Amouage „Renaissance Collection” – dobra zmiana?

6 listopada 2019 roku portal PR Newswire doniósł o poważnych zmianach w kręgach zarządzających marką Amouage. Nowy CEO Marco Parsiegla (wcześniej m.in. w Procter & Gamble) otrzymał od właścicieli czytelne zadanie do wykonania: rozpocząć nowy rozdział w dziejach marki i uczynić ją atrakcyjną dla szerszej bazy konsumentów.

Parsiegla powiedział: „Chcemy dotrzeć do nowego pokolenia entuzjastów zapachów, którzy mniej wierzą w afirmację marki (za pomocą zapachów Amouage, przyp. autor), a bardziej we wzmacnianie swej osobowości”.

Nowy CEO postanowił przeorganizować firmę i odejść od dotychczasowego modelu zatrudniania pojedynczej osoby na tzw. dyrektora kreatywnego (pamiętamy Christophera Chonga, który pożegnał się z firmą w 2019 roku). Zamiast tego stworzył kreatywny team złożony z ludzi o różnych umiejętnościach, zarządzany przez Chief Experience Officera. W tej funkcji Amouage obsadził Renauda Salmona, o czym ten sam PR Newswire doniósł 10.02.2020. Salmon zdobywał szlify pracując dla takich tuzów branży beauty jak m.in. Louis Vuitton, Dolce&Gabbana, Alexander McQueen czy Marc Jacobs.

Renauld Salmon

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Bowiem tegoroczna świeżutka jeszcze premiera Renaissance Collection jest pierwszym pełnym i szeroko dostępnym efektem wyżej opisanej nowej strategii Amouage (pomijam Overture i Rose Incense – zapachy o ograniczonej dystrybucji oraz flankera Interlude Man Black Iris, bo zdaje się, że prace nad nimi rozpoczęły się jeszcze za czasów Christophera Chonga). Nie muszę dodawać, że byłem bardzo ciekaw, w jakim kierunku skręci marka, bo że skręci – tego byłem pewien. Zresztą sam Renauld Salmon podkreśla, że to właśnie Renaissance Collection obrazuje nowy kierunek Amouage.

Zapachy zainspirowane zostały unikalnymi miejscami i krajobrazami Omanu, kraju z którego marka Amouage pochodzi i w którego perfumowych tradycjach tkwią jej korzenie. Jak domniemam, chodziło w jakimś sensie o powrót do omańskich korzeni, odrodzenie się marki poprzez stworzenie kolekcji zapachów inspirowanych najpiękniejszymi krajobrazami kraju jej pochodzenia. Zarówno koncepcja jak i dobór perfumiarzy sugerować mogły nową jakość. Mackenzie Reilly, Julien Rasquinet, Domitille Michalon-Bertier – żadne z nich dotąd – o ile mi wiadomo – nie stworzyło perfum dla Amouage.

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Znane kształty flakonów w pięknych barwach. Dwa zapachy we flakonach, w których dotąd marka umieszczała pachnidła męskie, dwa we flakonach damskich. Różnica to brak w nazwach określenia docelowego odbiorcy, a zatem ukryta sugestia, że mamy do czynienia z zapachami o charakterze uniseksowym. I tak poniekąd jest. Wszystko to wygląda jak niemalże „normalna” premiera Amouage tyle, że podwójna, bo zwykle marka jednorazowo lansowała parę zapachów. Jednak już na pierwszy rzut nosa czuć, ze coś tu się wyraźnie zmieniło…

Amouage przed Christopherem Chongiem był arabski i bogaty, niczym sułtański pałac. Za jego kadencji stał sią awangardowym, łamiącym konwencje, odważnym, eksplorującym z równym powodzeniem obszary arabskie (choćby Jubilation Man XXV, Epic), co francuskie (Bracken Man, Sunshine Man czy Portrayal Man). Większość pachnideł okresu Chonga charakteryzowała się zaskakującymi zestawieniami nut, do których nos musiał się przyzwyczaić, a które z czasem bardzo doceniał. Były niemal zawsze intensywne, ekstrawertyczne, dominujące, skrzące się bogactwem składników i ich wysoką koncentracją. Parametry zapachów Amouage były zwykle stawiane za wzór. Bardzo intensywne i niezwykle trwałe. Nie czułem w nich nigdy kompromisu, ale kontrolowaną dozę artystycznego szaleństwa. Na tym polegało ich piękno. Zdecydowanie poszerzały granicę zapachowej percepcji i tego, co w perfumach dozwolone i robiły to z niezwykłą klasą.

Pierwsze zapachy Amouage „po Chongu” wydają się być przede wszystkim pozbawione swady. Nie czuję w nich gorącej artystycznej wizji. Czuję za to zimną kalkulację.

Zmianę określiłbym jako ukierunkowaną na uproszczenie i skonwencjonalizowanie, tak by zapachy nie wzbudzały kontrowersji pozostając w swej treści niszowymi, ale w bezpiecznym dla niewyrobionego nosa zakresie (poza zaskakująco konwencjonalnym kwiatowym Ashore). Wyjątkiem – choć też nie do końca – jest Enclave autorstwa Rasquineta. Byłem bardzo ciekaw, co też ten niezwykle utalentowany perfumiarz (ostatni uczeń Pierre’a Bourdona) przygotował dla Amouage. Wiem, że potrafi zrobić charakterne pachnidło (choćby genialne Bois d’Ascese dla Naomi Goodsir). Enclave może przypaść do gustu fanom „ery Chonga” – ma prawie wszystko, co zapach Amouage mieć powinien. Ciekawe, niebanalne skontrastowanie nut (świeża i energetyczna mięta oraz kardamon w kontraście z drzewnym, paczulowo-wetiwerowym sercem na nowoczesnej żywiczno-ambrowo-skórzanej bazie, zdominowanej przez bardzo aktualnie popularną głównie w perfumerii designerskiej aroma-molekułę AmberXtreme, co wydaje się być ewidentnym zabiegiem pod młodą publikę (młodzi czują na co dzień AmberXtreme w wielu mainstreamowych zapachach, jak choćby Invictus Paco Rabanne).

Perfumiarz zilustrował zapachem czarujący omański krajobraz światła rzucanego przez Słońce zachodzące nad fiordami Musandamu. Światło i woda, słońce i skały. Te kontrasty ujął przy pomocy poszczególnych nut.

Zapach ładnie się rozwija i zmienia na skórze. Wszystko tu się zgadza… z wyjątkiem ekspresji, która – jak na standardy Amouage – jest tu – mam wrażenie – z premedytacją stłamszona. Chong pozwoliłby Rasquinetowi na dużo więcej i wtedy Enclave mogłoby śmiało stanąć w szranki z Portrayal Man czy Journey Man. Ale i tak jest całkiem dobrze.

nuty głowy: mięta, kardamon, różowy pieprz, cynamon

nuty serca: róża, paczula, olibanum, wetyweria

nuty bazy: Saffiano, AmbrXtreme, labdanum

perfumiarz: Julien Rasquinet

rok premiery: 2020

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 5,0/  projekcja: 4,0/ trwałość: 4,5

Meander to świetny przykład kierunku, w jakim poszło Amouage. Gdyby dokonać tzw. blind testu, nie widząc logo ani flakonu, można być przypisać go praktycznie każdej niszowej marce. Jest tak mało charakterystyczny.

Reilly starała się namalować krajobraz miasta Salalah, słynącego z pozyskiwania żywic kadzidlanych z rosnących na piaszczystej glebie kadzidłowców i jednocześnie – dzięki wiejącemu tam latem monsunowi – posiadającego owocowe plantacje. Ten kontrast pustynnej suchości i soczystej zieleni połączony z symboliką olibanum perfumiarka przetłumaczyła na zgrabne kadzidlano-drzewne pachnidło.

Meander to zapach subtelnej ewolucji i spokojnym i dość cichym charakterze. Oddać wszakże muszę jej trwałość i to, że przez wiele godzin daje o sobie subtelnie, jakby z offu, znać, co zapisuję na plus (podejrzewam zbawienny wpływ cypriolu). Lubię czuć na sobie perfumy jak najdłużej.

A nuty i akordy? Początkowo czuję subtelny miks irysa i ziarna marchwi. Znika on bardzo szybko stanowiąc swoisty akord otwarcia. Krótko po nim na skórze szybko pojawia się leitmotiv tej kompozycji, czyli akord kadzidlano-drzewny z przewaga nut drzewnych. Ten trwa na skórze niezmienny wiele godzin.

nuty głowy: olejek olibanum, ziarno marchwi, różowy i czarny pieprz

nuty serca: irys, absolut róży, absolut żonkila, cypriol

nuty bazy: rezinoid olibanum, wetyweria, sandałowiec

perfumiarz: Mackenzie Reilly

rok premiery: 2020

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 3,5/  projekcja: 3,5/ trwałość: 4,5

Spośród zapachów w „damskich” flakonach nieco lepsze wrażenie zrobił na mnie przyprawowo-drzewny Crimson Rocks. Zainspirowane górskim pasmem Al Hajar pachnidło rozpoczyna mocny akcent cynamonowy wzmocniony wibrującym pieprzem. W sercu ciekawy i całkiem oryginalny akord miodu jujube, jednocześnie słodki i w tle żywiczno-ambrowy, oparty na drzewnej bazie. Niestety, zapach – mimo potencjału – nie grzeszy oryginalnością, bo na końcu pachnie jak kolejny klon Spicebomb V&R .

nuty głowy: różowy pieprz, cynamon

nuty serca: róża, miód jujube

nuty bazy: dąb, cedr, wetyweria

perfumiarz: Domitille Michalon-Bertier

rok premiery: 2020

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,5/ oryginalność: 4,0/  projekcja: 4,5/ trwałość: 4,5

Ashore to ładny zapach kwiatowy z dominantą jaśminu Sambac, który perfumiarka połączyła z akordem słonecznym i ambrą, by olfaktorycznie zilustrować krajobraz wschodniego wybrzeża Omanu, wzbogacając go o indyjskie przyprawy, których zapach – wg wizji twórczyni – dociera do Omanu przez Morze Arabskie z Indii. Drzewno-kadzidlane zakończenie wieńczy dzieło. Koncepcja wdzięczna, wykonanie poprawne. Ale bez błysku, bez zaczepki, bez… charakteru. Niewiele się tu dzieje, a zapach jest jak wiele innych. Niestety.

nuty głowy: różowy pieprz, kardamon, liść kurkumy

nuty serca: absolut jaśminu Sambac, akord słoneczny, absolut róży

nuty bazy: szara ambra, olibanum, sandałowiec

perfumiarz: Mackenzie Reilly

rok premiery: 2020

moja ocena w skali 1 -6:

zapach: 4,0/ oryginalność: 3,5/  projekcja: 4,0/ trwałość: 4,0

Nowe perfumy Amouage obiektywnie są zgrabnie i profesjonalnie skomponowane. Jednak poziom ich kreatywności (poza ciekawym Enclave) i ekspresyjności nie dorównuje dziełom z okresu Chonga. Szczerze mówiąc, nie ma porównania. Także pod względem ich złożoności – czuć wyraźne uproszczenie formuły.

Renaissance Collection ma wg mniej charakter uniseksowy. Nawet jaśminowy Ashore spokojnie sprawdzi się na męskiej skórze, choć z racji kwiatowego tematu kwalifikuje się może nieco bardziej jako damski, to jednak jego drzewno-kadzidlane otoczenie przydaje odsuwa go od typowych kobiecych biało-kwiatowców. W tym miejscu moja refleksja dotycząca flakonów. Otóż uważam, że Amouage powinno było zdecydować się na przedstawienie nowego kształtu flakonu, jednego, który nie kojarzyłby się z dotychczasowym damsko-męskim rozróżnieniem. Aktualna sytuacja może wprowadzać konfuzję, szczególnie wśród dotychczasowej klienteli, ale nie tylko.

Renaissance Collection jest zestawem pachnideł niewyróżniających się, choć pozostających w niszowej estetyce.

W wywiadzie, którego Salmon udzielił kilka miesięcy temu portalowi Fragrantica.com, stwierdził m.in.

(Nowe) zapachy w większości będą powrotem do korzeni marki. Pracujemy nad stosunkowo bogatymi, eleganckimi, złożonymi mieszankami – dla niektórych nieco zbyt mocnymi.

Renauld Salmon

I dalej:

Będziemy wiąż tworzyć trwałe i innowacyjne perfumy oddające hołd sztuce perfumeryjnej, które będą kochane i noszone na całym świecie.

Renauld Salmon

Po przetestowaniu Renaissance Collection mam wrażenie, że póki co nie udało się powyższych deklaracji zrealizować, choć na testy popularności zapachów przyjdzie jeszcze pewnie poczekać. Jestem pewien, że to wyniki sprzedaży zadecydują o tym, jaki będzie następny krok Salmona i spółki.

4 uwagi do wpisu “Amouage „Renaissance Collection” – dobra zmiana?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s