Cecile Zarokian – olfaktoryczna czarodziejka

Dla kogoś, kto tak jak ja od ponad 10 lat śledzi rynek perfum niszowych, postać Cecile Zarokian nie może być obca. Prowadząca swoje własne perfumowe laboratorium niezależna artystka komponuje perfumy dla marek niszowych, a każda premiera zapachu jej autorstwa jest w niszowym światku wydarzeniem. Przypomnijmy – debiutowała w 2009 (o czym jeszcze później) damskim Epic dla Amouage. W kolejnych latach z jej laboratorium wyszły perfumy dla Majdy Bekkali, Masque Milano, MDCI Parfums, Puredistance, Laboratorio Olfattivo, Jul et Mad, Jovoy Paris, Jacques Zloty, Hayari Parfums, Evody Parfums, Suleko, UerMi, David Jourquin, Jacques Fath (dla którego odtworzyła słynne Green Water). Doprawdy imponujący dorobek jak na 9 lat.

cecile zarokian puredistance
Cecile Zarokian, photo credit: Puredistance

Wygląda na to, że Cecile bardzo ciężko pracuje na swój sukces. Zresztą nie ogranicza się „tylko” do komponowania perfum. Bierze także czynny udział w ich promowaniu własną osobą. Obecna na wszystkich tragach perfumowych, chętnie pokazująca się u boku firm, dla których pracuje, jest osobą otwartą na rozmowy o swym fachu. A dowodem na to niech będzie fakt, że Cecile zgodziła się odpowiedzieć Perfumowemu Blogowi na kilka pytań dotyczących wybranych przeze mnie perfum jej autorstwa (!). Pierwsze z nich miało charakter ogólny, kolejne dotyczyły już konkretnych zapachów i można je odnaleźć w dalszej części artykułu.

Perfumowy Blog: Skomponowałaś ponad 40 pachnideł. Większość z nich dla marek niszowych. Czy potrafisz wyobrazić sobie stworzenie perfum dla znanej marki designerskiej jak Armani czy Ralph Lauren? Czy podjęłabyś się wyzwania dopasowania swojej kreatywności do bardzo konkretnego briefu? Czy sądzisz, że byłoby to bardziej wymagające, niż komponowanie perfum niszowych, gdy często jedynym limitem jest wyobraźnia twórców?

Cecile Zarokian: Właściwie to nie tworzę wyłącznie dla marek niszowych. Są marki o większej dystrybucji, dla których pracowałam, ale tego nie ogłaszam. Nie powiedziałabym, że komponowanie dla dobrze znanej marki designerskiej jest bardziej wymagające, ale powiedziałabym, że szanse na wygranie projektu są niskie i jest to długa droga z dużą presją. No i kreatywność oraz innowacja mogą zniknąć w procesie dostosowywania zapachu do wyników przeprowadzanych testów konsumenckich.

 

Amouage Epic Woman (2009) – mocny debiut

towarzyszy niesamowitemu, przepełnionemu oudem i przyprawami męskiemu Epic Man Randy Hammami i jest to towarzysz zaiste godny. Obie kompozycje mają część wspólną i jest to wyraźnie zaakcentowana nuta kminu. Podczas gdy w męskim, dość ascetycznie pachnącym (choć wcale nie ubogim w ingrediencje!) Epic Man kmin – obok innych przypraw – egzotycznie ozdabia nuty drzewne, kadzidlane i animalne kastoreum, tu w wersji Woman jest zaledwie wstępem do niezwykłej orientalnej, balsamiczno-kwiatowej opowieści, której charakter jest na tyle oryginalny, że nie do pomylenia z niczym innym.

Epic Woman to niszowy debiut Cecile Zarokian (powstały wprawdzie przy współpracy z Danielem Maurelem i Angeline Leporini). Jako taki pozostaje wciąż jednym z najbardziej spektakularnych. Mało kto może pochwalić się taką kolaboracją na początku profesjonalnej kariery. Ten zapach zwrócił uwagę perfumowej branży i zapachowych koneserów na wschodzącą gwiazdę perfumerii.

Epic Woman (wykazuje już wszystkie charakterystyczne cechy stylu artystki, charakteryzujący się zapadającymi w pamięć, sygnaturowymi akordami, oryginalnością zestawień składników, nut i akordów, świetnymi parametrami (zapachowy ogon, projekcja, trwałość). Epic to pachnidło trudne do zaszufladkowania i to także typowe jest dla twórczości Cecile. Dominujące akordy to stanowiący otwarcie akord przyprawowy z dominującym kminem, któremu towarzyszą różowy pieprz i cynamon. Serce zapachu zbudowane jest z nut kwiatowych – róża, jaśmin, geranium plus nuta herbaty. Baza jest drzewno-ambrowo-kadzidlana, z dodatkiem kłącza irysa i oudu. Napisać, że Epic Woman pachnie ciekawie, to nic nie napisać.

Oto co nt. tego zapachu oraz jego podobieństwa do „Mon nom est Rouge” Majdy Bekkali (o co zawsze chciałem zapytać) sądzi Cecile Zarokian:

Perfumowy Blog: Popraw mnie, jeśli jestem w błędzie, ale zadebiutowałaś w profesjonalnej perfumerii niezwykle oryginalnym przyprawowo-kwiatowym „Epic Woman” skomponowanym dla Amouage. Jaka była Twoja rola w tym projekcie? Jak wspominasz pracę nad nim? Czy zgodzisz się, że „Mon nom est rouge” dla Majdy Bekkali jest rozwinięciem tego pomysłu? Jakie są różnice między nimi z punktu widzenia kompozycji?

Cecile Zarokian: Byłam w tym czasie stażystką w Robertet, wciąż jeszcze studiowałam na ISIPCA. Szkolił mnie perfumiarz Daniel Maurel, który zaufał mi w kwestii tego projektu dla Amouage. Byliśmy tak szczęśliwi i dumni z wygranej, zawsze będę to pamiętać! Jeżeli chodzi o „Mon Nom est Rouge” nie zgodzę się z Tobą. To kompletnie inne perfumy. Historia „Mon Nom est Rouge” oparta jest na powieści Orhana Pamuka o czerwieni. Jest prawdą, że oba zapachy mogą mieć niektóre składniki wspólne, jak róża czy kadzidło, podobnie jak niektóre inne perfumy, które stworzyłam, ale to tyle. „Mon Nom est Rouge” został zainspirowany kolorem czerwonym, od zapachu krwi do uczucia pasji oraz aksamitną strukturą perskich brokatów i kaftanów. „Epic Woman” jest przyprawowym i bardzo orientalnym oraz drzewnym zapachem zainspirowanym legendami Jedwabnego Szlaku z Chin do Arabii.

 

Amouage Epic Woman

Nuty głowy: kmin, różowe liście laurowe (wawrzyn szlachetny), cynamon

Nuty serca: róża damasceńska, bodziszek (geranium), jaśmin, herbata

Nuty bazy: ambra, piżmo, kadzidło, oud (drzewo agarowe, drzewo aloesowe), drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, wanilia, irys

 

Laboratorio Olfattivo Nerotic (2016) – zmysłowa czerń

Nerotic (swoją drogą genialna nazwa dla perfum) reprezentuje – mam wrażenie – zapachowy „teren”, na którym Cecile Zarokian ma niewielu równych sobie, i na którym czuje się najpewniej. Kolejny dowód na to, że w dziedzinie zapachów drzewno-skórzano-ambrowych można wciąż zaproponować wiele nowego. Nerotic nie jest może pachnidłem spektakularnym (ale – po prawdzie – który zapach Laborattorio Olfattivo jest?), prezentuje za to oryginalne akordy w bardzo dobrym wykonaniu i świetnej jakości. Zresztą – jak zwykle u Cecile – doszukamy się tu kilku ładnie ze sobą kontrastujących ingrediencji i efektownych pulsujących pomiędzy nim napięć. Świetne wykorzystanie geranium w sercu oraz przypraw – kolendry i szafranu – dla stworzenia unikatowo pachnącego akordu i podkręcenia nowoczesnej sucho-ambrowo-drzewnej bazy, która zdradza subtelne dymne i neo-skórzane akcenty. Zapach abstrakcyjny, dość monolityczny, nie rozwija się wyraziście, raczej subtelnie zmieniają się w nim odcienie głównego tematu. Tak czy inaczej to bardzo dobra pozycja w ofercie marki. Poza tym należą jej się dodatkowe brawa za wprowadzenie flakonów 30 ml o designie bardzo przypominającym flakony 50 ml Frederica Malle’a (także kartonikowe twarde opakowanie wygląda na – umówmy się – skopiowane od Mistrza, no ale jeśli już naśladować, to najlepszych).

PB: „Nerotic” Laboratorio Olfattivo pachnie bardzo nowocześnie i wyjątkowo. Jak byś go opisała? Co jest w tej kompozycji specjalnego? Co jest w nim czarne a co erotyczne? 

CZ: To rzeczywiście bardzo zmysłowy zapach. Ambrowy, sucho-drzewny i przyprawowy – te elementy przydają mu dużo charakteru i mocnej osobowości, a także – wedle niektórych – erotycznego charakteru. Właściwie to nawet nie tyle chodzi o jego nazwę. Wiele opinii o erotycznym, niemal cielesnym uczuciu podczas wąchania „Nerotic”, zostało przekazanych nawet bez znajomości jego nazwy.

Nerotic-1

nuty głowy: bergamotka, grejpfrut, czerwone owoce

nuty serca: geranium, kolendra, szafran

nuty bazy: akord suchej drzewnej ambry, sandałowiec, akord skóry, nuty dymne

 

UerMi OR±White (2016) – pachnieć bielą…

Wielu próbowało już zmierzyć się z tematem bieli w perfumach – z różnym skutkiem. Jak temat zinterpretowała Cecile Zarokian? Dwa zapachy przychodzą mi na myśl, gdy testuję Or±WHITE. Jeden niszowy, drugi designerski. Ten pierwszy to być może już zapomniany Pentachord WHITE Andy Tauera, a to w wyniku użycia nuty irysa i podobnej koncepcji zapachowej bieli. Drugi to Fleur du Male Jean-Paula Gaultiera. Połączenie kwiatu pomarańczy z kulinarnym waniliowo-tonkowym akordem stanowi oś obu pachnideł, przy czym w zapachu Kurkdjiana odnajdziemy też akord białokwiatowy wychodzący poza słodko-pomarańczowe neroli, podczas gdy Cecile poszła w innym kierunku, dodają nutę irysa i kolendrę, co w efekcie dodało zapachowi niesamowitej aury kulinarnej. Po słodko-pomarańczowym wstępie pojawia się bardzo charakterystyczny akord, który bardzo trudno opisać, niemniej to on realizuje idee czystej białości zapachu. Kwiat pomarańczu plus mocna nuta tonkowa, marcepanowa, wzbogacona wszakże o irys i kolendrę pachnie zdecydowanie inaczej, niż można by sądzić z samego opisu. Or±WHITE pachnie naprawdę niesamowicie, uniseksowo, czysto i zmysłowo, a jednocześnie ma głębię charakterystyczną dla stylu Zarokian, a także pewną ostrą, nieco zadziorną nutkę (neo-skóra?). To zapach, który zrobił na mnie natychmiastowe świetne wrażenie po krótkim teście podczas targów EsXence w 2016 roku. Po 2 lata wróciłem do niego, by potwierdzić swój pierwotny zachwyt.

Jak już wspomniałem, Or±WHITE  łączy w sobie dwie estetyki: niszową i tę bardziej przystępną, mainstreamową. Umiejętne ich wyważenie jest uważam przyczyną wyjątkowej urody tego pachnidła i jego walorów zarówno estetycznych, jak i czysto użytkowych.  Or±WHITE świetnie się nosi. Zapach przyjemnie otula i przydaje poczucia czystości, elegancji, czuję go na sobie przez większość czasu, a lekko gryząca baza ładnie go wieńczy. Pozostawia intrygujący ogonek i trwa na skórze dobrze ponad 8 godzin.

PB: „Or White” for UerMi zachwycił mnie mieszanką tonki i kwiatu pomarańczy wzbogaconą o składniki, których nie jestem w stanie nazwać, ale zdecydowanie czuję coś sucho-drzewno-ambrowego w bazie, co czyni ten zapach nieco męskim, a także uzależniającym. Co zainspirowało się podczas komponowania tego zapachu i jak przełożyłaś tę inspirację na konkretne nuty?

CZ: Zainspirował mnie materiał wytwarzany z mlecznych protein. Starałam się przetłumaczyć na zapach uczucie i jedwabne wrażenie, jakie miałam obcując z tym materiałem. Delikatność kwiatu pomarańczy i irysa, kojąca tonka, trochę zamszu dla delikatności i zmysłowości, zbalansowane z intensywnymi nutami suchej ambry i drewna.

uremi-or-white

główne nuty: tonka, irys, kolendra, kwiat pomarańczy, skóra

 

Jovoy Paris Remember Me (2018) – „bawarka” w Paryżu

Zapachy perfum utrwalają się w naszej pamięci i poczute po czasie przywołują silne wspomnienia. Bardzo często są to wspomnienia związane z osobą, zwykle dla nas ważną, która na przykład podczas spotkania z nami nosiła konkretne perfumy. Ich zapach zakodował się w naszej pamięci i zawsze kojarzy się z tą osobą. W tym kontekście nazwa perfum Jovoy Remember Me nabiera specjalnego znaczenia. Aromat zamknięty we flakonie z taką nazwą zdaje się mówić: spróbuj, a zapamiętasz mnie na zawsze. Czy rzeczywiście to pachnidło ma taką moc?

Doprawiona imbirem i kardamonem „herbatka z cytrynką” jest tym, co czujemy na samym początku. I jest to naprawdę intrygujący i urodziwy początek. Z czasem robi się coraz ciekawiej. Otóż do gry wchodzi nuta mleka. Tak więc nasza herbata staje się „bawarką”, nota bene z laską wanilii w środku. Dzieje się to jeszcze w sercu zapachu i jest taki moment gdy czujemy wszystkie te elementy razem: delikatne cytrusy, herbata, kardamon, mleko. Dość szybko mleczno-waniliowy, puchaty akord zaczyna dominować zapach. Nuty drzewne – m.in. cedr – dodają nieco wytrawności w generalnie kulinarnej bazie. Remember Me rzeczywiście szybko i trwale zapada w pamięć dzięki jakże interesującemu zestawieniu nut „jadalnych”. Jest delikatne i wyważone, ale zdecydowanie nie brak mu charakteru. Bardzo udane pachnidło, chyba jednak nieco bardziej damskie niż uniseksowe.

PB: Gdy wącham „Remember Me” Jovoy Paris myślę o mocnej herbacie z mlekiem, wanilią i odrobiną kardamonu. Ten zapach rozpoczyna się jak uniseks, ale okazuje się być bardzo kobiecy w bazie. Jako całość pachnie nieco kulinarnie, ale jednocześnie delikatnie i bardzo zmysłowo. Skąd wziął się pomysł na taką unikalną i jednocześnie „noszalną: kombinację nut?

CZ: Dziękuję, ale naprawdę nie wiem, co powiedzieć i jak to wyjaśnić… Trzeba zawsze znajdować idealną kombinację, właściwy kompromis pomiędzy oryginalnością i unikatowością oraz „noszalnością”. 

 

JOVOY-PARIS-Remember-Me-EDP-100-ml

Nuty głowy: bergamotka, cytryna, kardamon

Nuty serca: herbata, frangipani, imbir

Nuty bazy: akord mleczny, nuty drzewne, cedr, wanilia

 

Jul et Mad Acqua Sextius (2014) –  utrwalić lato w Prowansji

Acqua Sextius to dawna nazwa prowansalskiego miasta stu fontann – Aix-en-Provence. Jest coś w tym świeżym śródziemnomorskim zapachu, co w istocie wynosi go ponad li tylko szufladkę marine. Bo choć morska nuta jest w Acqua Sextius oczywiście obecna, to prócz niej znajdziemy tu szeroką gamę ingrediencji budujących trwałą świeżość z głębią. Cecile Zarokian dotąd wydawała się specjalizować w aromatach raczej ciężkich, orientalnych, ciążących zwykle ku ambrze w takim czy innym wydaniu. W Acqua Sextius udowodniła, że jest perfumiarką tyleż oryginalną i odważną, co wszechstronną. Swój styl, charakteryzujący się dość rozbudowanymi formułami, przełożyła na robiące spore wrażenie pachnidło orzeźwiające, lekkie, mimo że wyraźnie złożone i wielowymiarowe.

Jul et mad acqua sextius

Acqua Sextius rozpoczyna się akordem zielonym i bardzo aromatycznym, orzeźwionym koszykiem lekko cierpkich cytrusów. Zapach ewoluuje przez morskie serce, wypełnione akcentami białych kwiatów oraz nutą mimozy, doprawione eukaliptusem i miętą (tej wszakże nie czuję). W sercu tkwi także nuta figi. Serce łączy w sobie świeżość z zapowiedzią ciepłej bazy, którą Cecile zmontowała z nut drzewnych, labdanum, doskonale pogłębiającej morski wymiar szarej ambry, mchu i piżm. Ale Acqua Sextius to nie tylko zbiór wielu składników. To przede wszystkim spójna kompozycja, z której żadna nuta nie stara się wyodrębnić w dominujący sposób. Zapach ma wyraźną sygnaturę, to coś, co stanowi o jego oryginalnym i rozpoznawalnym charakterze. I choć za każdym razem, gdy go testuję, „mam na końcu języka” inne pachnidło, która Acqua Sextius jak żywo mi przypomina, to nie potrafię sobie absolutnie przypomnieć jego nazwy. Może to i lepiej? Dodam, że standardowa dla zapachów Jul et Mad (do marki – póki co niedostępnej niestety w polskich perfumeriach – mam nadzieję kiedyś szerzej wrócić) koncentracja ekstraktu perfum gwarantuje całkiem solidną trwałość, także – jak sądzę – podczas wysokich temperatur, do noszenia podczas których kompozycja Cecile Zarokian wydaje się najbardziej odpowiednia. Tak – Acqua Sextius to pachnidło, które zdecydowanie chętnie przywitałbym w mojej kolekcji w postaci pełnowymiarowego flakonu.

PB: Jesteś znana z mistrzowsko skomponowanych akordów ambrowych i zapachów orientalnych. „Tango” dla Masque Milano i „SHEIDUNA” dla Puredistance są pięknymi, zapierającymi dech w piersiach i unikatowymi kreacjami. Czy skomponowanie bardzo świeżego zapachu, jakim jest „Aqua Sextius” Jul et Mad było dla Ciebie wyzwaniem? W jaki sposób osiągnęłaś tę niesamowitą synergię pomiędzy zielonymi, morskim i ambrowo-drzewnymi aspektami? Czy zapach ten ma coś wspólnego z „Curacao Bay”, który skomponowałaś dla Jacques Fath?

CZ: Przede wszystkim dziękuję za Twoje bardzo miłe słowa i komplementy! Rozpoczęłam od perfum orientalnych, więc w sposób naturalny klienci na początku prosili mnie o zapachy tego typu…ale perfumiarz musi potrafić zrobić wszystko, co niezbędne, by opowiedzieć piękną pachnącą historię zgodną z briefem klienta i DNA marki. Jeśli chodzi o „Aqua Sextius”, zapach ten miał być bardzo odświeżającą, pełną cytrusów musującą i jednocześnie bardzo trwałą kolońską. Więc tego właśnie probowałam – pobawić się z cytrusami, świeżymi nutami wodnymi, a także nutami cieplejszymi. „Curacao Bay” ma w sobie owszem nuty morskie, ale więcej nut jodowych, słonych, pochodzących przede wszystkim z szarej ambry, otoczonych przez kwiat Frangipani.

PackshotCoffret-Aqua-Sextius_2

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, grejpfrut, nuty zielone

nuty serca: mięta/eukaliptus, nuty morskie, mimosa, białe kwiaty, figa

nuty bazy: labdanum, szara ambra, cedr, gwajak, mech dębu, piżmo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Relacja z ósmej edycji targów Esxence w Mediolanie (2)

Esxence logo

O tym, że woda kolońska nie musi pachnieć wyłącznie cytrusami  i ziołami, wiemy już od dawna. Mimo – zdawałoby się – przerobienia tematu wzdłuż i wszerz, kolejne marki wciąż zlecają perfumiarzom trudne zadanie tworzenia zapachów kolońskich o indywidualnym charakterze. Takim przykładem jest La Collection Cologne Fine francuskiej marki Institut Tres Bien. W skład tej nowej kolekcji wchodzą trzy kolońskie z kolejno: różaną (Rose de Mai), fiołkową (Violette de Parme) i tuberozową (Tubereuse Absolue) dominantą. Poza tym  Institut Tres Bien oferuje trzy klasyczne kolońskie, każda w nieco innym stylu: Cologne a la Francaise, Cologne a l’Italienne oraz Cologne a la Russe. Prawdziwy raj dla miłośników subtelnych woni kolońskich.

ITB

Kajal Perfumes Paris było pierwszym stoiskiem, do którego – nim się spostrzegłem – zostałem zaproszony przez – akurat tutaj – sympatyczną obsługę zaraz na początku targowego dnia. Ta nowa marka perfumeryjna zarejestrowana jest w Paryżu, jej dział rozwoju i marketingu znajduje się w Kanadzie, zaś sprzedaż i logistyka (obecnie tylko w krajach arabskich) dokonywane są z Dubaju. Zapachy – męski Homme i damski Classic Eau de Parfum oraz najnowszy Dahab – mają orientalny charakter i sprawiają wrażenie mocno złożonych. Przyznam wszak, że spryskane nimi kartoniki (kwadratowe, duże, z grubego papieru, idealne do testów) pachniały jeszcze bardzo długo i to pachniały naprawdę ślicznie! Byłoby miło, gdyby zapachy te weszły do sprzedaży w Europie. Zresztą na pewno o to chodziło marce, skoro zdecydowała się pokazać na Esxence.

Kajal

Malbrum okazało się być jedynym istniejącym niszowym perfumowym przedsięwzięciem w Norwegii, o czym poinformował nas obecny na stoisku młody właściciel marki o aparycji kalifornijskiego surfera. Zapachy w liczbie sześciu, zamknięte w malutkie flakoniki z pompkami, pachniały bardzo niszowo, niebanalnie i intrygująco. Trzy z nich: Psychotrope, Tigre du Bengale i Shameless Seducer, stanowiące część pierwszą (Vol. I) skomponowała Delphine Thierry. Najlepiej zapamiętałem z nich Shameless Seducer, zawierający dużą dawkę… cywetu. Autorów kolejnych trzech: Safariyah, Bagheera i Wildfire, będących zarazem nową częścią kolekcji (Vol. II), nie znam. Ale z pewnością wszystkie warte są bliższego poznania.

Malbrum

Znane nam doskonale Olfactive Studio prezentowało swą fotograficzno-olfaktoryczną kolekcję w pełnej krasie, akcentując oczywiście najnowsze, bardzo moim zdaniem udane dzieło Still Life in Rio, o którym pisałem już szerzej tu.

Olfactive

Olfactive 01

Olfactive 02

Serce zabiło mi mocniej, gdy zbliżyłem się do stoiska Parfums de Nicolai (niedawno przechrzczonego na Nicolai), tym bardziej, że obok stała zajęta rozmową z organizatorem targów Patricia de Nicolai (z domu Guerlain) we własnej osobie! Miły Pan przy stoisku zaprezentował mi najnowsze dzieło Ambre Cashmere (śliczne i bardzo w jej stylu, troszkę przypominające mi inny zapach Patricii: New York) oraz absolutnie niezwykłe pachnidło oudowe Oud Sublime, zapakowanie w specjalny flakon i ozdobne pudełko. Patricia użyła w formule tego zapachu najprawdziwszy, bardzo cenny naturalny oud. A jak on pachnie? O tym niebawem na blogu, bo udało mi się wyprosić próbkę (OK, nie musiałem długo prosić, bo miły Pan był bardzo chętny do zrobienia dekancika:)).

PdN 02

PdN

Holenderski Puredistance zaprezentował swoją dotychczasową kolekcję. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nie pokazał jeszcze najnowszego pachnidła, którego nazwę od niedawna znamy (Sheiduna), a którego premiera dopiero nastąpi prawdopodobnie jesienią 2016. Już nie mogę doczekać się testów.

Puredistance

Bardzo oryginalnie zabrzmiały (w tym przypadku to określenie ma szczególne znaczenie) pachnidła Room 1015. Cztery zapachy (Power Ballad, Electric Wood, Atramental, Blooma Cult) zainspirowane życiem muzyka rockowego, jakim jest twórca marki Michael Partouche (ale to tylko jedno z jego zajęć – jest także farmaceutą),  zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To nowoczesne zapachy niszowe o ciekawej inspiracji, bo np. Electric Wood wedle słów Michaela, ma pachnieć elektryczną gitara Gibson wyjmowaną ze skórzanego futerału i coś w tym faktycznie jest! Cała kolekcja – mam nadzieję – znajdzie się w recenzjach na moim blogu.

Room 1015

The Different Company przedstawiło na swym stoisku wszystkie trzy kolekcje, z czego podstawową, zwaną Collection Juste Chic oraz kolońską Collection L’Esprit Cologne w przeprojektowanych flakonach, nowych pojemnościach, a także w eleganckich zestawach z futerałem i lejkiem w przypadku falkonów wielokrotnego użytku. Nowym zapachem, którego premiera miała miejsce właśnie podczas Esxence, była kompozycja Alexandry Monet zatytułowana Adjatay, Cuir Narcotique, będąca przepięknym połączeniem ylang ylang, tuberozy i skóry. Recenzja tego, jak i innych zapachów The Different Company, na pewno znajdzie się na blogu.

TDC

Ogromne wrażenie wywarły na mnie pachnidła pochodzącego z Barcelony hiszpańskiego artysty Santiago Burgasa. Opakowane w oryginalne porcelanowe flakony z drewnianymi zatyczkami nie tylko wyglądały, ale i pachniały inaczej, niż wszystko, co tego dnia wąchałem. Mocne, bezkompromisowe, o unikatowym i zapadającym w pamięć charakterze zaintrygowały mnie zdecydowanie. To marka, którą na pewno będę chciał się bliżej zainteresować. A Oud de Burgas wprost powalił mnie na kolana… Zresztą przybliżę go i kilka innych z kolekcji w jednym z kolejnych wpisów.

Santi burgas 01

Santi burgas 02

Pośród czarno-ciemnego, mrocznego stoiska marki Unum, wokół którego „kręcił się” otoczony przez spory tłumek, ubrany na czarno twórca Filippo Sorcinelly, znalazłem dwa nowe pachnidła: Symphonie-Passion oraz  _ennui_noir. O obu zapachach wkrótce więcej na blogu. Dodam, że flakony perfum Unum zyskały nowy, nieco bardziej wymyślny design.

UNUM 01

 

UNUM 02

Niemiecką perfumerię, obok Marka Buxtona, Gezy Schoena, Thorstena Biehla i April Aromatics reprezentował nowy brand Verduu, którego twórcami są Alexander Botov i Bjorn Jonas. Koncepcja zapachów stworzonych z inspiracji twórczością współczesnych młodych niemieckich projektantów mody Hien Le, Michaela Sontaga i Goetze Gegenwart może być początkiem interesującej kolekcji, szczególnie, że kompozycje perfumeryjne stworzył dla Verduu sam Mark Buxton. Niestrudzony… Same zapachach opiszę na pewno w osobnym wpisie.

Verduu

Utrzymując się w temacie mody, a co za tym idzie także materiałów, z których szyta jest odzież, prawdziwie unikatową i nowatorską kolekcję pokazała włoska marka Uermi (od ang. Wear Me). To nowy brand na rynku perfum niszowych, o bardzo precyzyjnie przemyślanym ekologicznym designie i koncepcie, który polega na olfaktorycznym odwzorowaniu faktur różnych tkanin/ materiałów. W skład głównej kolekcji wchodzą: VE±VELVET, AB±CASHMERE, OH±DENIM, NO±SUEDE, UR±SILK, WE±TWEED, XX±LATEX, DO±WASHI. Zapachy skomponowali perfumiarze: Philippe Bousseton, Jean Jacques i Antoine Lie. Najnowszymi pozycjami prezentowanymi podczas Esxence były OR±CASHMERE i OR±WHITE. Oba popełniła Cecile Zarokian. Drugi z nich wydał mi się szczególnie urodziwy, a inspiracją dla jego powstania była tkanina powstająca z mleka (niezwykle delikatna w dotyku!). Marka zaproponowała interesujący sposób prezentacji swoich pachnideł – w tekturowych puszkach znajdowały się kawałki materiału nasączone odpowiednim zapachem. Gdy więc wąchaliśmy VE±VELVET, w puszcze znajdował się autentyczny aksamit. Mam nadzieję, że testy niezwykłych perfum Uermi znajdą się prędzej czy później na moim blogu.

Uermi 01

Uermi 02

Na koniec mojej relacji kilka zdjęć z tych stoisk, na których niestety nie udało mi się z braku czasu, ale i – przyznam – sił zagościć na dużej. Jeden dzień to stanowczo za mało, by zagłębić się w to, co oferuje impreza taka, jak Esxence. Wiem już, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej…

Menditerosa

Mendittorosa Odori d’Anima

Prudence

Prudence Paris

Royal Crown 02

Royal Crown 03

Royal Crown 04

Royal Crown

SHL

Stephane Humbert Lucas 777 i premierowy Taklamakan

 

A na koniec moja ulubiona fotografia z tego wyjazdu:

Renegades

Perfumowy Blog i niezwykłe trio Renegades: Bertrand Duchaufour, Mark Buxton i Geza Schön. Przemiło było choć na kilka sekund znaleźć się w tak doborowym towarzystwie!