Acqua di Parma „Cipresso di Toscana” – w cieniu toskańskich cyprysów

Tegoroczne lato z Acqua di Parma spędzimy w Toskanii, w małych miasteczkach na wzgórzach, pośród winorośli i bujnych cyprysów. Słońce mamy gwarantowane, doznania smakowe i węchowe też. Czego chcieć więcej?

Tegoroczna premiera w ramach inspirowanej krajobrazami wybrzeża Morza Śródziemnego kolekcji Blu Mediterraneo to właściwie reaktywacja zapachu, który w innej koncentracji (i być może o nieco innym aromacie) Acqua Di Parma wypuściła w 2005 roku. Autorem tamtej kompozycji był Bertrand Duchaufour. Porównując nuty zapachowe można domniemać, że tegoroczna Cipresso di Toscana reprezentuje ten sam zapachowy gatunek: aromatyczne, zielone i – co najważniejsze – iglakowe fougére.

cypress

Jak pachnie Cipresso di Toscana? Dokładnie tak, jak to wynika z nazwy zapachu. Początkowo lekko cytrusowo, z obecnym anyżkiem i lekko cytrusową żywicą elemi. Z czasem „uwidacznia się” akord serca, zbudowany głównie z szałwii oraz lawendy. Ta pierwsza została tu użyta z wyczuciem, druga zaś pięknie się z nią komponuje, choć jest raczej w tle. Zieloności dodaje esencja petit grainClue zapachu stanowi jego iglakowa baza, zbudowana aż z trzech esencji (jodła, sosna i cyprys), nadająca specyficznego zielono-mszystego charakteru.

Cipresso di Toscana pachnie bardzo przyjemnie i bardzo poprawnie, przy tym bardzo klasycznie. To (kolejny) ukłon w kierunku dojrzałej, męskiej klienteli (ta chyba stanowi większość w przypadku tej marki), która ceni sobie klasyczne męskie akordy. Bardzo podobnym, acz nieco intensywniejszym zapachem jest Italian Cypress Toma Forda. Zbieżność nazw nie jest więc przypadkowa. Pod względem intensywności i projekcji to aromat utrzymany w ryzach, dobrze utrwalony, trzyma się na skórze całkiem długo. Trzeba pamietać, że pod względem koncentracji nie jest to przecież kolońska, z którą Acqua Di Parma najbardziej się kojarzy, a woda toaletowa i tak właśnie się zachowuje.

rhdr

Cipresso di Toscana to solidne i dobrze wykonane pachnidło, kontynuujące klasyczne tradycje marki. Trzyma poziom i nie rozczarowuje, choć też nie przyprawiło mnie o zachwyt. Ale nie taki chyba był cel kreatorów w tym przypadku.

Oceniam na mocne 4.

AdP Cipresso

nuty głowy: pomarańcza, elemi, anyżek gwieździsty

nut serca: lawenda, szałwia, liść pomarańczy,

nuty bazy: balsam jodłowy, cyprys, igły sosnowe

rok premiery: 2019

nos: b.d.

moja ocena: zapach: 4,0/ trwałość: 4,0/ projekcja: 4,0 –> 3,0

Arquiste „El” – facet z wąsem i bakami oraz… kontem na portalu społecznościowym

Męska moda na brodę powoli przemija. Czy zastąpi ją wąs, baki i odkryty tors? Wg pewnych dwóch rodowitych Meksykanów jest to niewykluczone. W każdym razie przygotowali już perfumy na tę okazję…

Carlos Huber musi wyjątkowo dobrze rozumieć się z Rodrigo Flores-Roux. Od samego początku tworzą świetny twórczy tandem. Nic w tym dziwnego. Mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Obaj pochodzą z Mexico City. Obaj parają się perfumami. Pierwszy z nich jako właściciel marki Arquiste Parfumeur, drugi zaś jako profesjonalny perfumiarz pracujący dla Givaudan, znany ze współpracy z największymi tuzami branży, jako choćby Tom Ford, Donna Karan, Calvin Klein, Elisabeth Arden, John Varvatos, Dolce&Gabbana czy Houbigant. Flores-Roux jest też autorem wszystkich pachnideł marki Arquiste.

carlos-huber-rodrigo-flores-roux-arquiste-EL-700x386
Flores-Roux i Huber (fot. CaFleuerBon)

Arquiste długo musiało czekać na debiut na moim blogu. Gdy w końcu do niego dochodzi, marka robi to w bardzo ciekawym stylu. Zeszłoroczna premiera duetu zapachów – męskiego El i damskiego Ella – wzbudziła mój najwyższy stopień zaintrygowania. I choć wciąż jestem bardzo ciekaw, jak pachnie Ella (i coś czuję, że fenomenalnie – więc na pewno wkrótce „ją” przetestuję), to naturalna ciekawość dotycząca męskiego El zwyciężyła.

 

Oba pachnidła opisywane są jako podróż w czasie do roku 1978, do zlokalizowanego w Acapulco klubu-dyskoteki Armano’s. Są nostalgicznym powrotem do stylistyki perfumowej, jaka panowała w latach 70-tych i pierwszej połowie 80-tych. Z jednej więc strony ciekawy, choć w gruncie rzeczy przecież niespecjalnie oryginalny pomysł, z drugiej zaś – doskonałe wykonawstwo. Flores-Roux – jak mało który współczesny perfumiarz – czuję stylistykę retro, czego jak dotąd najpełniej dowiódł w nowej interpretacji legendarnego Fougere Royale Houbigant, o której pisałem niegdyś tu. Przy okazji El perfumiarz dokonał analogicznego zabiegu, tyle że tym razem punktem wyjścia był inny zapach-legenda: Kouros od Yves Saint Laurent. Ale uwaga – tak jak Fougere Royale 2010 nie jest zwykłą reaktywacją klasyka, tylko jego współczesną interpretacją, tak El nie ośmieliłbym się nazwać kopią Kourosa (nota bene wciąż przecież obecnego w ofercie marki YSL ), choć jego stylistyczne powinowactwo do genialnego dzieła Pierre’a Bourdona jest dla mnie oczywiste. Perfumowa stylizacja na lata 70-te? Owszem.

men seventies

Intro El jest zielone i ziołowe, z wysuniętą na przód szałwią, zmiksowaną z rozmarynem i geranium. Dość szybko ujawnia się animalna nuta (cywet), utrzymana wszakże w „rozsądnym” wymiarze. Serce to – znany nam z Kourosa – pojedynek brudno i gorzko pachnącej szałwii oraz zwierzęcego kastoreum z delikatną, czystą wonią kwiatu pomarańczy. Nad całością unosi się aura klasycznego męskiego fougere z obowiązkowym (i całkiem wyczuwalnym) mchem dębowym w bazie. Zapach ma solidną trwałość (finalna sucho-gorzka nuta – chyba kastoreum – trwa na mojej skórze ponad 12 godzin) przy – uwaga – raczej grzecznej, współczesnej projekcji. Ten chronologicznie ostatni aromat El zachowuje się dość niezwykle. Mianowicie siedzi na skórze cicho, ale od czasu do czasu daje znać o sobie nawet wtedy, gdy już myślimy, ze na dobre zamilkł. Użyty testowo wieczorem na przedramieniu, przebijał się przez całe do południa następnego dnia przez inne użyte „globalnie” perfumy.

Czarny flakon El przekornie kontrastuje z białą butlą Kourosa. Ale pod względem zapachu to niewątpliwie najbliżsi krewni, jak ojciec i syn. Łączy ich bardzo wiele, tyle, że obaj urodzili się w innych czasach. Nie są identyczni. Każdy jest indywidualnością. Co nie znaczy, że nie są do siebie podobni i nie mają cech wspólnych.

W bezpośrednim zestawieniu z jedną ze starszych formulacji Kouorsa, której resztkami jeszcze dysponuję, El wypada delikatniej i mniej zwierzęco. Ale gdy zestawić El z wzorcami współcześnie tworzonych męskich perfum, jego odbiór natychmiast się zmienia. El staje się super męski, niemal macho i – jak na współczesne standardy – całkiem wyraźnie zwierzęcy, szczególnie w późniejszych fazach rozwoju na skórze.

EL-SLIDER3

O uroku El decyduje ta sama cecha, która do dziś tak przyciąga do Kourosa jednocześnie od niego odpychając. Kontrast nut „brudnych”, fizjologicznych – szałwii oraz składników zwierzęcych – z nutami czystymi, reprezentowanymi głównie przez kwiat pomarańczy oraz akord fougere.

Jest coś mistycznego w tej odwiecznej walce dobra ze złem przeniesionej na płaszczyznę perfum w formie pojedynku pięknego aromatu z fetorem. Przez większość czasu żaden z nich nie zwycięża. Panuje równowaga, przerywana od czasu do czasu chwilowymi przewagami każdej ze stron. Im bliżej jednak finału, tym bardziej ewidentne staje się, kto będzie tu zwycięzcą. W Kourosie jest nim zmysłowy akord cywetowo-mchowy. W El to lekko gryzące w nozdrza kastoreum.

Twórcy nie pozwolili mu co prawda warczeć  i wyć tak głośno, jak zrobił to Pierre Bourdon w 1981 roku, a jego sierść została tu elegancko przystrzyżona. Baczki i wąsy są precyzyjnie „wytrymowane”, a koszula rozpięta tylko w jednej trzeciej. Niemniej wykazali się sporą dozą odwagi proponując takie pachnidło w 2016 roku. I chwała im za to, bo El to świetne perfumy dla tych z nas, którzy nie obawiają się pachnieć bezdyskusyjnie i niemal archetypicznie męsko, ale są świadomi współczesności i wiedzą, który mamy rok. El to pachnidło stworzone dziś i na dziś. I choć czuć w nim nostalgię, czuć klasyczne składniki i ich połączenia w klasyczne akordy, to całość pachnie tu i teraz. Współcześnie i retro zarazem.

Wszystkim fanom męskiej klasyki fougere z wąsem tudzież wydatnymi bakami, rozpiętą koszulą i owłosionym torsem, wszystkich, którzy kochają Kourosa YSL, Paco Rabanne PH, Antaeusa Chanel, Azzaro PH i im podobne aromaty tamtych szczególnych lat, gorąco polecam El. Nie powinniście być zawiedzeni, o ile jednak będziecie pamiętać, że „nic dwa razy się nie zdarza”…

ARQUISTE_EL

nuty głowy: szałwia, rozmaryn, geranium

nuty serca: cynamon, woda z kwiatów pomarańczy

nuty bazy: mech dębu, wetyweria, kastoreum, akord fougere

perfumiarz: Rodrigo Flores-Roux

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 5,0/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Francis Kurkdjian „masculin Pluriel” i „feminin Pluriel”

Francis Kurkdjian lubi mówić o ofercie swego domu perfumeryjnego jako o zapachowej garderobie, w której można znaleźć coś na każdą okazję. W tym kontekście jego najnowsze produkcje – para pachnideł masculin Pluriel i feminin Pluriel – wydają się być odpowiednikami stroju casual i pasują doskonale jako perfumy używane na co dzień – do pracy lub też przy innych niezobowiązujących, nieformalnych i nieuroczystych okazjach (bowiem na te znajdziemy w ofercie MFK inne perfumy). By osiągnąć ten efekt perfumiarz sięgnął po ponadczasowe i sprawdzone na przestrzeni dziesiątek już lat, ale też już mocno wyeksploatowane konwencje: męskiego fougere i kobiecego floral. Zaadaptował je do obecnych perfumowych trendów i przyzwyczajeń, użył współcześnie dostępnych ingrediencji i – rzecz jasna – odznaczył piętnem swego niepowtarzalnego, politycznie poprawnego i powściągliwie luksusowego stylu.

Francis Kurkdjian
Francis Kurkdjian

masculin Pluriel to najświeższy przykład zabawy z konwencją fougere, choć wcale nie pierwszy w wykonaniu tego perfumiarza. Warto wspomnieć, że jego debiutancki Le Male (1995) dla Jean-Paula Gaultiera to nic innego jak aromatyczne fougere wzbogacone m.in. o wanilię, kwiat pomarańczy i miętę. Innym przykładem jest Narciso Rodriguez for Him (2007), w którym Francis wzbogacił temat zieloną nutą fiołkowego liścia oraz sporą dozą paczuli i jeszcze większą piżm, a którym – jak sam przyznaje – oddał hołd wielkim męskim fougere lat 80-tych. Oba pachnidła uważam za bardzo dobre, przy czym pierwsze okazało się być absolutnym bestsellerem, który np. we Francji utrzymuje się po dziś dzień w czołówce rankingu najchętniej kupowanych męskich perfum. Czyżby modern fougere wciąż było na topie?

Wracając do masculin Pluriel – zapach ten w swej prostocie nawiązuje do samych początków gatunku fougere w typie Fougere Royale czy Brut. Sprawia wrażenie surowego i nieskomplikowanego, co zdaje się potwierdzać także jego bardzo nieznaczna ewolucja na skórze. Rozpoczyna się intrygującym, nieco słodkawym akordem, w którym z pewnością obecna jest lawenda. Jednak już po chwili pojawia się coś szorstkiego i ostrego niczym drewniane wióry. To cedr. Tak więc z jednej strony czuję woń chluby Prowansji, z drugiej zaś szlachetny, doskonałej jakości czerwony cedr. Na ewidentny efekt fougere wpływają tu z pewnością także inne, niewyczuwalne dla mnie ingrediencje. Wraz z upływającym czasem cedrowe wiórki tracą na zadziorności i na skórze formuje się akord niby-skórzany – współczesny, ciepły i męski, lekko słodki, który trwa na skórze dobrze ponad 10 godzin, przy średniej, a w końcowej fazie słabej projekcji. Baza ta pachnie dość charakterystycznie, sygnaturowo i jest ewidentnie w stylu fougere. Wyczuwam w niej nawet coś „na kształt” mchu dębowego oraz może odrobiny wanilii.

Tak więc poprzez masculin Pluriel Francis Kurkdjian poszerzył ofertę Maison FK o dobrze zakorzeniony w tradycji męski fougere. W mojej osobistej ocenie – biorąc pod uwagę możliwości tego perfumiarza – sam zapach jest jednak zaledwie dobry. Czegoś mi w nim wyraźnie brakuje. Może przebłysku talentu, który w pełnej krasie rozkwitł choćby w genialnym Oud czy wspomnianym For Him dla Rodrigueza? Cóż, widać w perfumerii – podobnie jak w sporcie – dobra forma nie jest stała i nie jest dana raz na zawsze. Przyznam, że kobiecy Pluriel spodobał mi się nieco bardziej, o czym poniżej.

Pluriel masculin

główne nuty: lawenda, czerwony cedr, paczula, wetiwer, skóra

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 10 h

feminin Pluriel

Istotą damskiego Pluriela jest akord złożony z czterech esencji kwiatowych: irysa, jaśminu, róży i kwiatu pomarańczy. Stanowią one nowoczesny kwiatowy bukiet, który oparty o drzewne nuty wetywerii i paczuli oraz utrwalony białymi piżmami jest w istocie tym, czym w założeniu miał być – bezdyskusyjnie kobiecym i bardzo uniwersalnymi perfumami casual. Wdzięcznie i czytelnie rozwijają się one na skórze. Najpierw śliczna, delikatna, nieco rozjaśniona zielonością liścia fiołka, lekko „marchwiowa” nuta irysa. Trwa ona na skórze kilka minut, by następnie ustąpić miejsca nutom białych kwiatów. Duet jaśminu i kwiatu pomarańczy jest tu delikatny, bardzo zbalansowany i śliczny w swej poprawności. Kurkdjian opanował naturę esencji z kwiatu pomarańczy na mistrzowskim poziomie, czego dowiódł już wielokrotnie. Tu dzięki nektarowej słodyczy neroli dominujący w tym akordzie jaśmin pozbawiony został naturalnych ostrych, indolowych akcentów. Akord ten przyjemnie gryzie nozdrza i wyczuwam w nim wspomnienie Narciso Rodriguez for Her w wersji Eau de Parfum (tego samego autora). feminin Pluriel jest jednak jako całość subtelniejszy, bardzie wygładzony, dopieszczony. W jego bazie ujawnia się róża, podobnie jak białe kwiaty podana tu w zaskakująco delikatnej, zwiewnej formie. Doprawiona białymi piżmami z czasem nabiera specyficznej mydlanej natury kojarzącej się z czystością – jedną z charakterystycznych cech stylu Kurkdjiana. Kilkanaście godzin po aplikacji na skórze pozostają już tylko wspomniane białe, czyste piżma, przypominające te znane z bazy Aqua Universalis.

feminine Pluriel ma dobrą projekcję i jest zapachem „wagi średniej”. Przy tym jednak trwa na skórze dobrze ponad 12 godzin, co jest bardzo dobrym rezultatem. Sam zapach zrobił na mnie więcej niż dobre wrażenie. Pachnie przekonująco na każdym etapie ewolucji na skórze. Myślę że ze względu na swą uniwersalność oraz pozbawioną jakichkolwiek kontrowersji poprawność, może stanowić doskonałą propozycję na prezent. To po prostu śliczne perfumy, które doskonale podkreślą kobiecość.

Pluriel feminin

główne nuty: irys, fiołek, róża, jaśmin, konwalia, kwiat pomarańczy, wetiwer, paczula

twórca: Francis Kurkdjian

rok wprowadzenia: 2014

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 12 h

 

Krótka historia gatunku fougere

Swą premierę miał właśnie zapachowy duet Francisa Kurkdjiana feminin Pluriel i masculin Pluriel. Jako że wersja męska, której recenzja wkrótce pojawi się na blogu, to w swym charakterze niemal tradycyjne fougere, postanowiłem w kilkunastu zdaniach przybliżyć historię tego chyba najpopularniejszego i najliczniej reprezentowanego gatunku męskich perfum.

maison-francis-kurkdjian-masculin-pluriel-perfumes

Historycznie rzecz biorąc składniki klasycznego akordu fougere to lawenda, tonka (kumaryna) i mech dębu. Ten ściśle określony skład określony został za sprawą wzorcowego i pionierskiego pachnidła Fougere Royale marki Houbigant pochodzącego z 1882 roku. Stąd zresztą wzięła się nazwa gatunku – fougere znaczy dosłownie „paproć”. Twórcą tego przełomowego dzieła, którego cechą charakterystyczną było także to, że w jego formule po raz pierwszy użyto syntetycznej molekuły (kumaryna) był Paul Parquet.

fougere-royale-houbigant-600-2

Warto tu zaznaczyć, że niektóre źródła podają, jakoby wcześniej – bo w 1877 roku – powstał zapach Wild Fern Geo. F. Trumpera, ale jego formuła nie zawierała jeszcze pozyskiwanej z fasoli tonka kumaryny. W 1910 roku szacowny angielski dom perfumeryjny Penhaligon’s zaproponował męskiej części swej klienteli English Fern, w którym prócz lawendy i mchu dębowego użyto także esencji z geranium, goździków, paczuli i drewna sandałowego. Ale tu także nie było kumaryny. Zapach dostępny jest do dziś, co jest niewątpliwie niezwykłe i stanowi o jego ponadczasowości.

english fern

Idąc dalej – już w wiek XX-ty – w 1964 roku francuskie Faberge wypuściło męski Brut, który na wiele lat ugruntował stylistykę aromatic fougere jako opartą na akordzie paprociowym wzbogaconym o nowe składniki (ziołowe, kwiatowe, drzewne).

brut-faberge

Tak rozumiane aromatic fougere stało się najliczniej reprezentowaną męską kategorią perfumową w kolejnych dekadach. Rozkwit tego typu zapachów nastąpił w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku, gdy powstały takie klasyki jak Paco Rabanne Pour Homme (1973), Azzaro Pour Homme (1978), nowatorski Drakkar Noir (1982), w którym Pierre Wargnye użył sporej dawki nowo odkrytej wówczas aroma-molekuły dihydromyrcenol (od tego czasu do dziś to jeden z najpowszechniej używanych składników  w męskich perfumach).

Azzaro-Pour-Homme

Jednym z absolutnie najdoskonalszych przedstawicieli gatunku jest wciąż dostępny (na szczęście!) Duc de Vervins Houbigant (1985) rzekomo oparty na formule swego legendarnego przodka. Z kolei rodzimym przykładem aromatycznego fougere jest Brutal od Polleny. Zresztą ze względu właśnie na powszechne stosowanie w męskich kosmetykach do golenia (kremy, wody po goleniu) woń fougere wryła się trwale w konsumencką świadomość jako zapach zadbanego, ogolonego mężczyzny.

duc_de_vervins_eau_de_toilette_box_set

Lata 90-te XX wieku i początek XXI wieku to w męskich perfumach zdecydowane odejście od tej estetyki. Syntetyzowane w laboratoriach wielkich chemicznych koncernów nowe aromamolekuły pozwoliły perfumiarzom na tworzenie zupełnie nowych zapachowych kategorii, jako ozonowa, wodna czy morska. Męskie perfumy stały się generalnie lżejsze, świeższe, pachnące syntetycznie. W tym kontekście bardzo zaskakującym był wydany w 2003 roku zapach Rive Gauche for Men, który dla domu Yves Saint-Laurent, kierowanego wówczas przez Toma Forda, stworzył Jacques Cavallier. W tym doprawdy świetnym pachnidle perfumiarz powrócił do zupełnie wówczas niemodnej kategorii aromatic fougere. Nawiązał przy tym ewidentnie do klasycznego Azzaro Pour Homme, przy czym użył nie stosowanych dotąd w fougere składników, jak choćby aldehydy czy anyż.

rive-gauche-yves-saint-laurent-homme

Obecnie nie zdarza się, by marka designerska poszła na takie ryzyko, na jakie pozwolił sobie swego czasu Tom Ford. Mimo to pojawiają się od czasu do czasu za sprawą marek niszowych pachnidła próbujące w mniej lub bardziej udany sposób odświeżyć ten gatunek. W 2010 roku meksykański perfumiarz Rodrigo Flores-Roux podjął się ambitnego zadania skomponowania współczesnej wersji klasyka od Houbigant – Fougere Royale. Tak powstała opisywana niegdyś przeze mnie na blogu edycja 2010 tego pachnidła. W tym samym roku brytyjski Penhaligon’s przedstawił jedną z najbardziej moim zdaniem interesujących i nowatorskich wersji fougereSartorial Bertranda Duchaufoura. Ten absolutny mistrz pachnących molekuł wzbogacił formułę m.in. o aldehydy „udające” nuty metaliczne, wosk pszczeli, kardamon, wanilię, nutę miodu.

fougere-royale-houbigant-paris-edpsartorial

Nieprzerwana wieloletnia obecność na rynku wielu z wymienionych zapachów jak i fakt, że raz na jakiś czas pojawiają się nowe utrzymane w estetyce fougere dowodzi, że mężczyźni wciąż cenią sobie tę klasyczną woń. Co ciekawe, wśród kobiet także budzi ona pozytywne skojarzenia. Zwykle – mniej lub bardziej świadomie – przypomina im ojca lub też dziadka, który używał tego typu pachnideł podczas codziennej porannej toalety.