Nicolai Parfumeur Createur – francuski szyk (1) „Oud Sublime”

Patricia de Nicolai bardzo długo broniła się przed wprowadzeniem do oferty Nicolai Perfumeur Createur pachnidła oudowego. Pamiętam wywiad, w którym twierdziła, że by to zrobić, musiałaby mieć konkretny pomysł na oud, a nie jedynie umieścić go w nazwie zapachu. Jak mówiła, tak zrobiła. Dopiero w 2013 roku zaprezentowała duet zapachów z oudową nutą (choć raczej bez prawdziwego oudu): Amber Oud i Rose Oud. W 2016 dołączyła do kolekcji Incense Oud, a także coś bardzo specjalnego: Oud Sublime, pachnidło dedykowane koneserom perfum. 

Patricia-de-Nicolai-BD
Patricia de Nicolai

Oud Sublime to naprawdę wyjątkowa kreacja, nawet jak na wysokie przecież standardy Patricii de Nicolai. Ta uformowana w klasyczną zapachową piramidę kompozycja w praktyce okazuje się dość monolityczna i zdominowana przez centralny akord zawierający autentyczną esencję oudu z Kambodży (!), połączoną w sercu z cedrem, paczulą, różą, kolendrą i kminem. Zanim jednak do nozdrzy dotrze w pełni ten wyrafinowany, odrobinę animalny akord, poczuć możemy nieco świeższy wstęp z wyróżniającą się davaną, wspomaganą bylicą i ziarnami ambrette. Całość osadzona jest na drzewno-żywicznej bazie uformowanej z kadziła, styraxu, brzozy, kastoreum, piżm i ambry. Baza wraz z oudem trwają na skórze długie godziny, emitując egzotyczny, ciepły i jednocześnie nieco tajemniczy zapach.

Przy całym tym bogactwie ingrediencji, zapach pozostaje niezwykle harmonijny, a nuta oudu jest bardzo „po francusku” (czyli zgrabnie) wkomponowana w całość. Co więcej, mimo sporej zawartości cennego oudu, Oud Sublime ma wyraźną sygnaturę de Nicolai. To charakterystyczne zestawienie aromatycznych składników pochodzenia naturalnego (kolendra, paczula, róża, cedr), które odnaleźć możemy także w innych jej pachnidłach o ciepłym, drzewnym czy ambrowym charakterze (np. Ambre Cashmere czy Cuir Cuba Intense). Jednak nawet przez chwilę nie mam wątpliwości, że to właśnie kambodżański oud ma tu wiodący charakter. Pozostałe składniki budują otoczenie oraz tło i nawet wymieniona w składzie róża nie ujawnia się indywidualnie.

Mimo dość monolitycznego charakteru, w Oud Sublime można jednak odnaleźć różne niuanse: żywiczny, mentolowy (pochodzący z kolendry), drzewny, a także zwierzęcy. Wszystko to w bardzo klasyczny sposób ułożone w wyrafinowaną i – zgodnie z nazwą – majestatyczną całość.

Jedno jest pewne – mimo, że wąchałem już pewnie dziesiątki zapachów oudowych, żaden nie pachniał tak, jak Oud Sublime. I niech to będzie rekomendacją dla tych niezwykłych perfum, które zarówno przez swój wyrafinowany charakter, jak i wysoką cenę oraz bardzo ograniczoną dostępność, zasługują na miano prawdziwie luksusowych i dedykowanych dla wymagających koneserów olfaktorycznej sztuki, którzy skłonni są wydać 385 EUR na mały ozdobny flakonik zawierający 35 ml cieczy o wysokiej koncentracji zapachowej (25%), zamknięty w eleganckiej drewnianej „trumience”. Górna półka cenowa, to fakt. Ale i pachnidło zupełnie wyjątkowe.

nicolai oud sublime

nuty głowy: dawana, ziarna ambrette, bylica

nuty serca: oud z Kambodży, cedr z Atlasu, paczula, róża, kolendra, kmin

nuty bazy: kadziło, styrax, brzoza, kastoreum, piżmo, ambra

perfumiarz: Patricia de Nicolai

rok premiery: 2016

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Dunhill „ICON Absolute” czyli oud od Dunhilla

Gdy 2 lata temu z niemałą (i słuszną) ekscytacją opisywałem ICON – nowy wówczas męski zapach Dunhilla, który miał wynieść markę na poziom Hermesa i Cartiera (ale – póki co – chyba jeszcze nie wyniósł), zakończyłem swoją recenzję stwierdzeniem, że ICON to obiecujący początek nowego rozdziału w perfumowej historii marki Dunhill. Jednak mimo, że dzieło Carlosa Benaima to bardzo udane, nowoczesne męskie pachnidło, nie słyszę i nie czytam (a także nie czuję), żeby zdobyło popularność, jakiej pewnie od niego oczekiwał John Ray, Dyrektor Kreatywny w Dunhillu. Szkoda. Niemniej nie trzeba było długo czekać na kolejne wcielenie „ikonicznego” Dunhilla. Jeszcze tego samego roku marka wypuściła wersję Absolute (dostępną początkowo tylko w Harrodsie), zamykając ją w jakże emblematycznym flakonie, tym razem w kolorze złotym. Czyżby sugestia orientalnej – ściślej – arabskiej estetyki? Okazuje się, że tak.

F2574-Dunhill-Absolute-Brand-Slider-1000x340

ICON Absolute zupełnie spokojnie mógłby nazywać się ICON Oud i pewnie nikomu by to nie przeszkadzało, może poza tymi, którzy dość już mają tego nad-eksploatowanego w perfumerii ostatniej dekady słowa. Chwalebnie jednak Dunhill nie poszedł tą ścieżką na skróty.

Na początku muszę zastrzec, że Absolute nie ma zapachowo nic wspólnego z zamkniętym w srebrnym flakonie poprzednikiem, no może poza obecnością czarnego pieprzu w otwarciu.

Absolute to woń na początku przyprawowa (pieprz plus szafran), później już wyłącznie drzewna, wytrawno-sucha, sypka niczym pustynny piasek, linearna, o długim, snujący się smużką oudowego dymu finiszu, w której zadbano o nienachalną, ale przyjemną projekcję i bardzo solidną trwałość. Intrygująca i tajemnicza, elegancka w nieco egzotyczny sposób, spodobała mi się bardziej, niż się spodziewałem.

I choć wciąż lubię olfaktoryczne bomby, to jednak ta utrzymana w ryzach „charakterność” ICON Absolute bardzo mi przypasowała – zgodnie z zasadą „mniej znaczy więcej”. W podobny sposób oud – pylisty, połączony z szafranem i pieprzem, został zrealizowany w Versace Oud Noir i to z nim ICON Absolute najbardziej mi się kojarzy, choć muszę tez nadmienić, że zapach Dunhilla jest bardziej minimalistyczny, wyrafinowany i elegancki. Do tego jego finisz przebija wyraźnymi reminiscencjami z bazy M7 YSL i od czasu do czasu echem Oud Wood Toma Forda, a to są dla mnie zawsze mile „widziane” nawiązania.

Reasumując – ICON Absolute uważam za pachnidło zdecydowanie udane, może nie tak oryginalne, jak protoplasta, ale – jak dla mnie – warte posiadania flakonu (nie tylko ze względu na jego niewątpliwie walory estetyczne), szczególnie jeżeli ktoś – tak jak ja – lubuje się w tego typu sucho-drzewnej, oudowej, nieco enigmatycznej, orientalnej stylistyce.

 

dunhill icon absolute

nuty głowy: bergamotka, czarny pieprz,

nuty serca: szafran, czarna róża, jaśmin

nuty bazy: oud, liść tytoniu, skóra

perfumiarz: brak danych

rok premiery: 2015

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 4,0/ trwałość: 5,0

Eutopie Parfumes – nisza made in France

Eutopie Parfumes to młoda francuska marka niszowa utworzona w 2011 roku i prowadzona przez Elodie Pollet – weterankę branży dóbr luksusowych, w tym perfum. Pollet lubi podróżować, mieszkała już w wielu miejscach na świecie. Jej obserwacje podróżnicze oraz doświadczenia życiowe i branżowe znalazły wyraźne odzwierciedlenie w pachnidłach Eutopie, które tworzy wraz z profesjonalnymi francuskimi perfumiarzami. Perfumy ponumerowane zostały od 1 do – póki co – 10, z pominięciem, rzecz jasna, piątki, która jako nazwa perfum zarezerwowana jest przez Chanel…Każda kompozycja zainspirowana została innym miejscem, przy czym te o numerach 7, 8 i 9 poświęcono paryskim ogrodom. Warto wspomnieć, że marka został uhonorowana w 2012 roku w Paryżu nagrodą European Beauty Innovation Awards, a zapach No.4 otrzymał w 2013 roku w Berlinie nagrodę Prix de Parfum Artistique.

elodie-pollet
Elodie Pollet (Fot. Fragrantica)

 

Eutopie Parfums proponuje intrygujące i oryginalne pachnidła o orientalnym, niszowym charakterze, skierowane do koneserów perfumowej sztuki. Zamyka je w masywne, ale poręczne i dobrze prezentujące się flakony zaopatrzone w srebrne lub złote zatyczki. Oszczędna stylowa grafika i numery zamiast nazw dodają całości niszowego i ekskluzywnego charakteru.

Dzięki uprzejmości łódzkiej perfumerii Impressium miałem okazję przetestować pachnidła o numerach od 1 do 6 i przyznać  muszę, że wszystkie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. To kawał porządnej perfumowej roboty. Przede wszystkim zapachy Eutopia są oryginalne (i – o dziwo – nie ma pośród nich ani kopii Black Afgano, ani imitacji Tuscan Leather (!), choć jest coś…., ale o tym później). Poza tym, są gęste i trwałe, co wynika nie tylko z zastosowanych składników, ale i koncentracji eau de parfum. To także powoduje, że rozwijają się one na skórze bardzo powoli, nie epatując otoczenia swą mocą, a pozostając raczej bliżej noszącego. Zwykle są to kompozycje orientalne, z elementami estetyki arabskiej, tyle że z akcentami położonym na różne aspekty. Według mnie niemal wszystkie mają uniseksowy charakter.

No.1 to pachnidło z wyraźną nutą jaśminu sparowanego z różą, którym początkowo towarzyszy anyż. Kwiaty zanurzono w esencjach drzewnych, przybrudzono odrobiną gorzkawo pachnącego tytoniu i oparto na zmysłowej orientalnej bazie, na którą składa się ambra, piżmo i wanilia. Zapach majestatycznie i długo rozwija się na skórze, dość szybko wszakże tracąc kwiatowe nuty na rzecz orientalnej, lekko pudrowej, ambrowo-drzewno-waniliowej bazy, która z czasem staje się coraz bardziej sucha, nieco duszna, tajemnicza i zmysłowa.

Biały flakon z różowym ornamentem jakoś mi jednak do charakteru No. 1 zupełnie nie pasuje…

eutopie-n-1-luxury-perfume

 

główne nuty:  jaśmin, róża, anyż, drewno sandałowe, tytoń, cedr, ambra, białe piżmo, wanilia

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2011

 

No.2 to przepiękne, majestatyczne, orientalne pachnidło łączące w sobie różę, szafran i nuty drzewne. Fani niedoścignionego Rose Nacree du Desert Guerlain, Santal Royal tej samej marki oraz niedawno opisywanego przez mnie Oriento marki Jeroboam mogą znaleźć w tej kompozycji swoje ulubione aromaty. Róża obecna, choć nie dominująca, została tu sowicie obsypana rdzawym szafranowym pyłem przydającym całości tego charakterystycznego słodko-gorzkiego, arabskiego charakteru. Mam słabość do takich pachnideł – mających zmysłowy, ale jednocześnie egzotyczny, ciężki, „osadzony”, ale fascynująco mroczny i tajemniczy charakter, w których szkarłatna róża zmieszana została z czernią nikabu i złotem zdobień arabskich pałaców…

burka

No.2 zawiera w sobie – wedle twórców – aromat specyficznego arabskiego kadziła zwanego Bakhur (bakhoor), będącego w istocie sprasowaną w kształcie cegiełki mieszanką naturalnych składników, głównie drzewnych wiórków oudowych, zanurzonych w pachnących olejkach i zmieszanych z innymi składnikami (żywice, ambra, piżma, drewno sandałowe, zapachowe esencje). Bakhur palony wydziela dym służący do nadawania zapachu pomieszczeniom i tkaninom (ubraniom).

Reasumując, No.2 zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. No i kolor flakonu został tym razem zdecydowanie lepiej dobrany…

eutopie-n-2-luxury-perfume

główne nuty:  przyprawy, tytoń, róża, szafran, piżmo, nuty drzewne, niuanse orientalne

perfumiarz: Prakash Narayan (Givaudan)

rok premiery: 2011

 

No.3 idzie w nieco innym kierunku, niż dominujący w pierwszych dwóch zapachach arabski orient. Owszem, odnajdziemy tu wspólne z nimi ingrediencje (np. szafran, agar), ale całość jest zdecydowanie łagodniejsza i bardziej europejska – głównie dzięki innym proporcjom poszczególnych składników i łagodzącemu całość na pierwszym etapie jałowcowi. Dość szybko No. 3 ujawnia swą drzewna istotę, która – w miarę upływu czasu – zaczyna dominować. Finisz jest intensywny i sucho-drzewny, co jest zasługa niezawodnego cypriolu, który wzmacnia drzewny przekaz. Łagodny początek przeistacza się więc w mocny, drzewny koniec. Całkiem zaskakująco i naprawdę interesująco…

eutopie-3

główne nuty:  jagody jałowca, szafran, drewno sandałowe, cypriol, drewno agarowe, paczula, ambra, piżmo, wanilia

perfumiarz: Sonia Constant (Givaudan)

rok premiery: 2012

 

No. 4 poprzez połączenie paczuli z delikatnymi nutami balsamicznymi (czystek), żywicznymi i kulinarną wanilią na samym początku budzi we mnie jak najlepsze skojarzenia z przecudnej urody Coromandelem Chanela. Jednak w wyniku obecności fiołka w sercu zapach dość szybko zmienia kierunek. Staje się miękki i delikatnie zielony. Co ciekawe, na finiszu podobieństwa do dzieła Jacquesa Polge’a powracają, zapach staje się lekko paczulowo-kremowy i w efekcie jako całość pozostawia naprawdę dobre wrażenie. Jego „nieszczęściem” jest właśnie to, że może kojarzyć się z absolutną perfumową doskonałością, jaką jest Coromandel. Z takim „przeciwnikiem” trudno jest nawet podjąć walkę, a co dopiero ją wygrać… Ale to właśnie tę kompozycję doceniło berlińskie jury przyznając Prix de Parfum Artistique.

eutopie-4

główne nuty:  paczula, bergamotka, czystek, róża, fiołek, sandałowiec, ambra, piżmo, kadzidło

perfumiarz: Charles Caruso (SFA)

rok premiery: 2013

 

No.6 zainspirowane zostało… Rosją (bo czemu nie?), a konkretniej – Moskwą, która wszakże znacząco różni się od reszty Rosji (delikatnie to ujmując), a w której Elodie Pollet mieszkała przez jakiś czas. Stamtąd zabrała ze sobą wspomnienia i skojarzenia z wonią skóry, geranium i kadzidła. Według niej te nuty w dużej mierze tworzą No.6, którego czerwony flakon ze złotą zatyczką nawiązuje do moskiewskiego monastyru z ulicy Petrovka.

moscow-monastery

Zapach otwiera się dość intensywnym aromatem przypominającym pieprz, ale pieprzem nie będącym. To aromamolekuła pepperwood daje znać o sobie. Obok suchego drzewnego cypriolu, to drugi składnik stricte syntetyczny budujący kościec tego niezwykłego zapachu. Zza tego pikantnego wstępu nieśmiało wyłania się geranium na cedrowym fundamencie i – ten moment musiałem sprawdzić kilka razy, by potwierdzić moje skojarzenia – pachnie to jak Terre d’Hermes (!) pozbawiony grejpfruta (methyl pamplemousse) i wetywerii (vetiveryl acetate). Taka mroczna, niszowa, nieoczywista i bardziej wymagająca wersja Terre. Mniej wprawny nos może zupełnie nie zauważyć tego podobieństwa. Ja sam wydobyłem je dopiero przy którejś próbie. Ale No.6 to pachnidło zdecydowanie trudniejsze, obudowane innymi ingrediencjami dla uzyskania innego efektu. Elodie Pollet określa je jako – po części – skórzane. Ja jednak skóry zupełnie tu nie czuję. Natomiast uważam ten zapach za przede wszystkim przyprawowo-drzewny z odrobiną kadzidła, ładnym, dość wyraźnym, lekko mentolowym geranium i świetnym, długotrwałym, suchym cypriolowym finiszem. Co ciekawe, owo podobieństwo do dzieła J.C. Elleny jest dużo większe na papierku testowym, niż na skórze. Tam zapach staje się bardziej mroczny i drzewny, a urocza i rozjaśniająca całość nuta geranium gdzieś się chowa…

Dla osób lubiących olfaktoryczne eksperymenty No.6 może okazać się bardzo ciekawym kandydatem do połączenia go z Terre d’Hermes na skórze, w celu pogłębienia i utrwalenia tego drugiego. Efekty mogą  być bardzo intrygujące. Sam z pewnością tego wkrótce spróbuję… Niemniej oczywiście No.6 to od początku do końca „samodzielne” pachnidło o mocnym, zdecydowanym i męskim charakterze. Obok No. 2 moje ulubione z opisywanej piątki.

 

 eutopie-n-6-luxury-perfume1

główne nuty: kadzidło, cypriol, geranium, labdanum, skóra, paczula, cedr, piżma, Pepperwood

perfumiarz: Nadège le Garletanzec (Givaudan)

rok premiery: 2013

 

Acqua Di Parma „Colonia Oud”

W 2012 roku marka włoska marka Acqua Di Parma, znana z doskonałej jakości wód kolońskich, rozpoczęła nowy cykl zapachowy poświęcony najcenniejszym perfumowym składnikom, zatytułowany Ingredient Collection. Niby nic oryginalnego, jeśli chodzi o pomysł, ale zaręczam, że wykonanie dostępnych póki co trzech kompozycji (Oud, Leather i Ambra) z pewnością bardzo pozytywnie wyróżnia je pośród zapachów zrealizowanych wg podobnych konceptów. Poza tym kolekcja ta, delikatnie mówiąc, skutecznie łechce perfumowe koneserskie ego… Bo czyż nie jest to zaiste piękny widok?

AdP Ingredient Collection
Ingredient Collection by Acqua Di Parma

Chronologicznie pierwszym przedstawionym pachnidłem w ramach tej kolekcji był Colonia Oud, zdaje się, że początkowo nazwany Colonia Intensa Oud. Na zapach ten zwróciłem swą uwagę odwiedzając w zeszłym roku jedną z perfumerii we włoskim mieście Bergamo. Był on pierwszym, po jakiego sięgnąłem, będąc bardzo ciekaw, w jaki sposób zaprezentował agarowy temat – jak domniemam – Francois Demachy, na co dzień „nos” Diora, ale także naczelny perfumiarz grupy LVMH, która jest właścicielem m.in. właśnie Acqua di Parma. Pamiętam, że tamtego dnia we Włoszech Colonia Oud zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Postanowiłem więc koniecznie przetestować ją wnikliwie przy nadarzającej się okazji. Kilka tygodni temu flakon wylądował na moim biurku…

ingr_maps

Colonia Oud miał być – wedle oficjalnej informacji – połączeniem zachodniej estetyki kolońskiej z bliskowschodnim, orientalnym charakterem oudu. Miał celebrować ten cenny, pochodzący z krajów środkowego wschodu, składnik, jakim jest żywica zainfekowanego grzybem drewna agarowego. Złożony właśnie z – śmiem twierdzić naturalnej – esencji oud oraz drewna amyris, doprawiony rosyjską kolendrą, wzmocniony przez cedr, sandałowiec i paczulę pachnie nad wyraz oryginalnie i intrygująco. Trzeba wszakże zaznaczyć, że akord cytrusowy nie przypomina tu w niczym tego znanego z klasycznych wód Acqua di Parma. Cytrusy owszem obecne, jedynie zmiękczają intro zapachu, w którym wszakże od razu czujemy przewodni, mocny, skórzano-drzewny aromat pachnidła, mający później „rozwinąć swoje skrzydła”. Początkowo więc woń jest intensywna, nieco gryząca nozdrza, kwaskowata, trochę ziołowa, trochę drzewna, trochę skórzana. Wraz z upływem czasu najpierw wzmacnia się w niej aspekt skórzany, zaś z czasem nabiera drzewnej suchości, zachowując jednak ten unikalny, lekko kwaskowy aromat przez większość czasu. Dopiero po wielu godzinach, na samym końcu, pojawia się nieco bardziej słodko-żywiczna nuta drzewna, która wieńczy dzieło.

AgarWoodOUD

Wspomniana kwaskowatość, choć nieco inna i nie tak intensywna, to jednak kojarzy mi się z oudami Francisa Kurkdjiana (Oud Cashmere Mood i Oud Velvet Mood). Tyle że tu towarzyszy jej wyraźna, surowa, a nawet nieco zwierzęca nuta skórzana. Colonia Oud odróżnia się od masy innych pachnideł z nutą agaru właśnie swą wytrawnością i – mam wrażenie – dość realistycznym odwzorowaniem oudowej woni. Nie znajdziemy tu ani ambrowej czy żywicznej słodyczy, ani znanego duetu róży i paczuli, tak często imitującego rzekomy oud w wielu perfumach. Nie spotkamy też coraz popularniejszej zbitki oudu i szafranu. Co więcej – jest to zupełnie inne ujęcie oudu od tego z Leather Oud Diora, autorstwa tego samego perfumiarza, mimo że przecież i tam i tu aromat oudu połączono ze skórą. Colonia Oud jest zupełnie inny. Zaskakujący. Unikalny. Wytrawny. Suchy. Dla niewyrobionego nosa z pewnością nieco trudny w odbiorze, skłaniający się raczej ku arabskim gustom olfaktorycznym. Przy tym pachnący niezwykle wyrafinowanie, w sposób nie pozostawiający złudzeń co do jego klasy, jakości składników i warsztatu perfumiarza.

Colonia Oud to woda kolońska w wersji skoncentrowanej, w praktyce mająca moc i trwałość wody toaletowej. Po dość obfitym użyciu, co ułatwia serwujący spore chmury atomizer, czuję ją na sobie wyraźnie przez ponad 10 godzin, co stanowi bardzo dobry wynik. Zapach, mimo zdecydowanego charakteru, nie przytłacza. Pozostawia natomiast intrygującą skórzano-drzewną aurę, która snuje się wdzięcznie za noszącym. A nosi się Colonia Oud bardzo przyjemnie, z tą koneserską satysfakcją, charakterystyczną dla perfum najwyższej próby.

Francois Demachy 24
Francois Demachy

 

Etykieta „colonia” jest tu o tyle słuszna, o ile zapach ten potraktujemy jako wodę kolońską zaprojektowaną w tylu arabskim, a więc dla tamtejszych mężczyzn, kochających oud tak mocno, jak Włosi kochają swoje cytrusy, a przy tym oczekujących od pachnidła dużej mocy i esencjonalności, które z kolei są przeciwieństwami subtelności i ulotności tradycyjnej kolońskej europejskiej.

Colonia Oud to absolutnie jedne z najciekawszych znanych mi perfum oudowych i jedno z najbardziej oryginalnych pachnideł w mojej kolekcji, co stwierdzam z dużym zadowoleniem. Unikatowe, niebanalne, najwyższej jakości, o zdecydowanie męskim charakterze, w którym zrealizowany przy pomocy doskonałych ingrediencji agarowy temat potraktowany został z inwencją i mistrzostwem dostępnym jedynie wąskiemu gronu perfumiarzy.

Bravo Monsieur Demachy!

AdP Oud 3

nuty głowy: bergamotka, pomarańcza

nuty serca: kolendra, amyris, oud

nuty bazy: cedr, sandałowiec, paczula, skóra, piżmo

twórca: Francois Demachy

rok premiery: 2012

moja ocena:

zapach: *****/ trwałość: ****/ projekcja: ****

Versace „Oud Noir”

Czasy mamy takie, że każda perfumowa marka chce mieć w swojej ofercie zapach o tematyce agarowej, najlepiej ze słowem oud w nazwie. I choć mam wrażenie, że oudowa moda traci swój impet, to już pozostawiła po sobie niezliczone „dzieci”. O tym że słowo oud jest zwykle jedynie chwytem marketingowym (bardzo często mającym na celu lukratywną sprzedaż zapachu w krajach arabskich) i absolutnie nie gwarantuje użycia w formule prawdziwej żywicy agarowej, pisałem już wielokrotnie. Ale czyż nie analogicznie działo się i wciąż dzieje z zapachami ambrowymi? Ile z nich mających w nazwie amber zawiera prawdziwą, naturalną szarą ambrę? Żaden. (Znanymi mi wyjątkami są super ekskluzywne pachnidła marek Roja Dove i Royal Crown). Dziś ambra w perfumach = akord ambrowy stworzony z różnych ingrediencji (często są to żywica benzoesowa, wanilina i labdanum), mający „udawać” naturalną ambrową woń. Bardzo często już nawet to kryterium nie jest spełniane, gdyż na przestrzeni wielu lat swej obecności w pachnidłach akord ambrowy nabrał szerszego znaczenia, a nawet w dziwny sposób przetransformował w zapach… bursztynu (ang. amber), tak jakby naturalny bursztyn czymkolwiek pachniał… Identycznie dzieje się dziś z oudem. Zapachy „oudowe” potrafią pachnieć bardzo różnie, a oudem często nazywane są wonie nie mające z zapachem oudu nic wspólnego (patrz np. Ferrari Essence Oud, którego recenzję szykuję). Ale zdarzają się na szczęście przypadki wprost przeciwne. Do takich należy moim zdaniem bohater dzisiejszego wpisu – w mojej opinii przykład naprawdę udanej realizacji agarowego tematu. Długo przymierzałem się do testów Versace Oud Noir, obawiając się zapachowego rozczarowania. Dziś jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że było warto poświęcić mu czas (a czas to jak wiadomo także i … pieniądz).

Versace Oud Noir

Choć flakon jest doskonale znany z niezwykle popularnego, świeżego, aromatycznego Versace Pour Homme (2008), to już jego czarno-złota barwa sugeruje zgoła inny charakter i ciężar gatunkowy pachnidła. Nie przypadkowo jednak Oud Noir zamknięty został właśnie w takim flakonie. Ten orientalno-drzewny zapach pomyślany jest bowiem jako skierowany na rynki arabskie odpowiednik europejskiego Pour Homme. I coś w tym jest. Przecież Versace Pour Homme, łączący rześkie nuty cytrusowe z przyprawami i nutami drzewnymi, to absolutnie europejski typ męskiego pachnidła z gatunku casual. W ten sam sposób należy potraktować Oud Noir, tyle że w kontekście arabskim. To agarowy casualowiec, oud europejsko-arabski, o „cywilizowanej” mocy i projekcji.

versace-oud-noir3

Przede wszystkim – i to jest dla mnie spora niespodzianka, a także przyczyna, dla której moja ocena Oud Noir jest bardzo subiektywna – mocno przypomina mi on M7 od Yves Saint-Laurenta. Oczywiście oba zapachy nie są identyczne, ale postawiłbym je obok siebie, gdybym miał grupować znane mi „oudowce” pod względem sposobu realizacji tematu. Co konkretnie wspólnego maja Oud Noir i M7? Łączy je gorzko-„lekarstwiana” nuta, która w Oud Noir obecna jest przede wszystkim w otwarciu (gdzie początkowo jeszcze łagodzą ją nieznacznie pomarańcza i neroli) oraz w fazie serca, gdy do głosu dochodzi tercet szafranu, kardamonu i kadzidła. Początek jest zresztą dość mocny, szorstki i całkiem wyraźnie doprawiony czarnym pieprzem. Z czasem zapach staje się łagodniejszy i gorzko-słodki (szafran). Pojawia się sygnaturowa, sucho-drzewno-szafranowa woń, która ciągnie się przez kolejne godziny wyraźnie projektując i stopniowo, ale bardzo powoli gasnąc, uwydatniając jednocześnie solidne pokłady czegoś, co może być Iso E Super. Na etapie bazy Oud Noir oddala się od M7 znacząco, stając się mniej dymnym, a bardziej sucho-drzewnym. Zapach ten więc praktycznie od początku do końca zachowuje swój zasadniczy, drzewny charakter, ulegając na skórze jedynie subtelnym przemianom, których niewprawiony nos może nawet nie zauważyć. To co czujemy na samym początku jest niemalże tym samym, czym pachniemy na finiszu.

M7-m

Podobieństwo do M7 było czymś, czego absolutnie się nie spodziewałem. Nie spotkałem się nigdzie w Internecie z takim porównaniem, a przecież fani M7 znani są z poszukiwań alternatyw dla swego ulubieńca (choć póki co na szczęście mamy M7 Oud Absolu). Szczerze przyznam, że Oud Noir to chyba najbardziej podobne do M7 znane mi ujęcie oudu i bardzo jestem ciekaw, jaki perfumiarz za nim stoi. Na swój użytek uknuję (jak zwykle!) małą teorię spiskową, która (jak zwykle!) równie dobrze może być funt kłaków warta… Otóż przypomnę, że M7 dla YSL stworzył duet Alberto Morillas i Jacques Cavallier. Versace Pour Homme (europejski) to dzieło Morillasa. Może więc i za Oud Noir stoi ten twórca? Tym bardziej, że czuję w nim charakterystyczne cechy stylu Morillasa: harmonia, oszczędność środków wyrazu, moc na „poprawnym politycznie” poziomie, perfekcyjny warsztat.

versace oud

Oud Noir nie jest przytłaczający, ale jest „obecny” przez wiele godzin pod warunkiem dość solidnej aplikacji (atomizer rozpyla drobne chmurki). Ma satysfakcjonującą projekcję, nie dominuje, ale snuje się za noszącym pozostawiając krótki, ale wyraźny ogon, złożony z bardzo intrygującej mieszanki zapachowych molekuł. Szczyt projekcji przypada między 3 a 8 godziną po aplikacji. Zastosowanie szafranu i kardamonu w sercu przydaje mu tej arabskie orientalności, odrobiny kulinarnej słodkości, ale jest ona tak zbalansowana innymi nutami, że nie ma tu mowy o popadaniu w estetykę gourmand. Podobny zabieg w swoim wspaniałym Oud zastosował Francis Kurkdjian, choć tam więcej jest orientalnej słodkości szafranu. I to właśnie dzieło Kurkdjiana jest dla mnie drugim obok M7 odnośnikiem dla Oud Noir.

Oud Noir uważam za jedno z moich bardziej przyjemnych odkryć zapachowych ostatnich miesięcy. Długo przymierzałem się do jego spróbowania, ale cieszę się, że w końcu to zrobiłem. Gdzieś po cichu liczyłem, że mnie przyjemnie zaskoczy i faktycznie tak się stało. Nosi się go z dużą przyjemnością. Bardzo lubię, gdy perfumy pozostawiają taką enigmatyczną, niedopowiedzianą aurę. Oud Noir taki własnie jest. Tajemniczy i intrygujący. Polecam go nie tylko fanom oudu i M7, ale także wszystkim tym, którzy lubią pachnidła suche, przyprawowe, drzewne i kadzidlane.

versace oud 3

nuty głowy: pomarańcza, neroli, czarny pieprz

nuty serca: kardamon, szafran, kadzidło

nuty głębi: paczula, oud, skóra, akord skórzano-drzewny

twórca: bd.

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: bardzo dobry
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ponad 10 h

Ex Idolo „Thirty Three”

Autorem marki Ex Idolo i jej pierwszego (i jedynego póki co) zapachu jest niejaki Matthew Zhuk – tajemniczy Kanadyjczyk o białorusko-polskich korzeniach mieszkający obecnie w UK, o którym wiadomo tyle, że zawodowo trudni się doradztwem dotyczącym strategii rozwoju brandów (m.in. dla Molton Brown, Sony Mobile, Jagermeister, Red Bull, Grolsch, Chiquita, BMW, Milka, Burberry) w ramach firm konsultingowych (m.in. The Gild, eQ). Ex Idolo to autorski projekt Zhuka dotyczący stworzenia i wypromowania nowego niszowego brandu perfumowego. Bowiem poza swoim zawodowym zajęciem Matthew jest od lat miłośnikiem perfum, który swą wiedzę na ich temat czerpał niegdyś z powstającego wówczas serwisu Basenotes oraz blogów perfumowych. W 2004 po przetestowaniu prawdziwych arabskich perfum oudowych Al Haramain’s Khaltat Al Muluk Matthew zapałał miłością do oudu. Od tego czasu oud stał się niemal jego obsesją. Doprowadził go do rozlicznych kontaktów z plantatorami i destylatorami, a w końcu do odkrycia zapasu wspomnianej oudowej esencji z 1980 roku, która posłużyła jako kanwa dla jego pierwszych autorskich perfum. Niedawno wykupił cały jej zapas, by zapewnić jak najdłuższą dostępność 33 w sprzedaży. Obecnie pracuje nad zapachem zbudowanym wokół cennego omańskiego kadzidła, takiego jakiego używało w przeszłości Amouage.

Ex+Idolo+-+Matthew+Zhuk
Matthew Zhuk

Wedle oficjalnej strony internetowej zapach o tajemniczym, numerycznym tytule 33 nowej jest z wielu względów wyjątkowy. O jego unikatowość świadczyć mają niezwykle cenne składniki, w tym przede wszystkim wspomniana esencja naturalnego oudu, która wydestylowana w 1980 roku przez 33 lata „czekała” dojrzewając do swego debiutu w perfumowej formule. Wartości ma jej dodawać również fakt, że pochodzi z dziko rosnących drzew aloesowych (w Chinach, Borneo i Birmie), a nie z plantacji. Drugim istotnym składnikiem 33 jest olejek różany – także chińskiego pochodzenia. Trzecim zaś esencja paczulowa. W praktyce testując ten zapach zauważyłem, że olfaktoryczne proporcje tych trzech głównych ingrediencji można ułożyć w następującym szyku: paczula, róża, oud. Bowiem to właśnie paczula dominuje ten zapach od samego początku niemalże do końca, w pierwszej i drugiej fazie dopuszczając do głosu odrobinę róży. A oud? Cóż – nie jestem „ludzkim chromatografem gazowym” i nie umiem stwierdzić jego obecności. Nie znaczy to oczywiście, że go tam nie ma, tym bardziej że oud ma wiele twarzy. Z pewnością tak dojrzała esencja będzie pachniała w bardzo zrównoważony, okrągły i nieostry sposób. Dojrzały oud pachnie mało agresywnie, bardziej wyrafinowanie, subtelnie. Jednak tu szczerze mówiąc trudno mi jest zidentyfikować choć ślad oudu w choć jednej z form, jakie znam.

Niemniej w kontekście powyższego opisu 33 wydaje się być bardzo dobrym i obiecującym początkiem marki Ex Idolo, który zresztą już spotkał się z pozytywnym odzewem perfumowych entuzjastów. Utrzymany w estetyce oudowych zapachów Montale (szczególnie Black Oud) 33 prezentuje się całkiem przekonująco. Jest nasycony, intensywny, ale nie przytłaczający, ładnie zrównoważony. Tylko dlaczego tak dużo w nim paczuli?

ex idolo bottle

Nuty głowy: czarny pieprz, mandarynka, kauczuk

Nuty serca: chińska biała róża, róża z Taifu, chińska róża, kłącze irysa, „stal damasceńska” (akord metaliczny)

Nuty bazy: oud (żywica agarowa), paczula, heliotropina

rok premiery: 2013

moja cena w skali 1-6: kompozycja: 4/ projekcja: 4/ trwałość: 4,5

Jeszcze trochę oudu czyli „Mystic Oud” Historiae

Francis Kurkdjian przy okazji premiery swego oudowego trio stwierdził, że perfumy oudowe stały się kolejną pełnoprawną grupą zapachową obok zapachów kwiatowych, ambrowych, kolońskich, fougere, chypree itd. Faktycznie coś w tym jest. Obecnie każda marka, już nie tylko niszowa czy ekskluzywna, ma w ofercie zapach oudowy, nawet takie jak Versace czy Ferrari (!). Osobiście przestałem się już dziwić liczbie premier pachnideł agarowych, przyjmując słowa Francisa jako fakt i godząc się z tym zjawiskiem.  Bo w sumie dlaczego nie?

Dziś moje wrażenia nt. pachnidła oudowego młodziutkiej francuskiej marki Historiae.

Historiae Mystic Oud – oud mydlany

Zapachy marki Historiae pojawiły się już jakiś czas temu w ofercie perfumerii Quality Missala. Zaintrygowały mnie przede wszystkim faktem, iż większość z nich wyszła z pracowni Bertranda Duchaufoura. Jak się po krótkich testach okazało, są to urocze, zwiewne i bardzo naturalnie pachnące kompozycje bazujące wyłącznie na składnikach posiadających certyfikaty fair trade, a w swym charakterze bardzo tradycyjne, z dominującymi nutami cytrusów i kwiatów (tematy róży, fiołka, kwiatu pomarańczy, biały kwiatów, zielonego ogrodu). Marka oferuje całe linie produktów w danym zapachu: od eau de toilette przez mydła, świecie zapachowe aż po dyfuzory do pomieszczeń. Każda z kompozycji zainspirowana została wielką postacią z historii Francji.

historiae_01

W bieżącym roku zapachową ofertę marki koniunkturalnie poszerzono o kompozycję oudową pod tytułem Mystic Oud. Żywica agarowa to składnik bardzo ekspansywny, łatwo dominujący kompozycję. Tym trudniej jest – jak sądzę – zrobić wyróżniający się oryginalnością zapach z oudem, biorąc pod uwagę liczbę tego typu pachnideł dostępnych na rynku. Bertrand Duchaufour potrafi czynić cuda, choć w tym akurat przypadku wykonał po prostu solidną robotę. Jak zwykle – by osiągnąć zamierzony efekt – nie żałował składników i popełnił bardzo udane pachnidło, zdecydowanie najbardziej charakterne ze wszystkich zapachów Historiae.

Mystic Oud zwraca uwagę umieszczonymi obok agaru różą i geranium, które powodują mydlany efekt. Została on jednak w pierwszej fazie przełamany sporą dawką cytrusów, zaś w sercu szafran nadał mu egzotycznej słodyczy (i zbliżył charakterem do pierwszego kurkdjianowskiego Oudu). Znaczącą rolę odgrywa tu także paczula, jakże lubiąca się z różą. Finisz zaskakuje woltą w kierunku kulinarnym z wyraźną wanilią i benzoesem. Główny bohater – czyli żywica agarowa – został tu bardzo zręcznie obudowany pozostałymi ingrediencjami. Te składowe przytłumiły charakterystyczną naturę oudu na każdym etapie zapachu, choć jego obecność jest wyczuwalna i zapach jako taki wpisuje się w agarowy kanon. Nie jest to jakieś zaskakujące ujęcie oudu, ale nie można odmówić mu urody.

Mystic Oud pachnie świeżo i czysto. Przypomina mi nieco No. 88 od Czech & Speak, co prawdopodobnie wynika z podobnego zestawienia nut drzewnych z esencją różaną i geranium. Zapach ten spodobał mi się. Jest idealnie wyważony, nie przytłacza, ma przyjemną moc i dobrą trwałość, a przy tym jest bezpretensjonalny. Fani oudu (i róży) powinni koniecznie go spróbować.

Historiae-Mystic-Oud-

Nuty głowy: bergamotka, pomarańcza, aldehydy, róża, dawana

Nuty serca: szafran, piwonia, róża, geranium, goździki, oud (żywica agarowa)

Nuty bazy: wanilia, benzoes, wetiwer, kastoreum, ambra, paczula, sandałowiec, mirra, mech dębowy

twórca: Bertrand Duchaufour

rok wprowadzenia: 2013

moja ocena:

  • zapach: dobry+
  • projekcja: dobra
  • trwałość: ok.  9 godzin