Jusbox perfumes – perfumowa szafa grająca

Pomysł powiązania perfum z muzyką nie jest nowy. Wszak już wcześniej pojawiły się marki czy cykle perfum, w których łączono jakże bliskie sobie światy, by wspomnieć choćby inspirowane operą pachnidła Sospiro, muzyką rockową Room 1015 oraz pachnidła Francka Bocleta czy niedawno opisywane przez mnie na blogu perfumy L’Orchestre Parfum. Co unikatowego jest zatem w koncepcie Jusbox?

Andrea and Chiara Valdo (fot. globalblue.com)

Myślę, że poza naprawdę udanym i unikatowym designem flakonów, opakowań oraz strony internetowej (zachęcam do odwiedzin, bo to wg mnie branżowy unikat) – same zapachy z pewnością warte są poznania. Łączy je abstrakcyjny charakter, nowoczesna i minimalistyczna stylistyka, powstała w wyniku kombinacji głównie syntetycznych ingrediencji, których znani perfumiarze użyli, by zrealizować oryginalną wizję twórców marki. A jest nimi rodzeństwo Mediolańczyków, Andrea i Chiara Valdo, które nazwało swój twórczy duet V-MONKEYS. Warto w tym miejscu przytoczyć krótką ich charakterystykę, którą zamieścili na stronie internetowej:

Urodzeni w Mediolanie.

Otoczeni kosmetykami i perfumami od dzieciństwa.

Studiowali naukę gry na fortepianie przez 9 lat i pasjonują się fotografią.

W ich żyłach płyną perfumy.

Ich pasją jest poznawania świata i odwiedzanie NY.

Tworzyli perfumy dla ważnych marek.

Wierzą w luksusowy minimalizm.

Mają obsesję na punkcie muzyki.

V-MONKEYS

Znając to swoiste dossier łatwiej zrozumieć, dlaczego Jusbox i dlaczego taki, a nie inny. Połączenie sztuki perfum ze sztuką muzyki. Minimalistyczne kompozycje zapakowanie w minimalistyczne, oryginalne i wpadające w oko flakony. Te schowane w oryginalnie zaprojektowanych opakowaniach, z naniesionymi wzorami graficznymi nawiązującymi do konceptu danego zapachu. Nawet sposób prezentacji próbek zaopatrzonych w okrągłe niczym kształt winylowego longplaya kartoniki, pakiet discovery kit zamknięty w czarnym pudełku z napisem Jusbox i wyglądający jaka mała szafa grająca. Wszystko robi tu wrażenie naprawdę dobrze przemyślanego i doskonale wyegzekwowanego. Ciekawostka: na stronie internetowej możemy każdego zapachu… posłuchać. Do każdego została przyporządkowana playlista złożona z korespondujących z inspiracją piosenek znanych twórców. Wow!

Z tą syntetyczną, nieco eksperymentalną i minimalistyczną estetyką, którą wcześniej w bardziej śmiały sposób penetrowały takie marki jak nu_be czy Blood Concept, zmierzyli się znani perfumiarze: Dominique Ropion, Julien Rasquinet, Antoine Lie. Jeden zapach popełniła natomiast zupełnie mi nie znana młoda adeptka perfumeryjnej sztuki Dominique Moellhausen. Znam wiele dzieł trzech z nich i tylko jeden – Antoine Lie – dał się dotąd poznać jako mistrz minimalizmu i eksperymentu. Tym bardziej byłem ciekaw, jak sobie poradzili pozostali. Zapachy – prócz wyżej wymienionych – mają jeszcze jeden wspólny mianownik – są „utrzymane w ryzach”, czyli zupełnie noszalne.

Pachnąca kolekcja została podzielona na kilka kolekcji: najobszerniejsza „Icons Collection” gdzie zapachy są zainspirowane konkretnymi artystami/ wykonawcami/ zespołami, „Genres Collection” – w której zapachy są emanacją stylu/ gatunku muzycznego „Reward Collection” i „Music Matters Collection”.

Bob Dylan

Beat Cafe to dość intensywna mieszanka wibrującego czarnego pieprzu, nuty koniaku, skóry, tytoniu i drzewnej bazy z wetywerii i cedru oraz piżm. Przede wszystkim jednak dużo jest tu cashmeranu, który dominuje przez dłuższy czas, podbarwiony nutami tytoniu i koniaku. Ostatnie minuty zapach una skórze to głównie cedr i białe piżma. Zapach określiłbym jako tytoniowo-drzewny, transparentny. Minimalistyczny, ale bardzo konkretny i na temat. Zawarta w nim woń ma przywoływać atmosferę amerykańskich kawiarni lat 60-tych XX wieku, w których spotykali się beatnicy, a którym towarzyszyła muzyka m.in. Boba Dylana.

nos: Dominique Ropion

główne nuty: koniak, tytoń, skóra, nuty drzewne

Bono U2

Micro Love powstało pod wpływem trasy koncertowej U2 Zooropa Tour, która odbyła się w latach 90-tych, a która przepełniona była nowoczesnymi technologiami mającymi na celu poruszyć widzów i słuchaczy i zmusić do refleksji nad rolą technologii w naszym życiu i nad jej zbalansowanym traktowaniem. Ten balans pomiędzy technologia a człowiekiem jest motywem przewodnim tego zapachu. Otwiera się on akordem kąpiącego się w ozonie chrupkiego jabłka. Za nim pojawia się super technologiczny, molekularny akord z dominującą syntetyczną szarą ambrą, piżmem, zamszem oraz biały cedrem, a także mieszanką fioka, szałwii i cynamonu. Składniki brzmią niemal tradycyjnie, ale zapach absolutnie taki nie jest. Zapach jest abstrakcyjny, pełen powietrza, z pobrzmiewającą w tle wonią układów scalonych. Zaskakuje elektrycznym intro, po czym przykuwa uwagę rozwijająca się z czasem dobrą melodią, niczym w najlepszych piosenkach U2, pieszcząc nozdrza przyjemnym, nowoczesnym, lekko słodkim, lekko drzewno-ambrowym tematem.

nos: Dominique Ropion

główne nuty: ozon, jabłko, nuty drzewne

Dominique Moellhausen

Cheeky Smile jest olfaktoryczną emanacją klubowej sceny acidowej, która powstała w kilku londyńskich klubach pod koniec lat 80-tych i była ściśle powiązana z popularyzacją narkotyku ecstasy. Zapach skonstruowany został ze znanych syntetycznych aromamolekuł: Iso E Super, Amber Core, Amber Extreme i Cashmeran. Jest więc z definicji aromatem drzewno -ambrowym, ale cóż tak naprawdę oznacza to określenie w zestawieniu z tym, jak to pachnie? A pachnie naprawdę niesamowicie. Bo choć wszystkie te molekuły przewijają się w różnych niszowych zapachach, to jednak tu zostały użyte w takim zestawieniu, że efekt jest naprawdę intrygujący i robi wrażenie. Świetlisty, emanujący transparentną poświatą, niesioną przez Iso E Super, jest rozwinięciem koncepcji Escentric Molecules bez popadania w kopiowanie. Cheeky Smile wydaje mi się być jednym z najlepszych zapachów marki. Jego atrakcyjności dodaje fluorescencyjny flakon (!), świecący w ciemności lub pod wpływem światła UV. Przekonujące!

nos: Dominique Moellhausen

główne nuty: drzewna, drzewno-ambrowa

Golden Serenade powstał na cześć pierwsze złotej płyty w historii muzyki, jaką był singiel „Chattanooga Choo Choo” (1942) orkiestry Glenna Millera. To wyjątkowe wydarzenie twórcy marki uhonorowali wyjątkowym pachnidłem. Naprawdę mocna rzecz. Oud z szafranem, kadzidłem, paczulą i syntetyczną drzewną ambrą w koncentracji 30% (ekstrakt) daje fenomenalny efekt. Orientalno-drzewny aromat – początkowo oleisty i nieco pikantny, z czasem suchy, drzewny, kolosalnie trwały i mocny. Składniki także najwyższego sortu – zarówno oud jak i paczula (frakcja środkowa olejku) pochodzą z Laboratoir Monique Remy, synonimu jakości w branży. I to czuć. Dla perfumiarza obcowanie z takim składowymi musi być nie lada frajdą. Musiał ją mieć Rasquinet i efekt czuć. Świetny, charakterny, pachnący luksusowo. Przypomina mi oudowe ekstrakty Francisa Kurkdjiana (Cashmere Oud czy Velvet Oud). Może więc niekoniecznie oryginalny, ale z pewnością broniący się doskonałą jakością.

Glenn Miller

nos: Julien Rasquinet

główne nuty: szafran, paczula, oud

No Rules to prawdopodobnie najbardziej niezwykły i jednocześnie wymagający zapach kolekcji Jusbox. Już sama jego nazwa wskazuje na olfaktoryczną anarchię, na zaprzeczenie panującym regułom. I rzeczywiście. Zainspirowany antysystemową punkową falą końca lat 70-tych XX w. zapach od pierwszych sekund zaskakuje doborem nut i nieco szokującym efektem, jaki wywołuje. Unikatowa interpretacja tematu skórzanego z pachnącymi żelazem aldehydami mają nawiązywać do ponabijanej ćwiekami punkowej kurtki. Nuta winylu w naturalny sposób łączy się z tematem muzycznym. Ten niecodzienny zapach ocieplają nuty cynamonu i piżma.

Talentem popisał się specjalista od takich przedsięwzięć, niejaki Antoine Lie, mający na swoim koncie tak niezwykłe zapachy, jak m.in. kilka pozycji wspomnianego nu_be, Cyber Garden Costume National, Rien Etat Libre d’Orange czy Secretions Magnifique tej samej marki, Warszawa, Black, White i Gold dla Puredistance, a także RED+MS Blood Concept. Szczególnie dwa ostatnie wymienione warto wspomnieć w kontekście No Rules. Łączy je nuta żelaza, tu symbolizująca metalowe ćwieki, a tam nutę krwi i ludzkich płynów ustrojowych. Ta nuta jest chyba najtrudniejsza do przebrnięcia, ale Lie tak ją interesująco połączył z pozostałymi, że zapach balansuje wg mnie na granicy noszalności, a z czasem, gdy aldehydy tracą na mocy (a trwa to dość długo) No rules przemienia się w całkiem przyjemne, ciepłe, neo-skórzane i lekko orientalne, minimalistyczne pachnidło. Bardzo oryginalne. To trzeba podkreślić.

główne nuty: żelazo, winyl, skóra

nos: Antoine Lie

Dziełem Antoine’a Lie’a jest także Use Abuse. Metaliczna tuberoza, oddający ducha rocka lat 80-tych, ze szczególnym uwzględnieniem Freddiego Mercury’ego i Queen. Koncerty, after party, alkohol i… kokaina. Intensywną, energetyczną i narkotyczną aurę perfumiarz zbudował tworząc odurzający akord złożony z jaśminu i sandałowca, a wszystko to potraktował tym razem subtelniejszą dawką aldehydów o metalicznym zapachu. Powstał zapach kwiatowo-orientalny o – mimo wszystko – dość abstrakcyjnym charakterze. Intrygujące, hipnotyczne, energetyczne, w finale ciepłe i zmysłowe. Na pewno inne.

główne nuty: nuta metaliczna, tuberoza, jaśmin, sandałowiec

nos: Antoine Lie

Green Bubble powstało jako hołd dla muzyki reggae i ruchu Rastafariańskiego, kojarzonego nie tylko z tą muzyką, ale także z marihuaną. Czy więc mógł tu dominować inny kolor niż zielony? Oczywiście, że nie. Ale sam zapach wcale nie należy do gatunku typowo zielonych (zwykle używa się po to odpowiednich składników typu galbanum, bazylia, cis-hexenol itp.). Tu takich typowych zielonych nut nie znajdziemy. Obecna jest za to akord marihuanowym, znany mi już z kilku innych perfum, ale przede wszystkim z Black Afgano Nasomatto. To oczywiście nie powinno dziwić, gdy przypomnimy sobie, co stanowi treść kultowego pachnidła Alessandro Gualtieriego (haszysz). Całkiem więc logicznie i w zgodzie z naturą Green Bubble pachnie mniej intensywnie i mniej żywicznie/smoliście od Czarnego Afgańczyka, choć poniekąd do niego podobnie i występują w nim subtelne zielone akcenty oraz delikatny grejpfrut w otwarciu. Pozostałe składniki grają na umocnienie i utrwalenie marihuanowej dominanty. Z upływem czasu zapach ociepla się, staje się najpierw lekko gorzki, później słodkawo-żywiczny, a na końcu drzewny. To oczywiście rzecz gustu, ale mnie jakoś specjalnie nie porwał.

Ale też szczerze mówiąc nie jestem fanem reggae…

główne nuty: marihuana, nuty żywiczne, drzewne i ambrowe

nos: Julien Rasquinet

Pink Floyd 1967

Czy taka kolekcja jak Jusbox byłaby kompletna bez zapachu inspirowanego ruchem hippisowskim końca lat 60-tych? Z pewnością nie, tak jak żadna kolekcja perfum nie jest pełna bez przynajmniej jednego zapachu z paczulą w centrum. Odpowiedzią na to jest 14 hour dream, kompozycja Antoine’a Lie’a osnuta wokół dwóch nut: paczuli i wanilii. Prosta, ale i niezwykle skuteczna formuła bazująca na kontraście pomiędzy charakterystyczną, drzewno-korzenno-kwaśną paczulą, a otulającą, słodkawą wanilią. Wszystko to subtelnie doprawione szafranem, imbirem i czarnym pieprzem i osadzone na drzewnej bazie z cedru, sandałowca i gwajaku. 14 hour dream pachnie ślicznie, zmysłowo, otulająco i minimalistycznie. Nazwa zapachu wywodzi się od nazwy wydarzenia, 14 godzinnego festiwalu, który odbył się w Londynie 27 kwietnia 1967 roku, a który o świcie kończyła grupa Pink Floyd fenomenalnym występem, który przeszedł do historii. Wystarczy powąchać, zamknąć oczy i….

główne nuty: paczula, wanilia, nuty drzewne

nos: Antoine Lie

Pearl Jam

Black Powder to zapachowa emanacja grunge’u, rockowego stylu, który zrodził się w Seattle i – dzięki rozkwitowi MTV – święcił tryumfy po obu stronach oceanu w latach 90-tych, a którego najbardziej znanymi przedstawicielami byli Nirvana, Pearl Jam, Soungarden i Alice in Chains. By ująć atmosferę grunge’owej muzyki i tamtego stylu życia, perfumiarz Julien Rasquinet sięgnął po akord skórzany (więc jednak nie flanela?), który przedstawił w dość unikatowy sposób, ozdabiając jego intro nutami owocowymi jabłka i czarnej porzeczki, w centrum wzbogacając w nutę tytoniu i kadzidła, a w bazie umieszczają paczulę, tonka i sandałowca. Powstał zapach trochę w klimacie Beat Cafe, jednak inny, bo nie bazujący na cashmeranie, co go znacząco odróżnia. Owocowo – tytoniowo – skórzany, z suchą nutką kadzidlanego popiołu. Jeden z najciekawszych w kolekcji Jusbox. Sądząc po informacjach zawartych na stronie marki, bestseller marki (co uczczono limitowaną seria 500 specjalnie na tę okazję zdobionych flakonów). Potrafię to zrozumieć, choć myślę, że o sukcesie zdecydował nie tylko sam – całkiem udany – zapach, ale także cała jego grunge’owa otoczka. Wszak któż z nas nie tęskni za latami 90-tymi, tamtą muzyką, MTV, flanelową koszulą, glanami i skórzaną kurtką?

główne nuty: owocowe, skóra, kadzidło, paczula

nos: Julien Rasquinet

Feather Supreme to nowoczesny owocowo-kwiatowy szypr popełniony przez Dominique’a Ropiona. To – moim zdaniem – najlepsze, co ten perfumiarz (póki co) zrobił dla Jusbox. Pachnidło bardzo kobiece, utrzymane w nowoczesnej, minimalistycznej stylistyce, mimo że zainspirowane klasyczną artystką, choć bardzo przecież nowoczesną, jak na czasy, w których żyła i tworzyła. Aretha Franklin, bo o niej mowa, i jej niezwykła, wyrastająca z gospel muzyka, pełna swingu i feelingu. Feather Supreme otwiera się akordem owocowym, po czym przechodzi w kwiatowe serce o bardzo klasycznym składzie, by sfiniszować akordem głębi, którego istotą jest paczula, wzbogacona labdanum i piżmami. Paczula działa jak zwykle magicznie, nadając wraz z piżmami zmysłowej głębi. Zapach w żaden sposób nie oryginalny czy wybitny, najbardziej chyba typowy w kolekcji Jusbox, ale za to po prostu bardzo kobieco ładny. I oto przecież chodzi, prawda?

główne nuty: owocowe, kwiatowe, paczula

nos: Dominique Ropion

Zapachy Jusbox to wspaniały przykład perfumerii XXI wieku. Minimalistyczna estetyka oparta na sprawnym operowaniu syntetycznymi aromamolekułami. Wspaniały i kolejny już dowód na to są, że są one absolutnie wspaniałym tworzywem dla perfumiarzy. Dzięki nim są oni w stanie zrealizować najbardziej oryginalne wizje i przetłumaczyć je na interesujące zapachy, które jednocześnie da się nosić. W aktualnych czasach przesycenia rynku markami perfumowymi, potrzeba kilku elementów, by się „wybić”, by się wyróżnić i dotrzeć do wielbicieli olfaktorycznej sztuki. Oryginalny koncept, przekonująco przełożony na zapachy i opakowanie, wysokiej klasy design, wreszcie kreatywność samych perfum i ich jakość, połączona z ich przydatnością do noszenia, bez popadania w skrajne eksperymenty. W Jusbox wszystkie warunki uważam za spełnione z nawiązką. To zdecydowanie jedna z najciekawszych i najbardziej ekscytujących perfumowych propozycji ostatnich lat. Polecam bardzo i wierzę, że noszenie zapachów Jusbox będzie równie wielką frajdą, jaką dla mnie było ich testowanie i opisywanie.

2 uwagi do wpisu “Jusbox perfumes – perfumowa szafa grająca

  1. Cześć 🙂 !

    Świetnie się czytało ten zbiorczy wpis o Jusbox!
    Bo i sama marka jak najbardziej jest godna polecenia. Zresztą wszystko pięknie wyłuszczone jest w recenzji, zatem nie ma sensu się powtarzać.

    Moimi faworytami w dotychczasowej ofercie Jusbox, są Golden Serenade (na swój prywatny użytek nazywam go oudowym entem, bo to rzeczywiście potężne pachnidło!) i Black Powder. Tego drugiego widziałbym zresztą u siebie w kolekcji.
    Ostatnia premiera Siren & Sailors trochę mnie rozczarowała, bo pachnie co prawda bardzo ładnie, ale jednocześnie jest zbyt zwyczajna. Idealny balans pomiędzy artyzmem a użytecznością jest jedną z cech charakterystycznych Jusbox (jedynie No Rules mocno wyłamuje się tej z tej reguły), ale obawiam się, że marka obierze kurs na zapachy schlebiające coraz to szerszej rzeszy odbiorców. Obym się mylił. Poczekajmy jednak do kolejnej premiery.
    A Ty którego Jusboxa najchętniej widziałbyś na swojej półce?

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

    1. Dziękuję Cookie. Miło mi że ktoś jeszcze czyta moje „wynurzenia”. 😉 Siren & Sailors nie znam. Z tych które poznałem, zaskoczę Cie pewnie, chyba wybrałbym Cheeky Smile. Nie tylko ze względu na zapach, ale także ze względu na osobę, która go skomponowała… 🙂 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s