Cecile Zarokian – olfaktoryczna czarodziejka

Dla kogoś, kto tak jak ja od ponad 10 lat śledzi rynek perfum niszowych, postać Cecile Zarokian nie może być obca. Prowadząca swoje własne perfumowe laboratorium niezależna artystka komponuje perfumy dla marek niszowych, a każda premiera zapachu jej autorstwa jest w niszowym światku wydarzeniem. Przypomnijmy – debiutowała w 2009 (o czym jeszcze później) damskim Epic dla Amouage. W kolejnych latach z jej laboratorium wyszły perfumy dla Majdy Bekkali, Masque Milano, MDCI Parfums, Puredistance, Laboratorio Olfattivo, Jul et Mad, Jovoy Paris, Jacques Zloty, Hayari Parfums, Evody Parfums, Suleko, UerMi, David Jourquin, Jacques Fath (dla którego odtworzyła słynne Green Water). Doprawdy imponujący dorobek jak na 9 lat.

cecile zarokian puredistance
Cecile Zarokian, photo credit: Puredistance

Wygląda na to, że Cecile bardzo ciężko pracuje na swój sukces. Zresztą nie ogranicza się „tylko” do komponowania perfum. Bierze także czynny udział w ich promowaniu własną osobą. Obecna na wszystkich tragach perfumowych, chętnie pokazująca się u boku firm, dla których pracuje, jest osobą otwartą na rozmowy o swym fachu. A dowodem na to niech będzie fakt, że Cecile zgodziła się odpowiedzieć Perfumowemu Blogowi na kilka pytań dotyczących wybranych przeze mnie perfum jej autorstwa (!). Pierwsze z nich miało charakter ogólny, kolejne dotyczyły już konkretnych zapachów i można je odnaleźć w dalszej części artykułu.

Perfumowy Blog: Skomponowałaś ponad 40 pachnideł. Większość z nich dla marek niszowych. Czy potrafisz wyobrazić sobie stworzenie perfum dla znanej marki designerskiej jak Armani czy Ralph Lauren? Czy podjęłabyś się wyzwania dopasowania swojej kreatywności do bardzo konkretnego briefu? Czy sądzisz, że byłoby to bardziej wymagające, niż komponowanie perfum niszowych, gdy często jedynym limitem jest wyobraźnia twórców?

Cecile Zarokian: Właściwie to nie tworzę wyłącznie dla marek niszowych. Są marki o większej dystrybucji, dla których pracowałam, ale tego nie ogłaszam. Nie powiedziałabym, że komponowanie dla dobrze znanej marki designerskiej jest bardziej wymagające, ale powiedziałabym, że szanse na wygranie projektu są niskie i jest to długa droga z dużą presją. No i kreatywność oraz innowacja mogą zniknąć w procesie dostosowywania zapachu do wyników przeprowadzanych testów konsumenckich.

 

Amouage Epic Woman (2009) – mocny debiut

towarzyszy niesamowitemu, przepełnionemu oudem i przyprawami męskiemu Epic Man Randy Hammami i jest to towarzysz zaiste godny. Obie kompozycje mają część wspólną i jest to wyraźnie zaakcentowana nuta kminu. Podczas gdy w męskim, dość ascetycznie pachnącym (choć wcale nie ubogim w ingrediencje!) Epic Man kmin – obok innych przypraw – egzotycznie ozdabia nuty drzewne, kadzidlane i animalne kastoreum, tu w wersji Woman jest zaledwie wstępem do niezwykłej orientalnej, balsamiczno-kwiatowej opowieści, której charakter jest na tyle oryginalny, że nie do pomylenia z niczym innym.

Epic Woman to niszowy debiut Cecile Zarokian (powstały wprawdzie przy współpracy z Danielem Maurelem i Angeline Leporini). Jako taki pozostaje wciąż jednym z najbardziej spektakularnych. Mało kto może pochwalić się taką kolaboracją na początku profesjonalnej kariery. Ten zapach zwrócił uwagę perfumowej branży i zapachowych koneserów na wschodzącą gwiazdę perfumerii.

Epic Woman (wykazuje już wszystkie charakterystyczne cechy stylu artystki, charakteryzujący się zapadającymi w pamięć, sygnaturowymi akordami, oryginalnością zestawień składników, nut i akordów, świetnymi parametrami (zapachowy ogon, projekcja, trwałość). Epic to pachnidło trudne do zaszufladkowania i to także typowe jest dla twórczości Cecile. Dominujące akordy to stanowiący otwarcie akord przyprawowy z dominującym kminem, któremu towarzyszą różowy pieprz i cynamon. Serce zapachu zbudowane jest z nut kwiatowych – róża, jaśmin, geranium plus nuta herbaty. Baza jest drzewno-ambrowo-kadzidlana, z dodatkiem kłącza irysa i oudu. Napisać, że Epic Woman pachnie ciekawie, to nic nie napisać.

Oto co nt. tego zapachu oraz jego podobieństwa do „Mon nom est Rouge” Majdy Bekkali (o co zawsze chciałem zapytać) sądzi Cecile Zarokian:

Perfumowy Blog: Popraw mnie, jeśli jestem w błędzie, ale zadebiutowałaś w profesjonalnej perfumerii niezwykle oryginalnym przyprawowo-kwiatowym „Epic Woman” skomponowanym dla Amouage. Jaka była Twoja rola w tym projekcie? Jak wspominasz pracę nad nim? Czy zgodzisz się, że „Mon nom est rouge” dla Majdy Bekkali jest rozwinięciem tego pomysłu? Jakie są różnice między nimi z punktu widzenia kompozycji?

Cecile Zarokian: Byłam w tym czasie stażystką w Robertet, wciąż jeszcze studiowałam na ISIPCA. Szkolił mnie perfumiarz Daniel Maurel, który zaufał mi w kwestii tego projektu dla Amouage. Byliśmy tak szczęśliwi i dumni z wygranej, zawsze będę to pamiętać! Jeżeli chodzi o „Mon Nom est Rouge” nie zgodzę się z Tobą. To kompletnie inne perfumy. Historia „Mon Nom est Rouge” oparta jest na powieści Orhana Pamuka o czerwieni. Jest prawdą, że oba zapachy mogą mieć niektóre składniki wspólne, jak róża czy kadzidło, podobnie jak niektóre inne perfumy, które stworzyłam, ale to tyle. „Mon Nom est Rouge” został zainspirowany kolorem czerwonym, od zapachu krwi do uczucia pasji oraz aksamitną strukturą perskich brokatów i kaftanów. „Epic Woman” jest przyprawowym i bardzo orientalnym oraz drzewnym zapachem zainspirowanym legendami Jedwabnego Szlaku z Chin do Arabii.

 

Amouage Epic Woman

Nuty głowy: kmin, różowe liście laurowe (wawrzyn szlachetny), cynamon

Nuty serca: róża damasceńska, bodziszek (geranium), jaśmin, herbata

Nuty bazy: ambra, piżmo, kadzidło, oud (drzewo agarowe, drzewo aloesowe), drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, wanilia, irys

 

Laboratorio Olfattivo Nerotic (2016) – zmysłowa czerń

Nerotic (swoją drogą genialna nazwa dla perfum) reprezentuje – mam wrażenie – zapachowy „teren”, na którym Cecile Zarokian ma niewielu równych sobie, i na którym czuje się najpewniej. Kolejny dowód na to, że w dziedzinie zapachów drzewno-skórzano-ambrowych można wciąż zaproponować wiele nowego. Nerotic nie jest może pachnidłem spektakularnym (ale – po prawdzie – który zapach Laborattorio Olfattivo jest?), prezentuje za to oryginalne akordy w bardzo dobrym wykonaniu i świetnej jakości. Zresztą – jak zwykle u Cecile – doszukamy się tu kilku ładnie ze sobą kontrastujących ingrediencji i efektownych pulsujących pomiędzy nim napięć. Świetne wykorzystanie geranium w sercu oraz przypraw – kolendry i szafranu – dla stworzenia unikatowo pachnącego akordu i podkręcenia nowoczesnej sucho-ambrowo-drzewnej bazy, która zdradza subtelne dymne i neo-skórzane akcenty. Zapach abstrakcyjny, dość monolityczny, nie rozwija się wyraziście, raczej subtelnie zmieniają się w nim odcienie głównego tematu. Tak czy inaczej to bardzo dobra pozycja w ofercie marki. Poza tym należą jej się dodatkowe brawa za wprowadzenie flakonów 30 ml o designie bardzo przypominającym flakony 50 ml Frederica Malle’a (także kartonikowe twarde opakowanie wygląda na – umówmy się – skopiowane od Mistrza, no ale jeśli już naśladować, to najlepszych).

PB: „Nerotic” Laboratorio Olfattivo pachnie bardzo nowocześnie i wyjątkowo. Jak byś go opisała? Co jest w tej kompozycji specjalnego? Co jest w nim czarne a co erotyczne? 

CZ: To rzeczywiście bardzo zmysłowy zapach. Ambrowy, sucho-drzewny i przyprawowy – te elementy przydają mu dużo charakteru i mocnej osobowości, a także – wedle niektórych – erotycznego charakteru. Właściwie to nawet nie tyle chodzi o jego nazwę. Wiele opinii o erotycznym, niemal cielesnym uczuciu podczas wąchania „Nerotic”, zostało przekazanych nawet bez znajomości jego nazwy.

Nerotic-1

nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, czerwone owoce

nuty serca: geranium, kolendra, szafran

nuty bazy: akord suchej drzewnej ambry, sandałowiec, akord skóry, nuty dymne

 

UerMi OR±White (2016) – pachnieć bielą…

Wielu próbowało już zmierzyć się z tematem bieli w perfumach – z różnym skutkiem. Jak temat zinterpretowała Cecile Zarokian? Dwa zapachy przychodzą mi na myśl, gdy testuję Or±WHITE. Jeden niszowy, drugi designerski. Ten pierwszy to być może już zapomniany Pentachord WHITE Andy Tauera, a to w wyniku użycia nuty irysa i podobnej koncepcji zapachowej bieli. Drugi to Fleur du Male Jean-Paula Gaultiera. Połączenie kwiatu pomarańczy z kulinarnym waniliowo-tonkowym akordem stanowi oś obu pachnideł, przy czym w zapachu Kurkdjiana odnajdziemy też akord białokwiatowy wychodzący poza słodko-pomarańczowe neroli, podczas gdy Cecile poszła w innym kierunku, dodają nutę irysa i kolendrę, co w efekcie dodało zapachowi niesamowitej aury kulinarnej. Po słodko-pomarańczowym wstępie pojawia się bardzo charakterystyczny akord, który bardzo trudno opisać, niemniej to on realizuje idee czystej białości zapachu. Kwiat pomarańczu plus mocna nuta tonkowa, marcepanowa, wzbogacona wszakże o irys i kolendrę pachnie zdecydowanie inaczej, niż można by sądzić z samego opisu. Or±WHITE pachnie naprawdę niesamowicie, uniseksowo, czysto i zmysłowo, a jednocześnie ma głębię charakterystyczną dla stylu Zarokian, a także pewną ostrą, nieco zadziorną nutkę (neo-skóra?). To zapach, który zrobił na mnie natychmiastowe świetne wrażenie po krótkim teście podczas targów EsXence w 2016 roku. Po 2 lata wróciłem do niego, by potwierdzić swój pierwotny zachwyt.

Jak już wspomniałem, Or±WHITE  łączy w sobie dwie estetyki: niszową i tę bardziej przystępną, mainstreamową. Umiejętne ich wyważenie jest uważam przyczyną wyjątkowej urody tego pachnidła i jego walorów zarówno estetycznych, jak i czysto użytkowych.  Or±WHITE świetnie się nosi. Zapach przyjemnie otula i przydaje poczucia czystości, elegancji, czuję go na sobie przez większość czasu, a lekko gryząca baza ładnie go wieńczy. Pozostawia intrygujący ogonek i trwa na skórze dobrze ponad 8 godzin.

PB: „Or White” for UerMi zachwycił mnie mieszanką tonki i kwiatu pomarańczy wzbogaconą o składniki, których nie jestem w stanie nazwać, ale zdecydowanie czuję coś sucho-drzewno-ambrowego w bazie, co czyni ten zapach nieco męskim, a także uzależniającym. Co zainspirowało się podczas komponowania tego zapachu i jak przełożyłaś tę inspirację na konkretne nuty?

CZ: Zainspirował mnie materiał wytwarzany z mlecznych protein. Starałam się przetłumaczyć na zapach uczucie i jedwabne wrażenie, jakie miałam obcując z tym materiałem. Delikatność kwiatu pomarańczy i irysa, kojąca tonka, trochę zamszu dla delikatności i zmysłowości, zbalansowane z intensywnymi nutami suchej ambry i drewna.

uremi-or-white

główne nuty: tonka, irys, kolendra, kwiat pomarańczy, skóra

 

Jovoy Paris Remember Me (2018) – „bawarka” w Paryżu

Zapachy perfum utrwalają się w naszej pamięci i poczute po czasie przywołują silne wspomnienia. Bardzo często są to wspomnienia związane z osobą, zwykle dla nas ważną, która na przykład podczas spotkania z nami nosiła konkretne perfumy. Ich zapach zakodował się w naszej pamięci i zawsze kojarzy się z tą osobą. W tym kontekście nazwa perfum Jovoy Remember Me nabiera specjalnego znaczenia. Aromat zamknięty we flakonie z taką nazwą zdaje się mówić: spróbuj, a zapamiętasz mnie na zawsze. Czy rzeczywiście to pachnidło ma taką moc?

Doprawiona imbirem i kardamonem „herbatka z cytrynką” jest tym, co czujemy na samym początku. I jest to naprawdę intrygujący i urodziwy początek. Z czasem robi się coraz ciekawiej. Otóż do gry wchodzi nuta mleka. Tak więc nasza herbata staje się „bawarką”, nota bene z laską wanilii w środku. Dzieje się to jeszcze w sercu zapachu i jest taki moment gdy czujemy wszystkie te elementy razem: delikatne cytrusy, herbata, kardamon, mleko. Dość szybko mleczno-waniliowy, puchaty akord zaczyna dominować zapach. Nuty drzewne – m.in. cedr – dodają nieco wytrawności w generalnie kulinarnej bazie. Remember Me rzeczywiście szybko i trwale zapada w pamięć dzięki jakże interesującemu zestawieniu nut „jadalnych”. Jest delikatne i wyważone, ale zdecydowanie nie brak mu charakteru. Bardzo udane pachnidło, chyba jednak nieco bardziej damskie niż uniseksowe.

PB: Gdy wącham „Remember Me” Jovoy Paris myślę o mocnej herbacie z mlekiem, wanilią i odrobiną kardamonu. Ten zapach rozpoczyna się jak uniseks, ale okazuje się być bardzo kobiecy w bazie. Jako całość pachnie nieco kulinarnie, ale jednocześnie delikatnie i bardzo zmysłowo. Skąd wziął się pomysł na taką unikalną i jednocześnie „noszalną: kombinację nut?

CZ: Dziękuję, ale naprawdę nie wiem, co powiedzieć i jak to wyjaśnić… Trzeba zawsze znajdować idealną kombinację, właściwy kompromis pomiędzy oryginalnością i unikatowością oraz „noszalnością”. 

 

JOVOY-PARIS-Remember-Me-EDP-100-ml

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, kardamon

Nuty serca: herbata, frangipani, imbir

Nuty bazy: akord mleczny, nuty drzewne, cedr, wanilia

 

Jul et Mad Acqua Sextius (2014) –  utrwalić lato w Prowansji

Acqua Sextius to dawna nazwa prowansalskiego miasta stu fontann – Aix-en-Provence. Jest coś w tym świeżym śródziemnomorskim zapachu, co w istocie wynosi go ponad li tylko szufladkę marine. Bo choć morska nuta jest w Acqua Sextius oczywiście obecna, to prócz niej znajdziemy tu szeroką gamę ingrediencji budujących trwałą świeżość z głębią. Cecile Zarokian dotąd wydawała się specjalizować w aromatach raczej ciężkich, orientalnych, ciążących zwykle ku ambrze w takim czy innym wydaniu. W Acqua Sextius udowodniła, że jest perfumiarką tyleż oryginalną i odważną, co wszechstronną. Swój styl, charakteryzujący się dość rozbudowanymi formułami, przełożyła na robiące spore wrażenie pachnidło orzeźwiające, lekkie, mimo że wyraźnie złożone i wielowymiarowe.

Jul et mad acqua sextius

Acqua Sextius rozpoczyna się akordem zielonym i bardzo aromatycznym, orzeźwionym koszykiem lekko cierpkich cytrusów. Zapach ewoluuje przez morskie serce, wypełnione akcentami białych kwiatów oraz nutą mimozy, doprawione eukaliptusem i miętą (tej wszakże nie czuję). W sercu tkwi także nuta figi. Serce łączy w sobie świeżość z zapowiedzią ciepłej bazy, którą Cecile zmontowała z nut drzewnych, labdanum, doskonale pogłębiającej morski wymiar szarej ambry, mchu i piżm. Ale Acqua Sextius to nie tylko zbiór wielu składników. To przede wszystkim spójna kompozycja, z której żadna nuta nie stara się wyodrębnić w dominujący sposób. Zapach ma wyraźną sygnaturę, to coś, co stanowi o jego oryginalnym i rozpoznawalnym charakterze. I choć za każdym razem, gdy go testuję, „mam na końcu języka” inne pachnidło, która Acqua Sextius jak żywo mi przypomina, to nie potrafię sobie absolutnie przypomnieć jego nazwy. Może to i lepiej? Dodam, że standardowa dla zapachów Jul et Mad (do marki – póki co niedostępnej niestety w polskich perfumeriach – mam nadzieję kiedyś szerzej wrócić) koncentracja ekstraktu perfum gwarantuje całkiem solidną trwałość, także – jak sądzę – podczas wysokich temperatur, do noszenia podczas których kompozycja Cecile Zarokian wydaje się najbardziej odpowiednia. Tak – Acqua Sextius to pachnidło, które zdecydowanie chętnie przywitałbym w mojej kolekcji w postaci pełnowymiarowego flakonu.

PB: Jesteś znana z mistrzowsko skomponowanych akordów ambrowych i zapachów orientalnych. „Tango” dla Masque Milano i „SHEIDUNA” dla Puredistance są pięknymi, zapierającymi dech w piersiach i unikatowymi kreacjami. Czy skomponowanie bardzo świeżego zapachu, jakim jest „Aqua Sextius” Jul et Mad było dla Ciebie wyzwaniem? W jaki sposób osiągnęłaś tę niesamowitą synergię pomiędzy zielonymi, morskim i ambrowo-drzewnymi aspektami? Czy zapach ten ma coś wspólnego z „Curacao Bay”, który skomponowałaś dla Jacques Fath?

CZ: Przede wszystkim dziękuję za Twoje bardzo miłe słowa i komplementy! Rozpoczęłam od perfum orientalnych, więc w sposób naturalny klienci na początku prosili mnie o zapachy tego typu…ale perfumiarz musi potrafić zrobić wszystko, co niezbędne, by opowiedzieć piękną pachnącą historię zgodną z briefem klienta i DNA marki. Jeśli chodzi o „Aqua Sextius”, zapach ten miał być bardzo odświeżającą, pełną cytrusów musującą i jednocześnie bardzo trwałą kolońską. Więc tego właśnie probowałam – pobawić się z cytrusami, świeżymi nutami wodnymi, a także nutami cieplejszymi. „Curacao Bay” ma w sobie owszem nuty morskie, ale więcej nut jodowych, słonych, pochodzących przede wszystkim z szarej ambry, otoczonych przez kwiat Frangipani.

PackshotCoffret-Aqua-Sextius_2

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, grejpfrut, nuty zielone

nuty serca: mięta/eukaliptus, nuty morskie, mimosa, białe kwiaty, figa

nuty bazy: labdanum, szara ambra, cedr, gwajak, mech dębu, piżmo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Perfumowe remanenty (1) – JOVOY Paris „L’Art de la Guarre”, Olfactive Studio „Ombre Indigo”, Parfum d’Empire „Musc Tonkin”

Dziś w ramach noworocznego „odkurzania” próbek zapachów oczekujących „cierpliwie” i długo, czasem nawet zbyt długo, na recenzję – pierwsza część perfumowych remanentów Perfumom Fqjciora. Trzy zapachy niszowych marek. Każdy zupełnie inny, wszystkie wszakże warte uwagi.

 

JOVOY Paris – L’Art de la Guerre (2014) – Sztuka Wojenna

Najmłodsze perfumowe dziecko paryskiej perfumerii niszowej JOVOY Paris to dzieło bardzo sympatyczne choć – przyznać trzeba – dość zachowawcze, szczególnie na tle złożonym z pozostałych pachnideł tej marki. Mimo to L’Art de la Guerre podoba mi się, nawet bardzo. Potwierdza, że niszowe marki potrafią od czasu do czasu zaproponować coś w swej istocie łatwego, przyswajalnego, wręcz mainstreamowego, ale jednocześnie wykonanego na poziomie dla mainstreamu niedostępnym. Takim pachnidłem jest choćby L’Humaniste Frapin, który choć olfaktorycznie inny, to jednak w jakiś sposób kojarzy mi się z L’Art de la Guerre.

Zapach wyraźnie i bardzo ładnie zmienia się na skórze. Świeże, rześkie, cytrusowo-zielone intro z oryginalną nutą rabarbarowo-jabłkową zdecydowanie przykuwa uwagę. Rozwija się ono w kierunku interesującej, współczesnej interpretacji akordu fougere. W sercu zręcznie zmieszano bowiem zieloność fiołka (w przewadze) z symbiozą lawendy i nieśmiertelnika, osiągając niemal tabakowy efekt. Finisz zapachu to znany z wielu „mainstreamowców”, współcześnie sucho-drzewny, wytrawny akord, przyjemnie gryzący nozdrza (nie szukając daleko ostatnio przypomniałem sobie, że bardzo podobnie, choć bardziej wyraziście pachnie baza Diesel Plus Plus Masculine).

Zapach oryginalnie pomyślany jako fougere dla kobiet okazał się – przynajmniej dla mnie – bardzo miłą niespodzianką idealnie plasującą się na męskiej skórze. W swej treści owszem trochę jakby znajomy, zachowawczy L’Art de la Guerre jest jednakowoż zapachem, którym bardzo chętnie pachniałbym na co dzień. Niezobowiązujący, ale na tyle oryginalny i dobrze wykonany, że aż prosi się o dłuższą znajomość.

jovoy LArte

Nuty głowy: bergamotka kalabryjska, zielone jabłko, rabarbar

Nuty serca: lawenda Maillette, kwiaty nieśmiertelnika, gałka muszkatołowa, liście fiołka

Nuty bazy: indonezyjska paczula, australijski sandałowiec, skóra, mech dębowy, korsykański czystek (labdanum)

rok premiery: 2014

twórca: Vanina Murraciole

 

Olfactive Studio – Ombre Indigo – cień indygo

Zeszłoroczna premiera Olfactive Studio to całkiem interesujący zapach, który opisałbym jako skórzano-żywiczny z osobliwym owocowym tłem, które ujawnia się gdzieś tam na samym końcu zapachowego „ogona”. Wedle spisu nut jest to śliwka, którą ja – ze względu na subtelnie dymny akcent – nazwałbym nutą „delikatnie wędzonej śliwki”. Odnajdziemy tu także nuty żywiczne (kadzidło, benzoes) budujące akord kadzidłowy oraz mocno zakamuflowaną nutę kwiatową (tuberoza). Na początku daje o sobie nieco mocniej znać wetiwer, który z czasem wtapia się w tło, budując wraz z papirusem (cypriol) drzewną bazę Ombre Indigo.  Dominujący przez pierwsze godziny temat skórzany to skóra „nowoczesna”, niemal syntetyczna, a cały zapach jest gładki i subtelny. Bliżej mu do Daim Blond Serge’a Lutensa aniżeli Tuscan Leather Toma Forda. Na finiszu Ombre… nabiera wyraźnej, lekko suchej drzewności. Całość pachnie wielowymiarowo i intrygująco oraz całkiem oryginalnie.

Zapach skomponowała perfumiarka firmy Robertet Mylene Alran – ta sama, która pod nadzorem Micheale Almairaca popełniła opisywane przeze mnie niedawno Lalique Hommage a’L Homme Voyageur, nota bene dzielące z Ombre Indigo pewną wspólną nutę… Poza tym zapach ten – gdyby nadać mu większej wyrazistości – mógłby moim zdaniem spokojnie znaleźć się w kolekcji Oliviera Durbano… Ta estetyka jest mi dobrze znana. Weźmy choćby taki Heliotrope…

ombre 2

Nuty głowy: gorzka pomarańcza, tuberoza, szafran, śliwka

Nuty serca: wetiwer, papirus, skóra, kadzidło

Nuty bazy: benzoes, ambra, piżmo

rok premiery: 2014

twórca: Mylene Alran

 

Parfum d’Empire – Musc Tonkin EDP – bestia okiełznana

Marc-Antoine Corticchiato przekuł w kompletną zapachową kompozycję swą fascynację naturalnym piżmem – substancją zapachową pochodzącą od żyjącego w Himalajach piżmowca, od wielu lat już nieużywaną w perfumerii ze względu na zakaz wynikający z ochrony tego gatunku zwierząt. Wcześniej jednak przez setki lat uważaną za największy zapachowy afrodyzjak, za wonność o najsilniejszej zmysłowości.

Marc Antoine Corticchiato
Marc-Antoine Corticchiato

Efektem tego intrygującego aczkolwiek wcale nie pionierskiego eksperymentu (podobny dużo wcześniej przeprowadzili już panowie Serge Lutens i Christopher Sheldrake tworząc Muscs Koublai Khan) – jest Musc Tonkin, pachnidło zupełnie niezwykłe i absolutnie niszowe w swym charakterze, jednocześnie fascynujące i piękne na swój nietypowy sposób.

Początkowo dość intensywna nuta zwierzęca (cywet?) od razu „ustawia” zapach w kategorii trudnych. Ale to wrażenie złudne, bowiem już po kilku minutach ta animalna nuta łagodnieje i ustępuje miejsca niezwykle ciepłemu, cielesnemu akordowi, w którym poczuć można m.in. miód, grzane wino, subtelną słoność (nawiązanie do woni ludzkiej skóry), nutę pudrową, skórzaną, odrobinę kwiatów, mech, wreszcie piżmo. Musc Tonkin bardzo leniwie przeistacza się na skórze z tego nieco szokującego początku w niezwykle zmysłową i komfortową woń przywodząca na myśl bardziej Absolue Pour Le Soir Francisa Kurkdjiana (odważne połączenie nut zwierzęcych z miodem) aniżeli wspomniany Muscs Koublai Khan – dużo bardziej bezkompromisowy i nieokiełznany. Rzecz dla fanów mocnych wrażeń i osób lubiących charakterną perfumerię nieco zapatrzoną w jej chlubną przecież przeszłość.

musc-tonkin-parfum-d-empire-

główne nuty: cywet, piżmo, miód, kwiaty, skóra, mech

rok premiery: 2012

twórca: Marc-Antoine Corticchiato

Jovoy Paris czyli krótka powtórka z niszy

Obcowanie z zapachami Jovoy Paris to prawdziwa frajda dla perfumisty. Dlaczego? Dużo znanych skądinąd nut, akordów i tematów, ale podanych w bardzo solidny, kompetentny, uroczy i przekonujący sposób. Pachnidła te bez wątpienia złożono z wysokiej jakości składników, w dużej mierze naturalnych. Testując poszczególne zapachy marki mam wrażenie, jakbym na nowo wchodził w świat perfumowej niszy. Niby przewąchałem już całkiem sporo (choć gdzie mi tam do pionierów perfumowego blogowania!), a jednak odnajduję w zapachach Jovoy jakąś niewytłumaczalną świeżość. I nie chodzi tu bynajmniej o świeżość rozumianą dosłownie (choć ta też niektóre z nich cechuje), ani też o jakąś szczególną pomysłowość (choć owszem są wyjątki). Raczej o wrażenie, że te pachnidła są świeżo zinterpretowanymi tematami, które od lat podejmują niszowe marki, poczynając od pionierów w postaci Diptyque, Serge’a Lutensa, L’Artisan Parfumeur czy Annick Goutal.

jovoy paris

To nie powinno dziwić, gdy już znajdziemy nieco informacji nt. Jovoy Paris. Była to efemeryczna marka perfumowa, którą w 1923 roku powołała do życia Blanche Arvoy. Zaraz po wydaniu czterech pachnideł przemianowała ją na Corday i pod tym brandem wydawała perfumy aż do początku lat 60-tych (zaraz po wybuchu II Wojny Światowej Arvoy przeniosła się z Paryża do Stanów Zjednoczonych, gdzie później Corday odniosło największe sukcesy). W 2006 roku siostra, brat oraz kuzyn Blanche Arvoy postanowili przywrócić markę Jovoy do życia. Pod kierownictwem niejakiego Francoisa Henina – wielkiego entuzjasty pachnideł – powstało najpierw siedem pachnideł na klasyczne tematy (Les 7 Parfums Capitaux).  Następnie w 2010 roku otworzył on w Paryżu – pod tą samą marką – perfumerię oferującą rzadkie, niszowe pachnidła. Miejsce to obecnie aspiruje do roli głównej i najważniejszej perfumerii niszowej i artystycznej w Paryżu. Stworzona i prowadzona przez prawdziwych miłośników perfum, oferująca niszowe i artystyczne marki. Nic więc dziwnego, że ich własna, zupełnie nowa linia perfum, zaprezentowana w 2011 roku, jest tak udana i stała się bliska miłośnikom niszy na całym świecie. Od niedawna zapachy wskrzeszonego Jovoy Paris można testować i nabyć także w warszawskiej perfumerii Quality Missala.

Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, warsztatowym zapleczem dla Jovoy jest słynne Robertet – francuska firma znana z produkcji doskonałej jakości ingrediencji naturalnych, a także pozyskiwania z nich coraz szerzej stosowanych w perfumerii izolatów. Naturalną konsekwencją profilu firmy jest zatrudnianie doskonale wykwalifikowanych perfumiarzy, nie tylko po to, by oceniali jakość produkowanych substratów, ale by pracowali nad kompozycjami perfumeryjnymi na zamówienia zewnętrznych zleceniodawców, np. właśnie Jovoy Paris.

Dziś mam nie lada przyjemność opisania pięciu pachnących kompozycji Jovoy Paris, które okazały się na tyle udane i interesujące, że polecam je nie tylko znawcom niszy, ale także tym osobom, które chciałyby rozpocząć swoją fascynującą przygodę z perfumami niszowymi i artystycznymi. Te zapachy mogą być doskonałym i całkiem „bezbolesnym” wprowadzeniem w świat pachnideł niezwykłych, tematycznych, rozbudzających wyobraźnię, budzących prawdziwe emocje. Nie należą one do woni trudnych w odbiorze. Przeciwnie – są bardzo wdzięcznym materiałem do testów.

La Liturgie des Heures – Liturgia Godzin

Ukochany przez wielbicieli niszowych pachnideł temat kadzideł, tak niesamowicie i wielowymiarowo przedstawiony swego czasu przez Comme des Garcons (a także niezwykle twórczo rozwijany przez Oliviera Durbano), tu potraktowany został z arcymistrzowską inwencją. Powiem krótko – od pierwszych do ostatnich sekund trwania La Liturgie des Heures na skórze czuję, że to dzieło bardzo kompetentnie zrobione. Jacques Flori – odpowiedzialny m.in. za pachnidła marki Etro – to fachowiec pierwszej klasy. Połączył on kadzidło olibanum oraz mirrę z nutą iglakową (cyprys – tu niesamowicie naturalnie pachnąca esencja), uzyskując w ten sposób zapach zaskakująco lekki, świeży – mimo kadzidła przecież. Zrobił to w podobny sposób, jak Christopher Sheldrake w fantastycznym L’Eau Froide Serge’a Lutensa. Chłodna, lekko cytrusowa natura żywicy olibanum w sposób naturalny połączyła się tu z pinenami obecnymi w żywicy cyprysa, podobnie jak połączyła się z mentolem u Lutensa. W efekcie Liturgia pachnie bardzo wyraźnie i długo cyprysem, spod którego naprawdę leniwie wyłania się kadzidlane centrum, któremu ciepła dodaje labdanum. Perfumiarz utrwalił zapach piżmami, dzięki którym akord kadzidlano-żywiczny trwa na skórze przez długie godziny finiszując ciepłą, żywiczną wonią mirry. Mimo bardzo dosłownej nazwy, La Liturgie… to typ kadzidlaka wcale nie tak bliski liturgicznym skojarzeniom, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Poza tym to najjaśniejszy punkt opisywanej kolekcji Jovoy.

Jovoy Liturgie

nuty głowy: świeże, zielone, cyprys

nuty serca: kadzidło (olibanum), czystek (labdanum), mirra

nuty bazy: piżmo

twórca, rok: Jacques Flori, 2011

L’Enfant Terrible – orientalny niszowiec

Kompozycja znana już co do treści z dzieł m.in. Serge’a Lutensa (Feminite du Bois) czy Parfum d’Empire (Aziyade). W wykonaniu Jacquesa Flori’ego pięknie i harmonijnie zrównoważona (dużo lepiej niż wspomniane pachnidło Marca-Antonio Corticchiato), z idealnie dobranymi proporcjami przypraw (gałka, kolendra, kminek) i nut owocowych, w tym daktyla. Całość – nad którą w pierwszych kwadransach unosi się świeża, lekko mentolowa aura – zbudowana została na solidnym drewnianym rusztowaniu złożonym z esencji sandałowej i cedrowej. Dzięki piżmu woń nabrała głębi i spaja się pięknie oraz na długo ze skórą. Ewolucja zapachu jest dość ewidentna – od wibrującego przyprawami akordu głowy, przez akord serca suszonych owoców, aż po drzewną bazę. L’Enfant Terrible jest po idealnym niszowym zapachem z gatunku orientalno-drzewnego, a jego noszenie to czysta rozkosz. Doprawdy świetna rzecz. Zapach tak doskonały, że naprawdę nie ma się tu do czego przyczepić, no może poza tym, że to już było. Ale co z tego? Pięknych pachnideł nigdy dość. Wiem coś o tym! 🙂

jovoy L Enfant

nuty głowy: gałka muszkatołowa, kolendra, kminek

nuty serca: drzewo pomarańczowe, daktyle

nuty bazy: piżmo, sandałowiec, cedr

twórca, rok: Jacques Flori, 2011

Les Jeux sont Faits – mieszanka bardzo męskich aromatów…

Rozpoczyna go mocny, bogaty, wieloskładnikowy, zatykający dech akord, w którym obok dość oczywistych cytrusów wyczuwam nutę pachnącej lekko miodowo tabaki, czy raczej lekko wilgotnych liści szlachetnego tytoniu. Tu przyznam, że to jedna z najlepszych nut tytoniowych, jakie dotąd spotkałem. Otwarcie jest zaiste piękne i przez pierwsze kilkadziesiąt sekund kojarzy mi się z klimatami w typie klasycznego Dolce & Gabbana Pour Homme, ale to nie trwa długo. Już po kilku minutach zapach przeobraża się w bardziej niszowym kierunku, a wzbogacona kminem i suszonymi owocami (na wzór Arabie S. Lutensa) tabaka zaczyna grać pierwsze skrzypce. Ten centralny akord pachnie bardzo męsko, rzekłbym samczo i dość długo. Finisz to głównie słodkawo i skórzanie pachnące labdanum. Zapach zdecydowany, esencjonalny, ciepły i otulający, na którym unosi się tytoniowa aura. Idealny kandydat na męskiego towarzysza słotnych jesiennych dni, które już za pasem…

Jovoy Les Jeux

nuty głowy: angielski gin, dzięgiel, kandyzowane i suszone owoce, akord kubańskiego rumu

nuty serca: liście brązowej tabaki, kmin

nuty bazy: drewno sandałowe, labdanum, skóra, wanilia i paczula

twórca, rok: Dorothée Piot, 2012

Ambre Premier – ambra… po prostu ambra

Każda szanująca się kolekcja niszowej marki powinna zawierać zapach ambrowy. Piszę to z przymrużeniem oka, bowiem znam kilka kolekcji, które tematu ambrowego nie podjęły, a na miano szanujących się jak najbardziej zasługują. Ale trzeba przyznać, że Michèle Saramito postarał się, by Ambre Premier nie nudził, co wcale nie jest takie oczywiste. Temat bursztynu w perfumach został już wg mnie dawno temu wyeksploatowany, choć ambra w tym rozumieniu ma przecież szerokie grono wielbicieli. Tu dzięki wzbogaconemu w cytrusy intro oraz inkorporowaniu evergreena w postaci duetu róży i paczuli udało się uzyskać pewną żywość, wibrację. Musze dodać, że ja już gdzieś wąchałem taką „wariację molekuł”, nie pomnę jednak, cóż to było. Może i lepiej. Poza tym nie oszukujmy się – robiąc zapach ambrowy nie sposób mimo wszystko uniknąć ewidentnych powtórzeń i skojarzeń, podobnie jak to jest w przypadku eau de cologne. Mało jest z kolei tak niesamowitych przypadków gdy zapach ambrowy zachwyca unikatowością – ja na szybko kojarzę tylko trzy – Ambre Sultan S. Lutensa, Ambre Fetiche Annick Goutal (twórca: Isabelle Doyen) oraz L’Air du Desert Marrocain Andy’ego Tauera. Jeżeli ktoś lubi ten gatunek – będzie z Ambre Premier co najmniej zadowolony. Dla mnie to to po prostu kolejna ambra…

Jovoy-AmbroPremier-1

nuty głowy: akord cytrusowy, akord przypraw

nuty serca: róża

nuty bazy: paczula, ambra, wanilia

twórca, rok: Michèle Saramito, 2011

Private Label – dymny, wetiwerowy

Dla mnie wetyweria to typowy niszowy temat. Szczególnie gdy przedstawiony w sposób gęsty, dymny, lekko wilgotny – tak jak zrobił to swego czasu słynny Lorenzo z Florencji zwany Villoresim lub jak uczynili to rzymscy mistrzowie z Profvmvm w postaci Fumidusa czy amerykański duet D.S.&Durga w swym niebywale pięknym Cowboy Grass. Właśnie temu ostatniemu zapachowi najbliższy jest moim zdaniem Private Label. Piękne, nostalgiczne i mocno naturalne ujęcie esencji korzenia wetywerii, lekko dymne, lekko wilgotne, roślinne. Znajduję tu jego połącznie z innym składnikiem, który bardzo lubię – papirusem. To on dodaje tej suchej dymności, goryczki. Z kolei paczula przydaje egzotycznej, orientalnej – no dobrze – indyjskiej głębi. Umieszczenie w bazie labdanum dodatkowo wzmaga efekt skórzanej aury zapachu, zaś sandałowiec przytwierdza go do skóry na długie godziny. Piękny, snujący się, nieco wzniosły i tajemniczy zapach dla wielbicieli woni palonej, lekko nadgniłej jesiennej ściółki leśnej, do których ja absolutnie i bezwzględnie się zaliczam (tzn. nie palę (nic!), ale jak już ktoś pali, to i powącham chętnie…). Mam jednak jedno ale. Ogromna szkoda, że Private Label dużo lepiej pachnie na papierku testowym, niż na mojej skórze. Szczerze mówiąc naprawdę mnie to zmartwiło, ale cóż zrobić – widocznie nie jesteśmy sobie pisani.

Jovoy-PrivateLabel-2

nuty głowy: papirus, turzyca (absolut)

nuty serca: wetiwer, skóra, paczula

nuty bazy: czystek (labdanum), sandałowiec

twórca, rok: Cecile Zarokian, 2011