Bleu de Chanel Parfum – lepsze jest wrogiem dobrego

Od niedawna w perfumeriach dostępny jest Bleu de Chanel w wersji Parfum. Nie ukrywam, że z zainteresowaniem czekałem na premierę i pierwsze testy.

Parfum to zwykle wersja o koncentracji powyżej 20% (nawet do 30%), przez to o bardziej gęstym, złożonym i zwykle zmysłowym charakterze, mająca najczęściej charakter orientalny, ambrowy, skórzany lub drzewny, w której skupienie nut bazy jest największe.

To w konsekwencji powoduje, że zapach jest zwykle ponadprzeciętnie trwały (choć nie zawsze) i sadowi się blisko skóry, co oznacza, że mało kto poza noszącym go czuje (a czasem ma z tym problem nawet sam noszący). Parfum traktuje się zwykle ją jako wersję wieczorową, najbardziej elegancką z całej linii. Zdarzają się wersje Parfum genialne (jak choćby Dior Homme Parfum), ale najczęściej nie dorównują one pierwowzorom.

Naprawdę liczyłem, że będzie to zapach na miarę marki i talentu Oliviera Polge’a. Niestety to typowy produkt marketingu, mający podtrzymać zainteresowanie linią, ale zapachowo – moim zdaniem – nieudany (bądź – bardziej dyplomatycznie – dużo poniżej możliwości Polge’a). Po zapoznaniu się z nim stwierdzam, że jest najgorszym wcieleniem Bleu de Chanel.

Chronologia jest tu bezlitosna.

Pierwszy zapach linii, Eau de Toilette, ten nad którym moim zdaniem naprawdę popracowano i to nie tylko w dziale marketingu Chanel, jest perfekcyjnie zrobionym, świeżym i wibrującym, cytrusowo-przyprawowo-drzewnym, nowoczesnym męskim zapachem, który pięknie projektuje i długo trzyma się na skórze. Czuć w nim pomysł i doskonałe wykonanie. Można go nie lubić, ale docenić trzeba jakość kompozycji, skuteczność i efektowny performance. To obecnie jedne z absolutnie najlepszych mainstreamowych męskich zapachów.

chanel-bleu.jpg

Eau de Parfum – z nieco wyciszoną cytrusową świeżością i dodanym akcentem wodnym oraz kulinariami w postaci tonki i wanilii, a także suchą, drzewną, cedrową bazą – wpisuje się w popularne obecnie w męskich perfumach trendy: gourmand i odrodzony przy pomocy nowych aroma-molekuł trend aqua, a jednocześnie zachowuje w ca. 70% użytkowe walory Eau de Toilette, choć nie jest już tak wyrazisty. Mimo to wciąż dobrze się go nosi, choć cichnie zbyt szybko i generalnie nie dorównuje wersji Eau de Toilette.

Bleu de Chanel EDP.jpg

Wersja Parfum, pozbawiona już niemal zupełnie świeżych akcentów, koncentruje się na drzewnej charakterystyce. Z początku czuć co prawda sygnaturę Bleu EDT, obleczoną wszakże od razu akordem słodko-drzewnym, złożonym głównie z drewna sandałowego oraz – w zdecydowanej mniejszości – cedru. Ten akord z czasem przejmuje pierwszy plan. Nie znajdziemy tu też śladu po akcentach wodnych czy kulinarnych Eau de Parfum. Niestety zapach cierpi na kiepską projekcję, chowa się bardzo szybko przy skórze, nie daje radości z noszenia, z czucia na sobie zapachowego ogona. Jest mało wyrazisty, skupiony, niemrawy. Niestety. Rozczarowuje i to mocno. O wiele lepiej zachowuje się na materiale – na kołnierzyku koszuli czy kurtki. Ale chyba nie o to chodzi, prawda?

Zapomniałem dodać o jednej generalnej „cesze nadanej” wersji Parfum – zwykle kosztuje ona więcej, niż Eau de Toilette. Tak jest też w tym przypadku. Nie widzę i nie czuję żadnego uzasadnienia dla takiej praktyki, poza zimną kalkulacją i chęcią powiększania zysku. Ale żeby był zysk, musi najpierw być popyt. A z tym w przypadku Bleu de Chanel Parfum może być pewien kłopot. O ile tylko konsumenci perfumerii będą dość świadomi, by ten zapach obiektywnie ocenić, a nie jedynie poddać się magii marki i marketingowej otoczki i poprzestać na teście papierkowym. Broń boże!

Bleu de Chanel Parfum.jpg

główne nuty: nuty świeże, cedr, drewno sandałowe

nos: Olivier Polge

rok premiery: 2018

moja ocena: zapach: 3,5/ trwałość: 4,5/ projekcja: 3,5-3,0

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Bleu de Chanel Parfum – lepsze jest wrogiem dobrego

  1. Ja go polubiłem. W przeciwieństwie do EDP, którego wodno-tonkowo-wieczorowe nuty przy ostatnim teście zaczęły mi przypominać Paco Rabanne Invictusa…

    Moim zdaniem powinien był wyjść na jesieni. Latem przytłacza swoim ciężarem.

    Kompozycja się broni, ale brakuje mi trochę cytrusów i zdecydowanie mógłby być bardziej przyprawowy. W składzie (żadnym) nie ma imbiru, ale bardzo wyraźnie go czuję. Woody, oriental, spicy.

    Bardzo trwały zapach. Budzi się po ponad dobie na skórze.

    Projekcja kuleje i to jest fakt. Moim zdaniem jednak mimo, że nie jest to Pure Parfum – na pewno inaczej zachowuje się na mojej skórze niż większość wód perfumowanych.

    Oprócz tego, że cena jest absurdalna, jednak cieszę się, że zdecydowałem sie na jego zakup. Planuję jeszcze w tym roku nabyć 100 ml. Zapewne i on wszakże ulegnie reformulacji, czuję że szybciej niż się wszyscy spodziewamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s