„L’Eau” Tauer Perfumes – kwitnące drzewo cytrynowe

Jestem fanem świeżości w perfumach. Ktoś powie – banalne. Może. Ale ja po prostu bardzo lubię kompetentnie wykonany świeży zapach, czy to w formie perfum do ciała, czy zapachu do pomieszczeń. Dlatego m.in. tak cenię autorskie kreacje Francisa Kurkdjiana, który w ramach swej własnej marki Maison FK co rusz przedstawia kolejne, nie mające sobie równych interpretacje świeżości. O ile więc po tym sławnym paryskim perfumiarzu spodziewam się takich właśnie pachnideł, o tyle po – może mniej znanym, ale nie mniej utalentowanym – Andym Tauerze już raczej nie. Szwajcar znany jest raczej z esencjonalnych, gęstych, orientalnych, drzewnych, skórzanych i kwiatowych pachnideł. Tym bardziej zaskoczyła mnie jego najnowsza kreacja pod jakże wiele mówiącą nazwą L’Eau. Cieszą mnie takie inicjatywy.

andy-tauer

Pomyli się jednak ten, kto podejrzewa, że L’Eau to zapach wodny lub też cytrusowy, choć inspiracją do jego powstania było drzewo cytryny rosnące na werandzie perfumiarza.

Tzn. nuty cytrusowe owszem są tu obecne i wyczuwalne, ale bardzo delikatnie i to tylko na samym początku, w postaci słodkiej cytrusowej mgiełki. Istota L’Eau nie są jednak wcale cytrusy. Kwiatowy akord serca zbudowany z kwiatu cytryny oraz nuty kwiatu (!) irysa (co musi być olfaktoryczną interpretacją, bowiem nie wyczuwam tu wprost irysowej esencji, rozumianej jako ekstrakt z kłącza tej rośliny) stanowi trzon L’Eau, przesuwając go w rejony lekko biało-kwiatowe. Wciąż jednak to nie wszystko. Ambrowe tło – przywołujące echa innych pachnideł Tauera – jest tu także obecne, choć oczywiście w subtelniejszej wersji, przy czym zostało tym razem zatopione w bardzo obfitej dawce białych piżm, pachnących w sposób, który zwykłem opisywać jako woń prasowanej pościeli (ta sama woń dominuje obok lawendy i tonki w Gris Clair Serge’a Lutensa). Nie bez wpływu na zaskakująco ciepły charakter tego pachnidła pozostaje nuta sandałowca i coś jeszcze (przywołany przez autora timber? Wietrzę tu jakąś aromamolekułę…), co przydaje zaskakującej nutki pikantnej, drzewno-przyprawowej w sercu zapachu.

lemontree

Andy przemycił do tego z założenia lekkiego aromatu swoją sygnaturę, swój autorski podpis (tauerade), który najdobitniej poczujemy w legendarnym już L’Air du Desert Marrocain. Przez to L’Eau wcale nie jest typowo świeży w rozumieniu rześkości, lekkości, orzeźwienia. Jest raczej świeżo-ciepły, lekki, ale zmysłowy oraz subtelny (jak na standardy tego perfumiarza), przy tym trwały – dzięki ambrowo-piżmowej fiksacji.

Czy wobec tego wszystkiego można L’Eau porównać do jakichkolwiek innych perfum? Owszem. Podobną słoneczną (solarna?) woń, przypominająca aromat wyimaginowanej emulsji do opalania znajdziemy w Aqua Vitae Francisa Kurkdjiana. Tyle że ten perfumiarz nigdy nie przedawkowałby tak wyraźnie białych piżm (jego perfumy są perfekcyjnie „skalibrowane” i „wypolerowane”, przez co niektórzy uważają je za mało interesujące). Inny pokrewny zapach – także pod względem nazwy – to L’Eau Serge Lutens, choć tamten jest jednak nieco bardziej kwiatowy.

Podsumowując, L’Eau to intrygująca i na pewno nietypowa woń z gatunku tych lżejszych i świeższych, choć w tym przypadku paradoksalnie wcale nie orzeźwiająca. Być może to zamierzony efekt, w co wierzę, a być może jest tak, że za cokolwiek nie weźmie się Andy Tauer, nabiera to jego ciepłego, tauerowskiego charakteru. Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Dla mnie do dowód, że artysta ten ma wciąż wiele do zaproponowania i zawsze stara się „mówić własnym językiem”, zamiast próbować „papugować” innych.

 

Leau Tauer

nuty głowy – akord cytrusowy: bergamotka, cytryna, słodka pomarańcza

nuty serca: kwiat cytryny, kwiat irysa

nuty bazy: białe piżma, szara ambra, drewno sandałowe, timber

perfumiarz: Andy Tauer

rok premiery: 2017

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Andy Tauer „Sotto La Luna Gardenia” – trzyczęściowa oda do gardenii

Sotto La Luna to kolejny minicykl w coraz bardzie obszernej ofercie niezwykłych perfum Andy Tauera. Tym razem poświęcony białym kwiatom, które kwitną nocą, w blasku księżyca. W tym cyklu w 2014 roku artysta zaprezentował Gardenia, a w 2015 – Tuberose. Dziś moje wrażenia z testów pierwszym z nich.

Wedle autora Sotto La Luna Gardenia przedstawia  tytułowy kwiat w trzech odsłonach: gardenia pączkująca w świetle księżyca (pikantno-świeża – w akordzie głowy), gardenia w pełnym rozkwicie w towarzyszeniu subtelnej róży (zielona gardenia w akordzie serca), wreszcie gardenia dojrzała (pudrowo-mszysta w akordzie bazy) w towarzystwie odrobiny jaśminu na łożu z sandałowca, tonki i wanilii. Perfumy kwiatowe rzadko wzbudzają moje zainteresowanie, chyba że są to kwiaty od Frederica Malle, Le Labo czy właśnie Tauera. Wtedy sprawy mają się zgoła inaczej…

Gardenia

Początek zapachu to chyba jedna z najbardziej osobliwych woni, jakie Andy Tauer kiedykolwiek zaproponował. Prawdziwe wyzwanie nawet dla wytrawnego i zaznajomionego z dziwacznymi aromatami nosa. Zapach otwiera się w sposób wg mnie mocno kontrowersyjny, a nawet… nieprzyjemny. Mieszanka fetoru rozkładających się kwiatów, grzybo-podobnej, ostrej, gryzącej nos woni pieczarki z subtelnym tłem przypominającym aromat kwiatowego nektaru, wnętrza kwiatowego kielichu. Być może tak właśnie pachnie gardenia, gdy zanurzy się w nią nozdrza? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że ów niepokojący, mocny, iście baudelaire’owski aromat trwa – jak to u Tauera zwykle bywa – długie minuty, a konkretnie ich kilkadziesiąt. I gdyby sądzić o tym pachnidle wedle pierwszych kwadransów, należałoby flakonik wyrzucić do kosza tudzież odesłać do sympatycznego Szwajcara z reklamacją i prośbą, by wymienił flakon na zawierający świeże perfumy…

Szczęśliwie czas jest w tym przypadku sprzymierzeńcem i powoduje stopniowe, bardzo powolne łagodnienie wspomnianych nut trudnych na korzyść wysuwającego się naprzód akordu bazowego, w którym gardenii jest dużo mniej, a więcej balsamicznego, lekko nektarowego, waniliowo-tonkowego ciepła przełamanego odrobiną jaśminu. Zapach staje się cichszy i trwa na skórze zadowalająco długo.

Gardenia to perfumy białokwiatowe stworzone bez oglądania się na modę, czy komercyjny ich potencjał. Rzecz dla koneserów i wielbicieli perfum prawdziwie artystycznych i bezkompromisowych. Jak zawsze, gdy chodzi o twórczość Andy’ego Tauera. No… prawie zawsze, ale o tym już wkrótce…

Tauer Gardenia
zdjęcie: Fragrantica.com

nuty głowy: gardenia

nuty serca: gardenia, róża, zielone nuty

nuty bazy:  gardenia, jaśmin, drzewo sandałowe, bób tonka, wanilia.

twórca: Andy Tauer

rok premiery: 2014

moja ocena:

zapach: ****/ trwałość: *****/ projekcja: *****

Andy Tauer „Noontide Petals”

Perfumy Andy’ego Tauera – niezwykle uzdolnionego szwajcarskiego perfumiarza samouka – niezmiennie fascynują mnie i oczarowują swoją nostalgiczną urodą, zawieszoną gdzieś pomiędzy Haute Parfumerie lat przedwojennych a współczesnością. Od kiedy poznałem jako pierwsze Incense Extreme (absolutna czołówka zapachów kadzidlanych), poprzez kolejne kompozycje z powoli rosnącej oferty Tauer Perfumes (z moimi ulubionymi Lonestar Memories, Vetiver Dance, Orange Star, Une Rose Chypree, Une Rose Vermeille i Carillion Pour Un Ange) nie ustaje moje prawdziwe zauroczenie tymi gęstymi, pełnymi nieopisanej głębi i wyjątkowej urody pachnidłami (tu to określenie pasuje wprost idealnie). Na bieżąco śledzę poczynania Tauera i trzymam kciuki za powodzenie jego przedsięwzięcia i rozwój jego olfaktorycznej pasji oraz talentu. Paradoksalnie na moim blogu zaniedbałem tę postać, co postanowiłem ostatnio nadrobić, szczególnie że w bieżącym roku miała miejsce premiera najnowszego zapachu Andy’ego: Noontide Petals.

andy tauer

Już od pierwszych sekund po spryskaniu skóry czuć rękę Tauera, jego styl, jego sygnaturowy akord, ciepły, orientalny, głęboki, który odnajdziemy kilku innych kompozycjach kwiatowych (Carillion Pour Un Ange, Orange Star). Najpierw czuję bardzo wyraźne, doskonałe geranium z Bourbon wymieszane z odrobiną bergamotki, która przydaje otwarciu światła. Od razu uwagę przykuwają aldehydy, nadające zarówno otwarciu, jak i następującemu po nim klasycznie kwiatowemu sercu lekko woskowego i świetlistego charakteru. Czuć ukłon w stronę klasyki, z Chanel No.5 na czele. Kwiatowy bukiet w sercu zdominowany jest przez białe kwiaty (jaśmin i tuberoza) oraz miodowy, gęsty ylang ylang. Róża, która naturalnie łączy się z geranium, pozostaje tu w tle. Bazą dla dominującego akordu aldehydowo-kwiatowego jest wanilia, która  zaczyna dość szybko dominować zapach, a która z kolei zdaje się być hołdem dla Shalimar Guerlaina. Zmysłową słodycz wanilii przedłużono styraxem, zaś fundamenty tej kompozycji Andy wzmocnił klasycznymi, sprawdzonymi ingrediencjami: paczulą, wetywerią, esencją sandałowca, odrobiną kłącza irysa i kadzidłem, o czym wprost informuje na załączonej do próbki ozdobnej tekturce. Oczywiście nie wyczujemy tu indywidualnie żadnej z tych substancji, gdyż są one tu na usługach przewodniej koncepcji, jaką – w uproszczeniu – jest trio akordów: aldehydowego, biało-kwiatowego i waniliowego. Baza zapachu to charakterystyczny ciepły, ambrowy tauerowski temat.

noontide scheme

Jak zwykle w przypadku Tauer Perfumes zapach jest bardzo intensywny, skoncentrowany, ma bardzo dobrą trwałość (kilkanaście godzin) i dobrą, wyczuwalną projekcję.  

Noontide Petals to perfumy jasne, ciepłe i komfortowe. Z racji swego kwiatowego charakteru są perfumami raczej kobiecymi, nieco nostalgicznymi, stylizowanymi na retro. Sam autor zresztą potwierdza, iż zależało mu na oddaniu klimatu złotej epoki perfum, jaką niewątpliwie było pierwsze 50 lat XX wieku. Zapach ten wg mnie bardzo się Andy’emu udał i choć nie przebija w mojej ocenie ani róży z Une Rose Chypree, ani orientalnie podanej konwalii w Carillion Pour Un Ange, to wynika to raczej z moich osobistych preferencji, aniżeli jakości kompozycji jako takiej. Noontide Petals idealnie wpisuje się bowiem w stylistykę Tauera i jest kolejnym dowodem na perfumiarski talent Szwajcara, który nie zważając na okoliczności i zmieniające się trendy, drepcze konsekwentnie swoją własną perfumową ścieżką, oferując pachnidła inne niż wszystkie.

Już wkrótce na blogu recenzje kilku kolejnych zapachów tej marki.

noonetide

Nuty głowy: bergamotka, aldehydy, geranium

Nuty serca: róża, ylang ylang, tuberosa, jaśmin

Nuty bazy: paczula, kadzidło frankońskie, wanilia, drewno sandałowe, irys, sytrax, wetyweria

twórca: Andy Tauer

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 12 godzin

Andy Tauer – artysta perfumiarz

„Perfumy są zapachowym obrazem widzianym w lustrze wspomnień”.

Andy Tauer

Andy Tauer to szwajcarski artysta perfumiarz, którego darzę szczególnym szacunkiem, a jego prace wręcz uwielbieniem. Bez obawy używam tu słowa „artysta”, bowiem jest on jednym z niewielu twórców perfum, postrzegających tę dziedzinę jako prawdziwą sztukę i tak ją realizujących. Od niedawna współtworzy on interesujący serwis PERFUMism promujący perfumerię jako dziedzinę sztuki.

Ten przesympatyczny Szwajcar rozpoczął swą perfumiarską przygodę kilka lat temu.  Zaczął także pisać bezprecedensowy blog poświęcony temu zajęciu. Jego debiut – piękne damskie, jaśminowe Le Maroc Pour Elle, udowodnił, że Andy ma niewątpliwy talent. Tauer jest w wykształcenia chemikiem. Zaczynając jako perfumiarz wciąż pracował na etacie informatyka. Jego mentorką i nauczycielką zapachowej sztuki była Vero Kern – perfumiarka tworząca, podobnie jak Andy – w Zurychu. Zapachowa oferta Tauera zaczęła się rozwijać. Przepiękne przyprawowo-czystkowe L’Air Du Desert Marrocain, skórzano-cedrowe Lonestar Memories, lawendowe Reverie Au Jardin, drzewno-kadzidlane Incense Extreme, kadzidlano-różane Incense Rose, cudne zielono-drzewne Vetiver Dance, wreszcie nadzwyczajnie piękne Une Rose Chypree z różą w roli głównej, powoli zdobywały coraz większe uznanie. Najpierw wśród klienteli sklepu w Zurychu, prowadzonego przez znajomego Tauera, później – dzięki uruchomieniu sprzedaży internetowej – w wielu krajach Europy. W zeszłym roku nastąpił przełom. Tauer porzucił dotychczasową pracę na etacie po to, by całkowicie skoncentrować się na rozwijaniu swej działalności perfumiarskiej. Odświeżył swój brand, zmienił flakon, sposób pakowania, unowocześnił design swojego sklepu internetowego oraz bloga. Prezentuje się na perfumeryjnych targach (zeszłoroczne Exsence w Mediolanie, już za chwilę tegoroczne Piti Fragranze we Florencji). Bywa poza granicami Szwajcarii z prezentacjami swych zapachowych arcydzieł w sklepach, które je sprzedają.

Co wyróżnia Tauera spośród innych niszowych twórców? Andy to domorosły perfumiarz. D.I.Y. jak mówią Amerykanie. Własnoręcznie przeprowadza cały niemal cały proces tworzenia: od opracowania receptury, przez zakup składników, ich mieszanie, dojrzewanie, wreszcie rozlewanie do flakonów, które do niedawna nawet samodzielnie etykietował. Ostatnimi czasy przyznaje, że pewne kwestie zaczął zlecać, bo sam zwyczajnie nie wyrabia... Sprzedaż rośnie, a o Tauerze coraz więcej "słychać i widać". To nie tylko dowód jego talentu i przedsiębiorczości, ale i potęgi Internetu. No właśnie. Mimo przeładowania obowiązkami Andy ma jednak dość czasu, by regularnie aktualizować swój blog. Bo ten blog to klucz do jego sukcesu.

Tauer to perfumowe przedsięwzięcie interaktywne. Blog to miejsce, w którym artysta dzieli się z wiernymi czytelnikami (których wciąż przybywa) rozmaitymi informacjami dot. stricte tego co robi, a także spraw z tym mniej lub bardziej związanych. Czytelnicy czasem mają wpływ na pewne decyzje Tauera, gdyż on sam ich o to pyta (np. nazwa jednej z jego ostatnich kompozycji, opartej na nucie konwalii Carillion Pour Un Ange to pomysł jednego ze stałych komentatorów bloga). Poza tym regularnie organizuje on na blogu losowania darmowych próbek lub nawet całych flakonów swoich perfum (!). Dzieli się z  zainteresowanymi internautami swoją perfumiarską pasją i pozwala śledzić jego prace niejako „od kuchni” (nieprzypadkowo użyłem tego określenia, bowiem Tauer pracuje nad swymi perfumami właśnie w kuchni swego domu!). Pamiętam swój pierwszy kontakt z perfumami Tauera jako moment absolutnie przełomowy. Nic nie pachnie tak, jak jego kompozycje. Najnowsze, dostępne już w sprzedaży, perfumy Tauera to Carillon Pour Un Ange oraz Orange Star. O ile pierwszy – piękna kwiatowo-orientalna wariacja na temat konwalii, ma typowo kobiecy charakter o tyle Orange Star oceniłbym jako uniseks. W roli głównej tytułowy kwiat pomarańczy, jednak jakże inaczej zinterpretowany niż zazwyczaj. Uzbrojony w charakterystyczną tauerowską nutkę, którą niektórzy zwą „tauerade” przez analogię do „guerlinade”. Rzeczywiście jego zapachy mają wspólny mianownik, swoisty tauerowski podpis. Indywidualnym stylem. Poza wszystkim, choć to przecież bardzo ważne, jest on przesympatycznym człowiekiem, intelektualistą, nastawionym na indywidualny kontakt z klientem. Moje ostatnie doświadczenie tylko to potwierdza. Zamówiłem mianowicie komplet próbek. Miałem jednak kłopot ze sfinalizowaniem transakcji. Na stronie sklepu Tauera pojawiał się błąd. Po trzecim nieudanym podejściu napisałem do niego emaila. Andy odpisał że sprawdzi to wraz ze swoim informatykiem. Sprawdził i odpisał, że system nie przyjmuje polskich znaków, które się znalazły w adresie (w nazwie miasta – o czym po prostu nie pomyślałem). Poprosił, bym spróbował jeszcze raz. W zamian obiecał dorzucić dwie gratisowe próbki swoich najnowszych zapachów, które nie są jeszcze dostępne w sprzedaży, a które swą premierę będą miały we wrześniu we Florencji na Piti Fragranze: Une Rose Vermeille oraz Eau D’Epices. Paczuszka dotarła po tygodniu. W środku znalazłem oczywiście wszystkie zamówione próbki plus extrasy, a także własnoręcznie napisany krótki liścik i pozdrowienia od samego Tauera. Ujmujące, prawda?

Co takiego przyrządził Andy jako pachnidła premierowe?

Une Rose Vermeille to kolejna interpretacja róży, ulubionego kwiatu twórcy. Inna od Une Rose Chypree, bez klasycznego szyprowego tła. Równie jednak piękna, będzie cudownym uzupełnieniem nietuzinkowej kobiety. Bo to perfumy ewidentnie dla pań. Ze wszystkich trzech różanych tytułów zmiksowanych przez zdolnego Szwajcara, tylko Incense Rose może znaleźć się z powodzeniem na męskiej skórze i dodam, że mości się na niej wspaniale i na dłuuuugie godziny.

Drugą premierą będzie Eau D’Epices. To taka tauerowska „oda do przypraw”. Autor dość szczegółowo wyjaśnia na swoim blogu konstrukcję tego pachnidła, zdradzając w ten sposób część tajników swojej wiedzy. Te przebogate, orientalno-przyprawowe perfumy zbudowane są wokół czterech głównych „osi”: przypraw, kwiatów, drzew (a raczej nut drewnianych) i kadzidła. Mamy tutaj w jednym „narożniku” goździki, korę cynamonową, kolendrę i kardamon z dodatkiem mandarynki. W drugim: absolut kwiatu pomarańczy, absolut jaśminu i trawę cytrynową. W trzecim zaś wetiwer, kumarynę i ambrę. Wreszcie w czwartym narożniku kadzidło Bosswellia Carterii. Część składników to naturalne olejki, absoluty i rezinoidy. Tauer podkolorował je i podbił molekułami syntetycznymi: m.in. methylpamplemousse (grejpfrut), ionones (fiołek), irisone (irys), lilial (konwalia). Jak widać perfumiarz przedstawia konstrukcję perfum zupełnie inaczej niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni: trzy akordy, głowa, serce i baza itd. W istocie perfumy są substancją daleko bardziej skomplikowaną, a ich projekcja to przecudna gra rozmaitych składników. Zarówno naturalnych, których Tauer używa średnio ok 50%, jak i syntetycznych. Dopiero współdziałanie obu grup składników może zaowocować pięknymi perfumami. Wysokiej jakości składniki naturalne – absoluty,  olejki, rezinoidy – dają zapachowi bogactwo i naturalny urok. Jednak bez udziału (często równie drogich) syntetycznych molekuł nie byłoby nam dane cieszyć siebie i innych danym zapachem przez długie godziny, zachwycając się jego przemianami od nut otwarcia do akordu zamknięcia. W tym tkwi sedno. Trzeba „tylko” wiedzieć,  które składniki i w jakich proporcjach zastosować. Andy to wie… Przykład? Proszę bardzo.

W Eau D’Epices zastosował on m.in. syntetyczną ambrę w postaci molekuły AMBROXAN. Kilogram tego specyfiku kosztuje 1300$. Tak – tysiąc trzysta dolarów. Ta molekuła ma dość złożoną woń ambrowo-drzewno-kwiatowo-tabakową. Jest jednak doskonałym utrwalaczem kwiatów, które z natury rzeczy są średnio trwałe. Co więcej – nie tłamsi ona kwiatowej woni i doskonale łączy ją z kadzidłem w bazie tej kompozycji. Na tym jednak Andy nie spoczął. Dodał on jeszcze głębi AMBROXANowi uzupełniając go molekułą zwaną AMBREINE. To tylko maleńki przykład na to, jak skomplikowanym i precyzyjnym przedsięwzięciem jest komponowanie perfum.

Tauer nie kategoryzuje swych zapachów wg płci, jednak – jako że znam je wszystkie – panom z czystym sumieniem polecić mogę większość jego oferty: L’Air Du Desert Marrocain, Reverie Au Jardin, Incense Extreme, Vetiver Dance, Orange Star, Eau D’Epices i ewentualnie Incense Rose, w którym w największym uproszczeniu bułgarska róża z Une Rose Chypree połączona została z kadzidłem Boswellia Serrata znanym z Incense Extreme. Gwarantowane są niezwykłe doświadczenia, bo pachnidła Tauera to prawdziwe zapachowe dzieła sztuki.

PS. Wpis ten dedykuję Stojaqowi, który jak mało kto potrafi docenić prawdziwe piękno.