Aether – perfumy molekularne

Wszystko zaczęło się od Comme des Garcons. Awangardowa marka kierowana przez Rei Kawakubo i Christiana Astuguevieille’a zaprezentowała w 1998 roku słynny Odeur 53 – zapach skomponowany z 53 wyłącznie syntetycznych, nieorganicznych składników.

W 2000 roku pojawił się – w ramach rozwinięcia tematu – Odeur 71. Kontynuacją kierunku była seria Synthetic z 2004. Ale to w roku 2006 rozpoczął się prawdziwy hype wokół syntetycznych molekuł perfumowych, a to za sprawą debiutu Escentric Molecules Gezy Schöna. Genialny w swej prostocie pomysł, by zamiast kompleksowych wieloskładnikowych kompozycji zaproponować doświadczenie jednowymiarowe, zapach jednej aromamolekuły, perfumy w istocie nie będące perfumami w dotychczasowym pojęciu. Obok tego by przedstawić kompozycję perfumeryjną z istotnym udziałem owej molekuły. Sukces tego projektu wyniknął moim zdaniem z tego, że jako pierwszą wykorzystano rzeczywiście zupełnie niesamowicie pachnąca i mającą niezwykłe właściwości olfaktoryczne ISO E SUPER. Kolejne – Ambroxan, octan wetywerylu i wreszcie Javanol, same w sobie nie są już tak spektakularne. Ale drzwi zostały otwarte i kolejne marki wybrały tę samą lub bardzo podobną drogę np. Nomenclature prowadzona przez Karla Bradla – współwłaściciela nowojorskiego Aedes de Venustas. Urokowi koncepcji prostych syntetycznych formuł uległ też słynny szwajcarski perfumiarz niszowy Andy Tauer, ale zrobił to na swój wyjątkowy sposób. Jego trio Pentachords: White, Aubrun i Verdant, z których każdy złożony z zaledwie pięciu składników, choć okazało się komercyjną klapą, było w istocie moim zdaniem najbardziej kreatywnym i najbardziej udanym podejściem do tematu. Andy zdradził mi niegdyś, że odsprzedał formuły i prawa do nich Rosjanom, a sam zaprzestał ich wytwarzania. Syntetyczny trend miał także duży wpływ na zapachową ofertę marki Zarkoperfum, na bardzo udaną kolekcję „pierwiastkową” marki Nu_Be (przemianowanej później na One of Those – Tracks for Humans), legł też u podstaw powstania Aether – marki dowodzonej przez Nicholasa Chabota, któremu zawdzięczamy wskrzeszenie legendarnego francuskiego domu perfumeryjnego Le Galion, będącego przecież absolutnym zaprzeczeniem filozofii, jaka stoi za Aether. Zapachy miałem ostatnio przyjemność przetestować dzięki uprzejmości perfumerii Tiger & Bear.

nicolas-chabot1-1
Nicholas Chabot

aether chabot

Większość zapachów głównej kolekcji (2016-2017) skomponowały perfumiarki z domu Flair Paris: Anne-Sophie Behagel i Amélie Bourgeois. Jedno z nich (Methaldone) jest autorstwa samego Rodrigo Flores-Rouxa (główny perfumiarz Givaudan, autor niezliczonych perfum, w tym wielu bestsellerów, jak choćby Black Cashmere Donny Karan czy Neroli Portofino Toma Forda). Perfumiarze stojący za Iconic Synthetics Collection (2018) nie są mi niestety znani. Kompozycje są złożone z kilku aromamolekuł, z których najważniejsze marka wyszczególnia w oficjalnych materiałach.

Aetheroxyde – woń eteru

Eteryczne, lekko kwaskowe, owocowe otwarcie (octan etylu) łagodnie przechodzące w abstrakcyjny, neo-drzewny akord zbudowany z dwóch aroma-molekuł – gwiazd współczesnej perfumerii: Ambroxanu i ISO-E-SUPER. Oba składniki od lat są dosłownie wszechobecne w perfumach, zwykle w sowitych ilościach, a każdy z nich ma do spełnienia inną rolę w kompozycji. Ambroxan  – w naturze jeden z głównych składników naturalnej szarej ambry, w przemożny sposób decydujący o jej aromacie – zwykle utrwala i pogłębia, dodaje zmysłowości, wiąże se skórą, podczas gdy świetlisty, neo-drzewny ISO-E-SUPER przydaje projekcji, obecności, wibrującej i aksamitnej aury. Tu zostały sparowane, a co z tego wynikło, to zapach eteryczny, zapach duch, niedookreślony, przedziwny, im dłużej obecny na skórze, tym bardziej magnetyzujący i hipnotyzujący, a także w jakiś niewytłumaczalny sposób uzależniający…

iso_e_super_structure.svg

główne ingrediencje: octan etylu, Ambroxan, ISO-E-SUPER

 

Citrus Ester – molekularna kolońska

Niezwykle intensywny kwaśno-cytrusowy początek stopniowo przechodzi w akord o wciąż nieco cytrusowym, ale też mającym pewną głębię charakterze. Lekko owocowy, utrwalony na skórze przypomina dominującą nutę aktualnej wersji klasycznego Pour Homme Dolce & Gabbana. Dokładnie tak! Raczej więc męski, neo-koloński, bardzo trwały – reasumując całkiem udany zapach o solidnej projekcji. Magia molekuł tym razem w służbie minimalistycznego, ale jakże efektownego zapachu kolońskiego. Warto wspomnieć, że wymienione w składzie Firascone to syntetyczna aroma-molekuła produkcji Firmenich pachnąca różano-owocowo-szafranowo, stanowiąca doskonałe zastępstwo dla wystepujących naturalnie w esencji różanej Damascones. Rhubafuram zaś pachnie… rabarbarem oczywiście.

Grapefruits with leaves on a wooden table.

główne ingrediencje: metyl grejpfrutowy, Firascone, Rhubafurane

 

aether bottles

Carboneum – neoprenowe fougere

Intro to nuta plastiku wpadająca w migdałowo-tonkowe amaretto (benzoesan metylu). Z czasem przechodzi w powszechnie spotykany w męskich (i nie tylko) perfumach aromat kumaryny, mnie kojarzący się np. z sygnaturą czarnego Adidasa, ale nie tylko, bo także wieloma innymi pachnidłami w gatunku szeroko rozumianego fougere.  Timberol pachnie ambrowo i nieco drzewnie, Globanone to z kolei syntetyczne piżmo, Suederal pachnie bardzo intensywnie zamszem/ skórą. Carboneum jako całość pachnie więc – nie będzie to odkryciem – jak mieszanka powyższych ingrediencji, przy czym ich proporcje oraz krzywe parowania (evaporation curve) determinują zachowanie na skórze, a nawet – co mogłoby się wydawać w przypadku tak krótkich i całkowicie syntetycznych formuł niewiarygodne – ewolucję, czyli zmiany dominujących aromatów w funkcji czasu. I tak też jest w przypadku Carboneum – kulinarny migdałowo-plastikowy (neoprenowy jak chciał Nicolas Chabot) początek przechodzi w męski, kumarynowy akord serca, który takim pozostaje już do końca. Takie niedopowiedziane, neoprenowe fougere.

methyl_benzoate_200.svg

główne ingrediencje: benzoesan metylu, Suederal®, Timberol®, Globanone®

 

Rose Alcane

To oczywiście zapach z różą w centrum. Ale jest to róża inna – początkowo nieco jakby plastikowa, później zielona i metaliczna. Tak jak tlenek różany który niepodzielnie rządzi w tej kompozycji i chyba niewiele więcej. To jednak w zupełności wystarczy. Róża jaka jest (jak pachnie) każdy przecież czuje. Ale ta pachnie jednak nieco inaczej….

hand-forged-wrought-iron-red-metal-rose-_57 (4)

główne ingrediencje: tlenek różany, Oxane

 

Muskethanol – wdzięcznie owocowy

To jedna z najefektowniejszych i najwdzięczniejszych propozycji Aether. Dzięki połączeniu owocowej nuty davany i pachnącego przyprawą curry nieśmiertelnika z owocowo-kwiatowym (róża) damascenonem oraz magicznymi molekułami ambrowego Cetaloxu (czyli de facto Ambroxu zwanego też Ambroxanem) i piżmowego Muscone otrzymano bardzo charakterystyczny owocowy aromat z subtelnymi kwiatowymi odcieniami, któremu zmysłowości, głębi i trwałości dodają wspomniane molekuły ambrowe i piżmowe. Na samym początku pachnie trochę jak gęsty i mocny likier porzeczkowy, z czasem ocieplaj się i osadza na skórze, spaja się z nią bardzo skutecznie i na długie godziny ciesząc naprawdę świetną, niby nie jakoś przesadnie oryginalną, ale jednak bardzo satysfakcjonująca zapachową sygnaturą. Muskethanol jest jednym z niewielu (a może nawet jedynym) zapachem z oferty Aether pachnącym jak pełnoprawne perfumy. Najmniej też w nim eksperymentu i próby zaskoczenia jakąś nietypową zbitką zapachową. Jednak broni się sam znakomicie – poprzez swój charakter i wdzięczną egzekucję tematu. Wszystko to razem czyni z niego mojego ulubieńca pośród zapachów tej marki. I jakkolwiek uważam go za – jak właściwie każdy Aether – za pachnidło uniseksowe, tak mam podejrzenia, że na kobiecej skórze może on robić dużo większe wrażenie.

główne ingrediencje: nieśmiertelnik, davana, damascenon, Cetalox, Muscone

 

Methaldone – zapach wnętrza promu kosmicznego

Zaraz po otwarciu włazu do promu kosmicznego czujemy metaliczną woń, zapach rozgrzanego metalu, nagrzanych wiązek kabli w otulinie z tworzyw sztucznego. Rodrigo Flore-Roux podjął wyzwanie odtworzenia tego zapachu bazując na relacjach astronauty, który powrócił z międzynarodowej stacji kosmicznej. Użył tu wyłącznie tzw. captives, czyli molekuł produkowanych i opatentowanych przez firmę Givaudan, na użycie których ta ma wyłączność. Wśród nich pachnąca palącym się metalem ROSYRANE®, słodko-metaliczny akord zbudowany z AMBERMAX®, SILVANONE® i BOISIRIS ®.

Methaldone to zdecydowanie jeden z najbardziej niezwykłych zapachów w ofercie Aether. Absolutnie futurystyczny, nieziemski, kosmiczny.

główne ingrediencje: Belambra, Ambermax®, Silvanone®, Boisiris®, Rosyrane®

space shuttle

Celluloid – pachnieć jak taśma filmowa

To z pewnością jeden z najtrudniejszych w odbiorze i najbardziej wizjonerskich i odważnych zapachów Aether. W założeniu miał pachnieć tak, by „zadowolić Andy Warhola”, który rzekomo mówił: „Kocham LA. Kocham Hollywood. Wszyscy są tu plastikowi. Ale ja kocham plastik. Też chce być plastikowy.” Faktycznie Celluloid pachnie przedziwnie i można ten zapach nazwać plastikowym.

Początek jest lekko jakby kwaskowy, syntetycznie drzewny, czuję echa ISO-E-SUPER. Ale to przez chwilę. Zaraz potem gdzieś spod spodu dość szybko wydobywa się lekko gumowa, lekko skórzana nuta, na przemian z czymś jaśniejszym, zielonym i lekko musującym. Trudnym do opisania. W bazie Celluloid pachnie nieco gumowo. Jako całość po lepszym poznaniu zaczął mnie przekonywać. Jest intrygujący, inny, ewoluuje na skórze, zaskakuje w tym czasie. Bardzo trudno jest go jakoś zakwalifikować. Ja nazwałbym go neo-drzewnym z subtelnym akcentem zielonym i lekko gumową głębią.

W składzie Celluloid znajdziemy niesamowicie ważne z punktu widzenia perfumerii molekuły, z których jedna stanowią nieodzowny budulec akordu fiołkowego: beta ionone (drzewny, słodki, owocowy, przypominający zielone jagody), druga zaś jest nieodzowna w akordzie irysa, ale także i fiołka (alpha irone), a jej woń opisuje się jako drzewną, jagodową, kwiatową i pudrową. Ma bardzo intensywny aromat, w związku z czym używa się jej zwykle bardzo mało (średnio 0,2%).

film reel

główne ingrediencje: octan etylu, ionone beta, irone alpha, ISO-E-SUPER, Cashemran

 

Iconic Synthehtics Collection

To kolekcja czterech pachnideł w których głównymi składnikami są legendarne i od lat powszechnie stosowane w perfumerii aromamolekuły: ISO-E-SUPER, Cashmeran, Ambroxan i Aldambre. Zapachy te można używać indywidualnie, a także dowolnie łączyć ze sobą. Można je również łączyć ze swoimi ulubionymi „tradycyjnymi perfumami”, a efekty tych eksperymentów mogą być bardzo ciekawe i zaskakujące. Marka zachęca więc do kreatywnego podejścia do używania perfum.

 

Supaer

Już sama nazwa jest pewną podpowiedzią. Tak, głównym bohaterem Supaer jest ISO-E-SUPER. Nic dziwnego. Jest go bowiem w formule aż 90%, czyli – o ile dobrze pamiętam – tyle samo, co w słynnym Molecule 01 Escentric Molecules. Kto więc poszukuje alternatywy dla „dzieła” Gezy Schöna, ten nie musi już dalej szukać. Niemniej oba zapachy różnią się w fazie początkowej. Supaer wyposażono w metaliczną nutę otwarcia (tlenek fenylu), której z Molecule 01 nie znajdziemy, a którą trzeba „przeczekać” (nie jestem fanem takich nut w perfumach), by w pełni cieszyć się niezwykłą, neo-drzewną, aksamitną, na przemian pojawiającą się i znikającą nutą ISO-E-SUPER. W sumie to należy się Aether uznanie, że nie poszli na totalne skróty i nie skopiowali po prostu Molecule 01.

1200px-rosenoxide.svg

główne ingrediencje: ISO-E-Super (90%), octan etylu, tlenek fenylu, octan metanylu 

 

Hypaer

Kompozycja syntetycznie drzewna zdominowana przez jedną z najpopularniejszych aromamolekuł dodawanych do większości współczesnych perfum, nie tylko drzewnych, ale także i kwiatowych. Mowa o słynnym Cashmeranie, który swego czasu zrobił elitarną furorę poprzez – faktycznie niesamowite jak na swój czas – Black Cashmere Donny Karan (nosa Rodrigo Flores-Rouxa). Początek zaskakuje oryginalnym, nieco ziemistym akordem, w którym rzeczony cashmeran (sam w sobie ma pewną ziemistość i będę się tej wersji kurczowo trzymał) łączy się z zielonym piżmem oraz roślinnym piżmem Ambrettolide dając ciekawy efekt –  pachnący wilgotną ziemią po deszczu. Zaraz potem cashmeran przejmuje rolę główna wspomagany przez  sucho-drzewny Kephalis (pamiętacie męskie Gucci Rush?  Tam Kephalis rządzi.). Wszystko to utrwalone Amberwood. Całkowicie abstrakcyjny zapach drzewny, dzięki zastosowaniu naprawdę efektownych aromamolekuł w odpowiednich proporcjach naprawdę ciekawie pachnący, z subtelną ewolucją na skórze. Jeden z moich ulubieńców w kolekcji.

główne ingrediencje: Cashmeran, Triplal, Kephalis, Amberttolide, Piżmo T (zielone piżmo), drzewna ambra

aether iconic

 

Xtraem

Tak jak Supaer jest swego rodzaju odpowiedzią na Molecule 01 tak Xtraem to odpowiednik Molecule 02. Chodzi oczywiście o dominujący w obu zapachach Ambroxan, molekułę w naturze budująca woń szarej ambry. Ta zmysłowa, ciepła i dodająca głębii nuta została tu utrwalona piżmami oraz ozdobiona słynną Hedione tu w wersji High Cis. Pachnąca jaśminem, świeża i mocno projektująca stanowi tu przeciwwagę dla kilku molekuł mających zdecydowanie wyższy ciężar cząsteczkowy. Hedione jest bardzo ulotne i wpływa na charakter zapachu jedynie na pierwszym etapie zaraz po aplikacji na skórę. W formule znalazł się jeszcze Irotyl, pachnący lekko owocowo, lekko ziołowo, w kierunku kłącza irysa czy ziarna marchwi. Przyznam, że Jako całość Xtraem mnie nie przekonał i pozostaje chyba najmniej ciekawy zapachem w ofercie Aether.

cashmeran.svg

główne ingrediencje: Ambroxan (50%), Globalide, Exaltolide, Hedione High Cis, Irotyl, 

 

Ultrae

Na początku w nozdrza uderza woń rozgrzanego metalu, pachnąca niczym gorące żelazko. To Aldamber – aldehydowa molekuła o zapachu sucho-drzewnym i nieco ambrowym tu zmieszana z metalicznym tlenkiem różanym. Przez jakiś czas ta lekko dusząca aldehydowa  woń trwa, ale powolutko spod niej wyłania się coś nowego. Ultrae może początkowo nieco szokować, a nawet przeszkadzać, budzić kojarzenia z wonią lizolu, czy generalnie szpitalnej sali.  Z czasem jednak przechodzi na skórze niesamowitą metamorfozę finiszując bardzo trwałym i tyleż przyjemnym, co trudnym do opisania aromatem. Podejrzewam, że jest on wypadkową połączenia piżm. Tonalide pachnie ciepło i lekko piżmowo-owocowo, zaś Habanolide ma mydlany i kwiatowy aromat. Razem tworzą bardzo ładnie pachnącą kompozycję. Ultrae mimo groźnej nazwy to jedna z przyjemniejszych niespodzianek w ofercie Aether.

główne ingrediencje: Aldambre, tlenek różany, Habanolide, Tonalide

aether iconic 2

Zapachy Aether to wg mnie całkiem udana próba dowartościowania syntetycznych aromamolekuł jako niezależnych od natury bytów stanowiących świetne tworzywo do komponowania perfum o niespotykanych dotąd aromatach. Ingrediencje, które na codzień w sposób powszechny są używane dla nadania współczesnym perfumom (ale nie tylko – bo także detergentom, kosmetykom) kolorów, odcieni, wreszcie czysto użytkowych cech, jak projekcja, sillage, trwałość, tu grają pierwszoplanowe role. Zwykle z powodzeniem. Ale by naprawdę poznać ich urodę, trzeba koniecznie dać im szansę na skórze i to przez dłuższy czas. One potrzebują czasu, by osiąść i przejść zaplanowane metamorfozy od zwykle dość dziwnych, często jakby dysonansowych początków po zaskakujące, oryginalne, a nawet i magnetyzujące finisze. Ważne więc, by nie testować ich wyłącznie na papierkach testowych, i by nie wyrabiać sobie opinii o nich tylko na bazie pierwszego wrażenie, bo to  szczególnie w przypadku zapachów Aether kardynalny błąd. One potrzebują koniecznie ciepłoty i chemii skóry ludzkiej, by się „uruchomić” i oczarować abstrakcyjnym zapachem. I o tym trzeba koniecznie pamiętać testując te zapachy.

 

 

 

Voyage d’Hermes – jedyna taka podróż

Obok Terre d’Hermes i Ogródków Hermesa Voyage d’Hermes to dla mnie wciąż największe osiągnięcie Jean-Claude’a Elleny z czasu, gdy pracował dla tej francuskiej marki. Właściwie, to po Voyage (głównie w wersji edp, aczkolwiek także edt) sięgam równie chętnie i często, co po Terre.

Voyage d’Hermes 

Voyage w wersji eau de toilette łączy w sobie elementy bardzo charakterystyczne dla J.C. Elleny, które ten zawarł w swych wcześniejszych – skądinąd znakomitych – dziełach. Delikatne nuty zielonej herbaty znane z Bvlgari Eau Parfumee au The Vert, chłodna przyprawowość kardamonu, znana z genialnego Declaration Cartiera oraz drzewno-piżmowy finisz, oparty na przedawkowaniu aksamitnego transparentno-drzewnego Iso-E-Super, którego maksymalistycznym użyciem mistrz popisał się wcześniej choćby we wspomnianym Declaration, ale także i w Terre czy w niszowym Poivre Samarcande. To wszystko połączone i „zremiksowane”, dodatkowo całkiem wyraźnie pokropione cytryną znajdziemy w Voyage – olfaktorycznej  podróży po arcydziełach Mistrza. Voyage eau de toliette jest lekki i zwiewny, ma nienachalną projekcję, trzyma na skórze dłużej, niż się wydaje, co jest za pewnie zasługą Iso E Super.

Charakterystyczny, wibrujący, rześki, świeży, niezwykle przyjemny i jednocześnie zupełnie niebanalny Voyage d’Hermes wydaje się w najpełniejszy sposób oddawać stylistykę i sygnaturę J.C. Elleny i jego przekonanie o tym, że perfumy nie mają płci. Oto uniseks doskonały, z którego zarówno perfumiarz, jak i marka, mogą być dumni. To także jedno z najbardziej słonecznych i pozytywnie oddziałujących na mnie pachnideł. Absolutnie niezbędny element mojej perfumowej kolekcji.

chapter_Voyage_d_Hermes_4

nuty głowy: cytryna, przyprawy, kardamon

nuty serca: herbata, nuty zielone, nuty kwiatowe

nuty bazy: nuty drzewne, piżmo

perfumiarz: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2010

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

 

Voyage d’Hermes Pure Parfum

Pure Parfum to bardziej skoncentrowane, pełniejsze i bogatsze w nuty wcielenie Voyage d’Hermes. Otwiera się znanym z eau de toilette akordem pieprzowo-kardamonowym, tyle że wyraźnie zagęszczonym, z przytłumionymi w stosunku do protoplasty cytrusami. Od pierwszej chwili czuć też coś, czego nie znajdziemy w poprzedniku – różę. Charakterystyczna dla obu wersji chłodna przyprawowość ma tu w sobie dodatkowo lekko słoną poświatę. Zapach ewoluuje dość subtelnie, przechodząc od głównego, przyprawowo-kwiatowego tematu do drzewno-ambrowej bazy, do samego końca utrzymując swoją sygnaturową nutę.

Voyage d’Hermes Pure Parfum to idealny zapach całoroczny, raczej formalny, niezwykle elegancki, oszałamiający natychmiast wyczuwalną jakością składników, luksusem i nutą transparentnej czystości. Nie narzucający się, ale z pewnością zwracający uwagę. Piękny, bardzo Ellenowski i bardzo Hermesowy.

To jedno z niewielu pachnideł, w których czuję się doskonale od pierwszej do ostatniej sekundy trwania na skórze, i po które regularnie sięgam. Co mnie w nich urzeka? Unikatowa i zapadająca w pamięć woń – połączenie elegancji z intrygującą oryginalnością – oraz absolutnie fenomenalne parametry, co w przypadku zapachów Hermesa nie jest – niestety – regułą. Voyage d’Hermes Pure Parfum ma więc raczej niezagrożoną pozycję w moim prywatnym rankingu Top 10.

HERMES - VDH parfum 1 Temitchellfeindberg

nuty głowy: cytryna, przyprawy, kardamon

nuty serca: róża, Hedione, herbata, nuty zielone, nuty kwiatowe

nuty bazy: nuty drzewne, piżmo, ambra

perfumiarz: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2012

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0/ projekcja: 4,5/ trwałość: 5,0

Terre d’Hermes – między niebem a ziemią

Tak opisywałem Terre d’Hermes w 2009 roku, czyli mniej więcej 3 lata po jego premierze:

„piątek, 13 lutego 2009

BRYLANT na perfumeryjnych półkach. A raczej krzemień….

To zupełnie indywidualna, nowa dla mnie kategoria zapachu – woń wilgotnej ziemi, minerałów, trawy, ziół – zapach bardzo wytrawny, wspaniale trwały, nie duszący, nie narzucający się, oryginalny, klasa sama w sobie. Ktoś tak pachnący musi zwrócić uwagę otoczenia i zafrapować. I tak właśnie działa – sam się o tym przekonałem.  Charakterystyczna jest jego jakby transparentność, czystość oraz deklarowany przez twórcę minimalizm. Ellena konsekwentnie realizuje swą wizję ograniczania liczby składników używanych do stworzenia perfum i Terre jest na to doskonałym przykładem. Jeśli pokusić się o jakieś porównanie, to uważam że jest to rozwinięcie koncepcji, jaką Jean-Claude Ellena zaprezentował w swoim wcześniejszym Declaration Cartiera, tyle że tamten był jakby bardziej kwiatowy, zaś Terre jest mineralny, krzemienny. No cudo po prostu. Na osobną pochwałę zasługuje flakon – przepiękny i w sposób nierozerwalny związany z charakterem zapachu i jego kampanią reklamową. Reklama to mistrzostwo smaku i dobrego gustu (można ją znaleźć na YouTube). Pomysłowa „nakrętka” zaskakuje. Całość to dzieło sztuki. Bez najmniejszych wątpliwości. Owacje na stojąco dla HERMESa i Elleny!”

Czy z perspektywy czasu coś bym w tej impresji sprzed lat zmienił? Z pewnością nie. Dokładnie pamiętam moja ekscytację, gdy po raz pierwszy, zaintrygowany niebanalnym designem flakonu, sięgnąłem po tester Terre d’Hermes w perfumerii. To był jeden z tych rzadkich momentów w życiu perfumowego maniaka, gdy doznaje on uczucia olfaktorycznej podróży  w piękne i zupełnie wcześniej nieznane rejony. Byłem zachwycony! Terre był wówczas czymś absolutnie nowym i – jak się okazało później – bardzo szybko stał się przedmiotem naśladownictwa, który wprowadził do perfumerii nuty mineralne i rodzaj wibrującej drzewności dotąd naszym nosom nieznanej.

jean-claude-ellena-redefining-luxury_2

Jean-Claude Ellena wielokrotnie podkreślał swój ogromny szacunek i podziw dla Edmonda Roudnitski, twórcy m.in. genialnego Eau Sauvage. Sam wszakże stworzył coś na miarę tamtego zapachu. Coś nowatorskiego, ponadczasowego i wyznaczającego nowe trendy, a jednocześnie zdobywającego szeroką rzeszę wielbicieli. Od premiery minęło 10 lat, a Terre d’Hermes wszedł już do kanonu męskich perfum i zostanie tam po wsze czasy. Tak samo jak Eau Sauvage.

Jak pachnie Terre? Cytrusowo, kwiatowo, mineralnie (nutą prochu strzelniczego), drzewnie. Początkowy charakterystyczny, lekko gorzki akord cytrusowy z dominującą nutą grejpfruta, nieco osłodzoną esencją z pomarańczy, łagodnie przechodzi w sygnaturowe serce zbudowane z połączenia geranium i nadającemu całości projekcji i lotności mieszance różowego i czarnego pieprzu. Dochodzące ze spodu drzewne nuty wetywerii, paczuli i cedru budują wraz z geranium ten niezwykły, natychmiast rozpoznawalny akord Ziemi Hermesa. Ale nie byłby on tak specyficzny i tak żywy, gdyby nie bardzo odważne zastosowanie molekuły Iso E Super, która stanowi aż 55% formuły, a której magiczne działanie Jean-Claude Ellena od lat wykorzystuje w swych kreacjach.

Zapach jest idealnie zbalansowany. To prawdziwy techniczny majstersztyk. Ma doskonale dostrojoną moc, projekcję i trwałość. Pozostawia za sobą intrygujący i bardzo elegancki ogonek zapachowy przez większość dnia, jednocześnie nie dominując osoby noszącej, ani tym bardziej otoczenia. Ze względu na swój chłodny (brak nut ciepłych i otulających) i nieco dystansujący charakter oraz wibrującą aurę, Terre jest pachnidłem raczej formalnym, dziennym, doskonałym do biura i na spotkania biznesowe i jako taki sprawdza się znakomicie, co docenili mężczyźni na całym świecie.

W swym minimalizmie i umiarze, w idealnym doborze niewielkiej liczby wyjątkowej jakości składników połączonych w precyzyjnych proporcjach Terre d’Hermes stanowi kwintesencję stylu Hermesa i  – co z tym nierozłącznie związane – perfumowej estetyki Jean-Claude’a Elleny.

Terre d’Hermes to niewątpliwie jedno z najważniejszych i najwspanialszych męskich pachnideł , jakie powstały w XXI wieku.

Ale Terre zachwyca nie tylko zapachem, ale także i niezwykłym flakonem, który zaprojektował Philippe Mouquet. Został on zbudowanym z wielu istotnych dla całej koncepcji elementów. Spód flakonu ma kształt litery H i jest zabarwiony na pomarańczowo (kolor Ziemi Hermesa). Emituje on pomarańczowe światło w kierunku zamkniętej we flakonie pachnącej cieczy. Ramiona flakonu pokryte zostały metalową płytką, w której, niczym z zwierciadle, odbija się niebo. Pachnąca zawartość butli rozpościera się więc pomiędzy niebem a ziemią. Dopełnieniem jest siodlarski ćwiek z logo Hermesa, stanowiący górną część atomizera oraz – bardzo oryginalny patent – opuszczana poprzez przekręcenie czarna zatyczka. Piękny i przemyślany design, jak na Hermesa przystało.

Marka regularnie wypuszcza limitowane edycje flakonu. Od stycznia 2017 roku dostępny jest w sprzedaży flakon ozdobiony wyjątkową, trójwymiarową grafiką autorstwa irlandzkiego artysty Nigela Peake’a. Grafika przedstawia miasto, jego centrum z drapaczami chmur, rozpostartymi pomiędzy ziemią Hermesa (spodem flakonu) , a niebem (ramionami). Poprzez umieszczenie części grafiki na przedniej ścianie flakonu, a części na tylnej, autor zyskał dodatkowy efekt trójwymiaru. Przy odpowiednim ustawieniu flakonu i zorientowaniu względem siebie obu jego ścianek w środku grafiki pojawia się literka H.

terre-graphics

nuty głowy: grejpfrut, pomarańcza

nuty serca: geranium, czarny i różowy pieprz

nuty bazy: paczula, wetyweria, cedr, benzoes, Iso E Super

perfumiarz: Jean-Claude Ellena

rok premiery: 2006

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 6,0/ projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

Geza Schön: cyniczny perfumiarz – outsider?

Przyznaje że jest niecierpliwy, leniwy i cyniczny. Dość nietypowe cechy jak na perfumiarza. Po części mogą one tłumaczyć jego zamiłowanie do krótkich formuł, które – wedle jego słów – są najatrakcyjniejsze i dają najlepsze, najbardziej spektakularne efekty zapachowe. W ustach twórcy, którego największym sukcesem komercyjnym są „perfumy” złożone z zaledwie jednej (!) aroma-molekuły, słowa te muszą brzmieć przekonująco…

GezaSchoen1

Geza Schön urodził się w niemieckim mieście Kassel. Jak twierdzi, w wieku 13 lat zaczął  kolekcjonować miniaturki męskich perfum i zapałał perfumową pasją do tego stopnia, że postanowił zostać perfumiarzem. Profesjonalne wykształcenie zdobył w perfumiarskiej szkole przy firmie Haarman & Reimer (obecnie Symrise). Później przez 12 lat pracował jako perfumiarz najemny, realizując zlecane projekty zapachowe (m.in. 3 pierwsze męskie pachnidła dla Clive’a Christiana). Po tym czasie – sfrustrowany korporacyjnym kierunkiem, w jakim zaczęła podążać jego firma, odszedł. Przeniósł się do Londynu, gdzie zrealizował swój pierwszy freelancerski projekt – Wode dla marki Boudicca. Dał w nim upust swojej wielkiej miłości do pewnej aromamolekuły, która kilka lat później miała uczynić go sławnym…

Freelancerski debiut czyli…

Wode (2001) to niezwykle oryginalne pachnidło, w którym perfumiarz połączył cytrusy, wibrujące nuty przyprawowe (kardamon, muszkat), esencję z jagód jałowca oraz zioła (szałwia, kolendra, arcydzięgiel) z akordem surowego opium oraz wyciągiem z trującej cykuty. Wszystko to osadził na żywicznej bazie i doprawił kastoreum. Jednak cichym bohaterem Wode jest Iso E Super użyta tutaj w ilości 65% (!), co zapewniło zapachowi migoczącą aurę, wibrację i mocną emanację. Powstało w dwóch wersjach – bezbarwnej i w kolorze niebieskim. Inspirowany farbą, jakiej do malowania barw wojennych używała Brytyjska Królowa Boudika, głęboki niebieski kolor perfum miał to siebie, że po kilku minutach znikał ze skóry, pozostawiając sam zapach. Pachnidło zostało zresztą bardzo oryginalnie zapakowane w puszkę – niczym farba w sprayu (z metalową kulką w środku do mieszania przez potrząsanie). Niedawno pojawiła się reedycja Wode w formie eau de parfum i nieco zmienionej formule i tradycyjnym prosty szklanym flakonie.

główne nuty: jałowiec, kardamon, arcydzięgiel, cykuta, akord opium, styrax, mech dębu, czystek, kastoreum

boudicca_wode_paint_1x1

Escentric Molecules czyli minimalizm doskonale skomercjalizowany

Naprawdę głośno zaczęło być o Schönie w 2006 roku, gdy przedstawił światu swoje pierwsze ekscentryczne molekuły (Escentric Molecules). Duet zapachów Escentric 01 i Molecule 01 (2006) narobił sporego zamieszania na rynku perfum niszowych i zdobył popularność, jakiej sam autor z pewnością się nie spodziewał. Owa tajemnicza „molekuła pierwsza” to nic innego jak wspomniane już Iso E Super – „konik” perfumiarza.

Iso E Super to aromamolekuła uzyskana w 1973 roku w laboratoriach International Flavors & Fragrances. Jest powszechnie  stosowana w perfumerii od wielu lat. Ten syntetyczny składnik zaliczany jest do ambrowo-drzewnych i posiada charakterystyczną, „transparentną”, drzewną woń. Spore ilości tej ingrediencji odnajdziemy m.in. w Fahrenheit Diora (25%), Declaration Cartiera (35%), Encre Noire Lalique (43%), Fierce for Men Abercrombie & Fitch (48%), Terre d’Hermes (55%).

Schön poszedł jeszcze dalej i w Escentric 01 użył aż 65% Iso E Super. Pozostałe składniki to esencja cytrynowa, różowy pieprz i irys (prawdopodobnie w formie molekuły alfa-ionone lub beta-ionone). Zapach jest z pewnością niecodzienny. Lekki, świeży, z początku pikantny, wibrujący molekułami, z wyczuwalnym z przodu pieprzem i trudnym do opisania aromatem magicznej molekuły Iso E Super w tle. By poznać ją naprawdę dobrze, wystarczy sięgnąć po Molecule 01, w którym zawartość Iso E Super sięga… 100%.

Geza Schön po latach wyznał, że zastosował tu oryginalną wersję Iso E Super produkcji IFF (International Flavors & Fragrances). Perfumiarz potwierdza, że dziś każdy producent aromamolekuł ma już w ofercie swoje Iso E Super, ale to od IFF nie ma sobie równych pod względem mocy i charakteru samego aromatu. (To może tłumaczyć frustrację domorosłych „perfumiarzy”, chcących zrobić sobie samemu tanim kosztem swój własne Molecule 01 na bazie nabytego Iso E Super niewiadomego pochodzenia, którym efekt końcowy nigdy do końca nie pachniał tak jak pierwowzór…).

Molecule 01 zdaje się na przemian subtelnie pachnieć i znikać z pola węchowego. Noszący może go nie czuć (powonienie dość szybko przyzwyczaja się do tego zapachu i przestaje go „zauważać”), ale otoczenie odbiera mocno promieniującą woń jako wyraźną i bardzo intrygującą. Molecule 01 zrobiło furorę nie tylko wśród poszukiwaczy perfumowych nowinek i z czasem stało się synonimem tzw. antyperfum (a także wzorcem do naśladownictwa). Bo choć pionierem tzw. antyzapachów na zawsze pozostanie Comme des Garcons, to jednak Geza Schön zapisał się już w historii perfum jako ten, który spopularyzował i rozpropagował modę na antyperfumy – właśnie poprzez duet Escentric 01 i Molecule 01.

esentric molecules

Dwa lata później Schön powtórzył manewr tym razem bazując na Ambroxie/ Ambroxanie – syntetycznej molekule zaliczanej wbrew nazwie do zapachów piżmowych, ale w istocie występującej także w naturalnej szarej ambrze i w największym stopniu odpowiadającej za piżmowy aspekt jej zapachu. Escentric 02 (2008) prócz Ambroxanu zawiera molekuły Muscone (piżmo), Hedione (jaśminopochodna), esencję bzu oraz nutę irysa. Molecule 02 (2008) to czysty Ambrox. Oba potwierdziły słuszność kierunku, jaki obrał perfumiarz. Rok 2010 przyniósł więc trzeci duet – Escentric 03 i Molecule 03 – tym razem bazujący na octanie wetiwerylu (vetiveryl acetate), który jest w istocie wonią wetiweru (vetiveryl) pozbawioną naturalnego gorzkiego aromatu. Molecule 03 to – konsekwentnie – wyłącznie owa molekuła, bez żadnych dodatków. Prawdziwy wetiwerowy koncentrat dla maniaków gatunku. Pachnący z początku nieco kwaśno, z czasem ulega subtelnej zmianie w kierunku jakby nieco pikantnego, żółto-zielonego, słomkowego wetiweru. Nuta znana mi choćby z Vetiver Guerlain jako ta ostatnia, która pozostaje na skórze, gdy wszystko inne już odparuje. Escentric 03 jest z kolei chyba najbardziej złożonym zapachem z całej ekscentrycznej linii i – obok wetiweru – zawiera dodatkowo imbir, zielony pieprz, limonkę, irys, jaśmin, nutę herbaty, drewno sandałowe, cedr, nutę skórzaną i piżmo.

GezaSchoen2

Inne ekscentryczne projekty 

Geza Schön deklaruje, że jest obecnie jedynym niezależnym profesjonalnym perfumiarzem do wynajęcia mieszkającym w Niemczech. Ma bardzo dobry nieformalny „układ” z International Flavors & Fragrances, gdzie zaopatruje się w składniki niezbędne do komponowania perfum. Dysponuje pełną wolnością, gdy chodzi o wybór projektów, w które się angażuje. A zwykle są to przedsięwzięcia co najmniej nietypowe, niezwykłe, awangardowe, tak jakby tradycyjna perfumeria Gezę nudziła…

The Beautiful Mind: Intelligence & Fantasy (2010) – zapach powstał we współpracy i z inspiracji mistrzynią sportów pamięciowych niejaką Christiane Stenger (jej twarz zdobi przód flakonu). Jest swoistym hołdem dla kobiecego intelektu. Jak twierdzi Schön „powstał on, by przypominać nam, że kobieta inteligentna jest sexy.” To zapachowo tereny dużo „bezpieczniejsze” niż wszystko, co dotąd w tym artykule opisałem. Nuty cytrusów, różowego pieprzu, osmatnusa, frezji, róży i gardenii, połączono z drzewno-piżmową bazą i cashmeranem. Geza Schön wspomina o unikatowym zastosowaniu absolutu z gardenii pochodzącej z Tahiti (ang. tiare flower). Urocza, śliczna kompozycja kwiatowa o delikatnym odcieniu owocowym, kompletnie inna od tradycyjnie pojmowanej w perfumach kwiatowości (co chyba w przypadku Gezy nie zaskakuje). To najładniejsze perfumy Schöna, jakie dotąd poznałem. Myślę że nieco bardziej odpowiednie dla kobiet, choć przyznam, że ja sam z wielką przyjemnością je od czasu do czasu noszę.

główne nuty: pączki magnolii, bergamotka, mandarynka, Schinus peruwiański, frezja, osmantus, róża, hedione, absolut z tahitańskiej gardenii, cedr, sandałowiec, piżmo, cashmeran

The Beautiful Mind Geza

Kinski (2011) – te perfumy powstały dla uczczenia dwudziestej rocznicy śmierci wybitnego niemieckiego aktora Klausa Kinskiego. Ta kontrowersyjna postać zainspirowała Schöna do skomponowania osobliwego, zdecydowanie męskiego pachnidła, w którym znajdziemy w nich m.in. intensywny, wiodący akord marihuany, nuty czarnej porzeczki, gałki muszkatołowej, jagód jałowca oraz kastoreum mające odzwierciedlać dziką, zwierzęcą naturę aktora. Prócz tego wyraźną rolę gra tu wetiwer połączony z cedrem, paczulą, styraxem, mchem i ambrą. Wymieniane są też nuty kwiatowe, lecz zdecydowanie giną one w zielono-dymnej, aromatycznej dominancie Kinski’ego. W fazie bazy (po kilkunastu godzinach) woń jest dużo świeższa, bardziej lekka, nieco nawet mydlana, bez wątpienia intrygująca. Kinski pachnie dość odważnie jak na obecne standardy i nieco melancholijnie. Momentami przypomina mi aromatyczne mszyste pachnidła z przeszłości w typie Quorum Antonio Puig czy Xeryus Givenchy.

główne nuty: liść czarnej porzeczki, jałowiec, kastoreum, akord marihuany, magnolia, róża, benzoes, cedr, paczula, czystek, imbir, piżmo, mech, szara ambra

kinski edt

Paper Passion (2012) – „perfumy dla miłośników książek” to pod każdym względem wyjątkowy projekt stworzony we współpracy z Karlem Lagerfeldem dla magazynu Wallpaper oraz niemieckiego wydawnictwa książkowego Steidl. W założeniu miały oddawać woń świeżo wydrukowanej książki tego właśnie wydawcy, słynącego z doskonałej graficznej jakości swych wydawnictw. Połączenie woni bitumicznej farby drukarskiej z papierem produkcji Hahnemühle i używanymi do drukowania ilustracji farbami roślinnymi… Przyznam, że to jeden z najdziwniejszych i jak dla mnie najtrudniejszych zapachów, jakie miałem okazję poznać. Prawdopodobnie w wyniku nie najlepszych skojarzeń , jakie mam gdy go wącham. A takie skojarzenia potrafią „położyć” zapach… Paper Passion rozpoczyna się bardzo intensywną, odrzucającą, chemiczną nutą, która kojarzy mi się z …. uwaga… zepsutym drobiowym mięsem (!). Te skojarzenia na szczęście ustępują w miarę, jak zapach osiada na skórze, choć nie zmienia się jakoś wyraźnie, prócz naturalnej utraty ostrości. Jest bardzo, ale to bardzo… osobliwy. Czy pachnie jak świeżo wydrukowana książka Steidla? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że jest jednym z naprawdę niewielu zapachów, których nie zdecydowałbym się używać. Moim zdaniem to eksperyment, który poszedł jednak trochę za daleko… Rzecz dla poszukiwaczy mocno nietypowych wrażeń zapachowych.

główne nuty: farba drukarska, papier, tusz

07_paper_passion

Paper Passion Geza Schoen

Geza Schön popełnił także trzy świetne pachnidła dla Thorstena Biehla i jego Biehl Parfumkunstwerke (gs01, gs02, gs03) oraz skomponował wszystkie perfumy dla Lindy Pinkington i jej Ormonde Jayne. Obecnie pracuje nad drugą częścią cyklu The Beautiful Mind oraz nad nowymi zapachami serii Escentric Molecules. Nie zdradza jednak, które molekuły zaprzęgnie do swego projektu tym razem. Cóż, poczekamy – powąchamy.

*    *    *

Perfumiarz chętnie i otwarcie opowiada o kulisach swojej pracy oraz perfumowej branży i biznesu. Poniżej kilka interesujących wypowiedzi pochodzących z wywiadu, jakiego udzielił on niemieckiemu portalowi Parfumo.de:

O pracy na zlecenie znanych marek:

Poza kilkoma wyjątkami marki nie mają ani pomysłu na perfumy, ani pojęcia o nich. Wykonują bezsensowne telefony, a my przedstawiamy im pierwszą próbę. Zwykle nie ma w niej nic oryginalnego. Bierzemy po prostu jakiś już istniejący i dobrze się sprzedający zapach, troszeczkę go zmieniamy. Zresztą zwykle nie ma czasu na popracowanie nad czymś kompletnie nowym, bo jest presja czasu i limit kosztowy. Reakcja zleceniodawcy na przedstawiony zapach to zwykle „tak” lub „nie”, nic rzeczowego. 

O niektórych perfumowych markach luksusowych:

Wszystko co związane z produktem – reklamy, profil marki, szczególnie cena sprzedaży, strategia sprzedaży i marketing są zupełnie oddzielone od tego, co faktycznie zawiera flakon. Jedno zwykle nie ma związku z drugim. Prezentacja jest ważniejsza od zawartości. Stwarza się wrażenie obcowania z czymś wysokim i szlachetnym, czymś specjalnym. To powszechna praktyka – liczy się styl i zamieszanie, a końcowy rezultat to złudzenie luksusu.

O zapachach które stworzył dla Clive’a Christiana jeszcze za czasów pracy w Haarman and Reimer:

Było tak jak w przypadku większości kontraktów. Gdy pani od marketingu wpadła do laboratorium, byłem w nim ja oraz Patricia Choux. Powiedziała „mamy nową markę i potrzebujemy na szybko sześć zapachów, nie ważne jakich, byle nie były zbyt drogie w produkcji”. Więc podzieliliśmy się pracą i każde przygotowało po trzy zapachy. 

O współpracy z Lindą Pinkington nad zapachami Ormonde Jayne:

Prawdziwa przyjemność. Świetna współpraca i  brak limitów kosztowych w kwestiach składników.

O pracy z Thorstene Biehlem nad zapachami dla Biehl Pafumkunstwerke:

Stały najwyższy poziom jakości zapachów. Doskonałe warunki pracy i pełna wolność twórcza. Perfumiarz w centrum uwagi.

O swoim stylu pracy: Szybki i dążący wprost do celu.

O swoim stylu perfumowym: Zmysłowy, transparentny i drzewny. Świeży i balsamiczny.

O Molecule 01, 02, 03:

To nie są perfumy! Nigdy nie twierdziłem że to maja być perfumy. Perfumy to coś innego. Kontrastem do nich są pojedyncze substancje zapachowe w butelkach. Istnieje pewne nieporozumienie, że jeżeli jest płyn w butelce z atomizerem, to muszą to być perfumy. Gdy Molecule 01 pojawiło się na rynku, było prawdziwym hitem. Uwielbiam Iso E Super. Jest tak złożony. Więc zabutelkowałem je. Całe zamieszanie wokół tego zapachu wytworzyło się już później – na rynku. 

O Escentric Molecules:

Escentric 01 to moja wizja perfum zmysłowych. Escentric 02 jest z kolei zapachem niezwykle świeżym i trwałym. Escentric 03 to moja wizja wetiwerowego zapachu przyprawowo-drzewnego, a jednocześnie świeżego.

O tym czy będą kolejne numery Ekscentrycznych Molekuł:

Tak. Jest wciąż jeszcze kilka, nad którymi pracuję.

O tym czy planuje stworzyć zapach z nutą oudu:

Nie! Oud nie należy do europejskiego perfumowego kontekstu. Dla naszych nosów pachnie raczej beznadziejnie, pachnie stęchło i ciężko, zwierzęco. Krótko mówiąc: śmierdzi. 

O tym czy perfumeria jest sztuką?

Raczej nie. To zbyt wielkie słowo. Wolę: rzemiosło.

O tym jakie znane perfumy uważa za bardzo złe:

Womanity Thierry Muglera i długo długo nic. To póki co najgorszy zapach. Rybny w paskudny sposób.

O tym która marka perfumowa funkcjonuje w jego ocenie prawidłowo:

Hermes robi obecnie niemal wszystko jak należy. Od kiedy zatrudnili Jean-Claude’a Ellenę na stanowisku perfumiarza, niemal wszystkie propozycje Hermesa są oryginalne i bardzo dobre. Jeszcze kilka lat temu to samo było z Comme des Garcons. CdG 2 EDP Marka Buxtona jest dla mnie jednym z ich najlepszych zapachów. Niestety ostatnio zeszli z kursu poprzez wypuszczanie zbyt wielu serii zapachów w zbyt krótkim czasie i tym samym obniżyli loty w aspekcie stylu i jakości.

 

 

Escentric Molecules – Molecule 01

Cały ten projekt to przykład jakiejś niesamowitej artystycznej arogancji. Załóżmy, że jestem artystą-malarzem. Któregoś pięknego (albo i nie) dnia postanawiam wprawić świat w osłupienie i zamiast jak zwykle wziąć swoją paletę farb olejnych i stworzyć kolejny pejzaż, maluję go jedynie werniksem… Taką drogę obrał niemiecki perfumiarz – awangardzista Geza Schoen. Stworzył nie tyle perfumy, ile antyperfumy złożone tylko i wyłącznie z jednej molekuły znanej w perfumiarskim słowniku jako ISO-E-SUPER. Molekuła ta obecna jest w niezliczonej ilości współczesnych kompozycji zapachowych jako właściwie nie mająca zapachu, ale spełniająca inną istotną rolę – unoszącą kompozycję, dającą jej oddech, ożywiającą ją, dodającą nowy wymiar. No ale żeby tak poprzestać tylko na niej? Większym minimalizmem byłoby już tylko nie umieszczanie w perfumach żadnych pachnących molekuł i sprzedawania samego bezzapachowego nośnika…

Oficjalna strona Escentric Molecules podaje, że ISO-E-SUPER to nie tyle zapach, ile „efekt”, „promieniowanie”, „blask”. No właśnie… Molecule 01 mimo wszystko zapach posiada, ale nie można go porównać do niczego znanego. Jest delikatny, aksamitny, przyjemny, ewidentnie syntetyczny i… magiczny. Pojawia się i znika. Czasem go czuję, czasem nie. Wczoraj użyty wnika w materiał odzienia i pachnie również dziś. Wystarczyło wejść do garderoby, by poczuć specyficzne „promieniowanie” tej molekuły. Niebywałe. Co więcej użytkownicy Molecule 01 upierają się, że „zapach” ten oddziałuje przede wszystkim na otoczenie, tworząc niezwykłą aurę wokół nosiciela. Działając niemal jak feromony.

Nie ma co owijać w bawełnę. Te „perfumy” to zjawisko pod każdym względem. To majstersztyk koncepcji, stylu i marketingu. To także dowód na to, że skrajne uproszczenie formuły – do jednego składnika – może przenieść nadspodziewane efekty. Pod jednym wszakże warunkiem – składnik musi być magiczny. ISO-E-SUPER takim chemicznym cudeńkiem jest. Nie ma tu nut górnych, środkowych, bazowych. Nie ma stopniowego rozwoju zapachu. Jest za to zabawa w „pojawiam się i znikam”. Gdy się już pojawi, nie zawsze jest taki, jaki był gdy jeszcze nie zniknął. Istne olfaktoryczne szaleństwo.

Skrajny minimalizm, ekstrwagancja, wysublimowana nonszalancja. Do tego dość wysoka cena i otoczka (słuszna poniekąd) wyjątkowości i niszowości. I to się sprzedaje. Podobno zresztą fenomenalnie. Do tego stopnia, że ludzie rezygnują ze swych dotychczasowych pachnideł i przerzucają się na Molecule 01. Po zużyciu flakonu wracają po następny i nie chcą już pachnieć niczym innym…

Na czym polega fenomen molekuły pierwszej? Mam tu własną teorię. Tak jak w tradycyjnych kompozycjach perfumiarskich ISO-E-SUPER „unosi” rozmaite zawarte w nich pachnące molekuły, promieniuje nimi na otoczenie, tak zastosowany na skórę solo, unosi… osobniczy zapach nosiciela, a raczej wzmacnia jego naturalne feromony, których rola w życiu człowieka i jego interakcjach z otoczeniem jest wciąż nie doceniana. W tym właśnie upatruję przyczyny nieprawdopodobnej popularności tej niszówki. Ale mogę się mylić. Podejrzewam też, że połączenie Molecule 01 z naszymi ulubionymi perfumami może być początkiem zupełnie nowych doswiadczeń olfaktorycznych…

Tymczasem Geza Schoen stał się alchemicznym bogiem…Stworzył absolut z nicości i z zadowoleniem mruknął patrząc w lustro: „Czyż nie jestem boski?”…