Chanel „Pour Monsieur”

Nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, że marka Chanel na rynku perfum to ścisła czołówka. Także w zakresie pachnideł dla panów ta legendarna francuska firma trzyma wysoki i dość równy poziom, mimo zmieniających się na przestrzeni kilkudziesięciu lat trendów. A trzeba wiedzieć, że już od ponad 30 lat za perfumy Chanel odpowiada ten sam człowiek – Jacques Polge. To on w  1978 roku zajął miejsce swego poprzednika, Henri Roberta, który z kolei wiele lat wcześniej zasiadł w fotelu Ernesta Beaux – autora m.in. największego w całej historii perfum sukcesu komercyjnego – No. 5. Przez wiele lat z Jacquesem Polgem pracował uzdolniony Francois Demachy (obecnie Dior/ LVMH), a dziś robi to Christopher Sheldrake – ten sam, który przyłożył się do wielu wspaniałych kompozycji Serge’a Lutensa.

Wracając do Polge’a, trzeba mu oddać, że w sposób niezwykle zręczny wpasowuje się ze swoimi perfumami w aktualnie panujące trendy, utrzymując charakterystyczną dla Chanela bezdyskusyjnie wysoką jakość. Polge zaczął przecież od jakże przepotężnego Antaeusa w 1981, a nie dalej jak w zeszłym roku z jego pracowni wyszedł Bleu de Chanel. Wystarczy porównać oba diametralnie różne pachnidła (a każde jest doskonałym odzwierciedleniem panujących w danym momencie zapachowych trendów), by zrozumieć, jak wybitnym rzemieślnikiem i artystą zarazem jest Polge i z jaką uwagą śledzi zmieniające się zapachowe gusta, a także jak idealnie potrafi na nie odpowiedzieć. Chanel znany jest z raczej rzadkich premier męskich zapachów. Ostatnimi czasy ulega to co prawda stopniowym zmianom, ale wciąż – na szczęście – nie należy on do czołówki zalewającej rynek nowościami. Poza tym, jak rzadko która marka, nie wycofuje z rynku swych pachnideł (wyjątkiem Antaueus Sport). Współcześnie możemy w perfumerii nabyć właściwie każdy zapach z jego historycznej oferty. Uważam, że to praktyka godna pochwały, ale także dowód na to, że zapachy Chanela są niezwykłe i doskonale opierają się zmieniającym modom, znajdując w każdym pokoleniu rzeszę wiernych nabywców. Gigantyczna siła tej marki także nie jest tu bez znaczenia.

Z męskiego punktu widzenia wszystko zaczęło się w 1955 roku, gdy ówczesny nos Chanela, niezwykle zdolny Henri Robert stworzył pachnidło dla panów pod nazwą Pour Monsieur. Na rynku brytyjskim zapach ten miał zmienioną nazwę – A Gentleman’s Cologne, zaś w USA Chanel for Men. Zapach ten podobno uległ istotnej reformulacji w 1988 roku (choć Chanel zaprzecza), od kiedy to dostępny jest pod jedną nazwą Pour Monsieur. Do dziś obecny na perfumeryjnych półkach wciąż znajduje swoich amatorów, a przez niemal 25 lat (do premiery Antaeusa w 1981 roku) był jedynym pachnidłem męskim marki (!). Henri Robert jest także twórcą takich doskonałych i legendarnych chanelowskich pachnideł, jak No. 19 (1970) czy Cristalle EDT (1974).

Luca Turin w swym perfumowym przewodniku dał Pour Monsieur najwyższą ocenę i opisuje go jako wzorcowy męski szypr. Rzeczywiście w perfumach tych znajdziemy podstawowe szyprowe ingrediencje: bergamotkę, labdanum i mech dębu. Ale nie tylko. Akord otwarcia jest niezwykle orzeźwiający i słodko-cytrusowy. Od razu także czujemy zawarte w formule przyprawy (kardamon, kolendra, imbir) użyte w niezwykle ostrożny sposób, tak że nie biorą góry, stanowiąc bardzo solidne, istotne i wyczuwalne tło.  Lżejsze cytrusowe nuty uchodzą w dość krótkim czasie, gdy na skórze pozostaje delikatna warstwa przyprawowa osadzona na nieco szorstko-słodkiej nucie labdanum. Zapach kończy bardzo bliskoskórny akord z przewagą mchu dębowego oraz odrobiną cedru.

……nienaruszalna męska zapachowa przystań……..

Co takiego ma w sobie Pour Monsieur, że się nie starzeje? Co stanowi o tej ponadczasowej sile dzieła Henri Roberta? Moim zdaniem składa się na to kilka elementów. Pierwszy to niezwykłe wyważenie kompozycji i pozbawienie jej „trudnych” akcentów. Pour Monsieur nie epatuje żadnymi nutami, które mogłyby być niejednoznacznie odebrane, archaiczne czy trudne do zaakceptowania dla potencjalnego użytkownika. Oczywiście nie wykluczam, iż na przestrzeni lat kompozycja została poddana mniej lub bardziej subtelnym „dostrojeniom”, reformulacjom, które z jednej strony być może pozwoliły uczynić ten zapach bardziej akceptowalnym dla współczesnych, a z drugiej dostosować się do regulacji prawnych w zakresie ograniczeń stosowania niektórych składników (IFRA). Choćby mech dębu, którego stosowanie jest bardzo ograniczone, więc albo został on tu zastąpiony zbliżonym olfaktorycznie odpowiednikiem, albo ograniczono jego zawartość. Mimo wszystko perfumy te zdają się także poprzez ich świeżo-cytrusowo-przyprawowy i nienachalny charakter nienaruszalną męską olfaktoryczną przystanią, do której w każdej chwili można wrócić, gdy poczujemy się przytłoczeni ogromem zapachowych możliwości współczesnego świata. Dokładnie tę samą właściwość ma moim zdaniem Eau Sauvage.

Kolejnym elementem stanowiącym o ponadczasowości  Pour Monsieur jest jego niezwykle stonowana moc i projekcja. Luca Turin wspomina, że pachnidło Henri Roberta jest wzorcowe także pod względem jego obecności na noszącym. Jest to delikatna, ale stała i wyczuwalna projekcja, uzupełniająca mężczyznę, a nie go zastępująca. Raczej relaksująca, niż tworząca napięcie, pełna elegancji, pewności, równowagi i spokoju. Wszystkiego, czym powinien charakteryzować się mężczyzna.  Mimo to jest w Pour Monsieur wyczuwalna  „melodia z delikatnym uśmiechem”.

Seledynowy płyn zamknięto w bardzo eleganckim i charakterystycznym dla Chanela flakonie (ten sam kształt, nawiązujący do klasycznej chanelowskiej szminki, ma czarna butla Antaeusa), który idealnie leży w dłoni i jest prawdziwie pięknym przykładem stonowanej elagancji i męskiej solidności. Flakon jest wg mnie rewelacyjny i świetnie prezentuje się na półce, wyróżniając się spośród innych właśnie tą chanelowską prostotą i elegancją. Zresztą już samo logo Chanela i użyta czcionka to dla mnie mistrzostwo świata.

Osobiście przyznam, że o ile jestem w stanie zaakceptować tę niezwykłą grzeczność Pour Moniseur, o tyle jego mizerna trwałość jest już dla mnie pewnym problemem i stawia go – nie tylko pod tym względem – na równi z inną wspomnianą już legendą – Eau Sauvage Diora. Te zapachy mają zresztą ze sobą bardzo wiele wspólnego. Lubię Eau Sauvage (choć preferuję wersję Extreme), ale przede wszystkim podziwiam je jako dzieło przełomowe, legendarne i wybitne w swoim czasie. No i także używam go, szczególnie dla umilenia sobie wieczorów po kąpieli, a przed snem. Dokładnie ten sam los czeka Chanel Pour Monsieur. Los towarzysza domowych jesiennych i zimowych wieczorów. Nim bowiem zapadnę w głęboki sen, zapach zniknie…

Nuty głowy: bergamotka, neroli, pomarańcza, werbena

Nuty serca: kardamon, kolendra, bazylia, imbir

Nuty bazy: labdanum, mech dębu, cedr

twórca: Henri Robert

rok wprowadzenia: 1955

moja klasyfikacja: ponadczasowy, dyskretnie elegancki i subtelny zapach dla dojrzałego mężczyzny, który ceni sobie perfumy tradycyjne i nie narzucające się

ocena w skali 1-6: kompozycja: 5/ moc: 3/ trwałość: 3/ flakon:6

Reklamy