Blood Concept – tętnice pełne perfum (2)

Na początku chcieliśmy szokować. Teraz chcemy przekonywać. Nie jesteśmy perfumiarzami. Jesteśmy rodzajem gwiazd rocka, które rozpoczynały muzyką eksperymentalną, ale dojrzały, podpisały kontrakt z dużą wytwórnią i obecnie proponują inną, bardziej wyrafinowaną muzykę

blood concept owners
Antonio Zuddas i Giovanni Castelli

Tak panowie Zuddas i Castelli tłumaczą (prawda, że pokrętnie?) swoją decyzję o uśmierceniu większości wcześniejszych pachnideł Blood Concept, gruntownym przeprojektowaniu wizerunku marki i wprowadzeniu zupełnie nowych kompozycji perfumowych do oferty w na nowo zaprojektowanym flakonie. Od bieżącego roku oferta Blood Concept składa się z trzech kolekcji. Red Series – złożona z 4 zapachów – bazuje na tej samej koncepcji, na jakiej opierała się  pierwsza (wycofana) linia zapachów marki – na tematyce ludzkiej krwi. Black Series – na którą składają się kolejne cztery pachnidła – odpowiada czarnej serii opisywanej przez mnie w poprzednim wpisie nt. Blood Concept i ujawnia mroczne strony ludzkiej osobowości, zaś Upside Down – póki co złożone z dwóch zapachów – ma penetrować tematykę drzewnych soków, a więc roślinnego odpowiednika ludzkiej krwi. Ta seria ma z natury rzeczy charakter otwarty, nie ogranicza jej bowiem ciasna konwencja podyktowana przez cztery istniejące w naturze grupy ludzkiej krwi. Co ciekawe, wszystkie pachnidła są zupełnie nowymi kompozycjami z jednym wyjątkiem – B Magic Amber z Black Series, które jest w istocie zapachem B z poprzedniej Black Series, a który panowie postanowili pozostawić w kolekcji, gdyż jest ich bestsellerem (z kolei ja – co znamienne – oceniłem go najniżej z całej poprzedniej Black Series). Każdy zapach Blood Concept w nowej odsłonie został dodatkowo opatrzony podtytułem, co z pewnością ułatwi orientację potencjalnych nabywców w kierunku, jaki reprezentują poszczególne z nich. Według wyjaśnień twórców marki, pozostałe zapachy zostały właściwie stworzone od nowa, przy pomocy lepszej jakości składników, ale na bazie tych samych tzw. briefów, czyli opisów, będących czymś w rodzaju scenariuszy dla powstających pachnideł.

blood concept new red series
Blood Concept Red Series w nowej odsłonie

Czy zatem owo symboliczne „podpisanie umowy z dużą wytwórnią” pociągnęło za sobą spodziewane i częste w takich sytuacjach skomercjalizowanie charakteru zapachów Blood Concept? Moim zdaniem w dużej mierze tak, choć nie we wszystkich przypadkach. Generalnie ich obecne propozycje są mniej awangardowe, mniej eksperymentalne i bardziej przypominają to, co już gdzieś w perfumowej niszy istnieje. Aż dwa z nich to niemal kopie jednego i tego samego znanego zapachu dużej marki (!). Ale o tym później… Marka milczy na temat tego, jacy perfumiarze pracowali nad nowymi zapachami, ale wg mojego nosa na pewno nie był to już Antoine Lie…

 

Red Series O: Absolute Suede

Początkowo delikatnie skórzany, a nawet – zgodnie z nazwą – bardziej zamszowy zapach z nutami owocowymi (śliwka, malina), przywodzący nieco na myśl Tuscan Leather Toma Forda, a także bardzo podobny do ewidentnie inspirowanego tym bestsellerem Oud Saphir Atelier Cologne. Inne są tu jednak proporcje poszczególnych nut i tak: więcej jest zamszu, styraksu, skóry i nut ziołowych, a w sercu i bazie nie zabrakło nawet akcentu animalnego, który z czasem zaczyna przydawać coraz bardziej dominującemu akordowi skórzanemu naturalistycznego charakteru, zbliżając Absolute Suede do Oud Leather Diora. Ładnie, przekonująca, ale jednak bardzo wtórnie.

blood concept absolute suede

nuty: tymianek, mięta, śliwka, kawa, rozmaryn, sytraks, malina, ambra, skóra, zamsz, kadzidło, papirus

 

Red Series A: Green Cashmere

Moim zdaniem najciekawszy z Red Series, mocno zielony, z początkowo wyraźną nutą figową pachnącą trochę galbanum, która w połączeniu z absolutem kardamonu daje unikalny efekt mieniącej się zieleni. Ta zieleń nie jest jednak całkowicie harmonijna. Jest złamana jakąś trudną do zidentyfikowania nutą tworzywa sztucznego, „plastiku”. Serce zapachu jest bardzo francuskie, prowansalskie, łączące lawendę, szałwię i geranium. Drzewna baza, wciąż zielona, choć z wyraźnym cashmeranem, wieńczy dzieło. Całość jest intrygująca zielono-aromatyczno-drzewna, wyrazista, nieco „elektryczna”, a do tego podana na niszowo. Podoba mi się.

blood concept green cashmere

nuty: mandarynka, liść figi, kardamon, absolut z lawendy, geranium, szałwia, karmel, mirra, drewno kaszmirowe

 

Red Series B: Wonder Tonka

Słodko-żywiczno-cytrynowy początek sugeruje woń marihuany, zza której wyłania się dość szybko gorzkie kakao, które z kolei inicjuje wątek gourmand, zbudowany tu z  – prócz kakao – benzoesu, elemi, wanilii i tonki. Całość po kilku chwilach układa się w zupełnie mainstreamowy, subtelny, ciepły, komfortowy, kulinarny akord, mocno podbudowany sucho-drzewną niby-cedrową nutą, trochę w stylu bazy brązowego Gucci Pour Homme. Bardzo poprawny, ale nic ponad to.

blood concept wonder tonka

nuty: cytryna, bylica, akord cannabis, pieprz syczuański, czystek, ekstrakt kakao, benzoes, elemi, wanilia, tytoń, balsam jodłowy, absolut tonka

 

Red Series AB: Tokyo Musk

Oryginalny, mocny, ziołowy początek z dość wyraźną, odważną kolendrą na tle iglakowego, jodłowo-cyprysowego duetu. Kolendra w sercu bierze zaskakująco górę, projektując pierwszoplanowo, więc jeżeli ktoś nie przepada za specyficzną wonią tej rośliny, będzie musiał odpuścić sobie Tokyo Musk. Nie ma też co się łudzić, że zapach ten będzie – jak można by sądzić po nazwie – subtelnym, transparentnym piżmowcem. Przeciwnie. To kompletnie inna bajka. Jest tu zaskakująca ziołowość, mocna  iglastość, ładna, gwajakowa sucho-drzewność  i kremowa sandałowość na piżmowej bazie. Tak to w skrócie przebiega. Trzeba oddać, że Tokyo Musk ma zdecydowany i mocny charakter. To całkiem interesująca pozycja w Red Series.

blood concept tokyo musk

nuty: jodła, cyprys, jagody mirtu, kolendra, liść pomarańczy, gwajak, drewno sandałowe, piżmo

cdn.

 

Blood Concept – tętnice pełne perfum (1)

Blood Concept zadebiutował w 2011 roku jako materializacja pomysłu Antonio Zuddasa i Givanniego Castelliego na perfumy inspirowane ludzkim ciałem, a konkretnie życiodajnym płynem płynącym w ludzkich żyłach i tętnicach. Cztery pierwsze pachnidła nazwano stosowanie do grup krwi: A, B, AB i O (zero), a ich stworzenie zlecono gotowemu na najbardziej niecodzienne olfaktoryczne wyzwania perfumiarzowi Antoine’owi Lie’owi. Zapachy z założenia pozbawione były jakichkolwiek nut kwiatowych, a łączyła je metaliczna nuta krwi. Kolekcja została w 2012 roku uzupełniona o dwa zapachy specjalne: pozbawiony jakichkolwiek nut metalicznych +MA (PlusMA=Plasma) oraz symbolizujący krew i mleko RED+MA.

Antione_Lie
Antione Lie

RED+MA zwraca uwagę połączeniem woni dwóch pierwotnych płynów organicznych: krwi i mleka. W zapachu zestawiono nuty metaliczne z owocowymi i mlecznymi. Efekt jest bardzo interesujący, zbliżony do słynnego (i równie kontrowersyjnego) Secretions Magnifiques Etat Libre d’Orange. Oba zapachy wyszły zresztą z laboratorium tego samego twórcy, Antoine’a Lie’a, i penetrują te same olfaktoryczne rejony. RED+MA jest jednak, mimo dość trudnego, metaliczno-mlecznego początku, wdzięczniejszy i przyjemniejszy, a jego baza to już zupełnie „normalny” akord złożony z liścia fiołka, cedru i mlecznego drewna sandałowego. Prawdopodobnie w wyniku użycia aldehydów zapach ten jest wyrazisty, mocno obecny, a początkowo nawet dość agresywny. Do tego stopnia, że sam osobiście trudno znoszę ten etap RED+MA. Później jest już znacznie lepiej. Pośród całej „krwawej” kolekcji ta zdecydowanie wyróżnia się swą nowatorskością i śmiałością.

Blood concept RED plus MA

nuty: aldehydy, nuty metaliczne, akord mleka, cedr, liść fiołka, piżmo, drewno sandałowe

W 2013 roku pojawiła się Black Series, seria czterech zapachów bazujących na wersjach pierwotnych, ale uwypuklających tym razem ciemną, czarną stronę „nas” (cokolwiek to oznacza). Ot taki kolejny koncept w ramach Blood Concept, który ochoczo zrealizował Antoine Lie. Co znamienne, litery na flakonach umieszczono – dla odmiany – „do góry nogami”…

Black Series A to intrygująco brzmiąca mieszanka nut kulinarnych podana w raczej mainsteramowy sposób. Imbir i nuta kawy wzmocnione korzeniem arcydzięgla i mandragory osadzonymi na bazie ambrowo-drzewnej. Black Series A to tak naprawdę „mała czarna”, a ta – jak wiadomo – potrafi płynąć w żyłach niektórych z nas (np. w mojej)… Nie jest to może najlepsza kawa we flakonie, jaką wąchałem, ale w sumie pachnie nieźle. Zresztą z czasem moc tej kawy spada, a wzmacnia się drzewna strona zapachu.

nuty: kawa, imbir, arcydzięgiel, mandragora, drzewo sandałowe, benzoes, ambra

Black Series B to zapach raczej subtelny i bliskoskórny, z dominującym na wstępie akordem posłodzonej herbaty, który stopniowo przechodzi w cichy finisz gwajakowo-skórzany. B jest wg mnie najmniej interesujący w czarnym kwartecie.

nuty: proch strzelniczy, herbata Earl Grey, Rooiboos, akord Inoki, Ambroxan, drewno gwajakowe, skóra

blood concept black series

Black Series AB intryguje pieprzowo-zielonym, „elektrycznym” wstępem na tle akordu grejpfrutowo-mineralnego. Zapach sprawia wrażenie zabawy konwencją zapoczątkowaną przez Jean-Claude’a Ellenę w Terre d’Hermes, a rozwijaną później przez wielu perfumiarzy w różnych kierunkach. Jednak brak wetywerii w formule gwarantuje, że nie może być mowy o kolejnym klonie Terre. Pieprzowo-drzewna natura AB wyczerpywałaby jego temat, gdyby nie zaskakujące użycie heliotropiny w sercu, przydającej całości subtelnie słodkiej, migdałowej aury. Suchość i pieprzność Black AB oraz jego finalna wyraźna mineralność czyni zeń zapach raczej męski, aniżeli uniseks. Moim zdaniem zresztą najciekawszy w tym czarnym kwartecie.

nuty: bergamotka, zielony pieprz, heliotropiny, Metyl-pamplemousse, nuty mineralne, drewno, piżmo

Black Series O jest osobliwie skonstruowanym zapachem skórzanym o bardzo współczesnym i oryginalnym charakterze – zresztą jak wszystkie propozycje Blood Concept. Nietypowe ingrediencje (konopie, nasiona marchwi) współbudują roślinno-mineralną stronę tej kompozycji, choć nuta skóry jest tu obecna praktycznie od początku, a od pewnego momentu zaczyna dominować i trwa na pierwszym planie do samego końca, nabierając z czasem dziwnej, lekko jakby tłustej konsystencji…

nuty: czerwona pomarańcza, yuzu, konopie, nasiona marchwi, drewno, ambra, skóra

Przyznać trzeba, że wszystkie zapachy Black Series intrygują, mają niebanalną treść, są oryginalne, pachną awangardowo i osobliwie oraz w nienarzucający się sposób. Sprawiają też wrażenie oszczędnie zbudowanych. Nie sądzę, by każda z nich zawierała więcej niż dziesięć ingrediencji. Te cechy jednoznacznie potwierdzają minimalistyczny i awangardowy oraz poszukujący styl Antoine’a Lie’a. W żadnym z tych zapachów nie odnajdziemy już nuty metalicznej, która łączyła pierwsze cztery pachnidła Blood Concept, oraz która tak mocno zaakcentowana została w RED+MA. Widać więc, że w przypadku Black Series twórcy marki porzucili – było nie było – dość ciasną „krwistą” konwencję i pozwolili dobie i perfumiarzowi na dużo szersze zapachowe eksploracje. Ale to nie wszystko. Bieżący rok przyniósł informację, że panowie Zuddas i Castelli postanowili porzucić także niemal wszystkie dotychczasowe pachnidła Blood Concept (w tym opisywaną tu Black Series) i zastąpić je zupełnie nowymi… Ale o tym już w drugiej części opowieści…

Tym samym wpis ten ma już raczej charakter archiwalny, choć „stare ” Blood Concept wciąż dostępne są w sprzedaży, pewnie do wyczerpania zapasów (w Polsce sprzedaje je wciąż perfumeria Lulua w Krakowie).