Guerlain „Tonka Imperiale”

„Tonka Imperiale” to perfumy mające uwypuklić olfaktoryczną urodę esencji z nasion tonkowca wonnego. Ta użyta tu w sporej, ale nie przesadnie obfitej ilości, została otoczona kilkoma innymi kompatybilnymi składnikami, które w sumie tworzą przyjemną, choć dość wtórną całość.

Tonka-Beans_190640_MC

Zapach otwiera akord migdałowy, lekko rozjaśniony bergamotą i rozmarynem. Po nim ujawnia się bohater kompozycji – esencja z nasion tonki, pachnąca ciepło i migdałowo. Towarzyszy jej idealnie się z nią komponująca nuta tytoniowa, przypominająca tę z „Tobacco Vanille” Toma Forda, jednak tu nie jest ona zalana słodką wanilią, tylko sparowana z tonką właśnie. Subtelny, ciepły i blisko-skórny finisz bazuje na równowadze pomiędzy olibanum, cedrem a sosną, przy czym żadnego z tych składników nie czujemy indywidualnie. Tworzą przyjemny, spokojny i delikatny akord żywiczno-drzewny wieńczący to olfaktoryczne dzieło. Szkoda, że nie z przedrostkiem „arcy”, ale „Tonka Imperiale” na nań moim zdaniem nie zasługuje. Owszem, jest bardzo ładne, przyjemne, subtelnie otulające, z wyczuwalną jakością składników. Ale skomponowane w bardzo mainstreamowy, bezpieczny i zachowawczy sposób, co ma prawo rozczarowywać – szczególnie, że to pachnidło wchodzące w skład butikowej kolekcji Guerlain „L’Art et La Materie”, która adresowana jest do przede wszystkim do koneserów perfum. Przydało by się trochę więcej charakteru, pazura, kontrastu i… mocy.

thierry-wasser-guerlain_2849_medium

Nie wiem dlaczego, ale liczyłem, że Thierry Wasser wyczarował tu coś zapadającego w pamięć, coś niezwykłej urody, a jest… – po prostu – średnio. Jeśli jednak dla kogoś „Tobacco Vanille” są zbyt tytoniowe lub zbyt waniliowe albo w ogóle są „zbyt”, wówczas „Tonka Imperiale” mogą okazać się idealną opcją. Ich niezwykła lekkostrawność, drażniąca polityczna poprawność to cechy charakterystyczne dla stylu Thierry’ego Wassera. Mając go w roli głównego perfumiarza Guerlain, koncern LVMH (właściciel marki) może być spokojny o mass-marketowy (czyt. komercyjny) poziom perfum z logo szacownej i – było nie było – legendarnej, a niegdyś nawet wyśmienitej marki perfumowej. Szkoda tylko, że zasada komercyjności dotyczy także tych perfum, które marka pozycjonuje w swym portfolio na najwyższej półce, także cenowej i które przecież ochrzciła zobowiązującym tytułem „Sztuka i materia”.

Tonka Imperiale

Dominujące nuty: słodkie przyprawy, migdały, tytoń, tonka, żywice

Twórca/nos: Thierry Wasser

Rok premiery: 2010

Podobne zapachy: Dior „Feve Delicieuse”, Victor & Rolf “Spicebomb”, Tom Ford „Tobacco Vanille”, Odin „Semma”, Parfums de Marly “Herod”, “Oajan”

moja ocena w skali 1-6:

zapach: 4,5/ projekcja: 3,5/ trwałość: 4,0

D.S. and DURGA (4) – „Boston Ivy”, „Mississippi Medicine” i ” Italian Citrus”

Z radością kontynuuję zapoznawanie się z niezwykłymi zapachami amerykańskiej marki niszowej D.S. & DURGA. Dziś kolejne trzy z nich, a to jeszcze nie koniec…

Boston Ivy – zielony…

Oto zapachowe wspomnienie Bostonu z lat 80-tych. Zielony mech i bluszcz rosły tam obok graffiti I.R.A., a koniczyna była solona przez morze. I taki właśnie jest ten zapach. Dokładnie taki. Zielony, bardzo soczysty, o dominancie roślinnych soków i wyraźnej, lekko słonej nucie jodu. Trzeba oddać perfumiarzowi, że udało mu się bardzo sugestywnie oddać opisywany bostoński obrazek. Widok zielonego ogrodu pełnego pnącz oraz połaci koniczyny na tle brzegu oceanu dosłownie staje przed oczami podczas testowania Boston Ivy. Zapach jest raczej prosty i nie ewoluuje na skórze, tracą jedynie – bardzo powoli – swoją zieloną soczystość na rzecz mchowej bazy. Charakteryzują się wyraźną mocą i dobrą trwałością, która pozwala cieszyć się nim na skórze przez długie godziny. Pośród znanych mi pachnideł zielonych naturalnością przewyższa go chyba jedynie Virgillio Diptyque. Zestawieniem nut zielonych ze słonymi kojarzy mi się zaś z Sel Marin Heeleya, tyle że tamten ma więcej cytrusów.

główne nuty:  bluszcz, koniczyna, nuta morskiego powietrza, mech drzewny

moja klasyfikacja: odświeżający i niebanalny zielony uniseks, idealny na lato;

ocena w skali 1-6: kompozycja: 4/ moc: 4/ trwałość: 4/ flakon:5

 

Mississippi Medicine – czyli wizyta w tartaku w świeżo wypastowanych kozakach 😉

Mój faworyt w dzisiejszym zestawieniu oraz kolejny obok Burning Barbeshop i Cowboy Grass zapach D.S. & DURGA trafiający wprost w moje perfumowe gusta. Mississippi Medicine, bazujący rzekomo na praktykach medycznych amerykańskich przodków z delty Mississippi, to  prawdziwy raj dla miłośników zapachów drzewnych i dymnych. Dominujące nuty cedrowych wiórów, smoły brzozowej i kadzidła stawiają Mississippi Medicine obok takich niszowych cudeniek jak Hinoki Comme des Garcons, Black Tourmaline Oliviera Durbano czy L’Eau Trois Diptyque, a także… Rush for Men Gucci. Wyraźnie wyczuwam w  nim drzewne żywice, które w rzeczywistości uchylają rabka swej niebianskiej woni, gdy ich pnie ciętę są na deski w tartaku. Uwielbiałem i wciąż uwielbiam ten zapach i szukam, szczerze mówiąc, perfum, które najlepiej i najwierniej by go oddały. Od momentu poznania Mississippi Medicine wiem, że pod tym względem nie mają one póki co konkurencji. Są w swej żywiczności po prostu genialne… Jednak nic, co piękne, nie trwa wiecznie i akord „tartaczny” po ok. godzinie cichnie, a wyczuwalny zaczyna być zapach pasty do butów, który zresztą także lubię. Od dziecka.

Gęste olejki zastosowane w pachnidle uwidaczniają się na skórze zaraz po aplikacji i trwają tam dziesiątki minut. Przypomina mi to równie skoncentrowane pachnidła włoskiego Profvmvm i świadczy o tym, że moc i trwałość zapachu twórcy uzyskują poprzez wysoką zawartość wsadu w kompozycji. Bez polepszaczy i drogi na skróty. Naturalnie.

główne nuty:  smoła brzozowa, viola (zioło), biały świerk, kadzidło, korzeń cyprysa

moja klasyfikacja: przepiękny zapach drzewny, a raczej drewniany, ściślej żywiczny; bardzo męski; dla indywidualistów; idealny na chłodne i mroźne pory roku;

ocena w skali 1-6: kompozycja: 4,5/ moc: 4,5/ trwałość: 5/ flakon: 5

 

Italian Citrus – coś więcej niż kolońska…?

Nie ma pełnej kolekcji perfum bez kolońskiej. W ofercie D.S. & Durga właśnie Italian Citrus pełni jej rolę. Bardzo naturalnie pachnący miks włoskich cytrusów (pomarańcza Chinotto*, czerwona pomarańcza i zielona mandarynka) wzmocniony i utrwalony został przez dodanie olejku z ziaren ambrette (piżmopodobna woń pochodzenia roślinnego) oraz syntetycznych, białych piżm o „czystym”, świeżym zapachu. Powstała wdzięczna, dość subtelna, choć wyraźna kolońska o niezłej, jak na ten typ zapachu, trwałości oraz swoistej ciepłej głębi i zmysłowym, przyjemnym finiszu. Czy coś wyróżnia Italian Citrus pośród innych znanych mi kolońskich? Raczej nie. Choć znam kilka dużo lepszych realizacji tego tematu (choćby Acqua Di Parma Colonia), to propozycja D.S. & DURGA, choć może nie nadzwyczajna, to jednak pachnie bardzo naturalnie i niepozbawiona jest uroku. Uroku słonecznej Italii.

*) z pomarańczy Chinotto Włosi od lat wyrabiają tradycyjny napój gazowany Chino, przypominający nieco smakiem Coca-Colę (która aromatyzowana jest m.in. olejkiem limonkowym), ale nie słodki, a cytrusowo-gorzko-cierpko-ziołowy. Podobno doskonale gasi pragnienie. Już wiem, czego będę szukał przy najbliższej wizycie w delikatesach.

🙂

główne nuty: Chinotto, czerwona pomarańcza, cytryna, zielona mandarynka, ziarno ambrette, białe piżmo

moja klasyfikacja: naturalna cytrusowa kolońska ze zmysłowym finiszem; odpowiednia dla kobiet jak i mężczyzn; idealna na upały lub zimą, gdy chcemy przypomnieć sobie lato…

ocena w skali 1-6: kompozycja: 3,5/ moc: 3,5/ trwałość: 4/ flakon:5

cdn.