre składniki wspólne, jak róża czy kadzidło, podobnie jak niektóre inne perfumy, które stworzyłam, ale to tyle. „Mon Nom est Rouge” został zainspirowany kolorem czerwonym, od zapachu krwi do uczucia pasji oraz aksamitną strukturą perskich brokatów i kaftanów. „Epic Woman” jest przyprawowym i bardzo orientalnym oraz drzewnym zapachem zainspirowanym legendami Jedwabnego Szlaku z Chin do Arabii.

 

Amouage Epic Woman

Nuty głowy: kmin, różowe liście laurowe (wawrzyn szlachetny), cynamon

Nuty serca: róża damasceńska, bodziszek (geranium), jaśmin, herbata

Nuty bazy: ambra, piżmo, kadzidło, oud (drzewo agarowe, drzewo aloesowe), drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, wanilia, irys

 

Laboratorio Olfattivo Nerotic (2016) – zmysłowa czerń

Nerotic (swoją drogą genialna nazwa dla perfum) reprezentuje – mam wrażenie – zapachowy „teren”, na którym Cecile Zarokian ma niewielu równych sobie, i na którym czuje się najpewniej. Kolejny dowód na to, że w dziedzinie zapachów drzewno-skórzano-ambrowych można wciąż zaproponować wiele nowego. Nerotic nie jest może pachnidłem spektakularnym (ale – po prawdzie – który zapach Laborattorio Olfattivo jest?), prezentuje za to oryginalne akordy w bardzo dobrym wykonaniu i świetnej jakości. Zresztą – jak zwykle u Cecile – doszukamy się tu kilku ładnie ze sobą kontrastujących ingrediencji i efektownych pulsujących pomiędzy nim napięć. Świetne wykorzystanie geranium w sercu oraz przypraw – kolendry i szafranu – dla stworzenia unikatowo pachnącego akordu i podkręcenia nowoczesnej sucho-ambrowo-drzewnej bazy, która zdradza subtelne dymne i neo-skórzane akcenty. Zapach abstrakcyjny, dość monolityczny, nie rozwija się wyraziście, raczej subtelnie zmieniają się w nim odcienie głównego tematu. Tak czy inaczej to bardzo dobra pozycja w ofercie marki. Poza tym należą jej się dodatkowe brawa za wprowadzenie flakonów 30 ml o designie bardzo przypominającym flakony 50 ml Frederica Malle’a (także kartonikowe twarde opakowanie wygląda na – umówmy się – skopiowane od Mistrza, no ale jeśli już naśladować, to najlepszych).

PB: „Nerotic” Laboratorio Olfattivo pachnie bardzo nowocześnie i wyjątkowo. Jak byś go opisała? Co jest w tej kompozycji specjalnego? Co jest w nim czarne a co erotyczne? 

CZ: To rzeczywiście bardzo zmysłowy zapach. Ambrowy, sucho-drzewny i przyprawowy – te elementy przydają mu dużo charakteru i mocnej osobowości, a także – wedle niektórych – erotycznego charakteru. Właściwie to nawet nie tyle chodzi o jego nazwę. Wiele opinii o erotycznym, niemal cielesnym uczuciu podczas wąchania „Nerotic”, zostało przekazanych nawet bez znajomości jego nazwy.

Nerotic-1

nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, czerwone owoce

nuty serca: geranium, kolendra, szafran

nuty bazy: akord suchej drzewnej ambry, sandałowiec, akord skóry, nuty dymne

 

UerMi OR±White (2016) – pachnieć bielą…

Wielu próbowało już zmierzyć się z tematem bieli w perfumach – z różnym skutkiem. Jak temat zinterpretowała Cecile Zarokian? Dwa zapachy przychodzą mi na myśl, gdy testuję Or±WHITE. Jeden niszowy, drugi designerski. Ten pierwszy to być może już zapomniany Pentachord WHITE Andy Tauera, a to w wyniku użycia nuty irysa i podobnej koncepcji zapachowej bieli. Drugi to Fleur du Male Jean-Paula Gaultiera. Połączenie kwiatu pomarańczy z kulinarnym waniliowo-tonkowym akordem stanowi oś obu pachnideł, przy czym w zapachu Kurkdjiana odnajdziemy też akord białokwiatowy wychodzący poza słodko-pomarańczowe neroli, podczas gdy Cecile poszła w innym kierunku, dodają nutę irysa i kolendrę, co w efekcie dodało zapachowi niesamowitej aury kulinarnej. Po słodko-pomarańczowym wstępie pojawia się bardzo charakterystyczny akord, który bardzo trudno opisać, niemniej to on realizuje idee czystej białości zapachu. Kwiat pomarańczu plus mocna nuta tonkowa, marcepanowa, wzbogacona wszakże o irys i kolendrę pachnie zdecydowanie inaczej, niż można by sądzić z samego opisu. Or±WHITE pachnie naprawdę niesamowicie, uniseksowo, czysto i zmysłowo, a jednocześnie ma głębię charakterystyczną dla stylu Zarokian, a także pewną ostrą, nieco zadziorną nutkę (neo-skóra?). To zapach, który zrobił na mnie natychmiastowe świetne wrażenie po krótkim teście podczas targów EsXence w 2016 roku. Po 2 lata wróciłem do niego, by potwierdzić swój pierwotny zachwyt.

Jak już wspomniałem, Or±WHITE  łączy w sobie dwie estetyki: niszową i tę bardziej przystępną, mainstreamową. Umiejętne ich wyważenie jest uważam przyczyną wyjątkowej urody tego pachnidła i jego walorów zarówno estetycznych, jak i czysto użytkowych.  Or±WHITE świetnie się nosi. Zapach przyjemnie otula i przydaje poczucia czystości, elegancji, czuję go na sobie przez większość czasu, a lekko gryząca baza ładnie go wieńczy. Pozostawia intrygujący ogonek i trwa na skórze dobrze ponad 8 godzin.

PB: „Or White” for UerMi zachwycił mnie mieszanką tonki i kwiatu pomarańczy wzbogaconą o składniki, których nie jestem w stanie nazwać, ale zdecydowanie czuję coś sucho-drzewno-ambrowego w bazie, co czyni ten zapach nieco męskim, a także uzależniającym. Co zainspirowało się podczas komponowania tego zapachu i jak przełożyłaś tę inspirację na konkretne nuty?

CZ: Zainspirował mnie materiał wytwarzany z mlecznych protein. Starałam się przetłumaczyć na zapach uczucie i jedwabne wrażenie, jakie miałam obcując z tym materiałem. Delikatność kwiatu pomarańczy i irysa, kojąca tonka, trochę zamszu dla delikatności i zmysłowości, zbalansowane z intensywnymi nutami suchej ambry i drewna.

uremi-or-white

główne nuty: tonka, irys, kolendra, kwiat pomarańczy, skóra

 

Jovoy Paris Remember Me (2018) – „bawarka” w Paryżu

Zapachy perfum utrwalają się w naszej pamięci i poczute po czasie przywołują silne wspomnienia. Bardzo często są to wspomnienia związane z osobą, zwykle dla nas ważną, która na przykład podczas spotkania z nami nosiła konkretne perfumy. Ich zapach zakodował się w naszej pamięci i zawsze kojarzy się z tą osobą. W tym kontekście nazwa perfum Jovoy Remember Me nabiera specjalnego znaczenia. Aromat zamknięty we flakonie z taką nazwą zdaje się mówić: spróbuj, a zapamiętasz mnie na zawsze. Czy rzeczywiście to pachnidło ma taką moc?

Doprawiona imbirem i kardamonem „herbatka z cytrynką” jest tym, co czujemy na samym początku. I jest to naprawdę intrygujący i urodziwy początek. Z czasem robi się coraz ciekawiej. Otóż do gry wchodzi nuta mleka. Tak więc nasza herbata staje się „bawarką”, nota bene z laską wanilii w środku. Dzieje się to jeszcze w sercu zapachu i jest taki moment gdy czujemy wszystkie te elementy razem: delikatne cytrusy, herbata, kardamon, mleko. Dość szybko mleczno-waniliowy, puchaty akord zaczyna dominować zapach. Nuty drzewne – m.in. cedr – dodają nieco wytrawności w generalnie kulinarnej bazie. Remember Me rzeczywiście szybko i trwale zapada w pamięć dzięki jakże interesującemu zestawieniu nut „jadalnych”. Jest delikatne i wyważone, ale zdecydowanie nie brak mu charakteru. Bardzo udane pachnidło, chyba jednak nieco bardziej damskie niż uniseksowe.

PB: Gdy wącham „Remember Me” Jovoy Paris myślę o mocnej herbacie z mlekiem, wanilią i odrobiną kardamonu. Ten zapach rozpoczyna się jak uniseks, ale okazuje się być bardzo kobiecy w bazie. Jako całość pachnie nieco kulinarnie, ale jednocześnie delikatnie i bardzo zmysłowo. Skąd wziął się pomysł na taką unikalną i jednocześnie „noszalną: kombinację nut?

CZ: Dziękuję, ale naprawdę nie wiem, co powiedzieć i jak to wyjaśnić… Trzeba zawsze znajdować idealną kombinację, właściwy kompromis pomiędzy oryginalnością i unikatowością oraz „noszalnością”. 

 

JOVOY-PARIS-Remember-Me-EDP-100-ml

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, kardamon

Nuty serca: herbata, frangipani, imbir

Nuty bazy: akord mleczny, nuty drzewne, cedr, wanilia

 

Jul et Mad Acqua Sextius (2014) –  utrwalić lato w Prowansji

Acqua Sextius to dawna nazwa prowansalskiego miasta stu fontann – Aix-en-Provence. Jest coś w tym świeżym śródziemnomorskim zapachu, co w istocie wynosi go ponad li tylko szufladkę marine. Bo choć morska nuta jest w Acqua Sextius oczywiście obecna, to prócz niej znajdziemy tu szeroką gamę ingrediencji budujących trwałą świeżość z głębią. Cecile Zarokian dotąd wydawała się specjalizować w aromatach raczej ciężkich, orientalnych, ciążących zwykle ku ambrze w takim czy innym wydaniu. W Acqua Sextius udowodniła, że jest perfumiarką tyleż oryginalną i odważną, co wszechstronną. Swój styl, charakteryzujący się dość rozbudowanymi formułami, przełożyła na robiące spore wrażenie pachnidło orzeźwiające, lekkie, mimo że wyraźnie złożone i wielowymiarowe.

Jul et mad acqua sextius

Acqua Sextius rozpoczyna się akordem zielonym i bardzo aromatycznym, orzeźwionym koszykiem lekko cierpkich cytrusów. Zapach ewoluuje przez morskie serce, wypełnione akcentami białych kwiatów oraz nutą mimozy, doprawione eukaliptusem i miętą (tej wszakże nie czuję). W sercu tkwi także nuta figi. Serce łączy w sobie świeżość z zapowiedzią ciepłej bazy, którą Cecile zmontowała z nut drzewnych, labdanum, doskonale pogłębiającej morski wymiar szarej ambry, mchu i piżm. Ale Acqua Sextius to nie tylko zbiór wielu składników. To przede wszystkim spójna kompozycja, z której żadna nuta nie stara się wyodrębnić w dominujący sposób. Zapach ma wyraźną sygnaturę, to coś, co stanowi o jego oryginalnym i rozpoznawalnym charakterze. I choć za każdym razem, gdy go testuję, „mam na końcu języka” inne pachnidło, która Acqua Sextius jak żywo mi przypomina, to nie potrafię sobie absolutnie przypomnieć jego nazwy. Może to i lepiej? Dodam, że standardowa dla zapachów Jul et Mad (do marki – póki co niedostępnej niestety w polskich perfumeriach – mam nadzieję kiedyś szerzej wrócić) koncentracja ekstraktu perfum gwarantuje całkiem solidną trwałość, także – jak sądzę – podczas wysokich temperatur, do noszenia podczas których kompozycja Cecile Zarokian wydaje się najbardziej odpowiednia. Tak – Acqua Sextius to pachnidło, które zdecydowanie chętnie przywitałbym w mojej kolekcji w postaci pełnowymiarowego flakonu.

PB: Jesteś znana z mistrzowsko skomponowanych akordów ambrowych i zapachów orientalnych. „Tango” dla Masque Milano i „SHEIDUNA” dla Puredistance są pięknymi, zapierającymi dech w piersiach i unikatowymi kreacjami. Czy skomponowanie bardzo świeżego zapachu, jakim jest „Aqua Sextius” Jul et Mad było dla Ciebie wyzwaniem? W jaki sposób osiągnęłaś tę niesamowitą synergię pomiędzy zielonymi, morskim i ambrowo-drzewnymi aspektami? Czy zapach ten ma coś wspólnego z „Curacao Bay”, który skomponowałaś dla Jacques Fath?

CZ: Przede wszystkim dziękuję za Twoje bardzo miłe słowa i komplementy! Rozpoczęłam od perfum orientalnych, więc w sposób naturalny klienci na początku prosili mnie o zapachy tego typu…ale perfumiarz musi potrafić zrobić wszystko, co niezbędne, by opowiedzieć piękną pachnącą historię zgodną z briefem klienta i DNA marki. Jeśli chodzi o „Aqua Sextius”, zapach ten miał być bardzo odświeżającą, pełną cytrusów musującą i jednocześnie bardzo trwałą kolońską. Więc tego właśnie probowałam – pobawić się z cytrusami, świeżymi nutami wodnymi, a także nutami cieplejszymi. „Curacao Bay” ma w sobie owszem nuty morskie, ale więcej nut jodowych, słonych, pochodzących przede wszystkim z szarej ambry, otoczonych przez kwiat Frangipani.

PackshotCoffret-Aqua-Sextius_2

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, grejpfrut, nuty zielone

nuty serca: mięta/eukaliptus, nuty morskie, mimosa, białe kwiaty, figa

nuty bazy: labdanum, szara ambra, cedr, gwajak, mech dębu, piżmo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Laboratorio Olfattivo – „Daimiris”, „Alkemi”, „Kashnoir” i „Patchouliful”

roberto drago
Roberto Drago

Laboratorio Olfattivo to rzymska marka niszowa stworzona i dowodzona przez Roberto Drago w 2010 roku. Jej właściciel realizuje koncepcję perfumerii artystycznej podejmując niszowe tematy i powierzając ich realizację wybranym perfumiarzom, zwykle znanymi ze współpracy z innymi markami niszowymi (Pierre Guillaume, Cecile Zarokian) lub też mniej znanymi (Enrico Buccella, Marie Duchene, David Maruitte, Rosine Courage). Zapachy LO są zwykle bardzo harmonijne i dobrze wykonane, nie silą się na ekstrawagancję czy rewolucyjność, ale mają swój prawdziwie niszowy urok. Jest w nich coś z włoskiego stylu perfumeryjnego – umiar i elegancja przy jednoczesnej harmonii i bezpretensjonalnej urodzie. Przy tym wszystkim wydają się być skomponowane w taki sposób, że z powodzenie odnajdą się na skórze tak kobiecej, jak i męskiej. Dotąd zaledwie raz opisywałem na blogu pachnidło tej marki – śliczny irysowy Nirmal. Nadszedł więc najwyższy czas na kilka kolejnych, w tym dwa najnowsze, które stworzyła coraz bardziej znana perfumiarka Cecile Zarokian.

 

Daimiris – szafran

W pierwszym okresie ok. 2 godzin zapach zdominowany jest przez mocny akord złożony z szafranu i kardamonu. Sam początek przypomina Safran Troublant L’Artisan Parfumeur, tyle że tu szafranowa nuta jest zdecydowanie bardziej agresywna. W tle wyczuwalna jest owocowo-słonawa, lekko dysonansowa nuta kardamonu. Szafran to zdecydowany hegemon w tej kompozycji – przesłania także akord serca, w którym nijak nie mogę doszukać się rzekomego irysa. Dopiero po kilku godzinach zapach nabiera niby-skórzanej aury, którą równie dobrze można by określić jako ambrową. Daimiris to mocna (także dosłownie) pozycja w katalogu Laboratorio Olfattivo, którą polecam szczególnie wielbicielom szafranu. Powinnien ich zadowolić.

.daimiris

nuty głowy: szafran, kardamon

nuty serca: rum, irys, akord zamszu

nuty bazy: ambra, piżmo

twórca: Pierre Guillaume

rok wprowadzenia: 2010

 

Alkemi – ambrowa alchemia

Podczas testów tego zapachu przypomniały mi się Jean-Claude’a Elleny, który swego czasu stwierdził, że tzw. trójfazowy rozwój perfum na skórze to bzdura, i że tak naprawdę perfumy zachowują się inaczej, tj. zaraz po spryskaniu nimi skóry możemy poczuć efekt, jaki daje mieszanka wszystkich zastosowanych składników, a z czasem z zapachowego spektrum zaczynają znikać kolejne aromaty w kolejności od najlżejszych do najcięższych pod względem wagi molekularnej. I tak: najpierw ulatują cytrusy, później kwiaty, przyprawy, a na końcu najcięższe składniki, które zwykło się nazywać bazowymi. Czyli zapach owszem zmienia się, ale w sposób ciągły, a nie trójstopniowy. Ta prawidłowość jest szczególnie wyraźna w przypadku Alkemi. Początek zapachu to bowiem piękny, mocny i bardzo złożony, bogaty w nuty i odcienie akord – trochę rumowy, trochę przypominający woń gorzkiej czekolady. Jest też nieco pylisty i drzewny (cedr), lekko słodki (wanilia, sandałowiec), lekko także kadzidlany (olibanum i mirra), początkowo też ma w sobie pierwiastek soczystej zieloności. Z czasem zieloność i soczystość zanika, a na skórze pozostaje akord żywiczno-kadzidlany, słodko-wytrawny, lekko pylisty. Po kilku godzinach na skórze pozostaje już tylko ciepła, lekko słodka w sposób charakterystyczny dla mieszanki sandałowca i wanilii baza pachnidła.

Alkemi balansuje na styku zapachów: ambrowego, przyprawowego i subtelnie kulinarnego. Jest przy tym raczej subtelny i spokojny oraz zupełnie uniseksowy, jak zresztą wszystkie znane mi zapachy Laboratorio Olfattivo. To z pewnością interesująca propozycja nie tylko dla wielbicieli woni ambrowych.

alkemi

nuty głowy: ylang-ylang, ambra

nuty serca: arabskie kadzidło, indonezyjska paczula, mirra, cedr z Atlasu

nuty bazy: drewno kaszmirowe, ambra, wanilia, drewno sandałowe

twórca: Marie Duchêne

rok wprowadzenia: 2010

 

Kashnoir – w stronę Słońca

Popełniony przez Cecile Zarokian, wschodzącą gwiazdę perfumiarstwa, od pierwszych sekund przykuwa uwagę – najpierw prowansalskim akordem głowy złożonym z lawendy i cytrusów, później sercem z wyraźną kolendrą i kwiatem pomarańczy w tle oraz pięknie w to wkomponowaną różą, wreszcie stopniowo ujawniającym się głównym bohaterem tej aromatyczno-orientalnej kompozycji – słodką, migdałową heliotropiną, którą perfumiarka połączyła z benzoesem i wanilią. Choć spis nut go nie wymienia, w kompozycji niewątpliwie zastosowano także bardzo popularny ostatnio cashmeran. Pierwsze testy wskazywały na to, że Kashnoir jest zapachem linearnym. Ale po bliższym poznaniu zmieniłem zdanie. Zmiany zapachu na skórze są ewidentne, ale bardzo harmonijne i naturalnie następujące, co świadczy o doskonałej formule. Kashnoir jest interesującym, oryginalnym, mocnym i trwałym, naprawdę udanym zapachem. Przy tym to uniseks z lekkim przechyłem w kobiecą stronę. Czy znam coś podobnie pachnącego? Może Dans Tes Bras Frederca Malle? Oba zapachy cechuje połączenie heliotropiny i cashmeranu. Także wielbiciele Portrait of a Lady mogą polubić Kashnoir. To z pewnością warte uwagi do pewnego stopnia nowatorskie pachnidło. Jedno z najlepszych w ofercie włoskiego Laboratorio Olfattivo.

kashnoir

nuty głowy: limonka, bergamota, lawenda

nuty serca: kolendra, róża, kwiat pomarańczy

nuty bazy: paczuli, żywica benzoesowa, heliotrop, wanilia

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2013

Cecile Zarokian
Cecile Zarokian

 

Patchouliful – pełen paczuli…

Najnowsze pachnidło Laboratorio Olfattivo to oczywiście przede wszystkim propozycja dla fanów paczuli, a to dlatego, że charakterystycznie pachnący składnik został tu umieszczony w centrum i dominuje zapach wypełniając go sobą niemal po brzegi. Owszem zostawia trochę miejsca przydającemu szorstkiej pylistości cynamonowi i odrobiny ostrości goździkowi (pachnie to razem niemal jak gałka muszkatołowa), ale nawet gdy po wielu godzinach w końcu do głosu dochodzi zmysłowy akord bazy złożony z labdanum, piżma i cedru, wciąż można poczuć echo paczuli. A jest to paczula wyjątkowa na tyle, że Patchouliful już zapisał się w historii perfum. Cecile Zarokian użyła w formule specjalnego izolatu z esencji paczulowej. Esencja pozbawiona została charakterystycznych dla „pełnokrwistego” olejku paczulowego nut pleśniowych, charakterystycznej nutki stęchlizny oraz akcentów kamforowych. To paczula wyczyszczona z tych elementów, które olejkowi paczulowemu nadała natura. Co pozostało? Serce paczuli, czy jak kto woli – jej istota. Efektem jest absolutnie uniseksowy, a nawet chwilami po męsku ostry i zdecydowany zapach, na który zwracam szczególną uwagę panów. Mnie osobiście Patchouliful przekonał do tego stopnia, że gdybym miał nabyć flakon zapachu z paczulową dominantą, byłby to właśnie zapach Zarokian. Kolejna bardzo mocna pozycja w portfolio Laboratorio Olfattivo.

patchouliful

nuty głowy: bergamota, cynamon, goździk

nuty serca: paczula, frangipani, irys

nuty bazy: czystek, cedr, piżmo

twórca: Cecile Zarokian

rok wprowadzenia: 2014

Mała irysowa antologia

Dziś wpis poświęcony irysowi – ingrediencji o niezwykłej urodzie – i różnym przykładom jej zastosowania w perfumach. Przy okazji debiutują na blogu trzy niszowe marki.

Mimo że w pierwszym momencie słysząc słowo irys mamy zwykle przed oczami niezwykłej urody kwiat, to w rzeczywistości w perfumerii wykorzystywana jest dolna część tej rośliny zwana kłączem, a potocznie korzeniem.

iris rhizomes

Proces pozyskiwania pachnącej substancji z kłącza jest długotrwały i kosztowny. Potrzeba aż 10 ton surowego kłącza i aż trzech lat jego dojrzewania i suszenia, by uzyskać ok. 3,5 tony suchego produktu, a następnie z niego około 35 kg tzw. masła irysowego (orris butter). Z takiej ilości masła wytwarza się ok. 6 kg absolutu irysowego, który stosowany jest m.in. właśnie jako składnik kompozycji zapachowych. Ze względu na powyższe fakty, irys jest jedną z najdroższych perfumowych ingrediencji, a jego ceny dochodzą do 100 tys. zł za 1 kg (!). Poza tym absolut irysa ma absolutnie niesamowitą wielowymiarową i bogatą woń, w której odnaleźć można m.in. akcenty kwiatowe, owocowe i drzewne.* Najczęściej stosowanymi są absoluty pochodzące z odmian Pallida (o niebieskich kwiatach), Germanica (o purpurowych kwiatach) i Florentina (o białych kwiatach).

W pachnidłach z nutą irysa odnaleźć można różne jego oblicza – od pudrowego, przez ziemisty, papierowy, metaliczny, a nawet przypominający woń ziarna marchwi. Irys tradycyjnie używany jest w perfumach damskich (doskonałe przykłady to Chanel No.19, Shalimar Guerlain, Equistruis Parfum d’Empire, Grossmith Diamond Jubilee Boquet, Annick Goutal Mon Parfum Cheri, par Camille, Iris Noir Yves Rocher), natomiast za jego najdoskonalsze wcielenie koneserzy uważają Iris Silver Mist stworzone w 1994 roku przez Maurice’a Roucela dla Serge’a Lutensa. W niektórych tańszych kompozycjach stosowana jest syntetyczna aromamolekuła przypominająca zapach irysa (słynny Dior Homme). W perfumach ekskluzywnych i niszowych znajdziemy jednak substancję całkowicie naturalnego pochodzenia. W dzisiejszym wpisie będzie mowa właśnie o takich.

Heeley – Iris de Nuit

Kompozycja Jamesa Heeleya (pierwszy raz na blogu) wyróżnia się bardzo wiernym i niezakłóconym obrazem irysa. Wyczuwalny od pierwszych chwil, wzbogacony o pokrewne olfaktorycznie ziarno marchwii (dość częsty zabieg zanany choćby ze wspaniałego Dzongkha L’Artisan autorstwa B. Duchaufoura), wzmocniony arcydzięglem i subtelnie zabarwiony soczystą zielenią fiołka pachnie tu zaskakująco chłodno, surowo, nieco wilgotno, lekko „gryząc” nozdrza. Jest statyczny, nie ewoluuje znacząco, raczej utrzymuje swój charakter, tracąc jedynie z czasem na ostrości. Jest w Iris de Nuit wyczuwalny minimalizm podporządkowany jednoznacznemu i nowoczesnemu przekazowi. Daje w efekcie poczucie dyskretnej i jednocześnie wyrafinowanej elegancji.

Iris de Nuit to pozycja obowiązkowa dla osób chcących zaznajomić się z istotą irysowej woni. Jest to nienachalna, choć obecna, doskonale wyważona i wg mnie absolutnie uniseksowa kompozycja.

iris_de_nuit

nuty głowy: ziarno arcydzięgla, ziarno ambrette

nuty serca: absolut z irysa, fiołek, ziarno marchwii

nuty bazy: szara ambra, biały cedr

perfumiarz: James Heeley

rok premiery: b.d.

*      *     *

Frederic Malle Editions de Parfums – Iris Poudre

Wg wielu znawców najdoskonalsze irysowe pachnidło pośród obecnie dostępnych. Miało zdetronizować lutensowski Iris Silver Mist. Niestety nie znam tegoż, więc nie porównam. Jedno jest wszakże pewne. Ktokolwiek miał do czynienia z zapachami z kolekcji Frederica Malle ten wie, że jest w niej miejsce wyłącznie na doskonałe kompozycje. Jeżeli dodamy jeszcze do tego nazwisko perfumiarza, które ma tu kluczowe znaczenie, Pierre’a Bourdona – żyjącej legendy perfumerii, możemy spodziewać się mniej więcej arcydzieła. I faktycznie, Iris Poudre pachnie doskonale,  zniewalająco i absolutnie bezkompromisowo, choć wcale nie wyłącznie irysowo. Nazwa bardzo trafnie koresponduje z charakterem pachnidła. Zapach ma gęsty i nieco pudrowy charakter (choć – i to trzeba tu zaakcentować – dużo mniej pudrowy niż Dior Homme). To wszakże też zupełnie inny irys, aniżeli ten od Heeleya. Brytyjskiemu chłodnemu i zdystansowanemu minimalizmowi przeciwstawia francuską zmysłowość. Obok najwyraźniejszego w kompozycji zapachu kłącza irysa, podkręconego aldehydami, drugim znaczącym komponentem jest piżmo, ujawniające się całkiem wcześnie w postaci lekko dusznej, nieco metalicznej nuty. To samo piżmo, które czuję w Muscs Koublai Khan S. Lutensa, gdy na chwilę zapomnę o sławnej fekalnej nucie. Tu piżmo przydaje całości czystego, nieco mydlanego, ale i zmysłowego charakteru i „przytwierdza” zapach do skóry na długie godziny, czyniąc go – wraz ze zmysłowym duetem tonki i wanilii – zapachem zdecydowanie bardziej kobiecym, niż męskim.

Mimo wielości składników – mistrzowsko wyważone, z perfekcyjnie dobranymi proporcjami Iris Poudre pachnie bardzo współcześnie i naprawdę fenomenalnie.

frederic_malle_iris_poudre

nuty głowy: irys, aldehydy

nuty serca:  tonka, piżmo, wanilia

nuty bazy: drewno sandałowe, wetiwer

perfumiarz: Pierre Bourdon

rok premiery: 2000

*     *     *

Laboratorio Olfattivo – Nirmal  

Nirmal włoskiej marki Laboratorio Olfattivo (także debiut na blogu, mam nadzieję kiedyś lepiej poznać tę markę) przy pierwszym poznaniu wydawał mi się być najbliższy Dior Homme – ze względu na połączenie nuty irysa z ambrą i współczesną skórzano-zamszową (daim) bazą, dające słodko-pudrowy efekt. Chociaż pojawiają się w nim ingrediencje wspólne z Iris de Nuit (ziarno marchwi, fiołek, cedr), to jednak ogólna aura zapachu jest dużo cieplejsza i słodsza. Elementem intrygującym są skrzące się nad gęstą bazą wiórki cedrowego drewna, które dodają całości drzewnego charakteru, powodując że całość pachnie bardziej męsko, aniżeli wspominany już wiele razy Dior Homme. Przede wszystkim zaś Nirmal ukazuje początkowo to niezwykłe, jakby papierowe oblicze irysowej woni, które wcześniej napotykałem w zapachach Annick Goutal czy Grossmith. Zresztą takie było założenie perfumiarki Rosien Courage – stworzyć olfaktoryczne wrażenie „pocierania cienką bibułą o wyprawioną skórę”. Wg mnie Nirmal to doskonała propozycja dla osób kochających Dior Homme i chcących czegoś podobnego, ale mniej złożonego i jednocześnie lżejszego. Uroczy zapach.

nirmal

nuty głowy: marchew

nuty serca:  kłącze irysa, fiołek

nuty bazy: drewno cedrowe, ambra, akord zamszowy

perfumiarz: Rosine Courage

rok premiery: 2010

*     *     *

Keiko Mecheri – Iris d’Argent

W ramach zapowiedzi planowanej na blogu serii recenzji perfum Keiko Mecheri dziś kilka zdań na temat jej interpretacji irysa w Iris d’Argent (nb. dedykowanej mężczyznom). Poprzez swój dość surowym i chłodny charakter (srebrny irys rzeczywiście emanuje subtelną metalową nutka, którą sprawia wrażenie, jakby kwiat obsypano srebrzystymi opiłkami) zapach ten jest najbardziej zbliżony do Iris de Nuit Heeleya, a nawet nieco ciekawszy, bardziej zniuansowany i wyraźniejszy. Z kolei dzięki akordowi ambrowemu, dużo jednak delikatniejszemu niż ten w Nirmalu, mający odrobinę subtelnego ciepła. Także tu występuje cedr – dodający całości nieco szorstkiego i męskiego charakteru. Nie znajdziemy tu pudru ani skóry. Znajdziemy natomiast lekko szorstką, lekko drzewną, lekko marchwiową irysową nutę, którą Mecheri ubrała w bardzo wdzięczną, harmonijną oraz intrygująco pachnąca całość.

mecheri iris

nuty głowy: cytrusy

nuty serca:  biały irys, czarny irys

nuty bazy: drewno cedrowe, ambra, akord szyprowy

perfumiarz: Keiko Mecheri

rok premiery: 2010

*     *     *

Le Labo – Iris 39

Na deser pozostawiłem irysa Le Labo. Dlaczego? Bo to doskonały materiał na zwieńczenie wpisu poświęconego kłączu irysa w perfumach. Prawdziwe irysowe opus magnum, irys, który nie bierze jeńców, o nie! Frank Voelkl sporządził tę ultra irysową miksturę w podobnym stylu, w jakim potraktował drewno sandałowe w Santal 33 dla Le Labo. Mocno, bogato, in your face…

Ten zapach wywołuje radosne wow za każdym razem, gdy go testuję. Odważne połączenie szlachetnego absolutu irysa z paczulą i cywetem oraz piżmem to trzon tego niesamowitego pachnidła. Lotności dodają mu przyprawy (głównie imbir, trochę kardamon), zaś róża i ylang łagodzą ostrą naturę irysa i paczuli. Piżmowo-cywetowe combo od razu wprowadza głębię, zmysłowość i swoiste nieokiełznanie. Iris 39 pachnie wytrawnie, bardzo zdecydowanie i długo. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że jest moim faworytem w tym zestawieniu, głównie dlatego, że kłącze dominuje kompozycję i daje się podziwiać „z każdej strony”. Jednocześnie zapachowi daleko do subtelności Iris de Nuit czy Nirmal, co mi akurat także bardzo odpowiada.

le labo iris

nuty głowy: limonka, imbir, kardamon

nuty serca:  irys, fiołek, paczula, róża, ylang-ylang,

nuty bazy: piżmo, cywet

perfumiarz: Frank Voelkl

rok premiery: 2006

*     *     *

Jak więc widać kłącze irysa – mimo swej kosztowności – cieszy się sporą popularnością wśród perfumiarzy. Nic w tym dziwnego, bowiem jego niesamowita woń i wielobarwna natura gwarantują wyjątkowe doznania olfaktoryczne. Perfumiarze umiejscawiają irysa w różnych kontekstach – od surowych, szorstkich, wręcz minimalistycznych przez subtelnie ambrowe, aż po gęste i słodko-pudrowe. W każdym z tych wydań irys brzmi inaczej i w każdym intrygująco i pięknie.

Na koniec, w ramach podsumowania, pozwolę sobie na prywatny ranking irysowców:

1) Iris 39 Le Labo

2) Iris Poudre Frederic Malle EdP

3) Iris d’Argent Keiko Mecheri

4) Iris de Nuit Heeley

5) Nirmal Laboratorio Olfattivo

*) żródło: Władysław S. Brud, Iwona Konpacka-Brud; „Podstawy perfumerii. historia, pochodzenie i zastosowania substancji zapachowych.”