Mój TOP perfum na lato 2021 – część 2

Hermes Un Jardin Sur Le Nil to mój ulubiony Hermesowy ogródek. Dominuje w nim soczysta i owocowa zieleń mango oraz rześka świeżość grejpfruta, a wszystko oparte na irysowo-drzewnej bazie. Ta soczysta zieleń trwa na skórze całkiem długo, niesamowicie orzeźwiając, ale i bardzo się wyróżniając. Nie znam drugiego takiego zapachu. Jest unikatowy, oryginalny i bardzo piękny w swej wysublimowanej świeżości. Genialne perfumy pasujące obojgu płci.

Lorenzo Villoresi Yerbamate – kojarzy mi się z bardzo idyllicznym krajobrazem, z ukwieconą łąką w słoneczny letni dzień. Nuty zielonej herbaty, mate, siana, trawy, cytrusów, ziół, kwiatów zostały z wyczuciem posypane uroczym, nieco oldskulowym pudrem. Zapach jest słoneczny, bardzo pozytywny i – podobnie jak powyższy Hermes – oryginalny i niepowtarzalny. Pachnie przy tym bardzo naturalnie. Nie da się przejść obok niego obojętnie. Zapachowe cudo.

Frederic Malle Geranium Pour Monsieur to przykład zupełnie innego podejścia do świeżości w perfumach. Główna nuta to cytrusowo-mentolowe-różane geranium, wzmocnione miętą i osadzone na delikatnej kadzidlano-drzewnej bazie. Zapach niezwykle naturalny, dojrzale męski, w pierwszej fazie bardzo mocno orzeźwiający. Rzecz dla koneserów i poszukiwaczy zapachów niebanalnych. Świeżość na lato w kompletnie niecodziennym wydaniu.

Davidoff Cool Water – niezastąpiony klasyk, po którego sięgam trochę zbyt rzadko. Ta ponadczasowa kompozycja jest wzorcem świeżości w perfumach. Mistrzowskie połączenie cytrusów, lawendy, kwiatów, ambry, nut drzewnych i słynnej molekuły dihydromyrcenol, choć samo w sobie nie pachnie ani morską wodą, ani piaskiem ani słońcem, utrwaliło się (siła nazwy i marketingu) jako orzeźwiający zapach „chłodnej wody”. Ale Cool Water to daleko więcej, niż tylko perfumowy „orzeźwiacz”. To pełnoprawne, piękne, męskie, całoroczne i bardzo uniwersalne perfumy. Nie ma mowy o pomyłce, gdy sięgamy po ten zapach. Owszem, może nieco „moralnie zużyty” (swego czasu nachalnie kopiowany nie tylko w formie perfum, ale i środków czystości czy samochodowych choinek zapachowych), ale dla mnie (i nie tylko dla mnie) wciąż atrakcyjny, a także ze sporym ładunkiem sentymentu…

Dior Homme Cologne – choć nie pachnie już tak, jak jego poprzednia wersja (i nie chodzi mi tu o brązowy płyn, ale już o białą wersję widoczną na zdjęciu poniżej, moim zdaniem po cichu zmienioną i pozbawioną świetnego, mocnego, biało-piżmowego finiszu), wciąż pozostaje pozycją, po którą chętnie sięgam latem, szczególnie o poranku. Cytrusowo-kwiatowe, delikatne, „mgiełkowe” orzeźwienie, które trzyma się skóry przez kilka godzin, za to za sprawą dodania w bazie mchu, sprawia dużą frajdę. Ale nie dajmy się zwieść jego krotochwilności. To zapach, który latem świetnie sprawdzi się też do białej koszuli na uroczyste chwile czy choćby – po prostu – do pracy. Jest w nim elegancki męski sznyt. Wszak to Dior.

No to jeszcze jeden Dior. Eau Sauvage Cologne – kolońska wersja klasycznego Eau Sauvage (nie mylić z Sauvage ;)) bardziej współczesne od klasyka pachnidło, oferujące chłodną, zieloną mieszankę włoskiej bergamotki, grejpfruta, galbanum, liścia gorzkiej pomarańczy i wetywerii. Świetne parametry i trwałość zapachu gwarantują odświeżenie na długie godziny. Diorowska wysoka jakość składników i wirtuozerska kompozycji wyróżnia go spośród wielu innych rynkowych konkurentów. Klasycznie męski rys wynika ze zobowiązującego dziedzictwa. Raczej dla dojrzałych mężczyzn.

Hermes Eau de Citron Noir – pozostajemy w gatunku kolońskim, jednakże to jego wyjątkowe oblicze. Wibrujące, gorzkawe, cytrusowe intro łagodnie przechodzące w susz herbaciany i ostry, drzewny, bardzo trwały finisz. Minimalistyczna i jednocześnie odważna kompozycja oparta na kontraście pomiędzy rześkim cytrusem, dymną herbatą a suchym drzewnym gwajakowcem. Dzięki tej wibrującej, jakby pikantnej, drzewnej bazie kompozycja nabrała zdecydowanie nowoczesnego, rzekłbym – wielkomiejskiego – charakteru. To jedna z najciekawszych i najskuteczniejszych (trwałość!) znanych mi współczesnych interpretacji kolońskiego tematu.

W zestawieniu nie może zabraknąć zapachu z oferty Acqua di Parma. Ta jest ogromna, gdyż marka ta specjalizuje się w kolońskich, ale mój wybór w tym roku pada na Colonia Pura, głównie dlatego, że to – znowu – nieco inne, bardziej współczesne podejście do tematu. Obowiązkowe nuty cytrusowe podano tu w kontekście kwiatowych nut jaśminu i narcyza i osadzono na drzewno-mszystej bazie z udziałem paczuli. Zapach jest świeży i w przyjemny sposób detergentowy, a przy tym – co ważne – trwały. Zawiera bardzo przez mnie lubianą nutę suszącego się na dworze świeżego prania, trochę w kierunku L’Eau Serge’a Lutensa czy Acqua Universalis Francisa Kurkdjiana.

Ostatnia pozycja w tegorocznym zestawieniu. Guerlain L’Homme Ideal Cologne to bardzo interesujące rozwinięcie gorzko-migdałowego tematu linii L’Homme Ideal. Ten sygnaturowy kulinarny aromat czuję tu całkiem wyraźnie, ale zostało on połączony z klasycznymi kolońskim składnikami: cytrusami i neroli (kwiat pomarańczy), a w bazie umieszczono wetywerię i białe piżma. Ten zabieg nadał aromatowi świeżości oraz pewnej wibracji, którą w perfumach bardzo lubię. Efektem jest bardzo moim zdaniem udane pachnidło, może nie stricte kolońskie, ale zawierające elementy tego gatunku, rześkie i świeże, jednocześnie ze słodko-gorzkim tłem.

3 uwagi do wpisu “Mój TOP perfum na lato 2021 – część 2

  1. Bardzo miło, że podałeś Autorze CW w tym zestawieniu. Znalazł się on bowiem w gronie bardzo dobrych i często dużo droższych zapachów. CW „zdewaluował się” z powodu wielu podróbek, naśladowców, co sprawia, że wydaje mi się, że nie pachnie jak perfumy, bo sporo rzeczy wokół ma tę samą woń To największa wada zapachu Davidoffa.

    Wiele lat używałem tego zapachu jako signature scent. Można narzekać na parametry tego, co stoi na półkach perfumerii obecnie.

    Gdybym miał jednak zabrać na bezludną wyspę tylko jeden zapach, to znając wiele innych, lepszych zapachów, wybrałbym ten. I nie wiem, dlaczego.

    1. Zgadzam się co do dewaluacji. Ale trudno – trzeba z tym żyć. 🙂 Nie rezygnuję z tego powodu z CW, bo po prostu lubię ten zapach i mam do niego sentyment. Towarzyszył mi m.in. w bardzo ważnym i pięknym dniu mojego życia… 🙂

      1. Siła sentymentu i przywoływania wspomnień. Zgoda, bo perfumy to chyba najprostsza autostrada w przeszłość. Są jeszcze filmy, muzyka i inne wytwory kultury, dawne pamiątki rodzinne, etc., ale nic nie przenosi nas tak bardzo bezpośrednio w miejsca przeszłości jak zapach. To niewiarygodna i niezgłębiona moc perfum. Długo się nad tym zastanawiałem. Pamiętam, ze kiedy dwa lata temu otworzyłem pudełeczko z butelką Quorum i spryskałem nadgarstek widziałem, jak wskazówki zegara zaczęły się cofać, a kalendarz pokazał jakiś niesprecyzowany rok w latach 80. O co tu chodzi?

        Jest jednak jedno ale: to dzieje się TYLKO JEDEN RAZ. Kiedy dawny zapach juz poznamy traci on cechy wehikułu czasu, bo kolejne aplikacje nie przenoszą nas wtecz dalej, niż do momentu (ponownego) poznania. Nie wylądujemy znowu w latach młodości, nie poczujemy już tego samego.
        Dlatego powstrzymałem chęć sięgnięcia po dziesięć kolejnych próbek kultowych perfum. Chcę zachować te wrażenia na później. Tak jak Bastian z Never Ending Story zachował na później kolejny gryz jedynej kanapki 😉
        Pisałeś o tym zjawisku kiedyś, że zazdrościsz pierwszego wrażenia tym, którzy teraz poznają jakieś pachnidło. Chodziło chyba o Grey Flannel.
        A co ja wybiorę? Może Habit Rouge? Może Ted Lapidus Pour Homme? A może coś innego?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s