Gucci Rush For Men

Tym razem zacznę od końca. Jeden z najbardziej charakterystycznych flakonów w historii perfumerii. Biały pleksiglasowy prostopadłościan z plastikowym pojemniczkiem umieszczonym wewnątrz, zawierającym właściwą „treść”, czyli pachnącą mieszankę molekuł rozprowadzonych w alkoholowym nośniku. Śnieżnobiała „mydelniczka”. Rozpoznawalność flakonu chyba stuprocentowa. Męski Gucci Rush. Pośpiech. Pogoń. Szybkość. Dynamika. Wg twórcy to zapach „wolny, bezpośredni, instynktowny, penetrujący i nowoczesny, prosty, precyzyjny i spontaniczny“. Wiele słów, a ile treści?

Rush to wzorcowy wręcz przykład perfum drzewnych (w sensie drewnianych – to określenie choć bardziej precyzyjne, to jednak nie przyjęło się w polskiej nomenklaturze perfumowej). Kilka drzewnych ingrediencji „układa” tę kompozycję w sposób zdeterminowany. Cyprys, cedr, sandał i …. Okoume. Rush to jedyne znane mi perfumy zawierające w swym spisie nut drewno Okoume, niezmiernie rzadkie w perfumerii (częste za to np. w produkcji mebli, łodzi i… gitar) . Potwierdza to zresztą Sabbath w swojej drewnianej typografii na blogu Sabbath Of Senses. Być może to właśnie żywica tego drewna nadaje ten specyficzny charakter Rush. A może to zagrywka marketingowa, a tak naprawdę w środku mamy aromamolekuły, które w lepszy lub gorszy sposób imitują tę drewnianą nutę? Tego nie wiem, ale i to jest możliwe. Dlaczego tak uważam? Mianowicie miałem okazję poznać swego czasu Kephalis. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się całkowicie syntetyczna, nie występująca w naturze, aromamolekuła o charakterystycznym drzewnym, jakby pieprzowo-iglakowo-drzewno-ambrowym zapachu, przypominającym nieco suche cedrowe wiórki. Doprawdy magicznie pachnąca. Właśnie ta nuta dominuje w pierwszej fazie Rush i jest właściwie jego kwintesencją. Stanowi o jego charakterze. Więc może coś jest na rzeczy. Baza Rush jest ciepła, sandałowo- piżmowa.

Całość ma oryginalny i na swój sposób niszowy charakter. Zapach przywodzi na myśl skojarzenia z Tumulte Pour Homme Ch. Lacroix, jednak wypada przy nim dość blado i stanowczo bardziej syntetycznie. Rush jest raczej liniowy, nieskomplikowany i jednoznaczny, trochę prymitywny, ale ma swój urok. To zapach odważny i śmiały, biorąc pod uwagę czas jego powstania. Gwoli uzupełnienia warto dodać, że stworzył go duet perfumiarski: Danieli Roche-Andrier (dziś Prada) i Antoine’a Maisondieu (dziś m.in. niszowy Etat Libre D’Orange). Co dwa nosy to nie jeden? Nie jestem przekonany. Ciekawostką może być też fakt, że ten sam Maisondieu stworzył kilka lat później Hinoki dla Comme des Garcons – jak dla mnie – drewniaka absolutnego i genialnego. Tutaj, mam wrażenie, przymierzał się do tematu, tam zaś go w pełni zrealizował.

Trwałość zapachu niestety nie powala – w granicach 6 godzin, przy czym to co najlepsze rozgrywa się w ciągu pierwszych 2-3 godzin. Moc określiłbym jako średnią.

Rush jest dziś obiektem westchnień większości perfumomaniaków, szczególnie że został już dość dawno temu wycofany z półek perfumerii (chyba zresztą nie tylko polskich). Na szczęście od czasu do czasu można go jednak „złowić” na allegro i to nie zawsze w niebotycznej cenie, więc jego amatorzy przy odrobinie cierpliwości powinni zostać zaspokojeni.

nuty głowy: lawenda, cyprys

nuty serca: drewno sandałowe, drewno cedrowe, drewno Okoume, kadzidło

nuty bazy: paczula, drewno sandałowe, białe piżmo

twórca: Daniela Roche-Andrier/ Antoine Maisondieu

rok wprowadzenia: 2000

moja klasyfikacja: intrygujący, oryginalny, męski, uniwersalny, drzewny, lekko pikantny z cedrową dominantą,

ocena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 3/ flakon: 4