Aether – perfumy molekularne

Wszystko zaczęło się od Comme des Garcons. Awangardowa marka kierowana przez Rei Kawakubo i Christiana Astuguevieille’a zaprezentowała w 1998 roku słynny Odeur 53 – zapach skomponowany z 53 wyłącznie syntetycznych, nieorganicznych składników.

W 2000 roku pojawił się – w ramach rozwinięcia tematu – Odeur 71. Kontynuacją kierunku była seria Synthetic z 2004. Ale to w roku 2006 rozpoczął się prawdziwy hype wokół syntetycznych molekuł perfumowych, a to za sprawą debiutu Escentric Molecules Gezy Schöna. Genialny w swej prostocie pomysł, by zamiast kompleksowych wieloskładnikowych kompozycji zaproponować doświadczenie jednowymiarowe, zapach jednej aromamolekuły, perfumy w istocie nie będące perfumami w dotychczasowym pojęciu. Obok tego by przedstawić kompozycję perfumeryjną z istotnym udziałem owej molekuły. Sukces tego projektu wyniknął moim zdaniem z tego, że jako pierwszą wykorzystano rzeczywiście zupełnie niesamowicie pachnąca i mającą niezwykłe właściwości olfaktoryczne ISO E SUPER. Kolejne – Ambroxan, octan wetywerylu i wreszcie Javanol, same w sobie nie są już tak spektakularne. Ale drzwi zostały otwarte i kolejne marki wybrały tę samą lub bardzo podobną drogę np. Nomenclature prowadzona przez Karla Bradla – współwłaściciela nowojorskiego Aedes de Venustas. Urokowi koncepcji prostych syntetycznych formuł uległ też słynny szwajcarski perfumiarz niszowy Andy Tauer, ale zrobił to na swój wyjątkowy sposób. Jego trio Pentachords: White, Aubrun i Verdant, z których każdy złożony z zaledwie pięciu składników, choć okazało się komercyjną klapą, było w istocie moim zdaniem najbardziej kreatywnym i najbardziej udanym podejściem do tematu. Andy zdradził mi niegdyś, że odsprzedał formuły i prawa do nich Rosjanom, a sam zaprzestał ich wytwarzania. Syntetyczny trend miał także duży wpływ na zapachową ofertę marki Zarkoperfum, na bardzo udaną kolekcję „pierwiastkową” marki Nu_Be (przemianowanej później na One of Those – Tracks for Humans), legł też u podstaw powstania Aether – marki dowodzonej przez Nicholasa Chabota, któremu zawdzięczamy wskrzeszenie legendarnego francuskiego domu perfumeryjnego Le Galion, będącego przecież absolutnym zaprzeczeniem filozofii, jaka stoi za Aether. Zapachy miałem ostatnio przyjemność przetestować dzięki uprzejmości perfumerii Tiger & Bear.

nicolas-chabot1-1
Nicholas Chabot

aether chabot

Większość zapachów głównej kolekcji (2016-2017) skomponowały perfumiarki z domu Flair Paris: Anne-Sophie Behagel i Amélie Bourgeois. Jedno z nich (Methaldone) jest autorstwa samego Rodrigo Flores-Rouxa (główny perfumiarz Givaudan, autor niezliczonych perfum, w tym wielu bestsellerów, jak choćby Black Cashmere Donny Karan czy Neroli Portofino Toma Forda). Perfumiarze stojący za Iconic Synthetics Collection (2018) nie są mi niestety znani. Kompozycje są złożone z kilku aromamolekuł, z których najważniejsze marka wyszczególnia w oficjalnych materiałach.

Aetheroxyde – woń eteru

Eteryczne, lekko kwaskowe, owocowe otwarcie (octan etylu) łagodnie przechodzące w abstrakcyjny, neo-drzewny akord zbudowany z dwóch aroma-molekuł – gwiazd współczesnej perfumerii: Ambroxanu i ISO-E-SUPER. Oba składniki od lat są dosłownie wszechobecne w perfumach, zwykle w sowitych ilościach, a każdy z nich ma do spełnienia inną rolę w kompozycji. Ambroxan  – w naturze jeden z głównych składników naturalnej szarej ambry, w przemożny sposób decydujący o jej aromacie – zwykle utrwala i pogłębia, dodaje zmysłowości, wiąże se skórą, podczas gdy świetlisty, neo-drzewny ISO-E-SUPER przydaje projekcji, obecności, wibrującej i aksamitnej aury. Tu zostały sparowane, a co z tego wynikło, to zapach eteryczny, zapach duch, niedookreślony, przedziwny, im dłużej obecny na skórze, tym bardziej magnetyzujący i hipnotyzujący, a także w jakiś niewytłumaczalny sposób uzależniający…

iso_e_super_structure.svg

główne ingrediencje: octan etylu, Ambroxan, ISO-E-SUPER

 

Citrus Ester – molekularna kolońska

Niezwykle intensywny kwaśno-cytrusowy początek stopniowo przechodzi w akord o wciąż nieco cytrusowym, ale też mającym pewną głębię charakterze. Lekko owocowy, utrwalony na skórze przypomina dominującą nutę aktualnej wersji klasycznego Pour Homme Dolce & Gabbana. Dokładnie tak! Raczej więc męski, neo-koloński, bardzo trwały – reasumując całkiem udany zapach o solidnej projekcji. Magia molekuł tym razem w służbie minimalistycznego, ale jakże efektownego zapachu kolońskiego. Warto wspomnieć, że wymienione w składzie Firascone to syntetyczna aroma-molekuła produkcji Firmenich pachnąca różano-owocowo-szafranowo, stanowiąca doskonałe zastępstwo dla wystepujących naturalnie w esencji różanej Damascones. Rhubafuram zaś pachnie… rabarbarem oczywiście.

Grapefruits with leaves on a wooden table.

główne ingrediencje: metyl grejpfrutowy, Firascone, Rhubafurane

 

aether bottles

Carboneum – neoprenowe fougere

Intro to nuta plastiku wpadająca w migdałowo-tonkowe amaretto (benzoesan metylu). Z czasem przechodzi w powszechnie spotykany w męskich (i nie tylko) perfumach aromat kumaryny, mnie kojarzący się np. z sygnaturą czarnego Adidasa, ale nie tylko, bo także wieloma innymi pachnidłami w gatunku szeroko rozumianego fougere.  Timberol pachnie ambrowo i nieco drzewnie, Globanone to z kolei syntetyczne piżmo, Suederal pachnie bardzo intensywnie zamszem/ skórą. Carboneum jako całość pachnie więc – nie będzie to odkryciem – jak mieszanka powyższych ingrediencji, przy czym ich proporcje oraz krzywe parowania (evaporation curve) determinują zachowanie na skórze, a nawet – co mogłoby się wydawać w przypadku tak krótkich i całkowicie syntetycznych formuł niewiarygodne – ewolucję, czyli zmiany dominujących aromatów w funkcji czasu. I tak też jest w przypadku Carboneum – kulinarny migdałowo-plastikowy (neoprenowy jak chciał Nicolas Chabot) początek przechodzi w męski, kumarynowy akord serca, który takim pozostaje już do końca. Takie niedopowiedziane, neoprenowe fougere.

methyl_benzoate_200.svg

główne ingrediencje: benzoesan metylu, Suederal®, Timberol®, Globanone®

 

Rose Alcane

To oczywiście zapach z różą w centrum. Ale jest to róża inna – początkowo nieco jakby plastikowa, później zielona i metaliczna. Tak jak tlenek różany który niepodzielnie rządzi w tej kompozycji i chyba niewiele więcej. To jednak w zupełności wystarczy. Róża jaka jest (jak pachnie) każdy przecież czuje. Ale ta pachnie jednak nieco inaczej….

hand-forged-wrought-iron-red-metal-rose-_57 (4)

główne ingrediencje: tlenek różany, Oxane

 

Muskethanol – wdzięcznie owocowy

To jedna z najefektowniejszych i najwdzięczniejszych propozycji Aether. Dzięki połączeniu owocowej nuty davany i pachnącego przyprawą curry nieśmiertelnika z owocowo-kwiatowym (róża) damascenonem oraz magicznymi molekułami ambrowego Cetaloxu (czyli de facto Ambroxu zwanego też Ambroxanem) i piżmowego Muscone otrzymano bardzo charakterystyczny owocowy aromat z subtelnymi kwiatowymi odcieniami, któremu zmysłowości, głębi i trwałości dodają wspomniane molekuły ambrowe i piżmowe. Na samym początku pachnie trochę jak gęsty i mocny likier porzeczkowy, z czasem ocieplaj się i osadza na skórze, spaja się z nią bardzo skutecznie i na długie godziny ciesząc naprawdę świetną, niby nie jakoś przesadnie oryginalną, ale jednak bardzo satysfakcjonująca zapachową sygnaturą. Muskethanol jest jednym z niewielu (a może nawet jedynym) zapachem z oferty Aether pachnącym jak pełnoprawne perfumy. Najmniej też w nim eksperymentu i próby zaskoczenia jakąś nietypową zbitką zapachową. Jednak broni się sam znakomicie – poprzez swój charakter i wdzięczną egzekucję tematu. Wszystko to razem czyni z niego mojego ulubieńca pośród zapachów tej marki. I jakkolwiek uważam go za – jak właściwie każdy Aether – za pachnidło uniseksowe, tak mam podejrzenia, że na kobiecej skórze może on robić dużo większe wrażenie.

główne ingrediencje: nieśmiertelnik, davana, damascenon, Cetalox, Muscone

 

Methaldone – zapach wnętrza promu kosmicznego

Zaraz po otwarciu włazu do promu kosmicznego czujemy metaliczną woń, zapach rozgrzanego metalu, nagrzanych wiązek kabli w otulinie z tworzyw sztucznego. Rodrigo Flore-Roux podjął wyzwanie odtworzenia tego zapachu bazując na relacjach astronauty, który powrócił z międzynarodowej stacji kosmicznej. Użył tu wyłącznie tzw. captives, czyli molekuł produkowanych i opatentowanych przez firmę Givaudan, na użycie których ta ma wyłączność. Wśród nich pachnąca palącym się metalem ROSYRANE®, słodko-metaliczny akord zbudowany z AMBERMAX®, SILVANONE® i BOISIRIS ®.

Methaldone to zdecydowanie jeden z najbardziej niezwykłych zapachów w ofercie Aether. Absolutnie futurystyczny, nieziemski, kosmiczny.

główne ingrediencje: Belambra, Ambermax®, Silvanone®, Boisiris®, Rosyrane®

space shuttle

Celluloid – pachnieć jak taśma filmowa

To z pewnością jeden z najtrudniejszych w odbiorze i najbardziej wizjonerskich i odważnych zapachów Aether. W założeniu miał pachnieć tak, by „zadowolić Andy Warhola”, który rzekomo mówił: „Kocham LA. Kocham Hollywood. Wszyscy są tu plastikowi. Ale ja kocham plastik. Też chce być plastikowy.” Faktycznie Celluloid pachnie przedziwnie i można ten zapach nazwać plastikowym.

Początek jest lekko jakby kwaskowy, syntetycznie drzewny, czuję echa ISO-E-SUPER. Ale to przez chwilę. Zaraz potem gdzieś spod spodu dość szybko wydobywa się lekko gumowa, lekko skórzana nuta, na przemian z czymś jaśniejszym, zielonym i lekko musującym. Trudnym do opisania. W bazie Celluloid pachnie nieco gumowo. Jako całość po lepszym poznaniu zaczął mnie przekonywać. Jest intrygujący, inny, ewoluuje na skórze, zaskakuje w tym czasie. Bardzo trudno jest go jakoś zakwalifikować. Ja nazwałbym go neo-drzewnym z subtelnym akcentem zielonym i lekko gumową głębią.

W składzie Celluloid znajdziemy niesamowicie ważne z punktu widzenia perfumerii molekuły, z których jedna stanowią nieodzowny budulec akordu fiołkowego: beta ionone (drzewny, słodki, owocowy, przypominający zielone jagody), druga zaś jest nieodzowna w akordzie irysa, ale także i fiołka (alpha irone), a jej woń opisuje się jako drzewną, jagodową, kwiatową i pudrową. Ma bardzo intensywny aromat, w związku z czym używa się jej zwykle bardzo mało (średnio 0,2%).

film reel

główne ingrediencje: octan etylu, ionone beta, irone alpha, ISO-E-SUPER, Cashemran

 

Iconic Synthehtics Collection

To kolekcja czterech pachnideł w których głównymi składnikami są legendarne i od lat powszechnie stosowane w perfumerii aromamolekuły: ISO-E-SUPER, Cashmeran, Ambroxan i Aldambre. Zapachy te można używać indywidualnie, a także dowolnie łączyć ze sobą. Można je również łączyć ze swoimi ulubionymi „tradycyjnymi perfumami”, a efekty tych eksperymentów mogą być bardzo ciekawe i zaskakujące. Marka zachęca więc do kreatywnego podejścia do używania perfum.

 

Supaer

Już sama nazwa jest pewną podpowiedzią. Tak, głównym bohaterem Supaer jest ISO-E-SUPER. Nic dziwnego. Jest go bowiem w formule aż 90%, czyli – o ile dobrze pamiętam – tyle samo, co w słynnym Molecule 01 Escentric Molecules. Kto więc poszukuje alternatywy dla „dzieła” Gezy Schöna, ten nie musi już dalej szukać. Niemniej oba zapachy różnią się w fazie początkowej. Supaer wyposażono w metaliczną nutę otwarcia (tlenek fenylu), której z Molecule 01 nie znajdziemy, a którą trzeba „przeczekać” (nie jestem fanem takich nut w perfumach), by w pełni cieszyć się niezwykłą, neo-drzewną, aksamitną, na przemian pojawiającą się i znikającą nutą ISO-E-SUPER. W sumie to należy się Aether uznanie, że nie poszli na totalne skróty i nie skopiowali po prostu Molecule 01.

1200px-rosenoxide.svg

główne ingrediencje: ISO-E-Super (90%), octan etylu, tlenek fenylu, octan metanylu 

 

Hypaer

Kompozycja syntetycznie drzewna zdominowana przez jedną z najpopularniejszych aromamolekuł dodawanych do większości współczesnych perfum, nie tylko drzewnych, ale także i kwiatowych. Mowa o słynnym Cashmeranie, który swego czasu zrobił elitarną furorę poprzez – faktycznie niesamowite jak na swój czas – Black Cashmere Donny Karan (nosa Rodrigo Flores-Rouxa). Początek zaskakuje oryginalnym, nieco ziemistym akordem, w którym rzeczony cashmeran (sam w sobie ma pewną ziemistość i będę się tej wersji kurczowo trzymał) łączy się z zielonym piżmem oraz roślinnym piżmem Ambrettolide dając ciekawy efekt –  pachnący wilgotną ziemią po deszczu. Zaraz potem cashmeran przejmuje rolę główna wspomagany przez  sucho-drzewny Kephalis (pamiętacie męskie Gucci Rush?  Tam Kephalis rządzi.). Wszystko to utrwalone Amberwood. Całkowicie abstrakcyjny zapach drzewny, dzięki zastosowaniu naprawdę efektownych aromamolekuł w odpowiednich proporcjach naprawdę ciekawie pachnący, z subtelną ewolucją na skórze. Jeden z moich ulubieńców w kolekcji.

główne ingrediencje: Cashmeran, Triplal, Kephalis, Amberttolide, Piżmo T (zielone piżmo), drzewna ambra

aether iconic

 

Xtraem

Tak jak Supaer jest swego rodzaju odpowiedzią na Molecule 01 tak Xtraem to odpowiednik Molecule 02. Chodzi oczywiście o dominujący w obu zapachach Ambroxan, molekułę w naturze budująca woń szarej ambry. Ta zmysłowa, ciepła i dodająca głębii nuta została tu utrwalona piżmami oraz ozdobiona słynną Hedione tu w wersji High Cis. Pachnąca jaśminem, świeża i mocno projektująca stanowi tu przeciwwagę dla kilku molekuł mających zdecydowanie wyższy ciężar cząsteczkowy. Hedione jest bardzo ulotne i wpływa na charakter zapachu jedynie na pierwszym etapie zaraz po aplikacji na skórę. W formule znalazł się jeszcze Irotyl, pachnący lekko owocowo, lekko ziołowo, w kierunku kłącza irysa czy ziarna marchwi. Przyznam, że Jako całość Xtraem mnie nie przekonał i pozostaje chyba najmniej ciekawy zapachem w ofercie Aether.

cashmeran.svg

główne ingrediencje: Ambroxan (50%), Globalide, Exaltolide, Hedione High Cis, Irotyl, 

 

Ultrae

Na początku w nozdrza uderza woń rozgrzanego metalu, pachnąca niczym gorące żelazko. To Aldamber – aldehydowa molekuła o zapachu sucho-drzewnym i nieco ambrowym tu zmieszana z metalicznym tlenkiem różanym. Przez jakiś czas ta lekko dusząca aldehydowa  woń trwa, ale powolutko spod niej wyłania się coś nowego. Ultrae może początkowo nieco szokować, a nawet przeszkadzać, budzić kojarzenia z wonią lizolu, czy generalnie szpitalnej sali.  Z czasem jednak przechodzi na skórze niesamowitą metamorfozę finiszując bardzo trwałym i tyleż przyjemnym, co trudnym do opisania aromatem. Podejrzewam, że jest on wypadkową połączenia piżm. Tonalide pachnie ciepło i lekko piżmowo-owocowo, zaś Habanolide ma mydlany i kwiatowy aromat. Razem tworzą bardzo ładnie pachnącą kompozycję. Ultrae mimo groźnej nazwy to jedna z przyjemniejszych niespodzianek w ofercie Aether.

główne ingrediencje: Aldambre, tlenek różany, Habanolide, Tonalide

aether iconic 2

Zapachy Aether to wg mnie całkiem udana próba dowartościowania syntetycznych aromamolekuł jako niezależnych od natury bytów stanowiących świetne tworzywo do komponowania perfum o niespotykanych dotąd aromatach. Ingrediencje, które na codzień w sposób powszechny są używane dla nadania współczesnym perfumom (ale nie tylko – bo także detergentom, kosmetykom) kolorów, odcieni, wreszcie czysto użytkowych cech, jak projekcja, sillage, trwałość, tu grają pierwszoplanowe role. Zwykle z powodzeniem. Ale by naprawdę poznać ich urodę, trzeba koniecznie dać im szansę na skórze i to przez dłuższy czas. One potrzebują czasu, by osiąść i przejść zaplanowane metamorfozy od zwykle dość dziwnych, często jakby dysonansowych początków po zaskakujące, oryginalne, a nawet i magnetyzujące finisze. Ważne więc, by nie testować ich wyłącznie na papierkach testowych, i by nie wyrabiać sobie opinii o nich tylko na bazie pierwszego wrażenie, bo to  szczególnie w przypadku zapachów Aether kardynalny błąd. One potrzebują koniecznie ciepłoty i chemii skóry ludzkiej, by się „uruchomić” i oczarować abstrakcyjnym zapachem. I o tym trzeba koniecznie pamiętać testując te zapachy.