House of Sillage „Dignified” – kwintesencja niewymuszonej elegancji

Nawet jeżeli przewąchałeś już setki zapachów, Dignified zwróci twoją uwagę.

Mniej więcej tymi słowami opisał zapach amerykańskiej marki House of Sillage jeden z czytelników portalu Fragrantica.com. Przyznaję mu rację. Z czystej perfumaniackiej ciekawości wziąłem udział w „rozbiórce” flakonu Dignified na Perfuforum.pl i nie żałowałem ani przez chwilę. Co więcej – w wyniku zapoznania się z zapachem niedawno flakon zasilił moją kolekcję. A to zdarza się ostatnio naprawdę rzadko. Jest tak dobrze? – zapyta ktoś. Owszem – odpowiem.

Intro jest słodko-przyprawowe. Dominuje szafran i goździk, w tle kardamon. Wieje lekko z Bliskiego Wschodu, ale to tylko wiaterek, który nie przytłacza zapachu. Po kilku minutach spod mieszanki przypraw wyłania haitańska wetyweria, delikatna, zielona raczej niż korzenna, pięknie kontrastująca z słodko-przyprawową częścią zapachu. Im dłuższy upływa czas, tym wetyweria staje się wyraźniejsza, dodatkowo otoczona drzewnymi nutami cedru i oudu, które jednak nie ujawniają się tu indywidualnie.

Od pierwszych sekund czuć jakość i pomysł kompozycyjny. Czuć prostą, ale bardzo skuteczną formułę. Mark Buxton (perfumiarz stojący za Dignified) jest znany ze swego minimalistycznego stylu, który kiedyś w jakimś wywiadzie określił jako efekt swej… leniwej natury. Od dawna wiadomo, że sztuką jest „się nie narobić, ale zarobić”. Buxton to potrafi, co niejednokrotnie w perfumowym fachu udowodnił.

Pierwsze określenia, które przychodzą mi na myśl, gdy wącham Dignified, to elegancja i umiar z odrobiną wyrafinowania i luksusowej aury, a wszystko to doskonale wyważone.

Dignified to zasadniczo olfaktoryczna gra pomiędzy szafranem, goździkiem i wetywerią. Ale zapach ten z pewnością nie byłby taki sam, gdyby nie wymieniona w oficjalnym składzie róża, dla mnie nie wyczuwalna, jednak z pewnością odgrywająca istotną rolę w kształtowaniu charakteru serca tego zapachu. Mark Buxton nie użyłby czegoś bez powodu, szczególnie w tak krótkiej formule.

Bardzo lubię takie współczesne, nowoczesne, minimalistyczne, ale skuteczne i efektowne podejście do komponowania perfum. Styl Buxtona, podobnie jak m.in. Jean Claude’a Elleny, Antoine’a Lie czy Michela Almairaca (w odróżnieniu od pieczołowicie budowanych kompleksowych formuł choćby Bertranda Duchaufoura czy Roja Dove, które przecież także maja swój urok!) polega na dobraniu idealnych proporcji kilku do maksymalnie kilkunastu składników tak, by wzajemnie się wspierały i wzmacniały, tworząc jednocześnie intrygującą i sygnaturową, synergiczną treść. Żaden ze składników nie znajduje się w formule bez powodu i każdy odgrywa swoją ważną rolę. Nie ma tu ingrediencji zbędnych. Diginfied jest pięknym przykładem takiego podejścia. I co niezwykle ważne – pachnie unikatowo, inaczej, ale nie dziwacznie. Przeciwnie, bardzo przyjaźnie.

Dwa słowa o flakonie, bo warto się nad nim zatrzymać. To kawał solidnego, designersko bardzo męskiego flakonu, świetnie leżącego w dłoniach i przypominającego mi nieco piersiówkę. By odsłonić atomizer, należy nacisnąć przycisk znajdujący się na górze flakonu, na jego srebrnej części. następuje wówczas charakterystyczne kliknięcie, jakbyśmy odbezpieczali broń. Przyznam, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z taki rozwiązaniem, ale oceniam je bardzo dobrze. Jest poręczne, wygodne i zastępuje klasyczną zatyczkę, którą roztargniony przecież z natury facet mógłby zgubić. Całość jest tak zaprojektowana, że aż prosi, by wrzucić ją do walizki z bagażem podręcznym i zabrać w najbliższą podróż. Pojemność 75 ml pozwoli spokojnie przejść kontrolę bagażu na lotnisku.

Nie wiem dlaczego, ale zanim poznałem Dignified, spodziewałem się czegoś bardziej gęstego i przytłaczającego w klimacie pachnideł marek arabskich. Nie wiedziałem jeszcze wówczas, że skomponował go Mark Buxton. To natychmiast pozbawiłoby mnie obaw. Na szczęście i ku mojemu zaskoczeniu zapach okazała się być bardzo nowoczesnym i idealnie wyważonym, a przy tym posiadającym wyraźną i bardzo atrakcyjną sygnaturę a także – co na tej półce cenowej powinno być normą – świetne parametry – wyraźną , wyczuwalna zarówno przeze mnie, jak i otoczenie projekcję oraz wielogodzinną trwałość. Tak – tu wszystko „się zgadza”. Jeżeli do tego dodać, że nie przypomina mi nic, co wcześniej testowałem, dopełnia się obraz prawdziwego perfumowego odkrycia. Oceny 6 nie dałem wyłącznie dlatego, że nie zostałem powalony na kolana. Ale to nie jest konieczne, bym uznał zapach za doskonały, a Dignified takim właśnie w mojej ocenie jest.

Panowie, jeżeli chcecie pachnieć elegancko i z klasą, a jednocześnie oryginalnie i pewnym zagadkowym niedowiedzeniem i nie chcecie naśladować używających Aventusa lub Terre d’Hermes kolegów, sięgnijcie po Dignified. Nie będziecie zawiedzeni.

dominujące akordy: słodko-przyprawowy, drzewny

nuty głowy: bergamotka, kardamon, szafran

nut serca: goździk, róża

nuty bazy: oud, drewno cedrowe, wetyweria

rok premiery: 2015

nos: Mark Buxton

moja ocena: zapach: 5,0/ trwałość: 4,5/ projekcja: 4,5->4,0

2 uwagi do wpisu “House of Sillage „Dignified” – kwintesencja niewymuszonej elegancji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s