Rochas Moustache – wąsacz wczoraj i dziś

Wczoraj

Klasyczny Moustache pojawił się w 1948-1949 roku (źródła podają różnie) i był dziełem Edmonda Roudnitski, tego samego, który wcześniej dla domu Rochas stworzył m.in. słynne Femme (1944), a w kolejnych latach dał się poznać jako twórca klasyków Hermesa (Eau d’Hermes 1951) i przede wszystkim Diora (m.in. Diorissimo (1956), Diorella (1972), Diorama (1948), Eau Fraiche (1955) i Eau Sauvage (1966)). Zapach ten z biegiem lat wypadł z obiegu i przestał być produkowany. W 2018 roku właściciel marki Rochas Parfums, firma Interparfums, zdecydowała się na chwalebny krok – w ramach uczczenia 70 rocznicy powstania Moustache – reaktywowała pachnidło wg oryginalnej receptury z 1949 roku, tym samym przywracając klasyka, ku uciesze jego wielbicieli oraz zaciekawieniu perfumowych koneserów.

Nazwę zapachu zainspirował portret angielskiego Księcia Karola 1 autorstwa Van Dycka, na którym widnieje mężczyzna z wydatnym wąsem.

Warto zwrócić uwagę na flakon, który jest współczesną wersją butli, w jakiej wydano Moustache w 1949. Walcowaty kształt, masywne szkło z podłużnymi pionowymi wytłoczeniami i odpowiednio masywna zatyczka robią naprawdę bardzo dobre wrażenia. Widać, że nie oszczędzano tu na prezentacji. A co mamy w środku? Zdecydowanie klasyczny cytrusowo-ziołowy zapach o dominującej woni „przybrudzonych” cytrusów z cytryną w roli głównej, uzupełnioną przez bergamotkę. Aromatyczne serce buduje lawenda i neroli oraz fiołek. Jak przystało na szyprowy klimat zapachu w bazie odnajdziemy mech i paczulę. Zapach utrwalony został piżmami, które najprawdopodobniej odpowiadają za całkiem wyraźną nutkę fizjologiczną, która przełamuje cytrusowo-aromatyczną konstrukcję.

Podczas testów Moustache nie miałem wątpliwości, że twórcy postarali się oddać jak najwierniej klasyczny aromat. To zapach przeszłości, zapach odległego wczoraj z wszystkimi tego konsekwencjami.

Pachnie „dziadkiem” i należy to wyraźnie napisać, przy czym ja nie traktuję tego określenia jako deprecjonującą krytykę tylko raczej jako uproszczony opis, który w obrazowy sposób kategoryzuje zapach.

To męski klasyk, powiew perfumowej historii, dowód rozwijającego się kunsztu Roudnitski, który kilka lat później zmieszał dla Hermesa zapach o podobnym charakterze, czyli Eau d’Hermes. Oba pachnidła – to fakt – nie zestarzały się dobrze (podobnie jak YSL Pour Homme z 1971), szczególnie, gdy porównać je do absolutnie ponadczasowego Eau Sauvage, w którym kunszt i zapachowe wizjonerstwo Roudnitski objawiły się w pełni (choć należy pamiętać, że i możliwości techniczne i dostęp do składników musiał być inny w latach 60-tych niż w 40-tych). Niemniej przyznać muszę, że choć nie jestem zawziętym fanem oldskulowych perfum, Moustache 1949 przypadł mi do gustu. Jest coś szczególnego w kompozycjach Roudnitski, co je łączy i co porusza we mnie jakąś melancholijną strunę…

Nuty głowy: cytryna, bergamotka,

Nuty serca:  lawenda, neroli

Nuty bazy: paczula, mech, piżmo

rok premiery: 2018

nos: bd.

moja ocena: zapach: 4,0/ trwałość: 3,5/ projekcja: 3,5->3,0

Dziś

Jubileusz debiutu Moustache Rochas postanowił uczcić podwójnie. Obok reaktywacji klasyka marka zaprezentowała Moustache Eau de Parfum, które – uwaga – jest zupełnie nowym i absolutnie współczesnym pachnidłem, które z klasykiem łączą nazwa i flakon, ale nic poza tym.

Moustache Eau de Parfum to ciepły i zmysłowy zapach orientalny o zapadającej w pamięć sygnaturze składającej się z słodkich cytrusów, cedru, róży i waniliowo-ambrowej bazy. Opis nut/ składników nie wskazuje może na nic nowego, ale perfumiarka Nathalie Gracia-Cetto wykonała tu więcej niż solidną pracę, dobierając i mieszając składniki tak, że powstała nie tyle układanka nut, które można indywidualnie zidentyfikować, ile synergiczna perfumowa całość o charakterystycznym i zapadającym w pamięć aromacie, w którym poszczególne nuty indywidualnie nie wybijają się, lecz grają na całościowy efekt. A przecież o to – wg mnie – w perfumerii właśnie chodzi. Oczywiście mamy tu ewolucję na skórze – od słodko cytrusowego początku, przez piękne i bardzo eleganckie serce, w którym róża oblana została wanilią i obsypana cedrem, aż po ambrowo-waniliową głębię, która wieńczy zapach. Ale od początku do końca zapach jest spójny i ma przewodni temat, zmieniają się jedynie – nazwijmy to – aktorzy pierwszego planu. Drugi i trzeci plan pozostaje bez mian.

Co przypomina mi ten zapach? „Kłopot” w tym, że trudno powiedzieć i to jest kolejnym jego atutem. Recenzencki obowiązek zmusza mnie do prób poszukania czegoś pachnącego podobnie lub reprezentującego ten sam zapachowy „typ”: ze współczesnych – Toma Ford Noir (wersja edp), z klasyków zaś – może przy odrobinie dobrej woli Habit Rouge Guerlain.

Moustache EDP jest dobrze wyważony, żaden z jego aspektów nie dominuje, nie drażni, świetnie układa się na skórze, dając o sobie znać przez wiele godzin i pozostawiając niedługi, ale wyrazisty ogon. Nie jest może jakimś spektakularnym pachnidłem, gamechangerem czy czymś nad wyraz oryginalnym, ale jego sygnatura, integralność i nienachalny, acz wyczuwalny sposób, w jaki otula noszącego, czyni go zapachem wartym zainteresowania, szczególnie gdy zestawić go z ceną (154 zł za 125 ml). Jestem nim naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony i z przyjemnością go rekomenduję.

Nuty głowy: mandarynka, różowy pieprz

Nuty serca:  róża, cedr

Nuty bazy: paczula, benzoin, wanilia

rok premiery: 2018

nos: Nathalie Gracia-Cetto

moja ocena: zapach: 4,5/ trwałość: 4,0/ projekcja: 4,0->3,5

Jedna uwaga do wpisu “Rochas Moustache – wąsacz wczoraj i dziś

  1. „Pachnie „dziadkiem” i należy to wyraźnie napisać, przy czym ja nie traktuję tego określenia jako deprecjonującą krytykę tylko raczej jako uproszczony opis, który w obrazowy sposób kategoryzuje zapach.”
    Bardzo ciekawe. Podoba mi się takie podejście. Innym tego rodzaju skategoryzowaniem jest określanie zapachów jako: „fryzjerskie”, „barbershop”, lub „zapach pianki do golenia”. Nie mówią one o danym zapachu właściwie nic, umieszczają go natomiast na jakichś półkach naszych zapachowych wyobrażeń, i to jest ich główną zaletą.
    P.S. Autorze, może jednak dałbyś się namówić na stworzenie jakiegoś cyklu w stylu: „najlepsze z dekady.”, gdzie wybrałbyś, powiedzmy pięć lub dziesięć, ulubionych zapachów danych dziesięciu lat?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s